Na początku wszystko wydaje się inne.
Nowa osoba, odmienna historia, inny charakter, wygląd, zawód czy sposób życia. Pojawia się fascynacja i przekonanie, że tym razem naprawdę spotkaliśmy kogoś wyjątkowego.
Mijają miesiące.
Pierwsze emocje opadają, a w relacji zaczynają pojawiać się znajome uczucia.
Znowu czekasz na wiadomość. Kolejny raz zastanawiasz się, dlaczego druga osoba nagle się oddala. Coraz częściej próbujesz zasłużyć na uwagę, której na początku było tak dużo.
W końcu przychodzi moment, w którym myślisz:
„Jak to możliwe, że znowu znalazłam się w podobnej sytuacji?”
Partnerzy byli inni, lecz uczucie pozostało znajome.
Być może właśnie tutaj kryje się odpowiedź.
Czasem nie wybieramy tego samego człowieka.
Wybieramy ten sam schemat.
Dlaczego pociągają nas określone osoby?
Lubimy myśleć o zakochaniu jak o czymś spontanicznym i tajemniczym.
Spotykasz kogoś, pojawia się iskra, serce zaczyna bić szybciej i właściwie nie wiadomo dlaczego.
Tyle że nasze wybory nie powstają w próżni.
Każdy wchodzi w dorosłe relacje z własną historią. Mamy za sobą wcześniejsze związki, doświadczenia rodzinne, pierwsze zauroczenia, odrzucenia, sukcesy i rozczarowania.
Na tej podstawie tworzymy własne wyobrażenie bliskości, choć nie zawsze robimy to świadomie.
To, co znajome, może wydawać się naturalne nawet wtedy, gdy wcale nie jest dla nas dobre.
Z tego powodu czasem zwracamy uwagę na osoby, przy których ponownie przeżywamy emocje dobrze znane z przeszłości.
Znajome nie zawsze znaczy dobre
Wyobraź sobie osobę, która przez wiele lat musiała zabiegać o czyjąś uwagę.
Być może w dzieciństwie pochwała pojawiała się głównie wtedy, gdy była grzeczna, pomocna albo osiągała dobre wyniki. Niewykluczone też, że późniejsze związki nauczyły ją, iż miłość oznacza nieustanne staranie się o drugiego człowieka.
W dorosłości spotyka kogoś spokojnego, ciepłego i dostępnego emocjonalnie.
Teoretycznie wszystko się zgadza.
A jednak czegoś brakuje.
Nie pojawia się napięcie ani konieczność zgadywania, czy napisze. Nie trzeba walczyć o uwagę, a niepewność nie towarzyszy każdemu spotkaniu.
Taki spokój można błędnie odebrać jako brak „chemii”.
Tymczasem osoba chłodniejsza, tajemnicza i trudniejsza do zdobycia wywołuje natychmiastowe poruszenie.
Wtedy pojawia się myśl:
„To jest to.”
A może czasami nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia?
Być może to po prostu bardzo znajome uczucie.
Chemia potrafi być myląca
Silne emocje na początku znajomości są niezwykle przyjemne.
Czekamy na wiadomość, sprawdzamy telefon, analizujemy spotkanie i nie możemy przestać myśleć o drugiej osobie.
Takie doświadczenie łatwo uznać za dowód wyjątkowego dopasowania.
Nie zawsze nim jest.
Szczególnie intensywne emocje mogą pojawić się również wtedy, gdy nie jesteśmy pewni zainteresowania drugiej osoby.
Raz jest blisko, później się oddala. Jednego dnia pisze bez przerwy, następnego znika. Podczas spotkania okazuje ogromne zainteresowanie, by później przez dwa dni prawie się nie odzywać.
Niepewność sprawia, że zaczynamy myśleć o tej osobie jeszcze częściej.
Zamiast zastanawiać się:
„Czy ja dobrze czuję się w tej relacji?”
skupiamy się na innym pytaniu:
„Czy on mnie naprawdę chce?”
Nawet nie zauważamy, że środek ciężkości właśnie się przesunął.
Niedostępność może wyglądać jak tajemniczość
Na początku niewiele wiemy o nowej osobie.
Brak informacji łatwo wypełnić własnymi wyobrażeniami.
Ktoś rzadko mówi o uczuciach? Być może uznamy, że jest głęboki i potrzebuje czasu.
Unikanie rozmów o przyszłości można tłumaczyć wcześniejszym zranieniem. Brak zainteresowania w takiej formie, jakiej potrzebujemy, łatwo natomiast usprawiedliwić przekonaniem, że każdy okazuje uczucia inaczej.
Każde z tych wyjaśnień może czasami być prawdziwe.
Problem pojawia się wtedy, gdy miesiącami budujemy historię tłumaczącą cudzą niedostępność, zamiast zobaczyć prosty fakt:
nie dostajemy w tej relacji tego, czego potrzebujemy.
Czasem zakochujemy się w potencjale
„On jest naprawdę cudowny, tylko…”
Po słowie „tylko” potrafi pojawić się cała lista.
Nie jest gotowy na związek. Nadal przeżywa poprzednią relację. Ma teraz trudny okres albo boi się bliskości. Najpierw musi uporządkować swoje życie i potrzebuje na to czasu.
Tak mijają miesiące.
Niekiedy nawet lata.
W pewnym momencie warto zadać sobie niewygodne pytanie:
Czy kocham człowieka, który jest przede mną, czy jego przyszłą wersję, którą stworzyłam w swojej głowie?
Potencjał bywa niezwykle atrakcyjny.
Widzimy, kim ktoś mógłby się stać, gdyby przepracował problemy, dojrzał, otworzył się, uporządkował życie albo wreszcie zrozumiał, jak bardzo nam zależy.
Tyle że związku nie tworzymy z przyszłą wersją człowieka.
Żyjemy z tą, która istnieje dzisiaj.
„Gdy mnie naprawdę pokocha, wszystko się zmieni”
To jedna z nadziei, które potrafią bardzo długo zatrzymywać człowieka w trudnej relacji.
Zakładamy, że wystarczająco silna miłość może zmienić drugą osobę.
Jeżeli okażę cierpliwość, w końcu się otworzy. Gdy pokażę, że można mi zaufać, przestanie uciekać. Kiedy zobaczy, jak bardzo mi zależy, zacznie mnie doceniać.
Do tego dochodzi przekonanie, że wystarczy jeszcze trochę czasu.
Takie myśli potrafią podtrzymywać związek przez miesiące albo lata.
Nie dlatego, że ktoś jest naiwny.
Powodem bywa nadzieja na szczęśliwe zakończenie.
Każdy drobny gest zaczyna wtedy wyglądać jak dowód, że zmiana już się rozpoczęła.
Potrzeba zasłużenia na miłość
Niektórym osobom trudno uwierzyć, że można być kochanym bez nieustannego udowadniania swojej wartości.
W związku dają więc bardzo dużo. Pomagają, dostosowują się do potrzeb partnera, cierpliwie czekają i wybaczają kolejne rozczarowania. Nierzadko przejmują również odpowiedzialność za jego samopoczucie.
Z czasem miłość zaczyna przypominać nagrodę.
„Jeżeli będę wystarczająco dobra, w końcu mnie wybierze.”
W takim układzie niedostępny partner paradoksalnie może stać się jeszcze bardziej atrakcyjny.
Zdobycie jego uczucia zaczyna oznaczać coś więcej niż udany związek.
Ma być potwierdzeniem:
„Jestem wystarczająco wartościowa.”
Ewentualne odrzucenie boli wtedy podwójnie.
Nie tracimy wyłącznie relacji. Może pojawić się również poczucie, jakby ktoś potwierdził nasze najgorsze obawy dotyczące nas samych.
Dlaczego spokojna relacja czasami wydaje się nudna?
To pytanie potrafi zaskoczyć.
Przecież większość ludzi mówi, że chce stabilności, zaufania i bezpieczeństwa.
Kiedy jednak spotykamy kogoś, kto rzeczywiście je daje, czasami nie pojawia się oczekiwana ekscytacja.
Jeśli wcześniejsza bliskość była związana z niepewnością, napięciem albo walką o uwagę, spokój może początkowo wydawać się obcy.
Telefon nie wywołuje skoku adrenaliny, ponieważ wiadomość przychodzi zgodnie z obietnicą. Nie zastanawiamy się bez końca, czy druga osoba zniknie, ani nie analizujemy każdego słowa.
Brakuje emocjonalnej huśtawki.
To, co zdrowe, może więc przez chwilę wydawać się mniej intensywne niż to, co dobrze znamy.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy spokojny człowiek jest dla nas właściwym partnerem ani że brak zainteresowania świadczy o zdrowej relacji.
Sens jest inny.
Intensywność nie jest tym samym co bliskość.
Czerwone flagi czasami wyglądają atrakcyjnie
Niektóre zachowania, które później stają się problemem, na początku mogą robić ogromne wrażenie.
Silna zazdrość bywa odbierana jako dowód wielkiego uczucia. Nieustanne wiadomości mogą wyglądać jak wyjątkowe zainteresowanie, a chęć spędzania każdej chwili razem przypomina niezwykłą bliskość.
Bardzo szybkie deklaracje również tworzą poczucie, że wydarzyło się coś wyjątkowego.
Dopiero z czasem okazuje się, że zazdrość zaczyna ograniczać, intensywność zamienia się w kontrolę, a brak przestrzeni staje się męczący.
Warto więc patrzeć nie tylko na to, jak silne emocje ktoś w nas wywołuje, lecz także na to, jak zachowuje się wobec naszych granic.
Słowa potrafią wyprzedzić rzeczywistość
„Nigdy nikogo takiego nie spotkałem.”
„Czekałem na Ciebie całe życie.”
„Z Tobą wszystko jest inne.”
„Wiem, że będziemy razem.”
Takie słowa potrafią poruszyć, szczególnie na początku znajomości.
Problem zaczyna się wtedy, gdy deklaracje rozwijają się znacznie szybciej niż rzeczywista więź.
Po kilku spotkaniach nikt jeszcze nie zna drugiego człowieka naprawdę.
Możemy być zachwyceni, czuć fascynację i mieć ogromną nadzieję. Głębokie zaufanie potrzebuje jednak czasu.
Zamiast oceniać relację wyłącznie na podstawie tego, co ktoś mówi, dobrze obserwować, czy słowa są zgodne z zachowaniem.
„Ale przy nim czuję coś, czego nie czułam nigdy wcześniej”
Być może.
Własnych uczuć nie należy lekceważyć.
Warto jednak sprawdzić, co dokładnie czujesz.
Czy jest to radość, ciekawość, bliskość i bezpieczeństwo?
A może dominują napięcie, niepewność, ogromna tęsknota oraz ulga, kiedy druga osoba ponownie okazuje zainteresowanie?
Oba doświadczenia mogą być bardzo intensywne.
Nie znaczą jednak tego samego.
To, co nazywamy niezwykłą chemią, czasami zawiera ogromną dawkę lęku przed utratą drugiej osoby.
Dlaczego ignorujemy pierwsze sygnały?
Początek relacji ma szczególną moc.
Bardzo chcemy, żeby się udało.
Jeśli ktoś nam się podoba, łatwiej zauważamy informacje potwierdzające nasze nadzieje niż te, które je podważają.
Gdy pojawia się pierwszy niepokój, szybko znajdujemy wyjaśnienie.
„Każdy ma wady.”
Oczywiście.
„Nikt nie jest idealny.”
To również prawda.
Istnieje jednak różnica między zwyczajnymi niedoskonałościami a zachowaniami, które regularnie naruszają nasze granice.
Niepokojący sygnał nie musi oznaczać, że należy natychmiast kończyć znajomość.
Dobrze go jednak zauważyć, zamiast od razu tłumaczyć.
Zwróć uwagę na pierwsze tygodnie
Na początku często jesteśmy tak zajęci pytaniem:
„Czy ja mu się podobam?”
że zapominamy o drugim:
„Czy on podoba mi się jako człowiek?”
To ogromna różnica.
Pierwsze pytanie stawia nas w pozycji osoby czekającej na ocenę. Drugie przywraca możliwość wyboru.
Warto obserwować, jak nowo poznany człowiek mówi o byłych partnerach, reaguje na odmowę i przyjmuje odmienne zdanie.
Znaczenie ma również jego stosunek do ludzi, od których niczego nie potrzebuje. Z czasem można zobaczyć, czy dotrzymuje słowa, bierze odpowiedzialność za błędy oraz respektuje Twoje tempo.
Nie chodzi o przeprowadzanie egzaminu.
Chodzi o to, żeby podczas zakochiwania się nie przestać obserwować rzeczywistości.
Były partner był zupełnie inny. A jednak historia się powtarza
To bardzo ciekawe zjawisko.
Jeden partner może być głośny, towarzyski i pewny siebie. Kolejny okazuje się spokojny, zamknięty oraz skupiony na pracy.
Na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego.
Mimo to w obu relacjach Ty czujesz się podobnie.
Czekasz na uwagę, próbujesz zasłużyć na bliskość, boisz się poruszać pewne tematy i masz poczucie, że dajesz więcej.
W takim przypadku wspólnym mianownikiem nie musi być typ osobowości partnerów.
Może nim być rola, którą Ty przyjmujesz w relacji.
Właśnie tę rolę warto zacząć obserwować.
Rozpoznanie schematu nie służy obwinianiu siebie
Zauważenie własnego wzorca nie powinno prowadzić do myślenia:
„To moja wina, że znowu tak się stało.”
Sens jest zupełnie inny.
Chodzi o odzyskanie wpływu.
Jeżeli widzę wyłącznie:
„Znowu trafiłam na niewłaściwego człowieka”,
mogę czuć się bezradna.
Kiedy jednak zauważę:
„Bardzo szybko angażuję się w osoby, które od początku są emocjonalnie niedostępne”,
pojawia się coś nowego.
Możliwość zatrzymania się wcześniej.
Nie odpowiadamy za cudze zachowanie, ale możemy uczyć się rozpoznawać sytuacje, które nie są dla nas dobre.
Przyjrzyj się swoim poprzednim relacjom inaczej
Nie trzeba analizować każdego szczegółu.
Spróbuj raczej zobaczyć powtarzające się elementy.
Przypomnij sobie, jak zaczynały się wcześniejsze związki i co najbardziej Cię pociągało. Zastanów się, kiedy pojawiały się pierwsze wątpliwości oraz w jaki sposób je sobie tłumaczyłaś.
Warto również pomyśleć o tym, czego najczęściej brakowało Ci w relacji, o co wielokrotnie prosiłaś i co powodowało największy ból.
Na końcu pozostaje jeszcze jedno ważne pytanie:
Dlaczego zostawałam, kiedy już wiedziałam, że coś jest nie tak?
Być może partnerzy byli różni, ale odpowiedzi zaczną układać się w znajomy wzór.
Najważniejsze może być to, co dzieje się na początku
Wiele osób stawia granice dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się bardzo trudna.
Tymczasem pierwsze miesiące znajomości dostarczają ogromnej ilości informacji.
Warto zauważyć reakcję drugiej osoby na Twoje „nie”, własne plany czy odmienne zdanie. Dużo mówi również szacunek dla Twojego tempa oraz zachowanie podczas pierwszego poważniejszego konfliktu.
Nie chodzi o szukanie wad, ponieważ każdy je ma.
Znacznie ważniejsze jest sprawdzenie, czy w tej relacji możesz być sobą, czy już na początku zaczynasz się dopasowywać ze strachu przed utratą zainteresowania drugiej osoby.
Nie musisz zdobywać człowieka, który chce z Tobą być
To zdanie może brzmieć banalnie.
Dla osoby przyzwyczajonej do pogoni za miłością bywa jednak bardzo trudne do przyjęcia.
Wzajemność nie oznacza braku emocji. Nie zabija romantyzmu ani nie odbiera relacji wyjątkowości.
Oznacza po prostu, że nie musisz każdego dnia udowadniać, dlaczego warto Cię wybrać.
Druga osoba również się stara, inicjuje kontakt i jest ciekawa Twojego świata. Znajduje dla Ciebie miejsce w swoim życiu, zamiast miesiącami trzymać Cię w niepewności.
Miłość może wymagać pracy.
Nie powinna jednak przypominać niekończącego się egzaminu.
Co zrobić, kiedy rozpoznajesz swój schemat?
Samo zauważenie wzorca jest ogromnie ważne, ale nie oznacza, że od tej chwili wszystko stanie się łatwe.
Stare wybory mogą nadal wydawać się atrakcyjne.
Właśnie dlatego warto zwolnić.
Zamiast podejmować wielkie decyzje pod wpływem pierwszych tygodni fascynacji, daj sobie czas na zobaczenie człowieka w różnych sytuacjach. Obserwuj nie tylko własne emocje, ale również jego zachowanie.
Pomocna może być też zmiana pytań.
Zamiast:
„Czy on mnie wybierze?”
spróbuj:
„Czy ja chcę wybrać jego?”
A zamiast zastanawiać się:
„Jak sprawić, żeby bardziej mu zależało?”
pomyśl:
„Czy to, co dostaję dzisiaj, jest dla mnie wystarczające?”
Taka zmiana perspektywy potrafi bardzo wiele pokazać.
Nie każdy motyl w brzuchu prowadzi w dobre miejsce
Zakochanie nie jest tabelą w Excelu.
Nie da się wszystkiego przewidzieć, obliczyć i zabezpieczyć.
Zawsze istnieje ryzyko.
Każdy może nas rozczarować, a nawet dobra relacja może się kiedyś zakończyć.
Nie chodzi więc o to, żeby przestać ufać ludziom albo analizować każde słowo nowo poznanej osoby.
Znacznie ważniejsze jest, żeby podczas fascynacji nie przestać ufać sobie.
Jeżeli coś regularnie boli, warto to zauważyć. Gdy Twoje granice są przekraczane, nie tłumacz tego bez końca. Jeśli przez większość czasu towarzyszy Ci niepewność, nie nazywaj jej automatycznie wielką miłością.
Chemia może być początkiem pięknej historii.
Nie jest jednak gwarancją, że historia będzie dla Ciebie dobra.
Być może nie potrzebujesz „innego typu” partnera
Może najpierw warto inaczej spojrzeć na to, co uznajesz za atrakcyjne.
Przyjrzeć się temu, co nazywasz chemią. Zauważyć moment, w którym zaczynasz zabiegać o czyjąś uwagę, oraz własną reakcję, kiedy ktoś się oddala.
Istotne są również zachowania, które usprawiedliwiasz tylko dlatego, że bardzo chcesz, aby relacja się udała.
Schematy rzadko znikają dlatego, że obiecujemy sobie:
„Nigdy więcej.”
Zmiana zaczyna się wtedy, gdy potrafimy rozpoznać wzorzec w chwili, kiedy właśnie się uruchamia.
Być może następnym razem pojawi się ktoś, kto wzbudzi znajome emocje.
Serce przyspieszy. Zaczniesz czekać na wiadomość, a wraz z tym pojawi się potrzeba zdobycia zainteresowania drugiej osoby.
I właśnie wtedy warto na chwilę się zatrzymać.
Nie po to, żeby zrezygnować z miłości.
Tylko po to, żeby zadać sobie pytanie, którego być może wcześniej zabrakło:
„Czy podoba mi się ten człowiek — czy podoba mi się uczucie, że znowu muszę walczyć, żeby ktoś mnie wybrał?”
To pytanie może być początkiem zupełnie innej historii.
Dlaczego ktoś rani, a potem zachowuje się, jakby nic się nie stało?
„Milczenie w związku – dlaczego partner przestaje się odzywać i co naprawdę oznaczają ciche dni?”
Zobacz książki Ireny Dudek” → do Biblioteki Lustra Losu.