Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Kiedy przestajemy opowiadać bliskim o swoim życiu? O samotności, która zaczyna się od słów „nieważne, daj spokój”

Kiedy przestajemy opowiadać bliskim o swoim życiu? O samotności, która zaczyna się od słów „nieważne, daj spokój”

Są ludzie, którzy przez lata opowiadają bliskim niemal o wszystkim. O dziwnym spotkaniu w sklepie, rozmowie z sąsiadką czy zabawnym wspomnieniu z dzieciństwa. Dzwonią, żeby podzielić się dobrą wiadomością, zapytać o zdanie albo zwyczajnie usłyszeć znajomy głos.

Aż pewnego dnia zaczynają mówić coraz mniej.

Nie dlatego, że w ich życiu nic się nie dzieje. Wciąż mają swoje radości, niepokoje, plany i wspomnienia. Z czasem pojawia się jednak przekonanie, że druga osoba nie ma ochoty ich słuchać.

„Mamo, teraz nie mogę”.

„Tato, opowiadałeś mi to już sto razy”.

„Kochanie, powiedz szybciej, bo muszę coś załatwić”.

Każde z tych zdań może być zupełnie niewinne. Wszyscy bywamy zmęczeni, zajęci i nie zawsze mamy czas na długą rozmowę. Problem zaczyna się wtedy, gdy podobne odpowiedzi stają się codziennością, a ktoś bliski nie znajduje już innej chwili, żeby zapytać: „Co chciałaś mi powiedzieć?”.

W pewnym momencie przestajemy próbować.

Zamiast opowiadać, odpowiadamy krótko: „Wszystko dobrze”. Na pytanie, co się stało, mówimy: „Nic takiego”. Gdy czujemy, że rozmówca nas nie słucha, machamy ręką: „Nieważne, daj spokój”.

Czasami samotność zaczyna się nie wtedy, gdy zostajemy sami w domu, lecz wtedy, gdy przestajemy wierzyć, że ktoś naprawdę chce usłyszeć, co mamy do powiedzenia.

„Opowiesz mi później” — tylko kiedy przychodzi to „później”?

Wyobraźmy sobie starszą kobietę, która mieszka niedaleko córki. Pewnego ranka spotyka dawną znajomą. Rozmowa przywołuje tyle wspomnień, że po powrocie do domu od razu sięga po telefon.

Chce opowiedzieć córce o szkolnej wycieczce, o przyjaciółce, z którą straciła kontakt, i o tym, jak wiele wydarzyło się od tamtych czasów.

Córka odbiera, ale właśnie wychodzi do pracy.

„Mamo, naprawdę teraz nie mogę. Zadzwonię później”.

Nie ma w tym nic złego. Dzień bywa pełen obowiązków, a rozmowę można przecież przełożyć.

Mijają jednak godziny. Potem nadchodzi następny dzień. Córka nie dzwoni, bo po pracy musi zrobić zakupy i zająć się dziećmi. Matka nie chce się narzucać, więc odkłada telefon.

Po kilku takich sytuacjach zaczyna mówić coraz mniej.

Gdy córka w końcu pyta, co u niej słychać, odpowiada: „A co ma być? Po staremu”.

Nie wspomina już o dawnej znajomej. Radość z niespodziewanego spotkania przygasła, a historia, którą tak bardzo chciała opowiedzieć, nagle wydaje jej się niewarta niczyjego czasu.

Oczywiście nie każda odłożona rozmowa oznacza brak zainteresowania. Bliscy mają prawo do pracy, odpoczynku i własnych spraw. Ważne jednak, czy po słowach „opowiesz mi później” rzeczywiście nadchodzi chwila, w której możemy spokojnie posłuchać.

Wystarczy czasem oddzwonić następnego dnia i powiedzieć: „Mamo, wczoraj nie mogłam rozmawiać. Pamiętam, że chciałaś mi coś opowiedzieć”.

Dla osoby, która już zaczęła wątpić, czy jej sprawy kogokolwiek obchodzą, takie zdanie może mieć ogromne znaczenie.

Najbardziej boli nie brak czasu, lecz poczucie, że jesteśmy nieważni

Każdy rozumie, że druga osoba nie może być dostępna przez całą dobę. Nie oczekujemy przecież, że córka rzuci pracę, partner przerwie ważne spotkanie, a przyjaciel zrezygnuje ze swoich planów za każdym razem, gdy mamy ochotę porozmawiać.

Ból pojawia się gdzie indziej.

Opowiadamy o czymś dla nas ważnym, a rozmówca patrzy w telefon. Po kilku zdaniach zmienia temat na własne problemy. Dzielimy się radością i w odpowiedzi słyszymy tylko: „Aha, no dobrze”.

Wtedy łatwo pomyśleć: „Moje życie już nikogo nie interesuje”.

Tymczasem druga osoba może nie zdawać sobie sprawy, jak odbieramy jej zachowanie. Być może przywykła do rozmów prowadzonych w pośpiechu. Niewykluczone, że sama jest przeciążona i nie potrafi w danej chwili skupić uwagi.

Nie musimy od razu przypisywać jej złych intencji. Mamy jednak prawo powiedzieć, jak się czujemy.

„Chciałabym ci coś opowiedzieć, ale kiedy przeglądasz telefon, mam wrażenie, że cię to nie interesuje. Możemy porozmawiać później, kiedy będziesz mieć chwilę?”.

Takie zdanie nie jest żądaniem nieustannej uwagi. To prośba o obecność podczas rozmowy, na którą obie strony się zgodziły.

Nie potrzebujemy, by ktoś słuchał nas bez końca. Pragniemy raczej poczuć, że przez kilka minut naprawdę jesteśmy dla niego ważni.

Czy starsi ludzie rzeczywiście opowiadają wciąż to samo?

„Tato, tę historię już znam”.

Wielu dorosłych dzieci wypowiada takie zdanie odruchowo. Ojciec po raz kolejny zaczyna opowieść o pierwszej pracy, podróży pociągiem albo zabawnym wydarzeniu sprzed czterdziestu lat. Syn słyszał ją wielokrotnie, więc przerywa, zanim historia na dobre się rozpocznie.

Ojciec milknie.

Być może nie chciał przekazać synowi nowej informacji. Pragnął przypomnieć sobie czas, kiedy był młody, odważny i pełen planów. Zależało mu na wspólnym śmiechu albo na tym, żeby ktoś jeszcze pamiętał człowieka, którym kiedyś był.

Wspomnienia nie są wyłącznie opowieściami o przeszłości. Mogą być również sposobem na pokazanie bliskim części siebie, której nie znają z codziennego życia.

Dzieci widzą dziś starszą matkę, która lubi siedzieć w ogrodzie. Nie zawsze wyobrażają sobie, że kiedyś marzyła o dalekich podróżach, tańczyła do rana i podejmowała decyzje, których być może nigdy by się po niej nie spodziewały.

Oczywiście cierpliwość każdego człowieka ma swoje granice. Nie zawsze mamy ochotę słuchać tej samej opowieści od początku do końca.

Zamiast jednak ucinać ją słowami „już to mówiłaś”, można czasem zapytać o szczegół, którego wcześniej nie poznaliśmy:

„A czego najbardziej się wtedy bałaś?”.

„Co powiedziała babcia, kiedy dowiedziała się o twojej decyzji?”.

„Czy gdybyś mogła wrócić do tamtego dnia, zrobiłabyś to samo?”.

Nagle znana historia może otworzyć zupełnie nową rozmowę.

Kiedy partner słucha tylko tego, co trzeba załatwić

Samotność w rozmowie nie dotyczy wyłącznie relacji między rodzicami a dorosłymi dziećmi. Może pojawić się również w długoletnim związku.

Dwoje ludzi mieszka razem, je przy jednym stole i każdego dnia wymienia dziesiątki zdań.

„Kupisz chleb?”.

„O której przyjdzie hydraulik?”.

„Trzeba zapłacić rachunek”.

„Co robimy jutro na obiad?”.

Z zewnątrz wszystko wygląda zwyczajnie. Dom funkcjonuje, obowiązki są podzielone, a między partnerami nie dochodzi do wielkich kłótni.

Brakuje jednak pytań o to, co przeżywają.

Kobieta chciałaby opowiedzieć mężowi, że ostatnio coraz częściej myśli o zmianie pracy. On odpowiada, że przecież ma dobre stanowisko i nie ma sensu szukać problemów. Mężczyzna próbuje powiedzieć żonie, że obawia się nadchodzącej emerytury. Słyszy, że powinien się cieszyć, bo wreszcie odpocznie.

Być może oboje chcą uspokoić partnera. Nie zauważają jednak, że zamiast wysłuchać jego obaw, od razu próbują je rozwiązać lub umniejszyć ich znaczenie.

Niekiedy człowiek wcale nie szuka porady. Chce najpierw opowiedzieć, co czuje.

Wystarczy zapytać: „Wolisz, żebym cię teraz wysłuchała, czy chcesz, żebyśmy razem zastanowili się, co zrobić?”.

To drobna zmiana, która może pomóc odzyskać bliskość zagubioną wśród codziennych obowiązków.

Z czasem uczymy się nie przeszkadzać

Niektórzy starsi rodzice zaczynają stopniowo ograniczać kontakt z dziećmi.

Przestają dzwonić bez powodu. Nie wspominają o gorszym samopoczuciu, żeby nikogo nie martwić. Rezygnują z zaproszenia na niedzielny obiad, ponieważ wiedzą, że młodzi mają dużo pracy.

Zapytani, dlaczego tak rzadko się odzywają, odpowiadają:

„Nie chcę wam przeszkadzać”.

Za tym zdaniem mogą kryć się różne uczucia. Niekiedy jest to szacunek dla samodzielności dzieci. Innym razem obawa przed usłyszeniem kolejnego: „Mamo, nie teraz”.

Nie warto automatycznie uznawać każdego wycofania za dowód, że rodzic czuje się odrzucony. Są ludzie, którzy po prostu lubią spokojne, niezależne życie i nie potrzebują częstych kontaktów.

Jeżeli jednak bliska osoba wyraźnie zmieniła swoje zachowanie, dobrze jest ją o to zapytać.

„Zauważyłam, że ostatnio rzadziej dzwonisz. Wszystko u ciebie w porządku?”.

Ważne, by pytanie było zaproszeniem do rozmowy, a nie wyrzutem.

Starszy człowiek również ma prawo decydować, ile kontaktu z rodziną potrzebuje. Nie musi być stale dostępny tylko dlatego, że przeszedł na emeryturę albo mieszka sam.

Bliskość nie polega na kontrolowaniu czyjegoś czasu. Opiera się na wzajemnym zainteresowaniu i szacunku dla potrzeb obu stron.

Nie tylko starsi rodzice przestają mówić

Łatwo wyobrazić sobie samotną matkę czekającą na telefon od córki. Znacznie rzadziej zauważamy, że podobne doświadczenie może mieć dorosłe dziecko.

Syn przez lata próbował opowiadać ojcu o swoich planach. Słyszał jednak głównie, co powinien zrobić inaczej. Każda rozmowa o pracy zamieniała się w ocenę jego decyzji, a wspomnienie o trudnościach kończyło się porównaniem do problemów, z którymi ojciec radził sobie w młodości.

W końcu syn przestał mówić o ważnych sprawach.

Dziś przychodzi w odwiedziny, pyta o zdrowie i pomaga w zakupach. Gdy ojciec chce wiedzieć, co u niego słychać, odpowiada: „W porządku”.

Ojciec może mieć żal, że syn tak niewiele mu opowiada. Nie zawsze widzi związek między obecnym milczeniem a wcześniejszymi rozmowami, w których zabrakło miejsca na odmienny punkt widzenia.

Podobnie bywa w przyjaźni. Jedna osoba nieustannie opowiada o swoich trudnościach, a druga stopniowo przestaje dzielić się własnymi przeżyciami, ponieważ i tak nigdy nie znajduje dla nich miejsca.

Relacja nie staje się bliska wyłącznie dzięki temu, że dużo ze sobą rozmawiamy. Ważne jest również to, czy obie strony mają przestrzeń, by zostać wysłuchane.

Gdy rozmowa przypomina przesłuchanie

Zdarza się, że chcemy okazać zainteresowanie, ale zadajemy pytania w sposób, który zamyka drugą osobę.

„Dlaczego jeszcze nie zmieniłeś pracy?”.

„Czemu tak mało wychodzisz z domu?”.

„Kiedy wreszcie znajdziesz sobie kogoś?”.

„Po co wydajesz pieniądze na takie rzeczy?”.

Intencją może być troska. Dla rozmówcy jednak każde pytanie brzmi jak zapowiedź kolejnej oceny.

Zaczyna więc odpowiadać krótko albo zmienia temat.

Jeśli naprawdę chcemy dowiedzieć się, co dzieje się w życiu bliskiej osoby, czasami lepiej zrezygnować z gotowej opinii i dać jej możliwość opowiedzenia własnej historii.

Zamiast pytać dorosłą córkę, dlaczego nadal nie zdecydowała się na przeprowadzkę, można powiedzieć: „Jak ci się teraz mieszka? Dobrze ci w tym miejscu?”.

Ojca, który coraz rzadziej wychodzi z domu, warto zapytać, czy lubi obecny rytm dnia i czy jest coś, na co miałby ochotę.

Nie każda odpowiedź musi nam się spodobać. Rozmowa daje jednak szansę poznania drugiego człowieka takim, jaki jest dzisiaj, a nie takim, jakim chcielibyśmy go widzieć.

Telefon od bliskiej osoby nie musi oznaczać prośby o pomoc

W niektórych rodzinach kontakt stopniowo ogranicza się do załatwiania spraw.

Córka dzwoni, kiedy trzeba odebrać wnuka z przedszkola. Syn odzywa się z prośbą o pożyczkę. Rodzic kontaktuje się wtedy, gdy potrzebuje pomocy z telefonem albo wizyty u lekarza.

Każda z tych próśb może być uzasadniona. Rodzina jest przecież także po to, żeby wzajemnie się wspierać.

A jednak z czasem ktoś może zacząć się zastanawiać: „Czy zadzwoniliby do mnie również wtedy, gdyby niczego nie potrzebowali?”.

Bywa, że właśnie zwykły telefon bez konkretnego powodu znaczy najwięcej.

„Dzwonię tylko zapytać, jak ci minął dzień”.

„Przypomniała mi się nasza ostatnia rozmowa”.

„Nie potrzebuję niczego. Po prostu chciałam cię usłyszeć”.

Taki kontakt nie musi trwać godzinę. Nawet kilka spokojnych minut może przypomnieć bliskiej osobie, że interesujemy się nią nie tylko wtedy, gdy potrzebujemy jej czasu, pieniędzy czy umiejętności.

Warto przy tym pamiętać o wzajemności. Dorosłe dzieci również mogą potrzebować rozmowy, w której rodzic nie udziela rad, nie porównuje ich z rodzeństwem i nie pyta wyłącznie o obowiązki.

Każdy z nas chce czasem usłyszeć: „Co u ciebie?” — i poczuć, że odpowiedź naprawdę kogoś interesuje.

Jak odzyskać rozmowy, które gdzieś nam zaginęły?

Jeżeli od dawna rozmawiamy z kimś bliskim jedynie o sprawach organizacyjnych, trudno oczekiwać, że jedna długa rozmowa natychmiast przywróci dawną zażyłość.

Warto zacząć od czegoś małego.

Odłóżmy telefon podczas wspólnej herbaty. Zapytajmy o wydarzenie, o którym druga osoba wspominała kilka dni wcześniej. Wróćmy do przerwanej rozmowy, jeśli obiecaliśmy, że zrobimy to później.

Pomocne bywa również powiedzenie wprost, czego nam brakuje:

„Mam wrażenie, że ostatnio rozmawiamy tylko o obowiązkach. Chciałabym czasem usiąść z tobą i zwyczajnie pogadać”.

Nie trzeba od razu oskarżać drugiej osoby o obojętność. Lepiej opowiedzieć o własnym doświadczeniu i sprawdzić, jak ona widzi waszą relację.

Być może także tęskni za spokojnymi rozmowami. Niewykluczone jednak, że potrzebuje więcej przestrzeni albo inaczej okazuje bliskość.

Wtedy warto wspólnie poszukać takiej formy kontaktu, która będzie odpowiadała obu stronom. Jedni wolą długie rozmowy przy stole, inni krótki telefon raz na kilka dni, wspólny spacer lub wiadomość z pytaniem, jak minął dzień.

Nie ma jednej miary dobrej relacji. Ważne, by nikt nie musiał stale zabiegać o uwagę, a druga osoba nie czuła się zobowiązana do nieustannej dostępności.

Nie powierzajmy całego swojego świata jednej osobie

Nawet najbardziej kochający partner, dziecko czy przyjaciel nie zawsze będzie w stanie wysłuchać wszystkiego, co chcemy powiedzieć.

Każdy człowiek ma własne obowiązki, gorsze dni i sprawy, z którymi sam próbuje sobie poradzić.

Dlatego dobrze jest pielęgnować więcej niż jedną więź.

Rozmowa z dawną przyjaciółką może przynieść nam inną radość niż spotkanie z córką. Sąsiadka być może chętnie posłucha opowieści o ogrodzie, która nie interesuje naszych dzieci. W klubie książki spotkamy osoby, z którymi można godzinami rozmawiać o przeczytanej powieści.

Nowe znajomości nie zastępują rodziny. Pozwalają jednak nie oczekiwać, że jedna osoba zaspokoi wszystkie nasze potrzeby związane z bliskością i rozmową.

W każdym wieku można szukać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Pierwszym krokiem może być spotkanie w bibliotece, spacer z sąsiadem albo powrót do kontaktu z kimś, kogo od dawna nie widzieliśmy.

Nie każda znajomość zamieni się w przyjaźń. Nawet krótka, życzliwa rozmowa może jednak sprawić, że dzień stanie się przyjemniejszy.

Na koniec: nie pozwólmy, by „nieważne” stało się ostatnim słowem

Być może dzisiaj ktoś bliski spróbuje opowiedzieć nam historię, którą już znamy. Partner wspomni o drobnym zdarzeniu w pracy, matka zadzwoni bez wyraźnego powodu, a dorosłe dziecko zacznie mówić o planie, którego do końca nie rozumiemy.

Nie zawsze będziemy mieli czas, żeby natychmiast przerwać swoje zajęcia i wysłuchać wszystkiego.

Możemy jednak powiedzieć: „Teraz nie dam rady, ale chciałabym cię wysłuchać wieczorem”. A potem pamiętać o tej obietnicy.

Gdy sami poczujemy, że druga osoba nas nie słucha, spróbujmy nie ukrywać rozczarowania pod słowami „nieważne, daj spokój”. Niekiedy lepiej powiedzieć spokojnie: „To jest dla mnie ważne. Czy możemy znaleźć chwilę, żeby porozmawiać?”.

Nie każda relacja stanie się dzięki temu bliska. Bywa, że mimo naszych prób druga osoba nie chce lub nie potrafi dać nam takiej uwagi, jakiej potrzebujemy. Wówczas warto zadbać również o inne więzi i własne życie.

Tam jednak, gdzie obie strony pragną bliskości, nawet niewielka zmiana może mieć znaczenie.

Odłożony telefon. Pamięć o niedokończonej opowieści. Pytanie zadane bez pośpiechu. Kilka minut, podczas których nie próbujemy naprawiać, pouczać ani oceniać.

Po prostu słuchamy.

Bo czasem największym wyrazem miłości nie jest znalezienie właściwych słów. Jest nim danie drugiemu człowiekowi poczucia, że jego słowa mają dla nas znaczenie.

Przeczytaj także – Dlaczego dorosłe dzieci oddalają się od rodziców? Co to jest samotność?

Kiedy warto ratować małżeństwo, a kiedy odejść

Przeczytaj książki Ireny Dudek – Biblioteka lustra losu