Są kobiety, które potrafią powiedzieć, co lubi jeść każdy członek rodziny, kiedy wnuk ma wizytę u dentysty i jaką koszulę mąż najchętniej zakłada na rodzinne uroczystości. Pamiętają o urodzinach, rachunkach, lekarstwach i zakupach. Wiedzą, komu trzeba zadzwonić, kto ostatnio źle się czuł i komu przydałaby się pomoc.
A kiedy ktoś pyta je: „A ty? Czego ty właściwie chcesz?”, na chwilę milkną.
Nie dlatego, że nie mają żadnych pragnień. Po prostu od tak dawna nie zadawały sobie tego pytania, że trudno im od razu znaleźć odpowiedź.
Być może kiedyś chciały nauczyć się malować. Wyjechać nad morze poza sezonem, gdy plaże są puste i można godzinami spacerować brzegiem wody. Kupić sukienkę nie na rodzinną uroczystość, lecz dlatego, że spodobała im się w sklepowej witrynie. Zapisać się na kurs języka, wrócić do dawnych znajomości albo przeczytać książkę bez spoglądania na zegarek.
Zawsze jednak było coś pilniejszego.
Najpierw dzieci były małe. Potem trzeba było pomóc im w nauce, zadbać o dom, zarobić pieniądze i wspierać rodzinę w trudnych chwilach. Gdy dzieci dorosły, pojawiły się wnuki, starsi rodzice wymagający opieki albo kolejne obowiązki.
Własne życie miało zacząć się później.
Tylko że owo „później” potrafi przesuwać się przez całe dziesięciolecia.
„Teraz nie mam czasu” — zdanie, które łatwo zamienia się w sposób na życie
W młodości odkładanie marzeń wydaje się rozsądne. Człowiek ma przecież całe życie przed sobą. Nie musi od razu jechać w wymarzoną podróż ani rozwijać każdej pasji. Są ważniejsze wydatki, pilniejsze sprawy i ludzie, którzy potrzebują jego obecności.
Przez pewien czas taki wybór może być konieczny. Opieka nad małym dzieckiem, choroba bliskiej osoby czy trudna sytuacja finansowa wymagają zaangażowania. Nie zawsze mamy możliwość urządzić codzienność dokładnie tak, jak byśmy chcieli.
Problem pojawia się wtedy, gdy lata mijają, okoliczności się zmieniają, a my nadal automatycznie odsuwamy siebie na koniec kolejki.
Przyjaciółka proponuje wspólny wyjazd, lecz odmawiamy, bo może dzieci zechcą wpaść w weekend. W sklepie podoba nam się płaszcz, ale odkładamy go na wieszak, ponieważ ktoś z rodziny właśnie wspomniał, że potrzebuje pieniędzy. Marzymy o spokojnym poranku, jednak zanim wypijemy kawę, odbieramy trzy telefony z prośbą o pomoc.
Z czasem przestajemy nawet zauważać, że podejmujemy taki wybór.
Dzień zaczyna się od pytania: „Co muszę dzisiaj zrobić?”. Rzadko pojawia się drugie: „Na co miałabym dzisiaj ochotę?”.
A przecież nasze potrzeby nie znikają tylko dlatego, że nauczyłyśmy się o nich nie mówić.
Być potrzebną to piękne uczucie. Ale czy zawsze wystarcza?
Wiele osób czerpie ogromną radość z pomagania. Dobrze jest wiedzieć, że ktoś na nas liczy, ufa nam i cieszy się z naszej obecności. Dla matki czy babci wspólne chwile z rodziną mogą być jedną z najważniejszych części życia.
Nie ma w tym nic złego.
Trudność zaczyna się wtedy, gdy poczucie własnej wartości zależy wyłącznie od tego, czy jesteśmy komuś potrzebni.
Wyobraźmy sobie kobietę, która przez wiele lat organizowała życie całej rodziny. Przygotowywała święta, pamiętała o ważnych datach, pomagała dzieciom w przeprowadzkach i zajmowała się wnukami. Jej telefon dzwonił niemal bez przerwy.
Pewnego dnia dzieci stają się bardziej samodzielne. Wnuki dorastają i mają własne zajęcia. Mąż spędza więcej czasu poza domem. Nagle okazuje się, że nikt nie prosi o obiad na jutro ani o pomoc w załatwieniu kolejnej sprawy.
Wydawałoby się, że powinna cieszyć się wolnym czasem. Zamiast tego odczuwa niepokój.
„Czy oni już mnie nie potrzebują?” — myśli.
Być może przez tyle lat przyzwyczaiła się do roli osoby niezastąpionej, że nie wie, kim jest, gdy nikt akurat niczego od niej nie chce.
Tymczasem człowiek nie traci wartości w chwili, gdy przestaje być potrzebny do wykonywania codziennych obowiązków.
Jesteśmy ważni dla innych również wtedy, gdy nie gotujemy, nie sprzątamy, nie pożyczamy pieniędzy i nie rozwiązujemy ich problemów. Nasza obecność, doświadczenie, poczucie humoru czy zwyczajna rozmowa mają znaczenie niezależnie od tego, ile zrobiliśmy dla rodziny danego dnia.
Dobrze jednak, byśmy sami także potrafili zobaczyć w sobie kogoś więcej niż osobę, która zawsze jest gotowa do pomocy.
Dlaczego tak trudno powiedzieć: „Dzisiaj wybieram siebie”?
Czasami największą przeszkodą nie są oczekiwania bliskich, lecz nasze własne poczucie winy.
Kobieta planuje wyjazd z przyjaciółką. Ma odłożone pieniądze, znalazła przyjemny pensjonat i od dawna marzy o kilku dniach odpoczynku. Gdy wspomina o tym rodzinie, córka mówi mimochodem:
„A szkoda, bo właśnie w tym tygodniu przydałaby mi się pomoc przy dzieciach”.
Nagle radość z wyjazdu znika. Pojawia się myśl, że dobra matka i babcia powinna zostać. Przecież rodzina jest najważniejsza.
Ale czy naprawdę miłość do bliskich wymaga, żeby każdą własną przyjemność odkładać na później?
Córka może być rozczarowana terminem wyjazdu, nie mając zamiaru wywoływać w matce poczucia winy. Być może wystarczy rozmowa i wspólne poszukanie innego rozwiązania. Nie każda prośba rodziny jest próbą wykorzystania naszej dobroci.
Ważne jednak, żebyśmy nie odpowiadali na nią automatycznie, zanim zastanowimy się nad własnymi możliwościami.
„Nie mogę w tym tygodniu, bo mam swoje plany” to wystarczająca odpowiedź. Nie trzeba dodawać dziesięciu usprawiedliwień ani udowadniać, że nasz odpoczynek jest równie ważny jak cudze obowiązki.
Bliscy mają prawo poprosić o pomoc. My z kolei mamy prawo czasem odmówić.
Czy na spełnianie marzeń można być za starym?
W pewnym wieku człowiek zaczyna słyszeć zdania, które brzmią niewinnie, lecz potrafią odebrać odwagę.
„Po co ci teraz kurs tańca?”. „W tym wieku chcesz uczyć się języka?”. „Sama wybierasz się na wycieczkę? Nie lepiej siedzieć spokojnie w domu?”.
Nie zawsze są to słowa wypowiedziane ze złośliwością. Czasami bliscy po prostu przyzwyczaili się do określonego obrazu matki, ojca czy babci. Trudno im wyobrazić sobie, że osoba, która dotąd zajmowała się przede wszystkim rodziną, nagle chce odkrywać świat na własnych zasadach.
A jednak wiek nie odbiera nam ciekawości.
Kobieta po sześćdziesiątce może zacząć malować obrazy, nawet jeśli nigdy wcześniej nie trzymała pędzla w dłoni. Mężczyzna na emeryturze ma prawo zapisać się na lekcje śpiewu, choć przez całe życie słyszał, że nie ma muzycznego talentu. Dwoje dawnych przyjaciół może po latach odnowić znajomość i wybrać się razem na wycieczkę.
Nowa pasja nie musi prowadzić do wielkiego sukcesu.
Nie trzeba zostać znanym malarzem, żeby czerpać radość z malowania. Nauka języka nie musi kończyć się przeprowadzką za granicę. Podróż również nie potrzebuje dalekiego celu ani luksusowego hotelu.
Czasami wystarczy doświadczenie czegoś nowego i przyjemne zaskoczenie: „Nie wiedziałam, że jeszcze potrafię tak się cieszyć”.
A jeśli nie wiem już, co lubię?
Bywa, że człowiek przez wiele lat tak mocno koncentruje się na innych, że naprawdę traci kontakt z własnymi zainteresowaniami.
Pytanie o marzenia wydaje mu się wtedy niemal niestosowne.
„Jakie marzenia? Mam przecież tyle lat. Najważniejsze, żeby wszyscy byli zdrowi”.
Oczywiście zdrowie i spokój bliskich mają ogromną wartość. Nie muszą jednak wykluczać naszych małych pragnień.
Nie trzeba od razu planować wielkiej życiowej zmiany. Na początek wystarczy przypomnieć sobie, co kiedyś sprawiało nam przyjemność.
Czy lubiliśmy chodzić do kina? Szyć, fotografować, pielęgnować kwiaty? A może dobrze wspominamy wycieczki rowerowe, wieczory z muzyką albo długie rozmowy przy herbacie?
Jeśli dawne zajęcia już nas nie cieszą, można spróbować czegoś zupełnie innego.
Dajmy sobie prawo do poszukiwań bez oczekiwania, że każde wyjście z domu musi okazać się wspaniałym przeżyciem. Nie każda grupa znajomych będzie nam odpowiadać. Pierwsze zajęcia mogą być niezręczne, a nowa pasja po kilku tygodniach zwyczajnie się znudzić.
To nie porażka.
Odkrywanie własnych upodobań wymaga czasem prób, pomyłek i zmiany zdania — niezależnie od wieku.
Rodzina może być zdziwiona, że zaczynamy żyć inaczej
Jeśli przez wiele lat zawsze byliśmy dostępni, nawet niewielka zmiana przyzwyczajeń może wywołać zaskoczenie.
Ktoś dzwoni z prośbą o pomoc, a my odpowiadamy, że właśnie wychodzimy na spotkanie. Innym razem nie odbieramy telefonu od razu, bo jesteśmy w teatrze. W niedzielę zamiast przygotowywać obiad dla całej rodziny proponujemy, żeby tym razem spotkać się u dzieci.
Na początku może pojawić się pytanie: „Co się z tobą dzieje?”.
Dzieje się coś ważnego. Zaczynamy zauważać własne potrzeby.
Nie oznacza to, że nagle przestaliśmy kochać rodzinę albo nie chcemy już nikomu pomagać. Zmienia się jedynie sposób, w jaki dzielimy swój czas.
Bliscy mogą potrzebować chwili, aby przyzwyczaić się do nowej sytuacji. My również możemy odczuwać niepewność, zwłaszcza jeśli przez całe życie stawialiśmy cudze plany przed własnymi.
W takich chwilach pomaga spokojna rozmowa.
„Bardzo lubię spędzać z wami czas, ale chcę też wrócić do swoich zainteresowań. Nadal możecie na mnie liczyć. Potrzebuję jednak, żebyśmy wcześniej ustalali, kiedy mogę pomóc”.
To nie jest odrzucenie rodziny. To próba ułożenia relacji tak, aby każdy miał w niej miejsce.
Nie musisz nadrabiać wszystkich straconych lat
Gdy uświadomimy sobie, ile rzeczy odkładaliśmy na później, łatwo wpaść w kolejną pułapkę. Zaczynamy myśleć, że teraz musimy jak najszybciej nadrobić cały stracony czas.
Lista planów rośnie. Podróże, spotkania, kursy, remont, nowe hobby — wszystko wydaje się pilne. Człowiek, który dotąd nie pozwalał sobie odpoczywać, zaczyna traktować własne marzenia jak następny zestaw obowiązków.
A przecież nie chodzi o to, by po latach poświęcania się innym wpaść w nowy wyścig.
Własne życie nie musi być pełne atrakcji, żeby miało wartość.
Dla jednej osoby prawdziwą przyjemnością będzie wyjazd do nieznanego miasta. Ktoś inny poczuje szczęście, kiedy wreszcie spędzi sobotę w domu i nikt nie będzie oczekiwał, że przygotuje obiad dla dziesięciu osób.
Najważniejsze, byśmy mogli sami zdecydować, czego potrzebujemy.
Czasem będzie to towarzystwo, innym razem cisza. Jednego dnia zapragniemy przygody, a następnego wystarczy nam ulubiona książka i spokojny wieczór.
Życie dla siebie nie polega na nieustannym robieniu czegoś niezwykłego. Polega na odzyskaniu prawa do własnych wyborów.
Najtrudniej uwierzyć, że nie musimy zasługiwać na odpoczynek
Niektóre osoby potrafią usiąść spokojnie dopiero wtedy, gdy wszystko jest zrobione.
Dom musi być posprzątany, pranie rozwieszone, zakupy przyniesione, a obiad przygotowany. Jeśli zostanie choć jedno niedokończone zadanie, odpoczynek wydaje się czymś niewłaściwym.
Tylko że obowiązki rzadko kończą się raz na zawsze.
Zawsze znajdzie się kolejna szafka do uporządkowania, wiadomość, na którą można odpowiedzieć, albo sprawa, którą wypadałoby załatwić. Gdy czekamy na dzień, w którym naprawdę nic nie będzie do zrobienia, możemy nigdy nie pozwolić sobie na chwilę wytchnienia.
Odpoczynek nie jest nagrodą przyznawaną dopiero po wykonaniu wszystkich zadań. To jedna z naszych zwyczajnych potrzeb.
Nie musimy być wyczerpani, żeby zasłużyć na wolne popołudnie. Również wyjście do kawiarni czy spacer nie wymagają udowadniania, że są pożyteczne.
Wystarczy, że sprawiają nam przyjemność.
Pewnego dnia ktoś zapyta: „A co ty robiłaś przez te wszystkie lata?”
Być może najbardziej przejmująca chwila przychodzi wtedy, gdy zaczynamy opowiadać komuś o swoim życiu.
Mówimy, jak dorastały dzieci, gdzie pracował mąż, jakie sukcesy odniosła córka i dokąd przeprowadził się syn. Potrafimy godzinami wspominać wydarzenia, które dotyczyły naszych bliskich.
A potem rozmówca pyta: „A ty? Co sprawiało ci radość? Co zawsze chciałaś zrobić?”.
Zapada cisza.
Lata spędzone na wychowywaniu dzieci, pracy i trosce o rodzinę nie są latami straconymi. Było w nich wiele miłości, wysiłku i ważnych doświadczeń. Wiele osób świadomie wybiera życie skupione na najbliższych i odnajduje w nim szczęście.
Smutek może pojawić się dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, że niektóre rzeczy odkładaliśmy nie dlatego, że ich nie chcieliśmy, lecz dlatego, że nigdy nie daliśmy sobie do nich prawa.
Nie cofniemy czasu. Możemy jednak inaczej potraktować ten, który jest jeszcze przed nami.
Na koniec: twoje życie też zasługuje na twoją obecność
Być może dzisiaj znowu ktoś do ciebie zadzwoni z prośbą o pomoc. Rodzina będzie potrzebowała obiadu, znajoma zechce porozmawiać, a na stole pojawią się rachunki do zapłacenia.
Codzienność nie przestanie stawiać przed nami obowiązków tylko dlatego, że postanowimy bardziej zadbać o siebie.
Nie musimy też porzucać bliskich, wyjeżdżać daleko ani zmieniać wszystkiego w jeden dzień.
Na początek wystarczy niewielki krok.
Umówić się z przyjaciółką, zamiast po raz kolejny odkładać spotkanie. Kupić sobie kwiaty bez szczególnej okazji. Pójść na spacer tam, gdzie od dawna chcieliśmy dotrzeć. Zapisać na kartce jedno marzenie i zastanowić się, co możemy zrobić, żeby choć trochę się do niego zbliżyć.
A przede wszystkim przestać traktować własne pragnienia jak coś, co zasługuje na uwagę dopiero wtedy, gdy wszyscy inni będą już zadowoleni.
Możesz nadal być kochającą matką, babcią, żoną, przyjaciółką i osobą, na którą bliscy mogą liczyć. Żadna z tych ról nie wymaga, żebyś całkowicie zrezygnowała z siebie.
Nie czekaj, aż ktoś da ci pozwolenie na własne życie. Ono już należy do ciebie.
A gdy następnym razem ktoś zapyta: „Co u ciebie?”, spróbuj choć przez chwilę nie opowiadać wyłącznie o dzieciach, wnukach i cudzych sprawach.
Być może tym razem będziesz miała ochotę powiedzieć:
„Wiesz co? Zrobiłam ostatnio coś tylko dla siebie. I było mi z tym naprawdę dobrze”.
Przeczytaj także – Dlaczego nie umiem powiedzieć „nie” i ciągle żyję dla innych?
Kiedy pomaganie innym zaczyna niszczyć nasze życie?
Oddała dzieciom wszystko. Na starość usłyszała: „Mamo, przecież masz emeryturę
Książki Ireny Dudek – Biblioteka lustra losu