Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Gdy pieniądze przesłaniają życie

Gdy pieniądze przesłaniają życie

Gdy pieniądze przesłaniają życie. Czy warto poświęcać wszystko, żeby mieć coraz więcej?

Są ludzie, którzy przez większą część życia nieustannie za czymś biegną. Najpierw pragną zdobyć dobrą pracę i zapewnić sobie bezpieczeństwo, później myślą o awansie, własnym mieszkaniu, większym domu, lepszym samochodzie albo kolejnych oszczędnościach. Osiągnięcie jednego celu daje satysfakcję tylko na chwilę, ponieważ bardzo szybko na horyzoncie pojawia się następny.

W głowie rodzi się przekonanie, że wystarczy popracować intensywnie jeszcze przez kilka lat, zarobić trochę więcej i osiągnąć kolejny zawodowy sukces, a później wreszcie przyjdzie czas na spokojniejsze życie. Wtedy człowiek zamierza częściej widywać rodzinę, zadbać o zdrowie, odpocząć, podróżować i robić wszystko to, co od dawna odkładał.

Tyle że owo „później” nie ma w kalendarzu konkretnej daty. Zdarza się, że przez trzydzieści lat przygotowujemy się do życia, którego tak naprawdę nigdy nie zaczynamy przeżywać.

Pieniądze są potrzebne i trudno temu zaprzeczyć. Zapewniają bezpieczeństwo, pozwalają spokojniej myśleć o przyszłości, dają możliwość leczenia, odpoczynku, edukacji dzieci czy podejmowania decyzji bez ciągłego strachu o rachunki. Nie ma nic szlachetnego w biedzie, która odbiera człowiekowi poczucie stabilności i zmusza do codziennego martwienia się o podstawowe potrzeby.

Niebezpieczeństwo pojawia się w innym miejscu. Zaczyna się wtedy, gdy pieniądze przestają być narzędziem służącym dobremu życiu, a całe życie zostaje podporządkowane temu, żeby mieć ich coraz więcej.

Pieniądze miały dawać wolność, a zaczynają odbierać czas

Większość ludzi nie marzy przecież o samych banknotach czy liczbach widocznych na koncie. Pragniemy tego, co dzięki pieniądzom możemy sobie zapewnić: bezpieczeństwa, swobody wyboru, spokojnej przyszłości, dobrych warunków dla dzieci, własnego domu czy możliwości odpoczynku bez zastanawiania się nad każdym wydatkiem.

Wszystkie te pragnienia są naturalne, dopóki nie dochodzi do pewnego paradoksu. W pogoni za przyszłą wolnością człowiek zaczyna oddawać niemal całą wolność, którą posiada dzisiaj.

Pracuje od rana do wieczora, podczas rodzinnej kolacji odbiera służbowe telefony, a na urlopie sprawdza pocztę i zastanawia się, co dzieje się w firmie. Nawet podczas zabawy z dzieckiem myślami znajduje się przy niedokończonym projekcie. Wieczorny odpoczynek zamienia się natomiast w planowanie kolejnego dnia pracy.

Stan konta może rosnąć, ale równocześnie znika coś znacznie trudniejszego do odzyskania — czas.

Właśnie on jest jedną z niewielu rzeczy, których nie można później dokupić.

„Robię to dla rodziny” — tylko gdzie w tym wszystkim jest rodzina?

Wiele osób tłumaczy ogromne zaangażowanie zawodowe troską o najbliższych. Rodzic chce zapewnić dzieciom lepszy start, możliwość zdobycia wykształcenia i życie bez problemów finansowych, których być może sam doświadczył. Partner pragnie stworzyć bezpieczny dom, zgromadzić oszczędności i mieć pewność, że rodzinie niczego nie zabraknie.

W tych intencjach często jest bardzo dużo miłości. Mimo to od czasu do czasu warto zadać sobie niewygodne pytanie: czy moja rodzina rzeczywiście potrzebuje ode mnie jeszcze większych pieniędzy, czy w pewnym momencie bardziej zaczyna potrzebować mojej obecności?

Dziecko może dostać najlepszy komputer, markowe ubrania i wymarzone wakacje, a jednocześnie przez całe dzieciństwo czekać, aż tata albo mama znajdą godzinę tylko dla niego. Piękny dom również nie chroni przed samotnością, jeżeli mieszkający w nim ludzie mijają się każdego dnia i właściwie przestali ze sobą rozmawiać.

Materialne bezpieczeństwo ma ogromną wartość, jednak nie da się nim zastąpić bliskości, zainteresowania i poczucia, że druga osoba naprawdę jest przy nas.

Dzieci nie poczekają z dorastaniem, aż skończymy pracować

Czas ma pewną bezwzględną właściwość: nie zatrzymuje się dlatego, że właśnie przeżywamy szczególnie intensywny okres zawodowy. Siedmioletnie dziecko za rok będzie miało osiem lat, później dwanaście, siedemnaście, aż w końcu stworzy własny świat, w którym rodzice nie będą już zajmowali takiego miejsca jak wcześniej.

Przyjdzie dzień, kiedy nie usłyszymy już pytania: „Pobawisz się ze mną?”. Nie dlatego, że wreszcie będziemy mieli czas, lecz dlatego, że dziecko przestanie tego potrzebować.

Dorośli bardzo często pamiętają z dzieciństwa zaskakująco proste chwile: wspólne robienie naleśników, wycieczkę rowerową, rozmowę w samochodzie, grę w piłkę, niedzielny obiad albo wieczór, podczas którego rodzic naprawdę ich słuchał. Znacznie rzadziej najważniejszym wspomnieniem okazuje się cena mebli stojących w salonie czy marka rodzinnego samochodu.

Obecność pozostawia po sobie szczególny rodzaj majątku. Nie można go zapisać w testamencie ani przeliczyć na pieniądze, a mimo to po latach często okazuje się najcenniejszą częścią rodzinnego dziedzictwa.

Granica „wystarczająco” potrafi przesuwać się bez końca

Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do lepszych warunków życia. Pierwszy duży awans może przynieść ogromną radość, ale po pewnym czasie nowa pensja staje się czymś zupełnie normalnym. Samochód, o którym kiedyś marzyliśmy, po kilku latach jest już zwyczajnym środkiem transportu, a większe mieszkanie przestaje robić wrażenie, gdy zaczynamy oglądać jeszcze większe domy innych ludzi.

Jeżeli wcześniej marzyliśmy o zarobkach wynoszących pięć tysięcy złotych, dziesięć tysięcy mogło wydawać się fortuną. Po osiągnięciu tego poziomu zaczynamy myśleć o piętnastu tysiącach, a spotkanie osoby zarabiającej trzydzieści tysięcy potrafi nagle pomniejszyć sukces, który jeszcze niedawno wydawał się ogromny.

Bez własnej definicji dostatku pogoń może trwać przez całe życie. Zawsze znajdzie się ktoś bogatszy, większy dom, droższy samochód, bardziej luksusowy hotel albo kolejny finansowy poziom, który można osiągnąć.

Jedna rzecz pozostaje jednak niezmienna — doba nadal ma tylko dwadzieścia cztery godziny.

Porównywanie się odbiera satysfakcję z tego, co już mamy

Media społecznościowe sprawiły, że każdego dnia możemy oglądać najbardziej efektowne fragmenty życia setek innych osób. Ktoś właśnie kupił dom, znajoma wyjechała na egzotyczne wakacje, przedsiębiorca opowiada o rekordowych dochodach, a kolejna osoba pokazuje samochód, na który większość ludzi musiałaby pracować przez wiele lat.

Po kilkunastu minutach oglądania takich obrazów własne życie może nagle wydawać się niewystarczające, chociaż jeszcze rano byliśmy z niego całkiem zadowoleni.

Nie widzimy kredytów, problemów rodzinnych, stresu, samotności ani ceny, którą ktoś zapłacił za prezentowany sukces. Porównujemy więc całe własne życie z wybranym fragmentem cudzej rzeczywistości.

Człowiek budujący poczucie sukcesu wyłącznie na tym, że ma więcej od innych, może nigdy nie osiągnąć prawdziwego spokoju. Wystarczy przecież spotkać kogoś bogatszego, żeby cała konstrukcja zaczęła się chwiać.

Kiedy pieniądze zaczynają decydować o własnej wartości

Wysokie zarobki mogą stać się czymś więcej niż źródłem bezpieczeństwa. Dla niektórych osób zaczynają być odpowiedzią na pytanie: „Ile jestem wart?”

Dobry miesiąc daje poczucie siły, awans potwierdza własną wartość, a zawodowe uznanie przynosi satysfakcję, której trudno znaleźć gdzie indziej. Problem ujawnia się dopiero wtedy, gdy pojawia się porażka, utrata stanowiska albo finansowo słabszy okres.

Jeżeli cała tożsamość została zbudowana wokół pracy, człowiek może nagle nie wiedzieć, kim jest bez swojej funkcji, firmy czy sukcesów.

Nawet odpoczynek zaczyna wtedy budzić poczucie winy, ponieważ każda godzina, która nie przynosi wymiernego rezultatu, wydaje się zmarnowana. Życie zostaje podzielone na czynności produktywne i bezwartościowe. Zwyczajne siedzenie z bliską osobą, spacer czy czytanie książki zaczynają przegrywać z kolejnym zadaniem.

Zdrowie nie powinno być ceną sukcesu

Wielu ludzi potrafi ignorować zmęczenie przez zadziwiająco długi czas. Niedobór snu rekompensują kolejną kawą, ból odkładają na później, a badania lekarskie przesuwają na spokojniejszy miesiąc, który z jakiegoś powodu nigdy nie nadchodzi.

Organizm nie zna jednak wysokości naszego wynagrodzenia ani planów zawodowych. Potrzebuje snu, ruchu, odpoczynku, jedzenia i regeneracji niezależnie od tego, jak ważny projekt właśnie realizujemy.

Szczególnie niepokojące jest zdanie: „Nie mam czasu iść do lekarza”. Człowiek potrafi przeznaczyć kilkadziesiąt godzin tygodniowo na zdobywanie pieniędzy, a jednocześnie uznać kilka godzin poświęconych zdrowiu za luksus, na który obecnie nie może sobie pozwolić.

Niekiedy dopiero choroba brutalnie zmienia hierarchię wartości. Spotkania, które wcześniej wydawały się absolutnie niezbędne, nagle można odwołać, telefon daje się wyłączyć, a firma — ku naszemu zdziwieniu — nadal funkcjonuje.

Wtedy człowiek może zobaczyć, jak wiele spraw było pilnych tylko dlatego, że sam nadał im taki status.

Organizm nie sprawdza stanu konta

Duży majątek nie gwarantuje, że będziemy mieli siłę wejść po schodach. Najlepszy samochód nie zastąpi spokojnego snu, podobnie jak luksusowy dom nie sprawi, że przewlekły ból przestanie istnieć.

Oczywiście pieniądze mogą ułatwić dostęp do leczenia i zapewnić większy wybór, jednak nie dają pełnej kontroli nad zdrowiem. Nie każdą stratę można naprawić nawet wtedy, gdy dysponuje się ogromnymi środkami.

Dlatego troska o ciało nie powinna rozpoczynać się dopiero po osiągnięciu określonego poziomu finansowego. Zdrowie jest jednym z kapitałów, dzięki którym w ogóle możemy korzystać z pozostałych rzeczy, które zdobyliśmy.

Można odnieść sukces i jednocześnie przegrać własne życie

Z zewnątrz wszystko może wyglądać imponująco. Dobre stanowisko, rozwijająca się firma, piękny dom, samochód, podróże i pieniądze tworzą obraz człowieka, któremu się udało.

Dopiero za zamkniętymi drzwiami może okazać się, że w domu od dawna brakuje prawdziwych rozmów, dzieci właściwie nie znają rodzica, a dawni przyjaciele przestali dzwonić, ponieważ przez wiele lat słyszeli, że nie ma dla nich czasu.

Człowiek może osiągnąć wszystkie cele zapisane kiedyś na kartce, a mimo to poczuć, że podczas ich realizacji zgubił sens, dla którego w ogóle do nich dążył.

Nie każdy sukces jest wart ceny, jakiej wymaga. Mądrość polega również na tym, żeby sprawdzić wysokość rachunku, zanim będzie za późno, by z niego zrezygnować.

Związek zwykle nie rozpada się w jeden wieczór

Oddalenie między partnerami częściej powstaje powoli niż podczas jednego wielkiego konfliktu. Najpierw z powodu pracy zostaje odwołana jedna kolacja, później kolejna, a wspólne rozmowy coraz częściej dotyczą jedynie rachunków, dzieci i organizacji codziennych obowiązków.

Z czasem pytanie „Co u ciebie?” otrzymuje automatyczną odpowiedź, ponieważ nikt nie ma już energii na dłuższą rozmowę. Intymność przegrywa ze zmęczeniem, telefon leżący na stole ciągle odciąga uwagę, a partner stopniowo przestaje opowiadać o drobnych wydarzeniach, skoro druga osoba i tak słucha tylko połową uwagi.

Po latach dwoje ludzi może mieszkać pod jednym dachem i jednocześnie niewiele wiedzieć o swoich marzeniach, obawach czy potrzebach.

Pieniądze potrafią ułatwić wspólne życie, ale nie wykonają pracy potrzebnej do utrzymania bliskości.

Rodzina potrzebuje nie tylko tego, co można kupić

Zapewnienie bliskim dobrych warunków jest ważną formą troski i nie należy jej umniejszać. Człowiek, który ciężko pracuje, żeby dzieci miały bezpieczny dom, robi dla rodziny coś wartościowego.

Trzeba jednak pamiętać, że miłość potrzebuje również uwagi, rozmowy, czułości, zainteresowania i wspólnych doświadczeń. Dziecko może bardziej niż kolejnego prezentu potrzebować rodzica, który odłoży telefon i wysłucha jego historii do końca. Partnerowi czasem więcej da zwyczajny spokojny wieczór niż kosztowny weekend organizowany raz na pół roku.

Najcenniejsze rodzinne chwile często nie wymagają dużego budżetu. Potrzebują natomiast czegoś, czego zapracowanemu człowiekowi najbardziej brakuje — czasu i niepodzielnej uwagi.

Pogoń za pieniędzmi nie zawsze wynika z chciwości

Ciągła praca może być również sposobem uciekania od tego, z czym trudno spotkać się w ciszy.

W firmie wszystko wydaje się prostsze. Istnieją zadania, terminy, wyniki i konkretne problemy, które można rozwiązać. Dom bywa bardziej wymagający, ponieważ mogą tam czekać niewypowiedziane pretensje, samotność, kryzys w związku, lęk przed starzeniem się albo pytania dotyczące sensu własnego życia.

Zamiast zmierzyć się z tym, co boli, łatwiej ponownie otworzyć komputer i powiedzieć sobie, że przecież trzeba pracować.

Człowiek może być postrzegany jako wyjątkowo ambitny, podczas gdy część jego aktywności służy przede wszystkim temu, żeby nigdy nie zostać sam na sam z własnymi emocjami.

Pracoholizm może otrzymywać pochwały

Nadmierne zaangażowanie zawodowe jest szczególne, ponieważ zachowania szkodzące człowiekowi mogą spotykać się z uznaniem otoczenia. Osoba, która nigdy nie odpoczywa, bywa nazywana niezwykle pracowitą, ambitną i zdyscyplinowaną.

Niepokojącego sygnału nie trzeba szukać wyłącznie w liczbie przepracowanych godzin. Więcej mówi o sytuacji to, czy potrafimy psychicznie odłączyć się od obowiązków, przeżyć wolny dzień bez niepokoju i pojechać na urlop bez ciągłego sprawdzania wiadomości.

Jeżeli odpoczynek wywołuje poczucie winy, relacje regularnie przegrywają z pracą, a zdrowie i sen zawsze znajdują się na końcu listy, warto zastanowić się, czy praca nadal służy życiu, czy zaczęła nim rządzić.

Warto wiedzieć, ile naprawdę oznacza „wystarczająco”

Odpowiedź „Chcę zarabiać więcej” nie wyznacza żadnej granicy. Więcej może oznaczać dziesięć procent, dwa razy tyle albo sumę, której nigdy nie uda się uznać za wystarczającą.

Znacznie rozsądniej zastanowić się, jaki poziom życia daje nam bezpieczeństwo, jakie wydatki są naprawdę ważne, ile chcemy odkładać oraz które finansowe marzenia rzeczywiście należą do nas. Część pragnień może bowiem wynikać nie z własnych potrzeb, lecz z obserwowania życia innych ludzi.

Bez określenia punktu, w którym możemy powiedzieć „Mam wystarczająco”, człowiek pozostaje wiecznie kimś, kto dopiero się dorabia. Nawet gdy posiada więcej, niż kiedyś odważyłby się sobie wyobrazić, nadal może żyć w poczuciu niedostatku.

Ambicja nie jest problemem

Chęć rozwoju może być niezwykle wartościową siłą. Dzięki ambicji uczymy się, tworzymy firmy, zdobywamy nowe umiejętności, poprawiamy sytuację rodziny i realizujemy marzenia, które wcześniej wydawały się niemożliwe.

Nie trzeba więc wybierać pomiędzy sukcesem a dobrym życiem.

Granica pojawia się dopiero wtedy, gdy niemal każdy kolejny wynik wymaga poświęcenia rzeczy, których później nie będziemy mogli odzyskać. Rozwój zawodowy nie musi oznaczać wieloletniej nieobecności w życiu dzieci, podobnie jak prowadzenie firmy nie powinno automatycznie oznaczać traktowania snu i zdrowia jak przeszkód.

Ambicję można łączyć z umiejętnością zamknięcia komputera i powrotu do ludzi, dla których między innymi pracujemy.

Umiejętność powiedzenia „wystarczy” może być oznaką dojrzałości

W świecie zachęcającym do nieustannego zwiększania wyników słowo „wystarczy” brzmi niemal jak rezygnacja.

Dlaczego nie większy dom, kolejny awans, jeszcze wyższe dochody albo następna inwestycja?

Być może prawdziwe poczucie bogactwa zaczyna się jednak w momencie, gdy człowiek potrafi świadomie powiedzieć: „Mam wystarczająco dużo, żeby dobrze żyć, i nie chcę oddawać całego życia za jeszcze więcej”.

Nie jest to brak ambicji. Przeciwnie, wymaga dużej samoświadomości, ponieważ oznacza wybór własnych wartości zamiast niekończącego się uczestnictwa w wyścigu.

Jak chciałbyś zobaczyć swoje życie za dwadzieścia lat?

Zamiast zastanawiać się wyłącznie nad przyszłym stanem konta, warto czasami wyobrazić sobie coś zupełnie innego. Z kim chcielibyśmy siedzieć przy stole? Jaką relację pragniemy mieć z dorosłymi już dziećmi? Czy chcemy nadal mieć przyjaciół, do których można zadzwonić bez szczególnego powodu?

W tej wizji powinno znaleźć się również zdrowie, o ile będziemy mieli na nie wpływ, a także wspomnienia z lat, które właśnie przeżywamy.

Takie spojrzenie potrafi zmienić znaczenie dzisiejszego kalendarza. Przyszłość nie powstaje przecież dopiero za dwadzieścia lat. Tworzą ją zwyczajne dni, wspólne kolacje, rozmowy z bliskimi, spacery, odpoczynek, sen oraz decyzje o tym, czemu każdego dnia oddajemy swoją uwagę.

Nie odkładaj całego życia na emeryturę

Wiele marzeń otrzymuje odległy termin realizacji. Podróże zostają zaplanowane na emeryturę, dbanie o siebie ma rozpocząć się po zakończeniu kariery, a czas dla rodziny pojawi się wtedy, gdy obowiązków będzie mniej.

Życie nie daje jednak gwarancji, że w określonym wieku będziemy mieli zdrowie, możliwości i tych samych ludzi obok siebie.

Nie oznacza to, że wszystkie marzenia trzeba spełnić natychmiast. Rozsądek finansowy i planowanie przyszłości są potrzebne. Dobrze jednak, żeby część odpoczynku, radości, podróży i bliskości pojawiała się również po drodze.

Codzienność nie powinna być wyłącznie poczekalnią przed życiem, które ma rozpocząć się kiedyś.

Pieniądze zarabiamy również własnym czasem

Pensja ma cenę, której nie widać na przelewie. Płacimy za nią godzinami życia, energią, koncentracją i wysiłkiem.

W wielu przypadkach jest to dobra wymiana. Praca zapewnia bezpieczeństwo, rozwój, satysfakcję oraz możliwość realizowania potrzeb własnych i rodziny.

Czasami jednak koszt zaczyna być nieproporcjonalnie wysoki. Jeżeli dodatkowe dochody wymagają permanentnego braku snu, zaniedbywania zdrowia, nieobecności w domu i życia w ciągłym napięciu, warto sprawdzić, czy rzeczywiście chcemy zawrzeć taką transakcję.

Nie każda złotówka kosztuje nas tyle samo.

Niektórych strat nie można później odkupić

Pieniądze można stracić, a później ponownie zarobić. Czas podlega zupełnie innym zasadom.

Jeśli zabrakło nas w dniu rozpoczęcia szkoły przez dziecko, nie przeżyjemy już tej chwili po raz drugi. Nie powtórzymy też ostatniej rozmowy z osobą, która później odeszła. Trudno odzyskać również lata związku przeżyte obok siebie, ale bez prawdziwej bliskości.

Świadomość przemijania nie powinna prowadzić do strachu. Może natomiast pomagać podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące tego, za co płacimy własnym czasem.

Nie wszystko, co można kupić, jest warte ceny wyrażonej w godzinach życia.

Czasami naprawdę trzeba pracować bardzo dużo

Nie każdy człowiek może po prostu ograniczyć pracę. Trudna sytuacja finansowa, długi, samotne rodzicielstwo, początek działalności gospodarczej czy konieczność utrzymania rodziny mogą wymagać okresowo ogromnego wysiłku.

Nie chodzi więc o ocenianie ludzi, którzy ciężko pracują.

Ważna różnica dotyczy tego, czy intensywny okres ma określony cel i granicę, czy stał się sposobem życia bez końca. Jeżeli obecnie trzeba pracować więcej, dobrze wiedzieć, do czego zmierzamy, po czym poznamy poprawę sytuacji oraz z czego mimo wszystko nie chcemy całkowicie rezygnować.

Bez takich punktów kontrolnych tymczasowy stan wyjątkowy może niepostrzeżenie zamienić się w następne dziesięć lat.

Własna definicja bogactwa może zmienić całe życie

Być może bogactwo nie powinno oznaczać wyłącznie dużego majątku. Jego częścią są również spokojny sen, zdrowie i możliwość zjedzenia śniadania bez pośpiechu. Bliska relacja z partnerem oraz dzieci, które chcą zadzwonić także wtedy, gdy niczego nie potrzebują, mają wartość trudną do przeliczenia.

Do tej listy warto dopisać przyjaciół, odpoczynek bez poczucia winy, poczucie bezpieczeństwa oraz pracę, która zapewnia dobre życie, ale nie pochłania całej jego reszty.

Jeżeli definicja bogactwa obejmuje jedynie pieniądze, większość najcenniejszych rzeczy pozostaje poza bilansem.

Najważniejsze sprawy łatwo odkładać, ponieważ rzadko krzyczą najgłośniej

Praca potrafi domagać się natychmiastowej uwagi. Dzwoni telefon, pojawia się wiadomość, zbliża się termin i ktoś czeka na odpowiedź.

Rodzina zazwyczaj nie wysyła czerwonego komunikatu z napisem „pilne”. Zdrowie również przez długi czas może cierpliwie czekać. Przyjaźń nie zawsze protestuje, kiedy po raz kolejny odwołujemy spotkanie.

Właśnie dlatego tak łatwo oddajemy najlepsze godziny rzeczom pilnym, a to, co ważne, przesuwamy na później.

Dopiero po latach możemy odkryć, że zaniedbane sprawy wcale nie były mniej istotne. Po prostu znacznie ciszej domagały się naszej obecności.

Pieniądze powinny służyć życiu, a nie życie pieniądzom

Nie ma nic złego w chęci dobrego zarabiania, budowania oszczędności, rozwijania firmy czy zapewniania rodzinie bezpiecznej przyszłości. Finansowa odpowiedzialność jest potrzebna, a możliwość spokojnego życia bez ciągłego martwienia się o pieniądze stanowi ogromną wartość.

Mądrość zaczyna się jednak tam, gdzie człowiek potrafi zauważyć granicę. Jeżeli kolejna cyfra na koncie wymaga poświęcenia zdrowia, bliskości, snu, spokoju i większości czasu, który moglibyśmy spędzić z ludźmi, których kochamy, cena może okazać się zdecydowanie za wysoka.

Nikt nie wie dokładnie, ile czasu otrzymał. Wiemy jedynie, że nie jest on nieskończony. Dlatego od czasu do czasu warto oderwać wzrok od tego, ile jeszcze chcemy zdobyć, i zauważyć wszystko, co już mamy.

Dom można sprzedać i kupić inny. Utracone pieniądze czasami da się ponownie zarobić, a karierę w wielu sytuacjach można rozpocząć od nowa. Nie istnieje natomiast sposób na powrót do wczorajszego wieczoru, dzieciństwa własnych dzieci czy kolejnego roku życia, który właśnie minął.

Być może największym sukcesem nie jest więc zgromadzenie tak dużego majątku, żeby pewnego dnia móc powiedzieć: „Mam bardzo dużo”.

Znacznie cenniejsza może okazać się świadomość, że przez wszystkie lata pracy i budowania bezpieczeństwa nie przegapiliśmy ludzi, nie zaniedbaliśmy zdrowia ani nie straciliśmy z oczu zwyczajnych chwil, dla których te pieniądze miały być nam potrzebne.

Przeczytaj również

Jak odnaleźć sens życia i odzyskać energię, gdy czujesz się wypalony? 

Samotność w związku — dlaczego można czuć się samotnym obok drugiej osoby? 

Potrzeba akceptacji — dlaczego tak bardzo zależy nam na opinii innych? 

Jak przestać przejmować się opinią innych? 

Zapraszam również do Biblioteki Lustra Losu .