Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dlaczego nie potrafimy cieszyć się tym, co mamy?

Dlaczego nie potrafimy cieszyć się tym, co mamy?

Dostajemy czasem dokładnie to, czego wcześniej pragnęliśmy. Radość jednak potrafi minąć zaskakująco szybko.

Nowa praca po kilku miesiącach staje się codziennością. Wymarzony dom zaczyna oznaczać rachunki, sprzątanie i remonty. Osiągnięty cel szybko ustępuje miejsca następnemu.

Spełnione marzenie przestaje wyglądać jak marzenie.

Jeszcze niedawno myśleliśmy: „Gdybym tylko to miała…”. Dzisiaj posiadamy upragnioną rzecz, ale wzrok biegnie już dalej.

Więcej pieniędzy.

Większy dom.

Lepsza praca.

Spokojniejsze życie.

Kolejny sukces.

Trudność, żeby cieszyć się tym, co mamy, nie zawsze wynika z niewdzięczności. Znacznie częściej nie zauważamy chwili, kiedy coś wyjątkowego staje się zwyczajne.

Wczorajsze „marzę o tym” zamienia się w dzisiejsze:

„Przecież to normalne.”

Właśnie wtedy rozpoczyna się poszukiwanie kolejnego powodu do szczęścia.

Dobre rzeczy również powszednieją

Człowiek niezwykle szybko oswaja swoją rzeczywistość. Ta zdolność pomaga przetrwać trudności, lecz ma także drugą stronę.

Przyzwyczajamy się do tego, co dobre.

Pierwsza wypłata w nowej pracy może cieszyć ogromnie. Po roku traktujemy ją jako coś oczywistego.

Własne mieszkanie początkowo daje poczucie spełnienia. Kilka lat później zauważamy głównie za małą kuchnię.

Samochód odbierany z salonu pachnie sukcesem. Po pewnym czasie staje się zwykłym środkiem transportu.

Nic złego nie wydarzyło się po drodze. Zmienił się jedynie sposób patrzenia.

To, co nowe, przyciąga uwagę. Codzienność stopniowo staje się niewidzialna.

Dlatego łatwo zapomnieć, że dzisiejsza zwyczajność kiedyś była celem.

Szczęście ciągle przenosimy na później

Wielu ludzi żyje według niewypowiedzianej umowy.

„Będę szczęśliwa, kiedy…”

Kiedy spłacę kredyt.

Gdy dzieci dorosną.

Po zmianie pracy.

Kiedy schudnę.

Gdy poznam właściwą osobę.

Po przeprowadzce.

Takie myślenie wydaje się logiczne. Przecież osiągnięcie celu rzeczywiście może poprawić życie.

Tyle że później dzieje się coś przewidywalnego.

Kredyt znika, lecz pojawia się nowy wydatek. Dzieci dorastają, a rodzice zaczynają martwić się inaczej. Lepsza praca przynosi wyższą pensję, ale również nowe obowiązki.

Idealny moment ponownie przesuwa się o kilka kroków.

Życie nie dochodzi do punktu całkowitej bezproblemowości. Zawsze pozostaje coś do naprawienia, zdobycia albo rozwiązania.

Czekając na idealne „potem”, można przegapić bardzo dużo „teraz”.

Patrzymy na cudze życie i przestajemy widzieć własne

Porównywanie się nie jest nowym zjawiskiem. Zmieniła się jednak jego skala.

Dawniej punktem odniesienia byli sąsiedzi, znajomi albo rodzina. Dzisiaj w kilka minut możemy obejrzeć życie setek ludzi.

Jedna osoba pokazuje wakacje na Malediwach. Druga prezentuje wymarzony dom. Ktoś właśnie dostał awans, schudł dwadzieścia kilogramów albo świętuje rocznicę idealnego małżeństwa.

Po kilku minutach własny dzień zaczyna wyglądać wyjątkowo przeciętnie.

Nie widzimy jednak całej historii.

Za pięknym domem może stać ogromny kredyt. Zdjęcie uśmiechniętej pary nie pokazuje wczorajszej kłótni. Zawodowy sukces nie zdradza ceny zapłaconej za jego osiągnięcie.

Cudze życie oglądamy we fragmentach. Swoje znamy razem ze wszystkimi problemami.

Mimo tego porównujemy jedno z drugim.

Nic dziwnego, że własna codzienność często przegrywa.

To, czego brakuje, przyciąga uwagę najmocniej

Dziewięć rzeczy może układać się dobrze. Jedna wystarczy, żeby zepsuć nam wieczór.

Ktoś powie dziesięć miłych zdań. W pamięci zostanie jedno przykre.

Większość spraw działa bez zarzutu. Myślimy jednak o problemie, którego jeszcze nie rozwiązaliśmy.

Umysł jest wyjątkowo wyczulony na braki.

Dlatego spokojny dzień nie zawsze zostaje zapamiętany. Awaria, konflikt albo nieprzyjemna wiadomość natychmiast przejmują uwagę.

W efekcie łatwo dojść do wniosku, że ciągle czegoś nam brakuje.

Tymczasem brak jednej rzeczy nie oznacza braku wszystkiego.

Dostrzeżenie tego nie wymaga udawania, że problemy nie istnieją. Chodzi raczej o odzyskanie właściwych proporcji.

Dlaczego trudno cieszyć się tym, co mamy?

Jedną z odpowiedzi jest nieustanne przesuwanie granicy „wystarczy”.

Kiedy zarabiamy niewiele, określona kwota wydaje się spełnieniem marzeń. Po osiągnięciu tego poziomu szybko pojawia się kolejny.

Podobnie wygląda sprawa z rzeczami.

Najpierw pragniemy własnego mieszkania. Później marzymy o większym metrażu. Następnie pojawia się wizja domu z ogrodem.

W końcu nawet ogród okazuje się niewystarczający.

Rozwój sam w sobie nie jest problemem. Ambicja również nie stoi w sprzeczności ze szczęściem.

Niebezpieczeństwo pojawia się dopiero wtedy, gdy każde osiągnięcie natychmiast traci znaczenie.

Człowiek przestaje wtedy iść w stronę marzeń. Zaczyna uciekać przed poczuciem, że ciągle ma za mało.

„Więcej” nie posiada punktu końcowego

Jeszcze trochę.

Te dwa słowa potrafią kierować całym życiem.

Jeszcze trochę pieniędzy.

Jeszcze jeden sukces.

Kolejny zakup.

Następny cel.

Potem już naprawdę będę zadowolona.

Tylko gdzie znajduje się granica?

Słowo „więcej” nie zawiera odpowiedzi.

Po zdobyciu jednej rzeczy szybko pojawia się następna. Satysfakcja trwa coraz krócej, ponieważ uwaga natychmiast przenosi się dalej.

W pogoni za kolejnym celem brakuje chwili zatrzymania.

A przecież czasem dobrze powiedzieć:

„Tak. To właśnie chciałam osiągnąć.”

Bez natychmiastowego dodawania kolejnego zadania.

Docenienie sukcesu nie zabija ambicji. Pozwala jedynie naprawdę poczuć, że wysiłek miał znaczenie.

Bywa, że szczęście budzi niepokój

Dobre chwile nie wszystkim przynoszą wyłącznie spokój.

Kiedy przez długi czas żyliśmy w napięciu, cisza może wydawać się podejrzana. Zamiast odpocząć, zaczynamy wypatrywać zagrożenia.

W głowie pojawia się znajome:

„Jest zbyt dobrze. Zaraz coś się stanie.”

Telefon dzwoni, więc od razu spodziewamy się złej wiadomości. Spokojny okres traktujemy jak przerwę przed kolejnym problemem.

Pełna radość wydaje się wtedy niebezpieczna.

Jakby nieangażowanie się w szczęście miało ochronić przed przyszłym rozczarowaniem.

Taka ochrona ma jednak wysoką cenę.

Cierpimy trochę wcześniej, żeby ewentualnie cierpieć mniej później.

W rezultacie tracimy część dobrych chwil, zanim wydarzy się cokolwiek złego.

Docenianie nie oznacza zakładania różowych okularów

„Ciesz się tym, co masz.”

To zdanie potrafi być zarówno mądre, jak i irytujące.

Wszystko zależy od sytuacji.

Człowiek przeżywający poważny problem nie potrzebuje wykładu o wdzięczności. Trudności nie znikają tylko dlatego, że istnieją również dobre rzeczy.

Prawdziwe docenianie wygląda inaczej.

Miłość do rodziny może istnieć razem ze zmęczeniem. Dobry związek nie wyklucza konfliktów. Satysfakcjonująca praca może nadal wymagać zmian.

Wdzięczność również nie oznacza zgody na wszystko.

Możemy widzieć dobro i jednocześnie zauważać braki.

Dojrzałość mieści obie te rzeczy.

Marzenia nie są wrogiem wdzięczności

Człowiek zadowolony z obecnego życia nadal może chcieć więcej.

Nowe plany nadają kierunek. Ambicje pobudzają rozwój. Marzenia potrafią wyciągnąć nas z miejsca, które przestało nam służyć.

Problemem nie jest pragnienie przyszłości.

Problem zaczyna się wtedy, gdy przyszłość staje się jedynym miejscem, w którym pozwalamy sobie być szczęśliwi.

Dzisiejszy dzień zamienia się wtedy w poczekalnię.

Pracujemy teraz, żeby żyć później. Oszczędzamy każdą przyjemność na lepszy moment. Odkładamy odpoczynek, spotkania i własne potrzeby.

Tylko przyszłość ma pewną niewygodną cechę.

Kiedy wreszcie nadchodzi, nazywamy ją teraźniejszością.

Jeżeli nie potrafimy zauważać dzisiejszego dobra, kolejny sukces może tego nie zmienić.

Najcenniejsze rzeczy często wyglądają zwyczajnie

Wielkie wydarzenia łatwo zauważyć.

Ślub.

Narodziny dziecka.

Awans.

Nowy dom.

Wymarzona podróż.

Codzienność składa się jednak głównie z czegoś innego.

Ktoś rano robi nam kawę. Bliska osoba pyta, czy bezpiecznie wróciliśmy. Przy stole słychać znajomy śmiech.

Wieczorem mamy dokąd wrócić.

Telefon milczy, ponieważ nie wydarzyło się nic złego.

Takie chwile rzadko wyglądają spektakularnie.

Nie wywołują wielkich emocji. Trudno również zrobić z nich historię, którą wszyscy będą podziwiać.

A jednak właśnie one tworzą dużą część dobrego życia.

Ich wartość najczęściej odkrywamy po stracie.

Wtedy oddalibyśmy wiele za dawny, nudny wtorek.

Spójrz czasem oczami dawnej siebie

Przypomnij sobie siebie sprzed pięciu albo dziesięciu lat.

Czego wtedy chciałaś?

Co wydawało się bardzo odległe?

Jakiego problemu najbardziej pragnęłaś się pozbyć?

Odpowiedzi bywają zaskakujące.

Być może dzisiaj mieszkasz w miejscu, o którym kiedyś marzyłaś. Potrafisz zrobić coś, co dawniej budziło ogromny strach.

Może masz przy sobie człowieka, którego kiedyś bardzo potrzebowałaś.

Niektóre dawne problemy już nie istnieją.

Codzienność zdążyła jednak przykryć znaczenie tych zmian.

Dawna wersja Ciebie prawdopodobnie zauważyłaby je natychmiast.

Spojrzenie jej oczami pozwala czasem zobaczyć własne życie na nowo.

Szczęście nie zawsze przypomina fajerwerki

Kiedy myślimy o szczęściu, często wyobrażamy sobie silną radość.

Ekscytację.

Entuzjazm.

Spełnienie.

Tymczasem dobre życie przez większość czasu wygląda znacznie spokojniej.

Szczęściem może być brak złej wiadomości. Wartość może mieć obiad z kimś bliskim. Zwykły wieczór bez konfliktów również potrafi być czymś niezwykłym.

Zdrowie najczęściej doceniamy dopiero podczas choroby.

Spokój zauważamy szczególnie mocno po okresie chaosu.

Nie wszystko, co wartościowe, wywołuje wielkie emocje.

Niektóre rzeczy dają coś znacznie cenniejszego.

Dają bezpieczeństwo.

Pamięć szybko przyzwyczaja się do sukcesów

Po osiągnięciu ważnego celu zwykle pamiętamy radość.

Z czasem emocje jednak bledną.

Sukces zostaje wpisany do naszej historii jako kolejny fakt. To, co wymagało odwagi i miesięcy pracy, zaczyna wyglądać na oczywiste.

Właśnie dlatego tak łatwo umniejszać własne osiągnięcia.

„Każdy mógłby to zrobić.”

„To nic wielkiego.”

„Miałam po prostu szczęście.”

Tymczasem wcześniejsza wersja nas samych mogła bardzo długo walczyć o ten moment.

Dobrze czasem przypomnieć sobie cenę przebytej drogi.

Nie po to, żeby żyć dawnymi sukcesami.

Po to, żeby nie odbierać im znaczenia.

Wdzięczność zaczyna się od zauważenia

Nie potrzeba wielkich rytuałów.

Nie trzeba codziennie przekonywać siebie, że wszystko jest cudowne.

Wystarczy czasem zatrzymać uwagę.

Co dzisiaj było dobre?

Kto zachował się wobec mnie życzliwie?

Jaki problem już mnie nie dotyczy?

Co mam dzisiaj, czego kiedyś nie miałam?

Takie pytania nie zmieniają rzeczywistości.

Zmieniają jednak fragment rzeczywistości, który zauważamy.

To bardzo ważna różnica.

Może szczęścia nie brakuje aż tak bardzo

Część tego, czego szukamy, być może już znajduje się obok.

Po prostu stało się znajome.

Codzienne.

Przewidywalne.

Przez swoją zwyczajność przestało przyciągać uwagę.

Wzrok biegnie więc dalej.

Szukamy czegoś większego, piękniejszego albo bardziej ekscytującego.

Tymczasem część rzeczy traktowanych dzisiaj jako oczywiste kiedyś znajdowała się na liście marzeń.

Dostrzeżenie tego nie oznacza rezygnacji z przyszłości.

Pozwala jedynie zobaczyć teraźniejszość.

Nie odkładaj całego życia na później

Plany są potrzebne.

Marzenia również mają znaczenie.

Rozwój może przynieść ogromną satysfakcję.

Pomiędzy kolejnymi celami trwa jednak coś równie ważnego.

Życie.

Dzisiejsze śniadanie.

Rozmowa z bliską osobą.

Spacer bez pośpiechu.

Zwyczajny wieczór.

Chwila ciszy, której nie trzeba ulepszać.

Być może właśnie na tym polega umiejętność, żeby cieszyć się tym, co mamy.

Nie chodzi o przekonywanie siebie, że wszystko jest idealne. Rezygnacja z ambicji również nie jest potrzebna. Trudnych emocji nie trzeba przykrywać sztuczną wdzięcznością.

Wystarczy nie pozwolić, żeby przyszłe szczęście zabrało całe dzisiejsze życie.

Bo nie wszystko musi być idealne, żeby było dobre.

A zwyczajność, którą dzisiaj ledwo zauważamy, może kiedyś okazać się czymś, za czym zatęsknimy najbardziej.

Przeczytaj także – Czy trzeba wybaczyć, żeby ruszyć dalej Dlaczego niektórzy ludzie odzywają się tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebują? Kiedy rodzina zamiast wspierać, podcina skrzydła