Żyjemy w świecie rzeczy konkretnych.
Rano dzwoni budzik. Trzeba wstać, zrobić kawę, wyjść do pracy, odpowiedzieć na wiadomości, kupić coś na obiad, zapłacić rachunki. Patrzymy na zegarek, podejmujemy decyzje, rozwiązujemy problemy. Większość dnia przebiega w rzeczywistości, którą znamy i potrafimy nazwać.
A potem zdarza się coś, co do niej nie pasuje.
Przez kilka sekund mamy niezwykle silne przeczucie.
Śni nam się osoba, o której nie myśleliśmy od wielu lat, a następnego dnia pojawia się związana z nią wiadomość.
Wchodzimy po raz pierwszy do obcego domu i nagle ogarnia nas trudne do wytłumaczenia poczucie, że już kiedyś tutaj byliśmy.
Myślimy o kimś dokładnie w chwili, kiedy telefon zaczyna dzwonić.
Czasami doświadczenie jest jeszcze subtelniejsze. Nie wydarza się nic spektakularnego, a jednak pojawia się osobliwe poczucie, że przez moment zobaczyliśmy więcej niż zwykle.
Jakby coś się uchyliło.
Jakby na sekundę opadła zasłona.
A jeśli codzienna świadomość jest tylko filtrem?
Zwykle zakładamy, że im więcej dostrzegamy, tym lepiej.
A może wcale tak nie jest?
Żeby normalnie funkcjonować, człowiek musi przecież nieustannie wybierać, czemu poświęca uwagę. W kawiarni nie analizujemy każdej rozmowy prowadzonej przy sąsiednich stolikach. Idąc ulicą, nie zastanawiamy się nad każdym odbiciem światła w szybie, każdym zapachem i każdym ruchem mijanych ludzi.
Nasze codzienne „ja” potrzebuje porządku.
Można więc spojrzeć na świadomość jak na okno, przez które obserwujemy rzeczywistość.
I tutaj zaczyna się fascynujące pytanie.
Czy widzimy przez to okno wszystko, co istnieje — czy tylko tyle, ile w danej chwili potrafimy dostrzec?
Nie musimy znać odpowiedzi.
Być może właśnie brak odpowiedzi jest w tym najbardziej interesujący.
Chwile, których nie umiemy zapomnieć
Prawie każdy zna kogoś, kto przeżył wydarzenie trudne do racjonalnego poukładania.
Historie bywają bardzo zwyczajne.
Matka budzi się w środku nocy z niepokojem o dorosłe dziecko mieszkające setki kilometrów dalej.
Ktoś nagle rezygnuje z podróży, choć jeszcze godzinę wcześniej był zdecydowany jechać.
Inna osoba podczas pierwszego spotkania z nieznajomym czuje niezrozumiałą bliskość albo przeciwnie — silny wewnętrzny opór.
Zdarza się, że człowiek podejmuje decyzję wbrew wszystkim logicznym argumentom, ponieważ coś wewnątrz mówi mu:
„Nie idź tam”.
Albo:
„Zadzwoń właśnie teraz”.
Większość podobnych chwil mija.
Wracamy do codzienności.
Ale niektóre zostają z nami na dziesięciolecia.
Dlaczego?
Być może dlatego, że na moment naruszyły nasze przekonanie o tym, jak powinien działać świat.
Intuicja — cichy głos, którego często nie słuchamy
Intuicja rzadko krzyczy.
Najczęściej pojawia się jako krótkie odczucie.
Coś jest nie tak.
Powinnam tam pojechać.
Temu człowiekowi nie ufam.
Muszę dzisiaj zadzwonić do mamy.
Nie potrafimy jeszcze powiedzieć dlaczego, a mimo to wewnętrzne przekonanie jest niezwykle silne.
Codzienny umysł szybko zaczyna z nim dyskutować.
„Przesadzasz”.
„To przypadek”.
„Nie wymyślaj”.
„Nie masz żadnego powodu, żeby tak myśleć”.
Niekiedy rzeczywiście okazuje się, że przeczucie niczego nie oznaczało.
Innym razem po latach pamiętamy przede wszystkim jedno:
„Wiedziałam. Nie wiem skąd, ale wiedziałam”.
I być może właśnie to „nie wiem skąd” jest najciekawsze.
Sny, które różnią się od innych snów
Większość snów rozpada się kilka minut po przebudzeniu.
Zostają pojedyncze obrazy, urwane sceny, czasem emocja.
Istnieją jednak sny, które człowiek pamięta przez całe życie.
Są niezwykle wyraźne.
Niektórzy mówią, że miały inną jakość niż zwyczajne śnienie. Kolory wydawały się intensywniejsze, rozmowa bardziej rzeczywista, a po przebudzeniu pozostawało silne przekonanie, że wydarzyło się coś ważnego.
Szczególną kategorię stanowią sny o osobach, które odeszły.
Dla jednego człowieka będzie to naturalna praca pamięci i tęsknoty.
Ktoś inny powie:
„Nie. To nie był zwykły sen. On przyszedł się pożegnać”.
Czy mamy prawo odbierać mu znaczenie tego doświadczenia?
Nie musimy przecież od razu rozstrzygać, czym ono było.
Możemy pozostawić miejsce na tajemnicę.
Czy zmarli czasem przychodzą w snach?
To pytanie pojawia się w ludzkich opowieściach od bardzo dawna.
Po śmierci bliskiej osoby niektórzy śnią o niej wielokrotnie. Inni przez wiele miesięcy nie śnią wcale, aż pewnej nocy wydarza się coś niezwykle intensywnego.
Bliski człowiek pojawia się spokojny.
Czasem nic nie mówi.
Czasem przekazuje kilka słów.
Po przebudzeniu zamiast lęku pozostaje ulga.
Można widzieć w tym język tęsknoty. Można potraktować taki sen symbolicznie. Ktoś może również nadać mu znaczenie duchowe.
Nie chcę wybierać za czytelnika.
Znacznie ciekawsze jest coś innego:
dlaczego pewne sny potrafią zmienić sposób, w jaki człowiek przeżywa żałobę?
Niekiedy jedna noc przynosi spokój, którego nie dały miesiące rozmów.
Déjà vu — „ja już tutaj byłam”
Wchodzisz do pomieszczenia.
Ktoś stoi przy oknie. Pada konkretne zdanie. Na stole leży filiżanka.
I nagle wszystko wydaje się znajome.
Nie podobne.
Znajome.
Przez moment pojawia się niemal absurdalne przekonanie:
„Ja już to przeżyłam”.
Chwilę później uczucie znika.
Déjà vu jest fascynujące właśnie dlatego, że przez kilka sekund podważa nasze zwyczajne poczucie czasu.
Oczywiście można wzruszyć ramionami i wrócić do swoich zajęć.
Można też pozwolić sobie na pytanie:
Dlaczego czasami teraźniejszość ma smak wspomnienia?
Nie każda tajemnica wymaga natychmiastowego rozwiązania.
Ludzie, których „znamy”, zanim ich poznamy
Bywa również inaczej.
Spotykamy człowieka po raz pierwszy i niemal natychmiast czujemy, jakbyśmy znali go od dawna.
Rozmowa nie wymaga wysiłku. Nie ma zwyczajnego etapu ostrożnego poznawania się. Pojawia się zadziwiające poczucie bliskości.
Zdarza się także odwrotność.
Ktoś jest uprzejmy, zachowuje się poprawnie i nie zrobił niczego złego, a jednak całe nasze wnętrze mówi:
„Uważaj”.
Nie chodzi o to, żeby każdemu pierwszemu wrażeniu nadawać mistyczne znaczenie.
Interesujące jest raczej pytanie, ile informacji odbieramy, zanim zdążymy je świadomie nazwać.
A może czasami jest w tym jeszcze coś więcej?
Nie wiem.
I właśnie dlatego warto o tym rozmawiać.
Przeczucie przed ważnym wydarzeniem
Są ludzie, którzy opowiadają o niezwykłym niepokoju przed wydarzeniem, o którym nie mogli wiedzieć.
Nie zawsze jest to konkretna wizja.
Częściej pojawia się napięcie bez wyraźnego powodu, sen, nagła potrzeba zmiany planów albo pewność, że trzeba skontaktować się z określoną osobą.
Dopiero później wydarza się coś, co nadaje wcześniejszemu odczuciu znaczenie.
Tutaj bardzo łatwo popełnić jeden błąd: zacząć traktować każdy niepokój jak zapowiedź nieszczęścia.
Nie o to chodzi.
Życie w ciągłym oczekiwaniu na znaki może odebrać spokój zamiast poszerzać świadomość.
Tajemnica powinna budzić ciekawość, nie lęk.
Synchroniczność — kiedy przypadek wydaje się zbyt znaczący
Myślisz o pewnym problemie.
Kilka godzin później przypadkowo otwierasz książkę i trafiasz na zdanie, które brzmi niemal jak odpowiedź.
Rozważasz zmianę pracy, a tego samego dnia spotykasz dawnego znajomego, który niespodziewanie opowiada o wolnym stanowisku.
Przez kilka dni wraca do ciebie pewien temat, po czym nagle zaczynasz dostrzegać go w rozmowach, tekstach i przypadkowych spotkaniach.
Można powiedzieć:
„Zbieg okoliczności”.
I czasem zapewne właśnie nim jest.
Ale człowieka najbardziej fascynują te przypadki, które wydają się dziwnie dopasowane do chwili, w której się pojawiły.
Nie dlatego, że muszą być wiadomością wysłaną specjalnie do nas.
Raczej dlatego, że przez moment świat zewnętrzny i wewnętrzny układają się w zaskakująco podobny wzór.
Medytacja i cisza — kiedy codzienny hałas słabnie
Przez większość dnia jesteśmy bombardowani bodźcami.
Telefon.
Rozmowy.
Wiadomości.
Obowiązki.
Muzyka.
Problemy.
Plany.
W takim hałasie subtelne odczucia łatwo przeoczyć.
Podczas medytacji, spaceru w samotności, modlitwy, pobytu w lesie czy zwyczajnego siedzenia w ciszy zmienia się sposób, w jaki kierujemy uwagę.
Nagle zaczynamy zauważać rzeczy wcześniej zagłuszane przez pośpiech.
Nie musi wydarzyć się nic nadprzyrodzonego.
Już samo doświadczenie ciszy potrafi być zaskakująco głębokie.
Czasami właśnie wtedy przychodzi rozwiązanie problemu, którego bezskutecznie szukaliśmy od wielu dni.
Nie pojawia się w postaci logicznego wywodu.
Po prostu nagle wiemy, co powinniśmy zrobić.
Ćwiczenie: Dziesięć minut ciszy
Znajdź miejsce, w którym przez dziesięć minut nikt nie będzie ci przeszkadzał.
Odłóż telefon.
Nie włączaj muzyki.
Usiądź wygodnie i przez chwilę spokojnie oddychaj.
Nie próbuj niczego zobaczyć, wywołać ani otrzymać.
To bardzo ważne.
Nie poluj na znak.
Zamiast tego obserwuj.
Co pojawia się w myślach?
Jak reaguje ciało?
Czy jakiś temat nieustannie powraca?
Co czujesz, kiedy przez chwilę nie musisz niczego robić?
Po dziesięciu minutach zapisz kilka zdań.
Nie interpretuj ich od razu.
Po prostu zapisuj.
Czasami dopiero po kilku tygodniach zauważamy, że pewne myśli, obrazy albo przeczucia powtarzają się częściej niż inne.
Dlaczego „zasłona” miałaby opadać tylko czasami?
To pytanie szczególnie mnie fascynuje.
Jeśli rzeczywiście istnieją momenty, w których człowiek doświadcza rzeczywistości inaczej niż zwykle, dlaczego trwają tak krótko?
Może właśnie dlatego, że przez większość czasu musimy funkcjonować w świecie konkretnych spraw.
Trudno byłoby prowadzić samochód, robić zakupy, pracować i wychowywać dzieci, gdyby świadomość bez przerwy pozostawała otwarta na każdy subtelny impuls, symbol, wspomnienie czy emocję.
Być może zwyczajność nie jest ograniczeniem.
Może jest ochroną.
A te niezwykłe chwile pojawiają się jedynie czasami — podczas snu, głębokiej ciszy, medytacji, żałoby, miłości, zagrożenia albo wielkiego życiowego przełomu.
Jak szczelina w zasłonie.
Wystarczająco szeroka, żeby coś zobaczyć.
Zbyt wąska, żeby zobaczyć wszystko.
Ćwiczenie: Dziennik niezwykłych zbiegów okoliczności
Jeżeli zdarzają ci się silne przeczucia, niezwykłe sny albo zadziwiające zbiegi okoliczności, zacznij je zapisywać.
Najważniejsza zasada brzmi:
zapisuj je przed wydarzeniem, jeśli to możliwe.
Przykład:
„27 sierpnia. Obudziłam się po śnie o Annie, której nie widziałam od sześciu lat. We śnie stała przed czerwonym domem i powiedziała: «Muszę ci coś powiedzieć»”.
I tyle.
Bez dopisywania historii.
Jeśli później wydarzy się coś związanego z Anną, zanotuj to obok.
Jeżeli nie wydarzy się nic — również zostaw zapis.
Takie podejście chroni przed dopasowywaniem wspomnień do późniejszych zdarzeń, a jednocześnie pozwala potraktować własne doświadczenia poważnie.
Po kilku miesiącach możemy zobaczyć coś, czego wcześniej nie zauważaliśmy.
Albo odkryć, że wiele przeczuć po prostu przemija.
Obie odpowiedzi są interesujące.
Czy warto szukać znaków?
Tutaj zachowałabym ostrożność.
Istnieje różnica między zauważaniem niezwykłych doświadczeń a podporządkowaniem im całego życia.
Jeżeli zaczniemy pytać wszechświat o zgodę na każdą decyzję, przypadkowy numer autobusu może stać się przepowiednią, a źle postawiona filiżanka — ostrzeżeniem.
Wtedy ciekawość zmienia się w zależność.
Dojrzałe podejście do tajemnicy nie wymaga rezygnacji z rozsądku.
Można powiedzieć:
„Nie wiem, czym to było. Ale było dla mnie ważne”.
To bardzo uczciwe zdanie.
Nie odbiera doświadczeniu znaczenia, a jednocześnie nie zmusza nas do tworzenia odpowiedzi tam, gdzie jej nie mamy.
A co z magią?
Słowo „magia” przez wieki oznaczało bardzo różne rzeczy.
Dla jednych brzmi jak bajka.
Dla innych jest nazwą doświadczenia, że rzeczywistość posiada warstwy, których nie da się łatwo zamknąć w codziennych pojęciach.
Mnie w tym temacie najbardziej interesuje właśnie postawa otwartości.
Nie musimy wierzyć we wszystko.
Nie musimy również wyśmiewać wszystkiego, czego nie rozumiemy.
Między łatwowiernością a całkowitym odrzuceniem istnieje ogromna przestrzeń.
Można w niej zadawać pytania.
Obserwować.
Doświadczać.
I pozostawić pewne drzwi uchylone.
Najbardziej niezwykłe doświadczenia często są bardzo ciche
W filmach tajemnica przychodzi z błyskiem światła.
W życiu częściej wygląda inaczej.
Budzisz się o trzeciej nad ranem i przez kilka sekund myślisz o konkretnej osobie.
Podczas spaceru nagle znajdujesz odpowiedź na pytanie, które dręczyło cię miesiącami.
Patrzysz na śpiące dziecko i przez krótką chwilę czujesz tak ogromną więź ze światem, że nie potrafisz jej opisać.
Siedzisz przy łóżku umierającego człowieka i doświadczasz ciszy zupełnie innej niż wszystkie wcześniejsze.
Albo śnisz o kimś, kto odszedł, a po przebudzeniu po raz pierwszy od wielu miesięcy nie płaczesz.
Czy to postrzeganie pozazmysłowe?
Duchowe doświadczenie?
Intuicja?
Praca pamięci?
Coś jeszcze innego?
Być może najuczciwsza odpowiedź brzmi:
nie zawsze wiemy.
Nie wszystko trzeba natychmiast nazwać
Współczesny człowiek bardzo lubi odpowiedzi.
Nazwać.
Zaklasyfikować.
Wyjaśnić.
Umieścić w odpowiedniej szufladzie.
Tymczasem pewne doświadczenia tracą coś ważnego, kiedy zbyt szybko próbujemy je zamknąć w jednej interpretacji.
Można przez całe życie pamiętać pewien sen i nadal nie wiedzieć, czym był.
Można mieć przeczucie, które się sprawdziło, bez budowania na tej podstawie teorii o całym wszechświecie.
Wolno również powiedzieć:
„Doświadczyłam czegoś, czego nie potrafię wyjaśnić”.
Nie jest to słabość.
To szacunek dla granicy pomiędzy tym, co wiemy, a tym, czego dopiero próbujemy dotknąć.
A może zasłona nie znajduje się tam, gdzie myślimy?
Najbardziej fascynuje mnie właśnie ta możliwość.
Kiedy mówimy o „opadaniu zasłony”, wyobrażamy sobie często dwie rzeczywistości.
Naszą — widzialną.
I jakąś drugą — ukrytą.
A jeśli jest inaczej?
Może nie istnieją dwa światy.
Może istnieje jeden świat i wiele sposobów jego doświadczania.
Na co dzień potrzebujemy tego najbardziej praktycznego. Dzięki niemu potrafimy funkcjonować, pracować, planować i troszczyć się o zwyczajne życie.
Od czasu do czasu wydarza się jednak coś, co nie mieści się w codziennym obrazie.
Sen.
Przeczucie.
Spotkanie.
Niezwykły zbieg okoliczności.
Chwila absolutnej ciszy.
Poczucie obecności.
Jedno krótkie „wiem”, chociaż nie umiemy powiedzieć, skąd ta wiedza przyszła.
I wtedy na moment zatrzymujemy się w pół kroku.
Być może właśnie w takich chwilach nie otrzymujemy żadnego „szóstego zmysłu”.
Może na kilka sekund przestajemy patrzeć wyłącznie w sposób, do którego przywykliśmy.
Nie wiem, co znajduje się po drugiej stronie tej zasłony.
Być może nic.
Być może znacznie więcej, niż potrafimy sobie wyobrazić.
A może największa tajemnica wcale nie znajduje się po drugiej stronie.
Może jest nią sama świadomość człowieka.
Jedno wydaje mi się pewne: nie każdą zagadkę trzeba natychmiast rozwiązać.
Niektóre warto przez chwilę po prostu potrzymać w dłoniach.
Popatrzeć.
Posłuchać ciszy.
I pozostawić odrobinę miejsca na to, czego jeszcze nie rozumiemy.
Bo może zasłona wcale nie oddziela dwóch światów.
Może oddziela dwa sposoby patrzenia na ten sam świat.
A czasami — z powodów, których nie znamy — uchyla się na moment.
Przeczytaj także – Czy warto ufać swojej intuicji? Co próbują powiedzieć nam sny?
Jak wyciszyć umysł i usłyszeć własne wnętrze?
Zapraszam również do Biblioteki lustra losu