Jak poznać siebie, skoro na co dzień tak rzadko zadajemy sobie naprawdę ważne pytania? Wiemy, gdzie mieszkamy, czym się zajmujemy i co robimy w wolnym czasie. Bez większego zastanowienia opowiadamy o rodzinie, pracy czy planach na najbliższy weekend. Znacznie trudniej przychodzi nam jednak powiedzieć, czego naprawdę chcemy od życia.
Znacznie trudniej robi się wtedy, gdy ktoś pyta:
Czego naprawdę chcesz od życia?
Nie chodzi o to, co trzeba zrobić jutro. Ani o oczekiwania innych ludzi, rozsądne rozwiązania czy wybory dobrze widziane przez otoczenie.
Chodzi o Ciebie.
Dla wielu osób takie pytanie okazuje się zaskakująco trudne. Można mieć czterdzieści, pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat, codziennie podejmować dziesiątki decyzji, wychowywać dzieci, pracować, prowadzić firmę i zarządzać domem, a jednocześnie nie umieć powiedzieć, jak właściwie chciałoby się przeżyć następne dziesięć lat.
Być może problem nie polega na braku odpowiedzi.
Możliwe, że przez większość życia nikt nas o nią naprawdę nie pytał.
Najpierw uczymy się, czego oczekuje od nas świat
Dziecko bardzo szybko dowiaduje się, co jest dobre, a co złe. Poznaje zasady, słyszy, co wypada, czego nie należy robić i jak powinno się zachowywać.
Z czasem dochodzą kolejne oczekiwania.
Trzeba dobrze się uczyć. Wybrać rozsądny zawód. Znaleźć pracę. Założyć rodzinę. Kupić mieszkanie. Awansować. Zarabiać więcej. Być odpowiedzialnym człowiekiem.
Same w sobie te rzeczy nie są złe. Problem zaczyna się wtedy, gdy przez lata realizujemy kolejne punkty życiowego programu, nigdy nie sprawdzając, czy jest to również nasz program.
Niekiedy dochodzimy naprawdę daleko.
Dobra praca, dom, samochód, rodzina i pozycja zawodowa mogą sprawiać wrażenie kompletnego życia. Z zewnątrz wszystko wygląda tak, jak powinno.
A jednak któregoś ranka pojawia się dziwne pytanie:
Czy ja naprawdę chciałem tak żyć?
Nie musi to oznaczać, że dotychczasowe wybory były błędem. Być może odpowiadały nam dwadzieścia lat temu. Z biegiem czasu zmieniają się jednak potrzeby, możliwości, doświadczenia i wartości.
Marzenie trzydziestolatka niekoniecznie pozostanie marzeniem człowieka po pięćdziesiątce.
Nie ma w tym niczego niezwykłego.
Można być dobrym w czymś, czego wcale nie chce się robić
To jedna z pułapek, których często nie zauważamy.
Gdy jesteśmy w czymś dobrzy, otoczenie zaczyna nas popychać właśnie w tym kierunku.
Masz talent do liczb? Zajmij się finansami.
Dobrze organizujesz ludzi? Powinnaś zostać kierownikiem.
Łatwo nawiązujesz kontakty? Sprzedaż będzie dla Ciebie idealna.
Świetnie gotujesz? Otwórz restaurację.
Tylko że umiejętność nie jest tym samym co pragnienie.
Świetne wykonywanie zawodu nie oznacza, że trzeba go lubić. Sukces zawodowy może dotyczyć pracy, która jednocześnie wyczerpuje. Predyspozycje do prowadzenia firmy również nie muszą iść w parze z pragnieniem odpowiedzialności związanej z przedsiębiorczością.
Bywa też odwrotnie. Bardzo czegoś pragniemy, choć jeszcze nie jesteśmy w tym dobrzy.
Czy brak umiejętności oznacza konieczność rezygnacji?
Niekoniecznie.
Wielu rzeczy można się nauczyć.
Dlatego poznawanie siebie wymaga rozdzielenia kilku zupełnie różnych kwestii:
Co potrafię?
Co lubię?
Czego nie chcę?
Czego jestem gotowa lub gotowy się nauczyć?
Jak chciałabym lub chciałbym żyć?
Dopiero zestawienie tych odpowiedzi zaczyna tworzyć prawdziwy obraz.
Cudze marzenia potrafią wyglądać jak nasze
Przez lata możemy być przekonani, że czegoś chcemy, ponieważ bardzo często słyszeliśmy, że warto tego chcieć.
Prestiżowego stanowiska.
Dużego domu.
Własnej firmy.
Podróży po świecie.
Małżeństwa.
Dzieci.
Wysokich zarobków.
Popularności.
Spokojnego życia poza miastem.
Każde z tych pragnień może być autentyczne. Żadne jednak nie musi należeć właśnie do nas.
Człowiek przez dziesięć lat wspina się po szczeblach kariery, a po zdobyciu wymarzonego stanowiska odkrywa, że najbardziej tęskni za spokojem i wolnym czasem.
Inna osoba długo przekonuje siebie, że pieniądze nie mają dla niej znaczenia, ponieważ w jej środowisku ambicja finansowa była źle widziana. Dopiero później przyznaje, że bezpieczeństwo materialne jest dla niej bardzo ważne.
Jeszcze ktoś marzy o własnej działalności wyłącznie dlatego, że nie znosi obecnego szefa. Tak naprawdę nie pragnie przedsiębiorczości. Pragnie uwolnić się od konkretnej sytuacji.
To ogromna różnica.
Warto więc czasem zapytać siebie:
Gdyby nikt mnie nie oceniał, czy nadal chciałabym tego samego?
Sukces ma więcej niż jeden kolor
Przez wiele lat sukces przedstawiano nam w dość podobny sposób.
Więcej pieniędzy. Wyższe stanowisko. Większa firma. Lepszy samochód. Rozpoznawalność. Osiągnięcia, które można pokazać innym.
Tymczasem dla jednej osoby spełnieniem będzie stworzenie przedsiębiorstwa zatrudniającego sto osób, dla drugiej — niewielka działalność pozwalająca spokojnie utrzymać rodzinę.
Jedni marzą o domu nad morzem, inni wybierają mieszkanie w centrum wielkiego miasta.
Kobieta pragnąca kierować dużym zespołem może czuć się równie spełniona jak ta, która chce pracować cztery godziny dziennie i mieć więcej czasu dla dzieci.
Są ludzie pragnący rozpoznawalności. Inni zrobią wiele, aby zachować prywatność.
Kto z nich odniósł większy sukces?
Nie da się odpowiedzieć, dopóki nie wiemy, czego dana osoba naprawdę chciała.
Sukces zaczyna mieć znaczenie dopiero wtedy, kiedy przestajemy mierzyć go cudzą miarą.
Cena również należy do definicji sukcesu
Jest jeszcze jedno pytanie, o którym łatwo zapomnieć:
Ile jestem gotowa lub gotowy za to zapłacić?
Nie chodzi wyłącznie o pieniądze.
Każdy większy cel ma swoją cenę w postaci czasu, wysiłku, odpowiedzialności, ryzyka albo rezygnacji z innych możliwości.
Marzenie o wielkiej firmie nie musi oznaczać zgody na pracę po dwanaście godzin dziennie.
Kariera wymagająca ciągłych podróży może stracić atrakcyjność, jeśli jej ceną będą długie rozłąki z rodziną.
Wyższe zarobki przestają zachwycać, gdy trzeba za nie zapłacić zdrowiem.
Zmiana zawodu wygląda inaczej, kiedy oznacza kilka lat życia z niższymi dochodami.
Czy wyznaczanie takich granic świadczy o braku ambicji?
Nie.
Oznacza jedynie, że cel musi pasować nie tylko do naszych marzeń, ale również do życia, które chcemy prowadzić.
Dopiero poznanie ceny pokazuje czasem, jak bardzo zależy nam na danym pragnieniu.
Dlaczego kryzys tak często zmusza nas do poznania siebie?
Paradoksalnie rzadko przeprowadzamy wielki życiowy bilans wtedy, kiedy wszystko działa.
Dopóki codzienność jest przewidywalna, łatwo poruszać się utartą drogą.
Wstajemy. Pracujemy. Robimy zakupy. Płacimy rachunki. Załatwiamy sprawy. Spotykamy się z ludźmi. Planujemy następny tydzień.
Aż wydarza się coś, co burzy dotychczasowy porządek.
Utrata pracy.
Rozstanie.
Choroba bliskiej osoby.
Wyprowadzka dzieci.
Przejście na emeryturę.
Nieudany biznes.
Śmierć kogoś ważnego.
Czasami powodem nie jest nawet dramatyczne wydarzenie. Pewnego dnia dociera do nas po prostu, że nie chcemy następnych dziesięciu lat przeżyć dokładnie tak samo jak poprzednich.
Dotychczasowe odpowiedzi przestają wystarczać.
Kryzys bywa bolesny, ale potrafi zerwać warstwę automatycznych przekonań. Nagle pytanie „czego chcę?” przestaje być filozoficzną zabawą.
Staje się bardzo praktyczne.
Nie trzeba odkryć jednego wielkiego powołania
Wiele osób zatrzymuje się w miejscu, ponieważ czeka na olśnienie.
Muszę odkryć swoją pasję.
Gdzieś przecież powinno istnieć moje prawdziwe powołanie.
Wreszcie chcę wiedzieć, co mam robić przez resztę życia.
Takie myślenie potrafi bardziej sparaliżować niż pomóc.
A co, jeśli nie istnieje jedna odpowiedź na całe życie?
Nasza droga może składać się z kilku zupełnie różnych etapów.
Przez kilkanaście lat budujemy jedną rzecz. Później zmieniamy kierunek, uczymy się czegoś nowego albo zaczynamy od początku. Po pewnym czasie przychodzi kolejna korekta.
Fakt, że dawna droga przestała nam odpowiadać, nie oznacza automatycznie, że wybór sprzed lat był błędny.
Nie musimy wiedzieć, jak będzie wyglądało całe nasze życie.
Czasami wystarczy odnaleźć następny kierunek, który na obecnym etapie wydaje się zgodny z nami.
Samo poznanie siebie nie wystarczy
Możemy przez lata analizować własne potrzeby, robić testy osobowości, czytać książki, słuchać podcastów, zapisywać marzenia i tworzyć listy mocnych stron.
A mimo to nadal stać w tym samym miejscu.
Dlaczego?
Ponieważ część odpowiedzi dotyczących nas samych poznajemy dopiero podczas działania.
Osoba przekonana, że marzy o pracy z ludźmi, może po jej rozpoczęciu odkryć, że codzienny intensywny kontakt bardzo ją męczy.
Ktoś inny uważa, że nie nadaje się do wystąpień publicznych. Wygłasza pierwszą prezentację, później następną i orientuje się, że zaczyna to lubić.
Przyszły przedsiębiorca potrafi miesiącami zastanawiać się, czy ma odpowiednie predyspozycje. Niewielki eksperyment da mu nieraz więcej odpowiedzi niż kolejne pół roku rozmyślania.
Poznawanie siebie nie odbywa się więc wyłącznie we własnej głowie.
Potrzebujemy również rzeczywistości.
Próbujemy.
Obserwujemy.
Wyciągamy wnioski.
Korygujemy kierunek.
Właśnie wtedy obraz staje się pełniejszy.
A co, jeśli odkryję coś, czego nie chcę wiedzieć?
To może być jeden z powodów, dla których tak łatwo omijamy pytania dotyczące własnego życia.
Szczera odpowiedź bywa niewygodna.
Nagle okazuje się, że od dawna nie lubimy swojej pracy.
Realizujemy ambicje rodziców.
Cel, o który walczyliśmy przez lata, przestał być ważny.
Pragniemy czegoś, czego otoczenie może nie zaakceptować.
Możliwa jest również sytuacja odwrotna — wcale nie potrzebujemy wielkiej zmiany, choć wszyscy dookoła przekonują, że należy „wyjść ze strefy komfortu”.
Poznanie siebie nie zawsze prowadzi do spektakularnej rewolucji.
Czasami największym odkryciem jest:
„Właściwie lubię swoje życie. Nie potrzebuję więcej. Chcę tylko inaczej poukładać kilka rzeczy.”
To również może być sukces.
Czy można poznać siebie do końca?
Prawdopodobnie nie.
Być może właśnie dlatego pytanie o to, kim jesteśmy, pozostaje interesujące przez całe życie.
Nie jesteśmy nieruchomym obrazem.
Zmieniają nas doświadczenia i spotkani ludzie. Sukces potrafi wpłynąć na nasze potrzeby podobnie jak porażka. Inaczej patrzymy na czas, mając dwadzieścia lat, a zupełnie inaczej po czterdziestce czy w chwili, gdy zaczynamy rozumieć, że nie wszystko można odkładać na później.
Poznawanie siebie nie powinno więc być jednorazowym zadaniem.
Co jakiś czas warto wrócić do kilku prostych pytań:
Co dzisiaj jest dla mnie ważne?
Czego już nie chcę?
Za czym tęsknię?
Co robię dlatego, że naprawdę tego pragnę, a co wyłącznie z przyzwyczajenia?
Jakiej ceny nie chcę zapłacić nawet za bardzo atrakcyjny cel?
Gdybym nie musiała lub nie musiał nikomu niczego udowadniać, co zrobiłabym lub zrobiłbym inaczej?
Po pięciu latach odpowiedzi mogą brzmieć zupełnie inaczej.
I to jest w porządku.
Własny sukces zaczyna się wcześniej niż przy celu
Często wydaje nam się, że pierwszym krokiem powinno być wyznaczenie celu.
Schudnę.
Zmienię pracę.
Założę firmę.
Napiszę książkę.
Wyjadę.
Zacznę nowe życie.
Jednak przed pytaniem „Co chcę osiągnąć?” powinno pojawić się inne:
„Dlaczego właśnie tego chcę i czy życie, które powstanie po osiągnięciu tego celu, będzie odpowiednie dla mnie?”
Taka zmiana perspektywy potrafi wiele uporządkować.
Cel przestaje być trofeum.
Staje się częścią większej całości.
Warto więc sprawdzić nie tylko szanse na jego osiągnięcie, lecz również to, czy rzeczywiście chcemy żyć z konsekwencjami sukcesu.
Być może właśnie tutaj zaczyna się jego dojrzalsze rozumienie.
Nie w chwili, gdy biegniemy szybciej.
Nie wtedy, gdy zdobywamy więcej.
Nawet nie w momencie osiągnięcia upragnionego celu.
Początek pojawia się wcześniej — gdy potrafimy zatrzymać się i powiedzieć:
„Nie znam jeszcze całej swojej przyszłości. Ale coraz lepiej wiem, kim jestem, czego chcę, czego nie chcę i w jakim kierunku chcę zrobić następny krok.”
Może właśnie tyle wystarczy.
Nie trzeba znać odpowiedzi na całe życie.
Wystarczy znać siebie na tyle dobrze, żeby kolejny krok był naprawdę własny.
Przeczytaj także – „Czy człowiek jest czymś więcej niż swoimi błędami
Zapraszam do Biblioteki lustra losu