Są kobiety, które przez wiele lat słyszą, że mają jeszcze czas.
Najpierw kończą studia, zdobywają zawód, uczą się samodzielności. Później rozwijają się, pracują, podróżują, urządzają własne mieszkanie i budują życie, z którego mogą być dumne. Nie brakuje im zaradności ani odwagi. Potrafią same o siebie zadbać.
W głębi duszy wiele z nich nadal ma jednak bardzo zwyczajne marzenie: spotkać człowieka, którego pokochają, stworzyć z nim dom i pewnego dnia zostać matką.
Tylko że odpowiedni człowiek nie zawsze pojawia się wtedy, kiedy powinien.
Mijają kolejne lata.
Bywają związki, które dobrze się zaczynają, lecz kończą rozczarowaniem. Pojawiają się mężczyźni atrakcyjni, ale niedojrzali. Inni nie chcą dzieci albo nie są gotowi na stały związek. Czasami kobieta sama odchodzi, ponieważ widzi, że z tym człowiekiem nie zbuduje życia, jakiego pragnie.
W pewnym momencie dociera do niej coś, czego wcześniej nie chciała dopuścić do siebie:
czasu nie zostało już tak dużo.
„Przecież nie chciałam być sama”
Z boku łatwo powiedzieć:
Trzeba było wcześniej pomyśleć.
Tylko co właściwie miała zrobić?
Dwudziestokilkuletnia kobieta raczej nie wybiera męża przede wszystkim dlatego, że za kilkanaście lat może mieć trudności z urodzeniem dziecka.
Trzydziestolatka nie powinna zostawać z człowiekiem, któremu nie ufa, wyłącznie z obawy, że następnego partnera już nie spotka.
Po trzydziestym piątym roku życia również trudno uznać, że każdy przyzwoity mężczyzna musi być odpowiedni tylko dlatego, że czas zaczyna mieć znaczenie.
Żadna z tych dróg nie daje gwarancji szczęścia.
Kobieta może bardzo pragnąć dziecka, a jednocześnie nie chcieć mieć go z przypadkowym człowiekiem. To nie musi oznaczać wygórowanych oczekiwań. Nieraz jest po prostu wyrazem odpowiedzialności.
Partnerzy mogą się rozstać.
Rodzicami wspólnego dziecka pozostają na zawsze.
Im więcej osiągnęłaś, tym trudniej powiedzieć: „wszystko jedno”
Wykształcona, samodzielna kobieta często wie już, czego chce od życia.
Przez lata nauczyła się sama zarabiać, podejmować decyzje i radzić sobie z problemami. Ma własne zainteresowania, znajomych, przyzwyczajenia i sposób życia.
Nie potrzebuje więc kogokolwiek, kto zapewni jej bezpieczeństwo finansowe.
Znacznie ważniejsze staje się coś innego.
Szuka szacunku, rozmowy, bliskości, odpowiedzialności i podobnych wartości. Dobrze byłoby również, gdyby między dwojgiem ludzi pojawiła się zwyczajna kobieco-męska chemia.
Czy to naprawdę tak wiele?
Niekoniecznie.
Trudność zaczyna się wtedy, kiedy lista oczekiwań staje się tak długa, że żaden realny człowiek nie ma szans jej spełnić.
Warto wtedy zadać sobie niewygodne pytanie:
Czy chronię swoje najważniejsze wartości, czy może próbuję znaleźć człowieka bez wad?
To ogromna różnica.
Wymagania czy perfekcyjny obraz partnera?
Z pewnych rzeczy nie warto rezygnować.
Szacunek, uczciwość, odpowiedzialność, podobne podejście do rodziny i bezpieczeństwo emocjonalne stanowią fundament wspólnego życia.
Jeżeli kobieta chce dziecka, niezwykle ważne jest również to, czy mężczyzna rzeczywiście pragnie zostać ojcem i zamierza uczestniczyć w wychowaniu, a nie jedynie zgodzić się na pojawienie potomstwa.
Obok tych podstawowych spraw mogą jednak pojawić się oczekiwania zupełnie innego rodzaju.
Określony zawód, odpowiedni wzrost, wysokie zarobki, błyskotliwość, towarzyskość, spontaniczność, wrażliwość, atrakcyjność…
Do tego zadbany wygląd, brak trudnej przeszłości i oczywiście iskra już podczas pierwszego spotkania.
Każda z tych cech osobno może wydawać się ważna. Zebrane razem tworzą czasem człowieka, który istnieje głównie w wyobraźni.
Nie chodzi o obniżenie wymagań ze strachu przed samotnością.
Znacznie rozsądniej zastanowić się, które z nich chronią moje przyszłe szczęście, a które jedynie opisują mój ideał.
Najtrudniejszy przeciwnik nie stoi po drugiej stronie stołu
Pracę można zmienić w wieku czterdziestu lat.
Przeprowadzka do innego miasta jest możliwa nawet po pięćdziesiątce.
Na emeryturze nadal da się zacząć podróżować.
Języka można nauczyć się później, podobnie jak zakochać się, założyć firmę czy całkowicie przebudować swoje życie.
Biologia nie zawsze daje nam taką samą swobodę.
Płodność kobiety zmienia się wraz z wiekiem i nie da się jej zatrzymać samą siłą pragnienia. Indywidualna sytuacja każdej kobiety jest inna, dlatego własne możliwości najlepiej oceniać z lekarzem, zamiast zakładać z góry, że „na pewno mam jeszcze czas” albo przeciwnie — „dla mnie jest już za późno”.
Ta świadomość potrafi boleć.
Szczególnie wtedy, gdy kobieta czuje się młoda, jest aktywna, zdrowa, atrakcyjna i pełna planów.
W lustrze nie widzi osoby, której życie się kończy.
Mimo to jedna z życiowych możliwości może powoli stawać się coraz trudniejsza do zrealizowania.
„Jeszcze rok. Może kogoś spotkam”
Nadzieja jest potrzebna.
Potrafi jednak sprawić, że odkładamy trudną decyzję.
Za pół roku być może pojawi się ktoś interesujący.
Następna randka rzeczywiście może wszystko zmienić.
Nowa znajomość czasem zupełnie niespodziewanie przeradza się w miłość.
Tak się zdarza.
Życie nie daje jednak gwarancji, że odpowiedni człowiek pojawi się dokładnie w momencie, w którym najbardziej go potrzebujemy.
Dlatego kobieta, dla której macierzyństwo jest naprawdę ważne, powinna odpowiednio wcześnie zdobyć rzetelną wiedzę o własnej sytuacji.
Nie po to, żeby żyć w panice.
Chodzi o możliwość podejmowania decyzji na podstawie rzeczywistości, a nie wyłącznie nadziei.
Czy związać się z kimś „wystarczająco dobrym”, żeby zdążyć?
To jedno z najtrudniejszych pytań.
Wyobraźmy sobie kobietę, która ma trzydzieści kilka lat i spotyka mężczyznę.
Jest porządny, odpowiedzialny i chce rodziny.
Tylko że jej serce milczy.
Powinna zostać?
Nie istnieje odpowiedź odpowiednia dla każdej kobiety.
Warto natomiast odróżnić brak fajerwerków od prawdziwego braku uczuć.
Dobra miłość nie zawsze zaczyna się od szaleństwa. Niekiedy fascynacja pojawia się powoli. Człowiek, który podczas pierwszej kolacji nie wywrócił naszego świata do góry nogami, po kilku miesiącach może stać się kimś niezwykle bliskim.
Z drugiej strony rozsądek nie stworzy pożądania na rozkaz.
Trudno wmówić sobie miłość tylko dlatego, że ktoś byłby odpowiednim ojcem.
Strach przed upływającym czasem pozostaje więc fatalnym doradcą przy wyborze partnera.
A może dziecko bez partnera?
Dla części kobiet pojawia się również inne pytanie:
Skoro nie spotkałam odpowiedniego mężczyzny, czy naprawdę muszę rezygnować z macierzyństwa?
To bardzo osobista decyzja.
Samodzielne macierzyństwo może być dla jednej kobiety świadomie wybraną drogą, a dla innej rozwiązaniem całkowicie niezgodnym z jej przekonaniami i wyobrażeniem rodziny.
Nie należy go ani potępiać, ani przedstawiać jako prostego wyjścia z sytuacji.
Dziecko potrzebuje czasu, pieniędzy, stabilności, obecności i ogromnej odpowiedzialności. Wychowywanie go bez partnera oznacza, że wiele codziennych obowiązków spoczywa na jednej osobie. Znaczenie mają także wsparcie rodziny i bliskich, sytuacja finansowa, zdrowie oraz zwyczajna gotowość na takie życie.
Istnieją też inne drogi do rodzicielstwa, w tym adopcja, choć również ona nie jest łatwym „zastępstwem” biologicznego macierzyństwa.
Najważniejsze, aby decyzja wynikała z własnego przekonania, a nie z paniki:
„Muszę zrobić cokolwiek, zanim będzie za późno.”
Najbardziej boli dziecko, którego nigdy nie było
O tym mówi się zaskakująco mało.
Tęsknota może dotyczyć również kogoś, kto nigdy się nie urodził.
Wyobraźnia podsuwa małą rękę trzymaną podczas spaceru, pierwszy dzień szkoły czy słowo „mamo”.
Wracają obrazy dorastającego dziecka, świąt przy wspólnym stole, rozmów, a nawet zwyczajnych problemów, na które inni rodzice czasem narzekają.
Kobieta może patrzeć na córkę swojej przyjaciółki i cieszyć się jej szczęściem, a jednocześnie poczuć ukłucie w sercu.
Jedno uczucie nie wyklucza drugiego.
Szczególnie trudne bywają pytania zadawane przez innych:
„A Ty nie chciałaś mieć dzieci?”
Jak odpowiedzieć jednym zdaniem na historię kilkunastu lat życia?
„Chciałam” — czasami jest jedyną prawdziwą odpowiedzią.
Czy można opłakiwać życie, którego się nie przeżyło?
Oczywiście.
Do poczucia straty nie zawsze potrzebne jest konkretne wydarzenie.
Nieraz tracimy możliwość, wyobrażenie przyszłości albo rolę, w której widziałyśmy siebie od dzieciństwa.
Taki żal również trzeba przeżyć.
Najgorsze byłoby przekonywanie samej siebie:
„Nie mam prawa cierpieć. Przecież mam dobrą pracę, mieszkanie, przyjaciół, podróże i wygodne życie.”
Jedno nie ma nic wspólnego z drugim.
Wdzięczność za własne życie może istnieć obok żalu, że nie znalazło się w nim dziecko.
Wolność nie wyklucza tęsknoty.
Radość może pojawiać się obok poczucia straty.
Spełnienie w jednej części życia nie kasuje pustki w innej.
Nie każda kobieta bez dziecka wybrała bezdzietność
Spójrzmy na kobietę po czterdziestce, która ma dobrą pracę, eleganckie mieszkanie, samochód i kilka razy w roku wyjeżdża na wakacje.
Z boku łatwo pomyśleć:
Wybrała karierę.
Tymczasem jej historia mogła wyglądać zupełnie inaczej.
W wieku trzydziestu lat zakończyła związek z mężczyzną, który ją zdradzał.
Kilka lat później pokochała kogoś, kto nie chciał dzieci.
Następna relacja rozpadła się, zanim zdążyła przerodzić się w rodzinę.
Potem długo nikogo nie było.
Kariera rosła, ponieważ była tą częścią życia, na którą miała wpływ.
Dla obserwatora wygląda to jak świadomy wybór.
Od środka może być historią niespełnionego marzenia.
Czy sukces zawodowy rekompensuje brak dziecka?
Niekoniecznie.
Równocześnie dziecko nie jest warunkiem wartościowego kobiecego życia.
Te dwie prawdy mogą istnieć obok siebie.
Macierzyństwo bywa jednym z największych pragnień kobiety. Jeśli się nie spełniło, nie trzeba udawać, że nic się nie stało.
Niespełnione marzenie nie powinno jednak dostać prawa do unieważnienia wszystkiego, co jeszcze może się wydarzyć.
Życie kobiety nie kończy się przecież w chwili, kiedy biologiczne macierzyństwo staje się niemożliwe.
Nadal można kochać, tworzyć i być komuś potrzebną.
Przed nami mogą być podróże, nowe przyjaźnie i spotkanie partnera w wieku, którego wcześniej zupełnie nie brałyśmy pod uwagę.
Można rozpocząć działalność, napisać książkę, pomagać innym, poznawać świat, śmiać się do łez i przeżyć jeszcze dziesiątki rzeczy, których dzisiaj nie umiemy przewidzieć.
Dziecko nie jest jedynym źródłem sensu.
Tak samo kariera, pieniądze czy partner nie zastąpią dziecka komuś, kto naprawdę go pragnął.
Najgorsza decyzja to ta podjęta przeciwko sobie
Lęk przed bezdzietnością może popchnąć kobietę w stronę związku, którego w innych okolicznościach nigdy by nie wybrała.
Strach przed samotnością działa podobnie.
W głowie pojawia się wtedy:
Może powinnam przestać wybrzydzać.
Czasami rzeczywiście warto przyjrzeć się własnym wymaganiom.
Czym innym jest jednak zrezygnowanie z oczekiwania, że partner będzie miał określony wzrost, zawód czy podobny gust muzyczny, a czym innym pogodzenie się z brakiem szacunku, odpowiedzialności albo uczciwości.
Kompromis jest częścią związku.
Rezygnacja z siebie — nie powinna nią być.
Co więc zrobić, zanim czas podejmie decyzję za nas?
Pierwszym krokiem jest przyznanie przed sobą, że trudny temat naprawdę istnieje.
Jeśli dziecko jest jednym z najważniejszych marzeń, warto powiedzieć to sobie jasno.
Zamiast odkładać tę myśl na bliżej nieokreślone „kiedyś”, można uczciwie przyznać:
„Tak, chcę zostać matką i jest to dla mnie ważne.”
Dopiero wtedy pojawia się przestrzeń na konkretne pytania.
Czy rzeczywiście szukam partnera, czy tylko czekam, aż ktoś przypadkiem pojawi się w moim życiu?
Które wymagania są dla mnie fundamentalne?
Jakie mam możliwości dotyczące macierzyństwa?
Jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie spotkała odpowiedniego partnera przez następne kilka lat?
Których decyzji najbardziej mogłabym kiedyś żałować?
Odpowiedzi mogą być niewygodne.
Znacznie trudniejszy może być jednak dzień, w którym okaże się, że odpowiedzi udzielił za nas upływający czas.
A jeśli rzeczywiście jest już za późno?
W takim momencie nie potrzeba taniego pocieszenia.
Zdanie „przecież bez dzieci też można być szczęśliwą” może być prawdziwe, lecz wypowiedziane w niewłaściwej chwili potrafi zaboleć.
Najpierw warto pozwolić sobie uznać stratę.
Ból ma prawo istnieć.
Kiedy pojawia się złość na siebie, dobrze uważać, aby nie oceniać dawnej siebie wiedzą, którą mamy dzisiaj.
Kobieta podejmująca decyzję dziesięć lat wcześniej nie znała dalszego ciągu swojej historii.
Być może naprawdę wierzyła, że spotka właściwego człowieka.
Odejście ze złego związku mogło być próbą uratowania samej siebie.
Podejmowane wtedy decyzje wydawały się najlepsze z możliwych.
Dopiero później okazało się, jaką cenę przyniosły niektóre wybory.
Czekałam na właściwego partnera, a czas mijał
Nie każda kobieta, która nie została matką, wybrała życie bez dziecka.
Jedna nie chciała mieć dziecka z niewłaściwym człowiekiem.
Inna wierzyła, że miłość jeszcze przyjdzie.
Kolejna zbyt długo czekała na ideał albo odsuwała od siebie świadomość upływającego czasu.
Każda z tych historii jest inna.
Dlatego pytanie:
„Dlaczego nie masz dzieci?”
może dotknąć miejsca, o którego istnieniu nie mamy pojęcia.
Jeśli sama jesteś dziś na takim życiowym rozdrożu, cudze oceny i panika w niczym Ci nie pomogą.
Potrzebujesz przede wszystkim uczciwości wobec siebie.
Nie wybieraj niewłaściwego człowieka tylko dlatego, że boisz się upływającego czasu. Jednocześnie nie odkładaj najważniejszych pytań w nieskończoność, jeśli macierzyństwo naprawdę jest Twoim marzeniem.
Nasze historie nie zawsze kończą się tak, jak kiedyś planowałyśmy.
Ich dalszy ciąg nadal może być dobry.
Czasami największą dojrzałością jest przyjęcie, że jednej drogi nie da się już odzyskać — i mimo bólu zacząć budować piękne życie na tej, która wciąż pozostaje przed nami.
Przeczytaj także – „Dlaczego właśnie on? Co naprawdę decyduje o tym, kto nas pociąga
Spokojny umysł podejmuje lepsze decyzje. Jak nie działać pod wpływem emocji
Zapraszam cie również do Biblioteki lustra losu