<
Przejdź do treści

Cóż, rozwiązywanie problemów, to nie łatwa sztuka.

(dalsza część książki – Sztuka rozwiązywania problemów życiowych)

17. A teraz przykład, prostackiego cwaniactwa.

Według przysłowia: biada, jak się zrobi pan z dziada.

Tak, to przysłowie jest, bardzo mądre. Dlaczego? Zaraz podam Ci, autentyczny przykład z życia wzięty.

Ania, właśnie skończyła studia, przyjechała z zagranicy i postanowiła coś sobie, wynająć w dużym mieście.

Na wynajęcie całego mieszkania, nie było jej na razie stać, dopiero miała podjąć pracę zawodową.

Chciała po prostu znaleźć sobie, jakiś pokój. I co? Postanowiła, zacząć swoje

poszukiwania. Zadzwoniła do kilku miejsc, gdzie były podane

numery telefonów i pojechała z koleżanką do ludzi, którzy mieli do wynajęcia pokój w mieszkaniu.

Okazało się, że dobrze zrobiła zabierając z sobą koleżankę.

Kiedy wchodziły do takiego mieszkania, to były mierzone z góry na dół, aż wyglądało to trochę prostacko i niesmacznie.

Zaraz, były zadawane pytania osobiste, typu samotna, czy nie i tak dalej.

I na jak długo, ma być podpisana umowa? Jeden człowiek powiedział, że jego interesuje tylko okres, jednego roku.

Na dodatek, cena za jeden pokój, była bardzo wysoka. Mógłby wynająć, za to mieszkanie.

Inna kobieta, powiedziała, że dzisiaj to robi taki casting. I szczerze mówiąc, to wolałaby

na mieszkanie przystojnego mężczyznę niż znowu, tę babę.

I takie tam, różne podteksty. W następnym mieszkaniu, kobieta również wywindowała taką

cenę, że zawrót głowy i nie powiedziała tego wprost, ale najwyraźniej to czekała też, na

jakiegoś mężczyznę. Bo mówiła, ach potrzebny byłby mężczyzna, gdyż trzeba naprawić to i owo.

I sama widzisz, co takie małe mrówki, robią z ludźmi, a co dopiero jakby tego typu ludzie, byli naprawdę bogaci.

I znowu po raz drugi przytoczę przysłowie, że: biada, jak się zrobi, pan z dziada.

Chociaż im, jeszcze daleko do pana, i chyba nigdy nim nie będą, to jednak potrafią krwi trochę wypić…

Ania, znalazła w końcu mieszkanie u starszego małżeństwa w domu prywatnym.

Jest bardzo zadowolona, bo: nie ma złego, żeby na dobre nie wyszło.

Wprawdzie, nie w samym centrum, ale jest zaraz tramwaj i to sprawę rozwiązuje.

Ludzie Ci, podali normalną cenę. Mówią, że oni to więcej dla towarzystwa wynajęli duży pokój w swoim domu, bo siedzieli sami i było im smutno. Są bardzo dyskretni, nie wypytują się.

Tak, to ludzie kulturalni, wykształceni. I nie jedno, widzieli w życiu. O co, będą pytać? Jak to wszystko, już przerabiali.

Owszem, ich można nazwać ludźmi z górnej półki. Świadczy o tym zachowanie i ogromna wiedza, jaką posiadają.

A i dom o czymś, świadczy. Przeciętniak, nie dorobi się tak, pięknego domu. Cóż, oni wiedzą, że pieniądze to też nie wszystko.

Nie chcieli, żadnej kaucji. Widzą, że dziewczyna, dopiero zaczyna życie zawodowe. I zobacz, czy nie wynagrodził jej wszystko Anioł Stróż? Może powiesz, że nie wierzysz, a jednak…

I nieraz tak jest, że problem sam się rozwiązuje, tylko potrzeba troszkę czasu.

Nasza podświadomość, musi mieć czas, żeby to w inny sposób poukładać.

Sytuacje, które często mają miejsce w dużych miastach.

Na pewno spotkałaś się z takim czymś, jak żebranie, proszenie o pomoc. Przeważnie, są to mężczyźni w kwiecie wieku.

Kobietom, zdarza się to rzadziej. Nie, nie mówię tego złośliwie, dlatego, że jestem kobietą.

Kobiety rzadziej żebrzą niż mężczyźni. Oczywiście, oprócz Cyganek czy Rumunek.

Pewnego razu, spotkałam się z moimi znajomymi (stare i dobre małżeństwo) w dużym mieście w Polsce.

Pracy tam jest, co nie miara. Tylko trzeba mieć, trochę chęci. Idziemy główna ulicą, spotkał nas

mężczyzna w kwiecie wieku i prosi o datek, bo brakuje mu na obiad.

Chłop rosły jak dąb, nie widać, żeby był chory. Zaproponowałam mu, proszę iść do

pracy i nie robić wstydu naszemu krajowi, bo jest dużo obcokrajowców.

Podejrzewam, że ten bezczelny człowiek, zawsze wyłowi z tłumu, jakiego naiwniaka i

dostanie na ten obiad. Chociaż wątpię, raczej na alkohol.

Uszliśmy kawałek i znowu, następny. Też, młody człowiek. Jak ich, nie wstyd.

Jeszcze czekała nas, ta sama przyjemność na peronie, jak czekaliśmy na pociąg.

I tam również, żebrał młody człowiek, nawet nienagannie ubrany.

Cóż to za brak, jakiegokolwiek honoru. Ktoś pomyślałby, że ma taką biedę. Jestem przekonana, że to typowe lenie i nieroby.

Są ludzie, którzy brzydzą się pracą. On, pracy się nie podejmie. Praca, to dla głupich.

I w ten sposób, stworzył się sztuczny problem. Bo w rzeczywistości, to w ogóle go nie ma.

W jednym z dużych miast, na głównej ulicy siedziała i żebrała, parę lat kobieta. Potem

czytam w miejscowej gazecie, że jedna dziennikarka odkryła, całą prawdę o tej żebrzącej kobiecie.

Ta pani z tego żebractwa, wybudowała dwa domy.

I co, na to powiesz?

Cóż, według mnie to winni są, sami ludzie. Jeśli nikt nic, nie dałby takiemu leniowi, to byłoby po problemie.

Jeszcze, opowiem Ci również o żebractwie, tylko w innym wydaniu. Otóż, kiedyś jak ja

chodziłam do szkoły średniej, to zaistniał taki oto przypadek żebractwa.

Pewien nauczyciel i to dość szanowany, uczył przedmiotów ścisłych, postanowił zarobić na swoich uczniach.

Zarządził jakąś tam, zbiórkę w całej szkole już nie pamiętam na co, gdyż był również dyrektorem.

Cóż, uczniowie przynieśli pieniądze, bo trzeba było wpłacić skarbnikowi, do jakiegoś czasu.

I co? I okazało się, że potem sprawa przycichła i nie wiadomo, co się stało z tymi pieniędzmi.

Jakoś dziwnie, była pomijana odpowiedź, na co poszły pieniądze.

Jednak, za dużo ludzi o tym wiedziało. Ktoś, podał sprawę na Policję. I okazało się, że

ten szanowany pan nauczyciel(profesor), zbierał pieniądze, na wykończenie swojego, prywatnego domu.

No, niesamowite. Nikt, nie chciał w to uwierzyć. Jaki miał tupet, ten człowiek. Widocznie traktował, wszystkich uczniów w tej szkole, jak jakichś półgłówków.

I był pewien, że sprawa, nie wyjdzie na światło dzienne. Jak został, za to ukarany?

Oficjalnie, to tylko tyle się zmieniło, że nie był już dyrektorem szkoły. Ale, czy jeszcze otrzymał jakąś karę, to nikt nic, nie wiedział.

Hum, wymyślił sobie, bardzo łatwy sposób, na bogacenie się.

Potem, starsze klasy, które kiedyś go bardzo szanowały, odnosiły się do niego z lekkim niesmakiem. No jak mógł, tak postąpić.

Problem finansowy

Przekonałam się, że sprawy finansowe mocniej wiążą ludzi z sobą, niż uczuciowe.

I chyba tak było od zawsze, tylko nikt oficjalnie o tym nie mówił, bo bał się konsekwencji.

W tym wypadku, jest tak. Jest małżeństwo w wieku już, bardzo dojrzałym.

 Każde z nich, już miało ileś tam lat, swój pierwszy związek. On, ma dwoje dzieci, a ona jedno z pierwszego małżeństwa.

Kiedy postanowili z sobą zostać, to jeszcze nie mieli rozwodów. Dopiero wnieśli sprawy, do Sądu.

I na ten moment, kiedy zaczynali wspólne życie, to nie mieli grosza przy duszy, tylko każde z nich, miało jakieś tam swoje długi.

On, nazwijmy go Jan, zaczął prowadzić, działalność gospodarczą. I trafił w dziesiątkę. Pieniądze, zaczęły płynąć rzeką.

Ona, zrezygnowała z pracy zawodowej, gdyż tak kazał jej obecny mąż.

Jan, zmienił się również, od strony psychicznej. Stał się bardziej, pewny siebie.

Zaczął zwracać uwagę, na inne piękne kobiety.

I w tajemnicy, bez wiedzy swojej obecnej żony, miał cichą kochankę, której zanosił niemały grosz.

Jego obecna żona, była inteligentną kobietą i o wszystkim się, dowiedziała.

Postanowiła jednak, temat przemilczeć i udawała, że o niczym nie wie.

Czas mijał. Jan, myślał, że o kochance nikt nie wie.

Dlatego w obecności żony, okazywał się wspaniałomyślny i wspomagał hojnie, jej dziecko z pierwszego małżeństwa.

Żona, milczała, nie dawała powodu, żeby mógł cokolwiek podejrzewać.

Cóż, Jan nie był młody i kiedy zaczął prowadzić życie seksualne na dwie strony,

to zabrakło mu sil. Bo co sześćdziesiąt lat, to nie trzydzieści.

Powoli, powoli zaczęły pukać do niego, różne choroby. Każdy lekarz, widział inny sposób na poprawę zdrowia, a w efekcie to nic, nie skutkowało. Nie minęły dwa lata i Jan, zmarł.

Myślał, że żona dalej o niczym, nie wie. Chcący jej to wszystko zrekompensować, zapisał jej duży majątek.

Czuł i wiedział, że z tej choroby już, nie wyjdzie.

Jak widzisz, nieraz warto opanować się i niektóre sprawy, przemilczeć.

No w tym wypadku, chodziło ewidentnie o pieniądze. Tak rozwiązała swój problem, żona Jana.

Na pewno, jej miłość do niego, również dawno minęła. Ale była na tyle silna, że nie zdradziła tego, co wiedziała.

Ona, rozwiązała problem sama. Czuła, że ich miłość minęła bezpowrotnie. Nie pomogą, pretensje i kłótnie.

Był to człowiek bogaty, więc postawiła na pieniądze. Tyle pozostało, po ich miłości.

20.Rozwiązując problemy, dopuść do głosu swoje wnętrze.

Rozwiązując problem, dopuść do głosu swoje wnętrze.

Każdy z nas, żeby żyć musi nieustannie rozwiązywać coraz to, inne problemy.

Jeśli chcesz w pełni, korzystać z życia i być twórcza, kreatywna, to musisz wyjść z swojej strefy komfortu.

Niestety, weź ciepłe kapcie i odstaw w kąt…

I kiedy tak, przeciskasz się przez gąszcz najróżniejszych spraw, to w końcu trafiasz na taką, że nie możesz dalej iść…

Tak, to jest ten właśnie problem, który Cię zatrzymał. I co? I nie pójdziesz dalej

„bratku”, jeśli go nie pokonasz, nie rozwiążesz.

Jednak od czego zacząć, pomyślisz sobie. Niestety, ale musisz zacząć i to w jak

najkrótszym czasie, bo wrośniesz w to jedno miejsce i nie ruszysz się.

Przytoczę Ci klasyczny przykład, gdzie trzeba rozwiązać problem.

Powiedzmy, że Twój mąż, chce zmienić miejsce zamieszkania, a Ty przez te wszystkie lata,

wrosłaś w tą miejscowość, gdzie urodziły się i wychowały, Twoje dzieci.

Tylko, że nie możesz zrozumieć, że Twoje dzieci, to już nie dzieci, tylko dorośli ludzie.

Pozakładali swoje rodziny i dawno, nie ma ich tutaj.

Na szczęście Twój mąż, doskonale to rozumie i postanowił, dostosować Wasze

życie do innej sytuacji niż ta, która już przeminęła.

Dom, jest dla was dwojga, za duży. Nie ma kto pracować, przy jego utrzymaniu.

Wasze siły, to już nie te, jakie były trzydzieści, czy nawet dziesięć lat temu.

Mąż, ma już swoje powody, że nie chce tego domu. Bolą go nogi, jest słabszy. I ile kiedyś

ten dom sprawiał mu radości, to tyle teraz, sprawia mu kłopotu.

Ty, zacięłaś się i nie chcesz przyjąć do wiadomości, że czas nikogo, nie pomija.

Dlatego, na tym tle dochodzi między wami, nieraz do sprzeczki. I jak rozwiązać, ten problem?

Cóż, możesz zastosować metody, które podałam na początku tej książki.

Możesz też posłużyć się, najprostszą metodą i najbardziej przekonywującą, zwykłego śmiertelnika.

Wiesz, jaki język jest zrozumiały dla każdego? Nie musisz znać żadnych, innych technik.

To, język obrazów. Każdy go zrozumie, a szczególnie Ty sama, jeśli przy pomocy

kartki i ołówka czy flamastra, narysujesz swój problem.

Od czego, zacząć?

Najpierw dobrze zapoznaj się z tym co cię gryzie…

a/Dobrze zapoznaj się z tym co Cię gryzie, co powinno być rozwiązane.

Narysuj sobie w tym wypadku, Wasz dom. Duży piękny. I narysuj również, ile jest w nim

do zrobienia. Porządek, koło domu i w domu. Różne naprawy. Nie wiem, jak

sprawa wygląda z opałem, czym go ogrzewacie i tak dalej.

I powoli stopniowo, ogarnij to wszystko. No, będzie tego, niemało. Przyzwyczaj się do tego, że jednak jest tak, a nie inaczej.

Popatrz chwilę, na ten swój rysunek. I przyzwyczaj do tego rysunku, swój umysł.

b/ zobacz to wszystko jako osoba, która już zna ten problem.

Weź jeszcze raz, do ręki ten rysunek, który narysowałaś i dorysuj jeszcze inne powody,

których za pierwszym razem, nie narysowałaś, bo Ci umknęły, albo nie brałaś ich w ogóle pod uwagę.

Wydawały Ci się, wcale nieważne. A jest, jednak inaczej.

Rysuj prosto, bardzo prosto, przejrzyście.

Pod spodem, zrób agendę i poopisuj dokładnie wszystkie, kolejne numery jakie zaznaczyłaś na rysunku.

Znowu chwile popatrz, żeby to w Tobie dojrzało.

C/ Wyobraź sobie, jak powinno być!

Teraz, popatrz jeszcze raz na swój rysunek, który uwidacznia już wszystko, co potrzeba zmienić.

I weź i obok tego rysunku, albo na nowej kartce narysuj tak, jak powinno być prawidłowo.

Jak według Ciebie i może, dorad bliskich osób, powinien wyglądać problem – już rozwiązany.

Reasumując, to już nie będzie problem, to będzie Twoja praca, Twoje rozwiązanie czegoś, z czym się już uporałaś.

Teraz, narysuj bardzo dokładnie, prosto i przejrzyście. Rysunek, ma być czytelny, dla każdego. Nawet dla, kompletnego laika.

Wiesz, język obrazów, jest zrozumiały dla każdego. Nikt, nie musi znać, obcego języka.

Zauważ, że prosty język obrazów, na skałach, przetrwał wiele tysięcy lat.

I jest zrozumiały, również dla nas. Tak, ten rysunek, to będzie inna rzeczywistość, to

będzie wyjście z Twojej strefy komfortu. To jest, Twoje dzieło.

d/ Pokaż Twoje dzieło!

Teraz nagródź swój umysł, za konstruktywną i wytrwałą pracę i pokaż swoje dzieło!

Bądź z niego dumna i to, bardzo. Poświęciłaś mu wiele pracy, na

przemyślenia, na zniwelowanie rożnych wątpliwości i strachu.

Potrafiłaś zmienić wszystko, co było dotychczas.

W efekcie, znowu wyszłaś z swojego ciepłego pokoiku w inną, rzeczywistość.

Brawo! Idziesz do przodu. A inni, którzy zmarnowali cenny czas, są dalej w tym samym miejscu.

I jeszcze powiem Ci, jedną ciekawostkę. Otóż, zostały odkryte tak zwane, neurony lustrzane.

Rzucają one nowe światło, na niektóre złożone problemy.

 Okazuje się, że ludzki mózg nie ma sensu, bez mózgów innych ludzi w pobliżu.

Modele rzeczywistości, jakie budują dla nas nasze mózgi, są w znacznym stopniu

zależne od komunikatów, wysyłanych przez innych ludzi.

Istnieją przesłanki do twierdzenia, że pomiędzy wewnętrznymi światami ludzi,

stojących obok siebie, nie ma wyraźnej granicy.

Naszą siłą jest, nie tylko wspólne gromadzenie wiedzy, ale także kolektywne wrażenia, stany emocjonalne i uczucia.

I sama widzisz, jak mądre jest przysłowie, które mówi, że: człowiek, jest zwierzęciem stadnym.

Albo: z jakim się przystajesz, takim się stajesz. Przysłowia są wymyślone na podstawie wieloletnich doświadczeń i obserwacji.

W tym wypadku, ma to swój sens. Zmieniając swoją rzeczywistość, idziesz do

przodu, a tym samym zmieniasz również rzeczywistość, innych ludzi. Wszystko, jest z sobą spójne.

A teraz skoncentruj energię i rozwiąż ten przykład z życia.

21.Podam Ci jeszcze jeden przykład, najprawdziwszy z prawdziwych.

Ewa, pochodziła z dość dziwnej rodziny. Dlaczego dziwnej, zapytasz?

Otóż, ojciec grał wiecznego cierpiętnika, pokrzywdzonego przez los. Przynajmniej on, tak uważał.

Miał pretensje, do swojego rodzeństwa i rodziców, że nic nie dostał z swojego domu.

Tylko, że najpierw należałoby postawić pytanie, co miał dostać, jak nic nie było do brania?

W domu bieda, aż piszczała. Matka, zahukana przez ojca i gromadka, dzieci.

Trochę górzystej i mało urodzajnej ziemi, stara buda, trudno to było nazwać domem. On jednak, chciał coś brać.

No, trudno zrozumieć, takiego człowieka. Poszedł w Polskę, na Śląsk. Tutaj otrzymał, pracę i mieszkanie.

Tylko, że z tą pracą to różnie bywało. Nie chciało się, bardzo pracować.

Pracowała, to jego żona, Ukrainka. Ta, była zadowolona, że jest w Polsce. Wiedziała jaką biedę cierpi, jej rodzina.

Co tylko mogła, to wiozła do swoich. W tym wypadku, nie było mowy o dorobieniu się

czegoś wspólnego, bo wszystko wywiozła do Lwowa.

Jej mąż z kolei, miał dwie lewe ręce, do pracy. Więcej był na zwolnieniu, jak w pracy. I tak, życie leciało.

Nic, nie mogli się wspólnie dorobić. On widział, że żona wszystko wywozi, to również nie dbał o wspólny dorobek.

Na dodatek, całe życie lubił sobie zdrowo popić. Taki, typowy góral, który jest mało kreatywny.

Dzieci wychowywała, szkoła i matka. Nie interesował się, wiele nimi.

I patrząc na to wszystko z boku, to śmiało można powiedzieć, że Ewa wychowała się w patologicznej rodzinie.

Acha, miała jeszcze starszego brata, który w ogóle nie miał, wspólnego języka z ojcem.

Między nimi, była ciągła walka. Najpierw syn, nie mógł znieść, jak ojciec unika pracy i

popija, a potem ojciec z kolei nie znosił swojego sobowtóra, gdyż syn będąc dorosłym, postępował podobnie.

I tak, koło życiowe się toczyło. A matka, żyła swoim lwowskim życiem.

W końcu przyszedł czas i Ewa poznała pewnego chłopaka, Polaka, który zakochał się w niej i wzięli ślub.

Z tym, że już przed ślubem ten chłopak zauważył jej trudny charakter i chciał się z tego wycofać. Ewa płakała, więc ożenił się.

I co dalej? Ewa myślała, że jak już jest mężatką, to ma popychadło w postaci męża i może robić z nim, co zechce.

Zaczęła mu stawiać, wiele warunków do spełnienia, bo w przeciwnym wypadku go zostawi.

Jej mąż Darek, dwoił się i troił, ale nie był w stanie spełnić jej wymagania, jakie mu postawiła.

Miał przez jeden rok, kupić mieszkanie trzypokojowe i samochód. Nie źle, co?

Na to wymaganie, ludzie pracują latami. Można by się zastanowić, czy ta Ewa, miała dobrze w głowie.

Ich dziecko, córka, miała już roczek. Ewa, postanowiła go ukarać i poszła od niego, do

rodziców. Ograniczała też, spotkania z dzieckiem.

Darek, bardzo to przeżył. Powiedział tylko tyle swojej matce, że to co on przeżył, to nie życzy, najgorszemu wrogowi.

Owszem, Darek miał dom jeszcze przed ślubem, ale Ewa chciała go sprzedać i przehulać, mówiąc kolokwialnie.

Całe szczęście, że myślał logicznie. Dom, to był majątek, dla jego córki.

I co, dalej?

Kiedy Ewa poszła do rodziców, to Darek już jej nie prosił, żeby wracała.

Zostawił to, czasowi. Dzieckiem opiekował się w weekendy, jeśli go dopuściła.

Po niedługim czasie Ewa, wniosła o rozwód. I co, dalej? Oczywiście, Darek nie miał nic przeciwko i rozwód, otrzymali.

Po rozwodzie, Darek cały czas dba o córkę i przebywa z nią, jak tylko Ewa zezwoli.

Nagle, Ewa zmieniła swoje postępowanie i już nie ograniczała Darkowi widzenia z córką, bo sama, zajęła się panami.

Zaczęła przechodzić z rąk, do rąk. Każdy z kolegów Darka, był z nią w pościeli.

Aż w końcu, zaszła w ciążę z jednym z kolegów Darka. I to z kolegą, którego znał od ławy szkolnej i bardzo się lubili.

Darek, bardzo się zraził do tego kolegi i nie rozmawiają, do dziś.

Urodził się im, syn. Ten kolega Krzysztof, nie ożenił się z nią i nawet jej, nie zameldował.

Mieszka u niego jako konkubina. Bardzo surowo, ją traktuje. Ona, utrzymuje rodzinę, a on swoje pieniądze, składa na konto.

Zresztą, zawsze słynął z skąpstwa.

Kiedy dziecko, czyli ich syn, miał cztery latka okazało się, że jest niepełnosprawne.

Ewa, zostawiła sprzątanie w szkole (sprzątała w szkole chociaż miała licencjat) i zajęła się dzieckiem.

Teraz, jest tam u nich piekło, bo jej konkubin, kolega Darka, nie jest zachwycony takim stanem

rzeczy i najchętniej to chciałby, żeby Ewa się wyprowadziła od niego.

Niestety, Ewa nie ma gdzie pójść. Rodzice, nie chcą jej z dwojgiem dzieci.

Darek, nie ożenił się, chociaż mógłby, bo jest przystojnym i poukładanym mężczyzną.

Niestety, mówi, że bardzo się zraził do kobiet.

Z córką ma bardzo, dobry kontakt. Dziewczynka, dobrze się uczy i jest, za nim.

I taki finał, ma ta historia.

Zastanów się i pomyśl, gdzie i w którym miejscu przedstawione tutaj osoby – postąpiły niewłaściwie i popełniły błędy?

Niby, taka sobie historia, ale zauważ, ile po drodze zostało, nierozwiązanych spraw i zamiecionych, pod dywan.

Te nierozwiązane problemy, zrodziły następne.

I sama widzisz, że nie warto żyć z nierozwiązanym problemem. Bo zaraz, rodzą się następne.

Mają podatny grunt i powstają, zepsute owoce. Ewa, pochodziła z patologicznej rodziny.

Uważam, że bardzo dużą winę w tym wypadku, ponosi właśnie jej matka. Ojciec w końcu machnął na to ręką i ta robiła, co chciała.

Ojciec, był za słaby, żeby to wszystko przeciąć. Ciągnął za sobą, tą chorą rodzinę.

Bo matka w tej rodzinie myślami i czynami, była w Lwowie. To jak miało, być dobrze?

Dzieci, otrzymały zły przykład, od rodziców. A Ewa? Ewa, myślała, że jak weźmie ślub, to może zrobić z męża, służącego.

Podobnie, jak to zrobiła jej matka, Ukrainka. Nie miała pojęcia, jak funkcjonuje normalna rodzina.

Była też śmierdzącym leniem, nie garnęła się do pracy. Może lenistwo odziedziczyła, po ojcu? Kto wie?

Uważam, że Darek, postąpił właściwie. A jeszcze, jeden szczegół. Kiedy córka Darka

szła, do Pierwszej Komunii Świętej, to fotograf chciał jej i jej matce Ewie, zrobić pamiątkowe zdjęcie koło obrazu, Matki Bożej.

Ewa powiedziała, że nie chce zdjęcia koło takiego, czegoś…

To wyobraź sobie, jakie miała wychowanie z domu. Na dodatek, na wszystkie

wywiadówki i przygotowania do Komunii Świętej, zawsze chodził Darek z córką, a nie matka.

Ta, nigdy nie miała czasu, a co robiła? Po prostu olewała to, brzydko mówiąc. I zmieniała panów, jak rękawiczki.

Nie chce nic mówić, ale los ukarał ją. Teraz ma, niepełnosprawne dziecko. I już nie musi pracować, bo dostaje pieniądze, na dziecko.

Cóż, warto dokładnie przeanalizować, tę historię.

I zgodzisz się ze mną, że nigdy w życiu, nie warto za bardzo lekceważyć, drugiego człowieka.

Bo życie, lubi wystawiać sprawiedliwe rachunki.

Zastanów się nad swoim życiem

Jest takie proste przysłowie, że: co za dużo, to niezdrowo.

Powiedzmy, że jesteś teraz młoda, piękna i w kwiecie wieku. Za co chwycisz, to wszystko Ci wychodzi.

Masz szacunek i poważanie w swoim, otoczeniu.

I nawet, nie masz do siebie pewnego dystansu. Po co? Myślisz sobie. Wszystko, kłania mi się w pas.

W pracy mężczyźni, wodzą za Tobą maślanym wzrokiem, kiedy widzą Twoje

piękne nogi, ładny biust, nie mówiąc już o innych częściach ciała, a szczególnie o twarzy.

Jaki ubranie ubierzesz, to w każdym wyglądasz, jak bogini.

Nawet dostałaś podwyżkę, za wzorową pracę.

Cóż, koleżanka wykonuje to samo i podwyżki, nie dostała.

Było jej przykro, ale przemilczała zły moment, bo nie chce zostać zwolniona.

No to, dlaczego, tak się dzieje?

Wiesz, chyba dlaczego. Kobieta o nieprzeciętnej urodzie, potrafi bardzo szybko

piąć się w górę. Owszem, powinna być też inteligentna.

Jednak, tych inteligentnych jej koleżanek, jest bardzo wiele. I potrafią stać w jednym miejscu, bez awansu przez parę lat.

To jak?

No tak, że jesteś na topie. Świat, kłania Ci się w pas. I właśnie w takich momentach życiowych, trzeba umieć się powstrzymać.

Przed czym?

Przed nadmierną, pychą. Przed krzywdzeniem innych, tych słabszych, którzy w tej chwili, nie są na topie.

Im też, może kiedyś zaświeci słoneczko, ale ciężko na to na razie, pracują.

Wczuj się w sytuacje ludzi, którzy chwilowo, nie zdołali wyjść na sam czubek drzewa. Gdzieś po drodze zatrzymali się, bo brakło im sił.

Pamiętaj również o osobach, starszych. Nie drwij z nich, że nie mają figury, że zapominają i czasem kilka razy, powtarzają to samo.

Niestety, ale oni też kiedyś byli, na topie.

Podam Ci prawdziwy przykład z życia wzięty, zresztą ja tylko takie podaję.

Był sobie kiedyś pewien pan, który zajmował bardzo wysokie stanowisko. Był dyrektorem wielkiego przedsiębiorstwa, na Śląsku.

Chodził ubrany w najdroższych ubraniach. Wszyscy, kłaniali mu się w pas.

Zarabiał bardzo, duże pieniądze. Przebierał w kobietach, jak w kartoflach. Żadna na dłuższy okres, nie mogła z nim zostać.

Złamał wiele serc, kobiecych. Tak się składa, że mieszkał, niedaleko moich dobrych znajomych. Znaliśmy, jego rodzinę.

Żona, nie miała z nim lekko. Wiedziała o wszystkim, ale co miała zrobić?

Jak o wszystkim decydował on, bo miał duże pieniądze.

Lata mijały. Jemu również włosy posiwiały. I powoli, powoli, zaczął tracić, swój urok osobisty.

Nie mógł tego przeżyć, że nadszedł czas, żeby iść, na emeryturę.

Miał bardzo duże plany, co do różnych wyjazdów na emeryturze. I tak też zrobił.

Jeździł jakiś czas, po świecie. Ale, to też do czasu, mogło być.

Zaczął podupadać, na zdrowiu. I musiał osiąść, na stałe w domu.

Nagle, dowiadujemy się, że zachorował na Alzheimera.

Nie można było, już z nim rozsądnie porozmawiać. Żona zmarła. Dzieci, wyjechały w świat. A on, został sam.

Trafił, do Domu Starców. Tam pracowała, jedna z jego sąsiadek. Mówiła nam, że życie, zawsze wystawia rachunki.

Kiedyś pan dyrektor, bardzo poniewierał ludźmi. A to był chamski, a to, nie chciał dać podwyżki.

Zwykły człowiek, nie liczył się u niego. Nawet, nie bardzo chciał z nim rozmawiać.

Trzeba było się najpierw, zapisać na rozmowę i albo przyjął, albo nie przyjął jak uznał, że ten ktoś jest za mało ważny, dla niego.

Teraz, jest szczęśliwy, jak pielęgniarka zmieni mu pampersa, inaczej chodzi z tym wszystkim.

Nikogo, nie poznaje. Jak przyjdzie mu coś do głowy, to rozbiera się i chodzi cały nagi, po pokoju.

Dlatego, nigdy nie warto przekraczać, pewnej granicy. Trzeba pamiętać, również o słabszych.

O tych, którzy w tym momencie mają niekorzystny, okres w życiu.

W myśl przysłowia, że: fortuna, kołem się toczy…

Nie myśl sobie, że jesteś niezastąpiona. Nie, nie ma czegoś, takiego.

Wszyscy przemijamy.

Zawsze, tak układaj swoje życie, żeby, był sprawiedliwy rachunek.

Przekonasz się, że grzech pychy i poniżania drugiego człowieka, jest największym grzechem.

I o tym przykazaniu, zapomina większość ludzi.

Nie narzucaj ciągle swojej woli drugiej osobie

Nawet, jeśli to są Twoi, najbliżsi.

Poznałam kiedyś kobietę, która miała męża autokratę. Owszem, dbał o swoją rodzinę, ale liczyło się tylko jego zdanie.

Żona, nie miała nic, do powiedzenia. Mąż, nie rządził źle, ale nikt nie mógł mieć

swojego zdania. Z biegiem lat, żona już do tego przywykła.

Ale dzieci, nie. Kiedy zdobyły już zawody, pokończyły studia, każde z nich, poszło swoją drogą. Co jest, jak najbardziej normalne.

Ale, mąż mojej znajomej, zaczynając z nią wspólne życie, postanowił wybudować dom rodzinny, dwupiętrowy.

Taki blok. Dom był, ogromny. Miał być, dla dzieci.

Czas pokazał, że żadne z dzieci, nie chciało w nim mieszkać. Dlaczego?

Bo stwierdziły, że to jest kupa. Oni, chcą mieć dom rodzinny, ale mniejszy i tylko dla jednej rodziny. A nie, wspólnota.

Na starość rodzice, zostali sami w tym domu.

Po śmierci ich matki, ojciec musiał iść do córki, a dom został sprzedany.

Ojciec, nie potrafił tego przeżyć, zmarł w niedługim czasie.

On, zbudował sobie taki, a nie inny obraz rzeczywistości i według tego obrazu

realizował swoje życie, nie pytając o akceptacje, nikogo z swoich bliskich.

I tutaj właśnie tkwił, cały problem. Pamiętaj, że żyjąc w rodzinie, trzeba liczyć się z głosem każdego, członka rodziny.