„Przepraszam, że przeszkadzam”, „przepraszam, że pytam”, „przepraszam, ale nie mogę”, „przepraszam, że mam inne zdanie” – dla niektórych osób podobne słowa są niemal automatycznym dodatkiem do codziennych rozmów. Pojawiają się nawet w sytuacjach, w których nie wydarzyło się nic, za co należałoby kogokolwiek przepraszać.
Szczere przeprosiny mają ogromną wartość. Pozwalają przyznać się do błędu, wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie i pokazać drugiemu człowiekowi, że dostrzegamy jego uczucia. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja, gdy „przepraszam” wypowiadamy kilkanaście razy dziennie, często wyłącznie dlatego, że czegoś potrzebujemy, mamy własne zdanie albo boimy się sprawić komuś najmniejszą niedogodność.
Nadmierne przepraszanie może być czymś więcej niż językowym przyzwyczajeniem. Niekiedy kryje się za nim lęk przed konfliktem, potrzeba akceptacji, niska samoocena albo przekonanie, że potrzeby innych ludzi zawsze powinny być ważniejsze od naszych.
Skąd bierze się taki mechanizm i dlaczego tak trudno przestać przepraszać za samo zajmowanie miejsca w świecie?
Kiedy zwykła uprzejmość zmienia się w nadmierne przepraszanie?
Nie istnieje określona liczba przeprosin, po której można stwierdzić, że ktoś robi to zbyt często. Znacznie ważniejsze jest to, za co właściwie przepraszamy.
Spóźniliśmy się na spotkanie i druga osoba musiała czekać – przeprosiny są naturalne. Powiedzieliśmy coś krzywdzącego – również warto uznać swój błąd. Przypadkiem potrąciliśmy kogoś w sklepie – krótkie „przepraszam” jest zwyczajną uprzejmością.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy ktoś przeprasza za zadanie pytania, wyrażenie odmiennego zdania, poproszenie partnera o pomoc czy zgłoszenie w restauracji, że otrzymał inne danie niż zamawiał. W takich momentach przeprosiny nie wynikają z wyrządzonej krzywdy, lecz często z wewnętrznego przekonania: „Moja obecność albo moje potrzeby mogą komuś przeszkadzać”.
Właśnie tę różnicę warto nauczyć się zauważać.
Skąd bierze się potrzeba ciągłego mówienia „przepraszam”?
Korzenie takiego zachowania mogą być bardzo różne. U jednej osoby będzie to sposób wychowania, u innej doświadczenie trudnej relacji, a jeszcze ktoś nauczył się przepraszać, ponieważ dzięki temu przez lata skutecznie unikał konfliktów.
Wspólnym elementem często okazuje się nadmierna odpowiedzialność za reakcje otoczenia. Człowiek próbuje przewidzieć, czy ktoś nie poczuje się urażony, rozczarowany albo zdenerwowany, a następnie robi wszystko, żeby temu zapobiec.
Przeprosiny zaczynają pełnić funkcję zabezpieczenia. Wypowiadamy je na zapas, zanim druga osoba w ogóle zdąży pokazać, że coś jej przeszkadza.
Dziecko może nauczyć się, że najlepiej nikomu nie sprawiać problemów
Pierwszych zasad dotyczących relacji uczymy się zazwyczaj w domu. Jeżeli dziecko dorasta w atmosferze, w której często słyszy, że przeszkadza, jest zbyt głośne, zbyt wymagające albo ciągle czegoś chce, może stopniowo zacząć ograniczać własne potrzeby.
Szczególne znaczenie mają sytuacje, w których reakcje dorosłych są trudne do przewidzenia. Jednego dnia pytanie spotyka się ze spokojną odpowiedzią, natomiast następnego wywołuje złość. Dziecko zaczyna wtedy bardzo uważnie obserwować nastrój rodzica i dostosowywać zachowanie tak, aby zmniejszyć ryzyko konfliktu.
W dorosłości podobny schemat może pozostać, chociaż warunki dawno się zmieniły. Zanim człowiek o coś poprosi, najpierw przeprasza. Gdy chce odmówić, czuje potrzebę długiego tłumaczenia. Wyrażenie własnej opinii poprzedza zapewnieniem, że nie chce nikogo urazić.
To, co kiedyś mogło pomagać zachować spokój, później zaczyna ograniczać swobodę w relacjach.
Lęk przed konfliktem sprawia, że przepraszamy na zapas
Dla niektórych osób nawet niewielka różnica zdań jest bardzo nieprzyjemna. Podniesiony ton głosu, niezadowolenie partnera czy chłodniejsza reakcja współpracownika mogą wywoływać napięcie znacznie większe, niż wskazywałaby sama sytuacja.
Przeprosiny stają się wtedy próbą szybkiego rozładowania atmosfery.
Zamiast powiedzieć: „Nie zgadzam się z tobą”, człowiek zaczyna od słów: „Przepraszam, może się mylę, ale…”. Kiedy chce odmówić dodatkowego zadania w pracy, przez kilka minut wyjaśnia, dlaczego naprawdę nie może go przyjąć.
W ten sposób własne zdanie zostaje przedstawione niemal jak przewinienie.
Zdrowa relacja nie wymaga jednak ciągłej zgody. Można mieć odmienne poglądy, potrzeby i granice, nadal szanując drugiego człowieka.
Potrzeba akceptacji może kryć się za jednym słowem
Jeżeli bardzo zależy nam na tym, żeby inni byli z nas zadowoleni, przeprosiny mogą stać się sposobem zabezpieczania relacji.
Mechanizm jest prosty: skoro będę miły, ugodowy i szybko wezmę winę na siebie, druga osoba nie będzie miała powodu mnie odrzucić.
Takie zachowanie często przynosi krótkotrwałą ulgę, ponieważ konflikt rzeczywiście może zostać szybciej zakończony. Długofalowo pojawia się jednak problem. Człowiek zaczyna coraz bardziej wierzyć, że akceptacja zależy od tego, jak skutecznie potrafi dostosować się do innych.
Własne potrzeby schodzą wtedy na dalszy plan, a niezadowolenie otoczenia zaczyna być odbierane niemal jak dowód osobistej porażki.
Niska samoocena podpowiada: „To pewnie moja wina”
Osoba, która nie ufa własnym ocenom, łatwiej zakłada, że to ona popełniła błąd.
Partner jest zdenerwowany? Być może powiedziałam coś niewłaściwego.
Koleżanka odpowiada chłodno? Pewnie ją uraziłam.
Szef wygląda na niezadowolonego? Możliwe, że zawaliłem.
Tymczasem ludzie mają własne problemy, nastroje, zmęczenie i doświadczenia, o których możemy nic nie wiedzieć. Nie każda zmiana czyjegoś zachowania pozostaje z nami w związku.
Nadmierne branie odpowiedzialności sprawia jednak, że człowiek zaczyna analizować każdą reakcję otoczenia, szukając w sobie przyczyny.
Z czasem może pojawić się przeświadczenie, że to właśnie on powinien naprawiać atmosferę wszędzie, gdzie się znajduje.
„Przepraszam, że zawracam głowę”
To jedno z najbardziej charakterystycznych zdań u osób, które czują dyskomfort podczas proszenia o pomoc.
Samo zwrócenie się do kogoś z pytaniem zostaje potraktowane jak obciążenie. Człowiek zakłada z góry, że zabiera komuś czas, przeszkadza albo wymaga zbyt wiele.
Oczywiście warto szanować cudze granice i nie oczekiwać, że inni zawsze będą dostępni. Istnieje jednak ogromna różnica pomiędzy szacunkiem a przekonaniem, że nie mamy prawa o nic poprosić.
Zamiast przepraszać za samo pytanie, można powiedzieć: „Masz chwilę? Chciałabym cię o coś zapytać”. Druga osoba otrzymuje wtedy możliwość odpowiedzi, a my nie przedstawiamy własnej potrzeby jak wykroczenia.
Nie trzeba przepraszać za odmowę
Słowo „nie” bywa wyjątkowo trudne dla ludzi przyzwyczajonych do zadowalania innych.
Odmowa zaproszenia, dodatkowego zadania czy kolejnej przysługi natychmiast wywołuje poczucie winy. Pojawia się potrzeba przepraszania, tłumaczenia i przedstawiania całej listy powodów, które mają udowodnić, że naprawdę mamy prawo odmówić.
Tymczasem granice nie wymagają usprawiedliwienia przed całym światem.
Można uprzejmie powiedzieć: „Dziękuję, ale tym razem nie dam rady” albo „Nie mogę się tego podjąć”. Taka odpowiedź nie jest niegrzeczna tylko dlatego, że komuś nie odpowiada.
Odmowa może rozczarować drugiego człowieka, lecz czyjeś rozczarowanie nie oznacza automatycznie naszej winy.
Nadmierne przepraszanie w związku
W bliskich relacjach mechanizm ten staje się szczególnie widoczny.
Jedna osoba może regularnie brać na siebie odpowiedzialność za konflikty, nawet jeśli obie strony miały w nich udział. Przeprasza pierwsza, ponieważ źle znosi ciszę, napięcie albo dystans partnera.
Po pewnym czasie powstaje nierównowaga. Jedna strona przyzwyczaja się do tego, że nie musi analizować własnego zachowania, ponieważ druga i tak wcześniej czy później przyjdzie pogodzić się i weźmie winę na siebie.
Szczere przeprosiny są ważną częścią związku, ale powinny wynikać z rzeczywistej odpowiedzialności. Jeżeli stale przeprasza tylko jedna osoba, warto przyjrzeć się temu, co dzieje się pomiędzy partnerami.
Czasami ktoś uczy nas, że zawsze jesteśmy winni
W trudnych relacjach przeprosiny mogą przestać być dobrowolne.
Partner obraża się, milczy, wycofuje czułość albo odwraca sytuację w taki sposób, że druga osoba ostatecznie zaczyna przepraszać nawet wtedy, gdy wcześniej próbowała jedynie powiedzieć o swoim zranieniu.
Po wielu podobnych doświadczeniach człowiek może przestać ufać własnej ocenie sytuacji.
Zamiast zastanowić się: „Czy zostałam potraktowana sprawiedliwie?”, zaczyna myśleć: „Co znowu zrobiłam źle?”.
Taka dynamika zasługuje na szczególną uwagę. Zdrowa relacja daje przestrzeń do rozmowy o odpowiedzialności obu stron, a nie wymaga od jednej osoby ciągłego przyjmowania winy dla zachowania spokoju.
Przepraszanie w pracy może osłabiać własny komunikat
Wyobraźmy sobie wiadomość: „Przepraszam, że ponownie piszę, przepraszam za zamieszanie, ale czy mogłabym prosić o przesłanie dokumentu?”.
Jeżeli dokument miał zostać przesłany wcześniej, nie ma potrzeby przepraszać za przypomnienie.
Znacznie pewniej brzmi: „Wracam do tematu dokumentu. Proszę o przesłanie go do jutra”.
Uprzejmość pozostaje, ale znika niepotrzebne stawianie siebie w pozycji osoby, która zrobiła coś niewłaściwego.
Nadmierne przepraszanie może nieświadomie osłabiać komunikat, zwłaszcza gdy pojawia się podczas przedstawiania pomysłu, zadawania pytania czy egzekwowania wcześniejszych ustaleń.
Kobiety i mężczyźni mogą uczyć się różnych sposobów komunikacji
Sposób wychowania, środowisko i oczekiwania społeczne wpływają na to, jak komunikujemy własne potrzeby. Niektórzy od najmłodszych lat są zachęcani do łagodzenia napięć, troszczenia się o samopoczucie innych i unikania zachowań, które mogłyby zostać odebrane jako zbyt stanowcze.
Inni uczą się, że pewność siebie i bezpośredniość są czymś naturalnym.
Nie warto jednak sprowadzać nadmiernego przepraszania wyłącznie do płci. Ten mechanizm może pojawić się u każdego, szczególnie gdy w przeszłości zgoda otoczenia dawała poczucie bezpieczeństwa.
Znacznie ważniejsza od pytania „kto przeprasza częściej?” jest refleksja: „Dlaczego ja przepraszam właśnie w tej sytuacji?”
Czy przepraszanie może stać się automatycznym nawykiem?
Jak najbardziej. Czasami słowo pojawia się tak szybko, że dopiero po chwili orientujemy się, iż właściwie nie było potrzebne.
Ktoś przypadkiem na nas wpada, a my mówimy „przepraszam”.
Sprzedawca wydaje niewłaściwą resztę, lecz to my zaczynamy rozmowę od przeprosin.
Otrzymujemy niezgodne z zamówieniem danie i czujemy się niezręcznie, prosząc o jego wymianę.
Automatyzm sprawia, że nie zastanawiamy się już nad odpowiedzialnością. „Przepraszam” staje się wypełniaczem używanym zawsze wtedy, gdy pojawia się najmniejsze napięcie społeczne.
Dobra wiadomość jest taka, że nawyk można stopniowo zmieniać, jeśli zaczniemy go zauważać.
Zanim przeprosisz, zatrzymaj się na moment
Pierwszym krokiem nie musi być całkowite usunięcie słowa „przepraszam” ze swojego języka. Takie podejście byłoby sztuczne, ponieważ przeprosiny są potrzebne i wartościowe.
Znacznie lepiej wprowadzić krótką pauzę.
Zanim wypowiesz automatyczne przeprosiny, zapytaj siebie: „Za co konkretnie teraz przepraszam?”
Jeżeli odpowiedź brzmi: „Za to, że kogoś skrzywdziłam”, przeprosiny prawdopodobnie mają sens.
Gdy jednak odpowiedź brzmi: „Za to, że mam pytanie”, „za to, że czegoś potrzebuję” albo „za to, że mam inne zdanie”, być może można powiedzieć to inaczej.
Zamień niepotrzebne „przepraszam” na „dziękuję”
Ta niewielka zmiana potrafi całkowicie zmienić ton wypowiedzi.
Zamiast mówić: „Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać”, w niektórych sytuacjach możemy powiedzieć: „Dziękuję za cierpliwość”.
W miejsce: „Przepraszam, że tyle mówię o swoich problemach” można użyć: „Dziękuję, że mnie wysłuchałeś”.
Jeżeli ktoś pomógł nam w trudnej sytuacji, nie zawsze musimy przepraszać za to, że potrzebowaliśmy pomocy. Czasami znacznie bardziej naturalne będzie okazanie wdzięczności.
Taka zmiana przesuwa uwagę z przekonania „jestem ciężarem” na świadomość „doceniam to, co dla mnie zrobiłeś”.
Naucz się odróżniać odpowiedzialność od dyskomfortu
To, że czujemy się niezręcznie, nie oznacza jeszcze, że zrobiliśmy coś złego.
Postawienie granicy może wywołać napięcie.
Odmowa może być nieprzyjemna.
Wyrażenie odmiennej opinii może sprawić, że rozmowa stanie się mniej komfortowa.
Żadne z tych doświadczeń samo w sobie nie oznacza winy.
Osoba przez lata unikająca konfliktów może początkowo czuć ogromny dyskomfort podczas bardziej stanowczej komunikacji. Emocje będą podpowiadały, żeby natychmiast przeprosić i wycofać swoje słowa.
Warto wtedy przypomnieć sobie, że dyskomfort jest uczuciem, a nie dowodem popełnienia błędu.
Nie bierz odpowiedzialności za każdy nastrój drugiego człowieka
Partner wrócił zmęczony z pracy i odpowiada mniej serdecznie niż zwykle. Koleżanka jest zamyślona, a szef podczas spotkania wygląda na zdenerwowanego.
Automatyczna myśl może brzmieć: „Czy zrobiłam coś nie tak?”.
Zanim zaczniemy przepraszać, dobrze dopuścić inne możliwości. Druga osoba może mieć trudny dzień, własne problemy albo zwyczajnie potrzebować chwili ciszy.
Odpowiedzialność za relację nie oznacza obowiązku regulowania wszystkich emocji otoczenia.
Możemy zapytać: „Widzę, że jesteś dziś przygaszony. Wszystko w porządku?”, zamiast natychmiast zakładać własną winę.
Szczere przeprosiny są mocniejsze, gdy nie używamy ich bez przerwy
Paradoksalnie ograniczenie niepotrzebnego przepraszania może sprawić, że prawdziwe przeprosiny nabiorą większego znaczenia.
Jeżeli „przepraszam” pojawia się przy każdym pytaniu, prośbie i drobnym niezręcznym momencie, słowo stopniowo traci ciężar.
Kiedy natomiast używamy go świadomie, możemy naprawdę zatrzymać się przy tym, co się wydarzyło.
Dobre przeprosiny nie polegają wyłącznie na wypowiedzeniu jednego słowa. Zawierają uznanie własnego zachowania, dostrzeżenie jego wpływu na drugą osobę oraz gotowość do zmiany.
Nie zastępuj przeprosin agresją
Praca nad nadmiernym przepraszaniem nie oznacza przejścia z jednej skrajności w drugą.
Celem nie jest postawa: „Nigdy za nic nie przepraszam, bo mam prawo robić, co chcę”.
Człowiek pewny siebie również potrafi przyznać się do błędu. Różnica polega na tym, że nie bierze odpowiedzialności za rzeczy, których nie zrobił, tylko po to, żeby wszyscy wokół byli zadowoleni.
Zdrowa stanowczość łączy szacunek do innych z szacunkiem do siebie.
Można więc powiedzieć „przepraszam”, gdy rzeczywiście zawiniliśmy, a innym razem spokojnie stwierdzić: „Rozumiem, że jesteś rozczarowany, ale nie zmienię swojej decyzji”.
Co zrobić, gdy po odmowie natychmiast pojawia się poczucie winy?
Nie trzeba od razu pozbywać się tego uczucia.
Próba natychmiastowego uspokojenia siebie poprzez zmianę decyzji tylko wzmacnia stary schemat. Człowiek odmawia, czuje napięcie, wycofuje odmowę i doświadcza ulgi. Mózg zapamiętuje wtedy, że własna granica była zagrożeniem, a uległość przyniosła bezpieczeństwo.
Znacznie pomocniejsze może być pozostanie przy spokojnej decyzji i pozwolenie, żeby nieprzyjemne emocje stopniowo opadły.
Z czasem organizm uczy się, że można powiedzieć „nie”, przeżyć czyjeś niezadowolenie i nadal zachować relację.
Sprawdź, czy nie stosujesz wobec siebie podwójnych standardów
Wyobraź sobie przyjaciółkę, która mówi: „Nie mogę dziś przyjechać, jestem wykończona”.
Czy pomyślałabyś, że jest złym człowiekiem?
Prawdopodobnie uznałabyś, że ma prawo odpocząć.
Dlaczego więc własna odmowa miałaby świadczyć o egoizmie?
Podobna różnica często pojawia się przy proszeniu o pomoc. Chętnie pomagamy innym i nie uważamy ich przez to za ciężar, ale kiedy sami czegoś potrzebujemy, natychmiast czujemy się niezręcznie.
Zauważenie takiego podwójnego standardu pozwala stopniowo budować wobec siebie większą sprawiedliwość.
Ćwicz prostsze komunikaty
Osoba nadmiernie przepraszająca często używa wielu słów, żeby złagodzić nawet najzwyklejszą prośbę.
Można zacząć od niewielkich zmian.
Zamiast rozpoczynać rozmowę od długich przeprosin, wystarczy powiedzieć: „Czy możesz mi w tym pomóc?”
W sytuacji, gdy nie chcemy przyjąć zaproszenia, odpowiednie będzie: „Dziękuję, ale tym razem nie przyjdę”.
Podczas przedstawiania własnego zdania można spokojnie użyć: „Widzę to inaczej”, bez wcześniejszego przepraszania za sam fakt posiadania opinii.
Prostszy język na początku może wydawać się zbyt bezpośredni, szczególnie osobie przyzwyczajonej do ciągłego łagodzenia komunikatów. Z czasem okazuje się jednak, że uprzejmość nie wymaga umniejszania siebie.
Zastanów się, czego naprawdę boisz się po nieprzeproszeniu
Za nawykiem często znajduje się konkretna obawa.
Ktoś się obrazi?
Pomyśli, że jestem egoistyczna?
Przestanie mnie lubić?
Uzna mnie za trudną osobę?
Partner odejdzie?
Dopiero po nazwaniu tego lęku można zobaczyć, jak wielką rolę odgrywa on w codziennych decyzjach.
Jeżeli każde zachowanie podporządkowujemy temu, żeby nikt nigdy nie pomyślał o nas źle, cena będzie bardzo wysoka. Prędzej czy później zaczniemy rezygnować z własnych potrzeb, opinii i granic.
Nie da się przeżyć życia w taki sposób, żeby ani razu nikogo nie rozczarować.
Kiedy warto przyjrzeć się temu głębiej?
Jeśli przepraszasz niemal automatycznie, odczuwasz silny lęk przed niezadowoleniem innych, nie potrafisz stawiać granic albo regularnie bierzesz odpowiedzialność za zachowanie partnera, pomocna może być rozmowa ze specjalistą.
Szczególnie ważne jest przyjrzenie się temu mechanizmowi, gdy pojawił się po doświadczeniu przemocy, długotrwałego poniżania, bardzo krytycznego wychowania albo relacji, w której trzeba było stale uważać na reakcje drugiej osoby.
Celem nie jest nauczenie się chłodu czy obojętności. Chodzi o odzyskanie zdolności do uczciwego rozpoznawania, za co rzeczywiście odpowiadamy, a co nigdy nie było naszą winą.
Nie musisz przepraszać za to, że jesteś człowiekiem
Masz prawo potrzebować pomocy, odpoczynku i czasu dla siebie. Wolno Ci mieć własne zdanie, odmówić, zmienić decyzję, nie spełnić wszystkich oczekiwań i czasem kogoś rozczarować.
Żadna z tych rzeczy automatycznie nie oznacza, że zrobiłaś komuś krzywdę.
Prawdziwe przeprosiny pozostają czymś wartościowym właśnie dlatego, że dotyczą sytuacji, w których rzeczywiście bierzemy odpowiedzialność za własne zachowanie. Nie powinny natomiast stawać się opłatą pobieraną od nas za każdą potrzebę, granicę czy próbę zabrania głosu.
Warto więc następnym razem zatrzymać się tuż przed automatycznym „przepraszam” i zadać sobie jedno proste pytanie:
„Czy naprawdę zrobiłam coś złego, czy tylko boję się, że ktoś może być ze mnie niezadowolony?”
Odpowiedź może powiedzieć o naszych relacjach znacznie więcej niż samo słowo „przepraszam”.
Dojrzałość nie polega na tym, żeby nigdy nie przepraszać. Polega na umiejętności przeproszenia wtedy, gdy rzeczywiście zawiniliśmy, oraz na odwadze, by nie brać na siebie winy tylko dlatego, że chcemy zasłużyć na czyjąś akceptację.
Przeczytaj także – poczucie winy lek przed odrzuceniem potrzeba akceptacji stawianie granic
Zapraszam także do Biblioteki lustra losu