Telefon milczy tygodniami. Nie ma pytania: „Co u Ciebie?”, nie ma zwykłego „Pomyślałam o Tobie”, nie ma zainteresowania tym, jak sobie radzisz.
A potem nagle przychodzi wiadomość.
„Hej, mam do Ciebie małą prośbę…”
I zanim przeczytasz ją do końca, już wiesz.
Trzeba coś załatwić. Pomóc. Doradzić. Pożyczyć. Zawieźć. Posłuchać. Rozwiązać problem. Dać kontakt do kogoś. Zostać na chwilę czyimś psychologiem, ratownikiem albo pogotowiem emocjonalnym.
Być może nawet odpowiadasz od razu. Bo przecież to znajomy. Przyjaciółka. Ktoś z rodziny. Ktoś, z kim kiedyś było blisko.
Dopiero później pojawia się nieprzyjemna myśl:
Czy ta osoba odezwałaby się do mnie, gdyby niczego nie potrzebowała?
To pytanie potrafi zaboleć bardziej niż sama prośba.
Relacja czy dostęp do Twoich zasobów?
Nie każda nierówność w relacji oznacza wykorzystywanie. Są okresy, kiedy jedna osoba potrzebuje więcej wsparcia. Choroba, rozwód, problemy finansowe, utrata pracy czy kryzys psychiczny mogą sprawić, że przez jakiś czas równowaga znika.
Zdrowa relacja nie jest księgowością. Nie trzeba liczyć telefonów, przysług i wiadomości.
Problem zaczyna się gdzie indziej.
Wtedy, gdy nierównowaga przestaje być okresem, a staje się zasadą funkcjonowania znajomości.
Ty pytasz — druga osoba odpowiada.
Proponujesz spotkanie — ona decyduje, czy ma czas.
Pamiętasz o ważnych wydarzeniach — ona przypomina sobie o Tobie, kiedy potrzebuje pomocy. interesujesz się jej życiem — ona interesuje się przede wszystkim tym, co możesz dla niej zrobić.
W pewnym momencie można odkryć coś trudnego: być może nie jesteśmy dla kogoś ważni jako osoba. Ważna jest funkcja, którą pełnimy.
Jesteśmy dobrym słuchaczem.
Mamy samochód.
Znamy odpowiednich ludzi.
Potrafimy coś załatwić.
Pożyczamy pieniądze.
Nigdy nie odmawiamy.
Zawsze odbieramy telefon.
I właśnie dlatego kontakt trwa.
Dlaczego ludzie tak robią?
Nie zawsze stoi za tym świadoma manipulacja.
Niektórzy ludzie nauczyli się traktować relacje użytkowo. Kontaktują się z innymi wtedy, kiedy pojawia się potrzeba, a kiedy potrzeba znika — znika również ich zainteresowanie.
Inni są tak skoncentrowani na własnym życiu, że niemal nie zauważają, iż relacja wymaga wzajemności.
Są też osoby, które przez lata przyzwyczaiły się, że ktoś zawsze będzie dostępny. Jeżeli za każdym razem odpowiadasz, pomagasz, inicjujesz kontakt i ratujesz sytuację, mogą zacząć uważać tę dostępność za coś oczywistego.
Ale istnieje również mniej przyjemna możliwość.
Niektórzy doskonale wiedzą, do kogo warto zadzwonić.
Wiedzą, kto ma trudność z odmawianiem.
Kto poczuje się winny, będzie chciał być „dobrym człowiekiem”.
I po raz kolejny zrobi więcej, niż naprawdę chce.
I korzystają z tego.
Nie zawsze w sposób spektakularny. Czasami wykorzystywanie nie wygląda jak wielkie oszustwo. Czasem składa się z dziesiątek drobnych sytuacji, po których pozostaje to samo uczucie:
„Znowu dałam więcej, niż dostałam.”
Najbardziej męczy nie brak kontaktu, lecz ciągłe zabieganie
W jednostronnych znajomościach pojawia się charakterystyczny mechanizm.
Im mniej druga osoba daje, tym bardziej my próbujemy odzyskać dawną bliskość.
Piszemy pierwsi.
Proponujemy spotkania.
Pytamy, czy wszystko w porządku.
Tłumaczymy jej zachowanie.
„Pewnie ma dużo pracy.”
„Ona już taka jest.”
„Nie każdy potrafi okazywać zainteresowanie.”
„Może przechodzi trudniejszy okres.”
Każde z tych wyjaśnień może być prawdziwe.
Ale jeśli przez rok, dwa czy pięć lat zawsze istnieje powód, dla którego tylko Ty masz podtrzymywać relację, warto przestać pytać:
„Dlaczego ona się nie odzywa?”
i zadać sobie inne pytanie:
„Dlaczego ja wciąż zabiegam o kogoś, kto nie zabiega o mnie?”
To znacznie trudniejsze pytanie, ponieważ przenosi uwagę z zachowania drugiego człowieka na nasze własne potrzeby.
Czasami walczymy nie o człowieka, lecz o to, co kiedyś z nim mieliśmy
Jednostronne relacje bywają szczególnie trudne do zakończenia, kiedy kiedyś były naprawdę dobre.
Pamiętamy rozmowy do późnej nocy. Wspólne wyjazdy. Śmiech. Pomoc w trudnym czasie. Poczucie bliskości.
I właśnie wspomnienia sprawiają, że długo nie chcemy zobaczyć teraźniejszości.
Bronimy dawnej wersji relacji.
Tyle że znajomości również się zmieniają.
To, że ktoś był kiedyś bliski, nie oznacza automatycznie, że nadal nim jest.
Można być wdzięcznym za przeszłość i jednocześnie przyjąć do wiadomości, że dzisiejsza relacja wygląda już inaczej.
Zrób mały eksperyment: przestań podtrzymywać kontakt za dwoje
Nie trzeba urządzać konfrontacji ani wysyłać dramatycznej wiadomości.
Czasami wystarczy zrobić coś znacznie prostszego:
przestać wykonywać pracę za obie strony.
Nie pisz kolejny raz tylko dlatego, że zapadła cisza.
Po co proponować piąte spotkanie, jeśli cztery poprzednie inicjowałaś Ty.
Niestety, nie ratuj każdej sytuacji.
Ktoś nagle sobie o Tobie przypomniał, a ty zaraz odpowiadasz.
Nie chodzi o karanie ani o prowadzenie gry: „Teraz zobaczymy, czy się odezwie”.
Chodzi o pozostawienie w relacji miejsca, w którym druga osoba może wykonać własny ruch.
I wtedy czasami dzieje się coś bardzo pouczającego.
Zapada cisza.
Tydzień.
Miesiąc.
Kilka miesięcy.
Aż w końcu przychodzi wiadomość:
„Hej! Dawno się nie odzywałaś. Mam do Ciebie sprawę…”
I nagle odpowiedź staje się bardzo wyraźna.
Odmowa jest jednym z najlepszych testów relacji
Dopóki spełniasz oczekiwania, trudno czasem ocenić, czy ktoś ceni Ciebie, czy Twoją użyteczność.
Spróbuj kiedyś powiedzieć:
„Nie mogę.”
„Nie mam teraz możliwości.”
„Tym razem Ci nie pomogę.”
Bez długiego usprawiedliwiania się.
Reakcja drugiej osoby potrafi powiedzieć bardzo dużo.
Człowiek, któremu zależy na Tobie, może być rozczarowany, ale uszanuje Twoją granicę.
Człowiek przyzwyczajony przede wszystkim do korzystania z Twojej dostępności może zacząć naciskać, wzbudzać poczucie winy, obrażać się albo nagle stać się chłodny.
I wtedy okazuje się, że problemem nie była Twoja odmowa.
Problemem było to, że przestałaś pełnić przypisaną Ci funkcję.
Nie każdą relację trzeba kończyć. Nie każdą trzeba też ratować
Dostrzeżenie jednostronności nie oznacza, że należy natychmiast usuwać numery telefonów i palić wszystkie mosty.
Można po prostu zmienić miejsce, jakie dana osoba zajmuje w naszym życiu.
Ktoś, kogo uważaliśmy za przyjaciela, może okazać się znajomym.
Ktoś bliski — osobą, z którą kontakt będzie sporadyczny.
A ktoś, dla kogo przez lata byliśmy zawsze dostępni — człowiekiem, któremu od tej pory pomagamy tylko wtedy, kiedy naprawdę chcemy, a nie dlatego, że czujemy obowiązek.
To nie musi być zemsta.
To może być korekta.
Dostosowanie własnego zaangażowania do tego, co rzeczywiście istnieje, zamiast do tego, czym chcielibyśmy, żeby ta relacja była.
Najtrudniejszy moment: przestać zasługiwać na czyjąś uwagę
Być może najboleśniejsza część jednostronnych relacji wcale nie dotyczy drugiego człowieka.
Dotyczy przekonania, że jeśli będziemy wystarczająco pomocni, wyrozumiali, dostępni i potrzebni, ktoś w końcu zacznie traktować nas tak samo.
Ale bliskość, na którą trzeba nieustannie zasługiwać usługami, nie jest bliskością.
Nie musisz być komuś potrzebna, żeby być dla niego ważna.
W dobrej relacji człowiek odzywa się również wtedy, kiedy niczego od Ciebie nie chce.
Pyta, jak się masz.
Pamięta.
Dzieli się czymś.
Czasami dzwoni bez powodu.
A przede wszystkim daje Ci poczucie, że jesteś człowiekiem, a nie numerem telefonu zapisanym pod hasłem:
„przyda się, kiedy będę czegoś potrzebować”.
I być może właśnie tutaj znajduje się granica, której długo nie chcemy zobaczyć.
Nie zawsze trzeba oficjalnie kończyć jednostronną znajomość.
Czasami wystarczy przestać ją samodzielnie podtrzymywać.
A potem zobaczyć, czy bez Twojego ciągłego wysiłku w ogóle coś z niej zostanie.
Przeczytaj także – „Dlaczego tak trudno powiedzieć NIE? „Jak stawiać granice bez poczucia winy?