„Ile jestem winien?”
„Daj spokój. Pół litra postawisz”.
Brzmi znajomo?
Przez lata butelka alkoholu była w Polsce czymś więcej niż trunkiem. Bywała podziękowaniem, prezentem, zapłatą za drobną przysługę, sposobem na przyspieszenie sprawy albo nieformalną walutą między ludźmi.
Ktoś naprawił samochód po godzinach – flaszka.
Sąsiad pomógł przy remoncie – flaszka.
Kolega załatwił coś szybciej – wiadomo, trzeba się odwdzięczyć.
Mechanik, fachowiec, magazynier, kierownik, znajomy w urzędzie czy kolega z pracy – w wielu środowiskach zdanie „masz u mnie pół litra” przez długi czas nikogo szczególnie nie dziwiło.
Problem zaczyna się wtedy, gdy alkohol przestaje być symbolicznym prezentem, a staje się częścią funkcjonowania miejsca pracy.
Bo czasami butelka nie czeka do wieczora.
Czasami zostaje otwarta jeszcze tego samego dnia.
Alkohol jako nieformalna waluta
Dlaczego właśnie alkohol?
Bo jest prosty.
Nie trzeba zastanawiać się nad prezentem ani pytać, czego ktoś potrzebuje. Pół litra jest czytelnym komunikatem:
„Odwdzięczam się”.
W niektórych środowiskach powstał wręcz niepisany cennik.
Drobna pomoc – piwo.
Większa przysługa – pół litra.
Naprawdę duża sprawa – dobra whisky.
Oczywiście nie każda butelka wręczona komuś w podziękowaniu oznacza problem alkoholowy. Znacznie ciekawsze jest to, jak łatwo przyzwyczajamy się do obecności alkoholu w sytuacjach, które nie mają z nim nic wspólnego.
Przecież równie dobrze można podziękować kawą, obiadem, pieniędzmi albo zwyczajnym „dziękuję”.
Mimo to przez lata właśnie alkohol stał się jednym z najbardziej oczywistych sposobów odwdzięczania się.
W ten sposób pojawia się w miejscach, do których teoretycznie wcale nie powinien należeć.
Również w pracy.
„Przecież tylko po jednym”
Zaczyna się niewinnie.
Ktoś ma urodziny.
Kolega dostał awans.
Firma zakończyła duży projekt.
Przyszedł klient i przyniósł butelkę.
„No to po jednym”.
Nikt nie chce robić problemu. Jeden kieliszek przecież nikogo nie zabije.
Tyle że „jeden” czasami staje się drugim.
Później pojawia się przekonanie, że skoro kiedyś można było wypić z okazji urodzin, to dlaczego nie napić się z okazji imienin?
Albo piątku.
Albo zakończenia ciężkiego tygodnia.
Granica przesuwa się powoli.
W pewnym momencie alkohol przestaje być wyjątkiem.
Staje się elementem kultury miejsca pracy.
Szef pije, więc inni milczą
Sytuacja robi się szczególnie trudna, kiedy pije przełożony.
Pracownik może zauważyć zapach alkoholu.
Widzieć butelkę w szufladzie.
Słyszeć zmianę sposobu mówienia po południu.
Obserwować, że szef po lunchu zachowuje się inaczej niż rano.
Co ma zrobić?
Zwrócić uwagę człowiekowi, który decyduje o jego premii, urlopie albo dalszym zatrudnieniu?
Łatwiej milczeć.
Jeszcze łatwiej powiedzieć sobie:
„To jego sprawa”.
Jeżeli firma działa, wyniki się zgadzają, a szef nadal podpisuje dokumenty i prowadzi spotkania, otoczenie może przez długi czas udawać, że nic się nie dzieje.
Powstaje specyficzna zmowa milczenia.
Wszyscy wiedzą.
Nikt nie mówi.
Kiedy pije zwykły pracownik
Mechanizm może wyglądać podobnie.
Kolega przychodzi rano lekko „wczorajszy”.
Ktoś czuje alkohol, ale niczego nie komentuje.
Inny pracownik znika na kilka minut i wraca wyraźnie spokojniejszy.
Jeszcze ktoś trzyma małą butelkę w szafce, samochodzie albo torbie.
Dopóki wykonuje swoją pracę, otoczenie może przymykać oko.
„Dobry fachowiec”.
„Zawsze taki był”.
„On bez tego nie może”.
„Ważne, że robi robotę”.
W tych zdaniach ukrywa się bardzo niebezpieczne przyzwolenie.
Człowiek nie musi konfrontować się ze swoim zachowaniem, ponieważ środowisko pomaga mu zachować pozory normalności.
Dobry pracownik może mieć poważny problem
Podobnie jak wykształcenie nie chroni przed uzależnieniem, tak samo zawodowa skuteczność go nie wyklucza.
Problem z alkoholem nie wybiera zawodu ani stanowiska. Może dotyczyć świetnego mechanika, cenionego lekarza, nauczyciela, przedsiębiorcy, kierowcy, budowlańca, księgowej czy menedżera zarządzającego dużym zespołem. Człowiek może przez długi czas doskonale radzić sobie zawodowo, a jednocześnie coraz bardziej tracić kontrolę nad piciem.
Przez długi czas człowiek może wykonywać obowiązki poprawnie.
Właśnie to staje się jego najważniejszym argumentem:
„Gdybym był alkoholikiem, nie dawałbym rady pracować”.
Tyle że uzależnienie nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ktoś traci zatrudnienie.
Czasami utrata pracy jest jednym z późniejszych skutków problemu, który rozwijał się przez wiele lat.
„On musi sobie rano poprawić”
W niektórych środowiskach picie jest tak oswojone, że nawet niepokojące zachowania zaczynają być traktowane jak coś normalnego.
Ktoś przychodzi skacowany.
Ręce mu drżą.
Jest rozdrażniony.
Nie może się skupić.
Po małej ilości alkoholu nagle „wraca do siebie”.
Koledzy wiedzą, co się dzieje.
Zamiast jednak zobaczyć w tym sygnał poważnego problemu, żartują:
„Musiał się podleczyć”.
„Klin klinem”.
„Teraz może pracować”.
Śmiech rozładowuje napięcie.
Jednocześnie sprawia, że sytuacja przestaje wyglądać groźnie.
A przecież potrzeba sięgnięcia po alkohol po wcześniejszym piciu może być sygnałem, którego zdecydowanie nie powinno się bagatelizować.
Alkohol w szufladzie
Ukryte picie w pracy rzadko wygląda filmowo.
Nie zawsze ktoś siedzi za biurkiem z butelką wódki stojącą na środku stołu.
Znacznie częściej wszystko jest dyskretne.
Mała butelka schowana w torbie.
Alkohol przelany do innego opakowania.
Szybkie wyjście do samochodu.
„Kawa” o wyjątkowo intensywnym zapachu.
Kilka łyków przed ważnym spotkaniem, żeby uspokoić ręce i napięcie.
Miętówki.
Guma do żucia.
Perfumy.
Otwarte okno.
Człowiek zaczyna budować cały system, którego celem jest jedno: pić i jednocześnie nie wyglądać na osobę, która pije.
To wymaga coraz więcej energii.
Trzeba pamiętać, gdzie znajduje się alkohol, kto może wejść do pokoju, kiedy można wyjść i czy ktoś czegoś nie zauważył.
Uzależnienie stopniowo zaczyna organizować dzień pracy.
Najpierw pijemy razem, później kryjemy kolegę
Wspólne picie buduje specyficzną lojalność.
Jeżeli kilka osób wielokrotnie piło razem w pracy albo tuż po niej, znacznie trudniej później powiedzieć:
„Słuchaj, masz problem”.
Dlaczego?
Bo natychmiast może paść odpowiedź:
„A ty ze mną nie piłeś?”
Pojawia się wspólna tajemnica.
Jeden pracownik kryje drugiego.
Ktoś odbiera telefon od klienta, bo kolega „gorzej się czuje”.
Inny poprawia po nim dokument.
Kierownik przesuwa spotkanie.
Sekretarka mówi, że szefa nie ma w biurze.
Stopniowo coraz więcej osób uczestniczy w ukrywaniu problemu, nawet jeśli same nie piją.
Pomoc czy umożliwianie picia?
Granica bywa cienka.
Naturalnym odruchem jest pomoc koledze.
Jeżeli raz źle się poczuł, zastąpienie go nie jest niczym niezwykłym.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy pomoc staje się stałym systemem ochronnym.
Ktoś regularnie nie jest w stanie wykonywać obowiązków po alkoholu, a współpracownicy nieustannie go ratują.
Kończą jego zadania.
Tłumaczą spóźnienia.
Ukrywają błędy.
Nie informują przełożonych.
W ten sposób człowiek ponosi mniej konsekwencji swojego picia.
Może więc nadal mówić:
„Przecież w pracy wszystko jest dobrze”.
Tylko że wszystko jest dobrze również dlatego, że kilka osób codziennie pracuje nad tym, żeby tak wyglądało.
Pół litra za przysługę może mieć drugie dno
Wyobraźmy sobie człowieka, o którym wszyscy wiedzą, że lubi wypić.
Pomógł załatwić sprawę.
Co dostaje?
Butelkę.
Naprawił coś po godzinach.
Kolejna butelka.
Urodziny?
Alkohol.
Święta?
Alkohol.
Podziękowanie od klienta?
Znów alkohol.
Dla osoby, która ma problem z piciem, takie prezenty nie są neutralne.
Otoczenie może nieświadomie dostarczać jej tego, z czym próbuje – albo powinna próbować – sobie poradzić.
Co więcej, odmowa przyjęcia alkoholu może być społecznie niezręczna.
„Co ty, nie napijesz się?”
„Jeden ci zaszkodzi?”
„Nie wygłupiaj się”.
Presja nie zawsze wygląda jak namawianie do upicia się.
Czasem mieści się właśnie w pozornie niewinnym geście wręczenia butelki.
„U nas zawsze tak było”
To jedno z najskuteczniejszych zdań usprawiedliwiających złe zwyczaje.
Zawsze tak było.
Po wypłacie się piło.
Na budowie się piło.
Szef zawsze stawiał.
Klienci zawsze przynosili.
Na święta każdy dostawał butelkę.
Tradycja może jednak utrwalać zachowanie, które dziś widzimy zupełnie inaczej.
To, że coś przez lata było akceptowane, nie oznacza, że było dobre.
Zmienia się wiedza o uzależnieniach.
Zmieniają się standardy bezpieczeństwa.
Zmienia się również podejście do alkoholu w miejscu pracy.
Szczególnie tam, gdzie jeden błąd może kosztować zdrowie albo życie.
Alkohol i bezpieczeństwo to nie jest prywatna sprawa
Jeżeli ktoś pije samotnie w swoim domu, konsekwencje i tak mogą dotykać innych, ale picie w pracy tworzy dodatkowe ryzyko.
Kierowca.
Operator maszyny.
Elektryk.
Lekarz.
Pracownik budowy.
Osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo innych ludzi.
Tutaj zdanie „to jego sprawa” przestaje mieć sens.
Alkohol wpływa na czas reakcji, ocenę sytuacji, koordynację i podejmowanie decyzji. Nawet człowiek przekonany, że „dobrze trzyma alkohol”, może popełnić błąd.
A błąd nie zawsze da się cofnąć.
Dlaczego nikt nie reaguje?
Powodów jest wiele.
Strach przed konfliktem.
Obawa przed utratą pracy.
Lojalność wobec kolegi.
Przekonanie, że nie należy wtrącać się w cudze życie.
Wstyd.
Przyzwyczajenie.
Czasami również własne picie.
Jeżeli alkohol jest częścią kultury całego zespołu, osoba zwracająca uwagę na problem może zostać uznana za tę, która „psuje atmosferę”.
Łatwiej więc dostosować się do grupy.
Milczenie daje chwilowy spokój.
Niestety nie rozwiązuje problemu.
Szef może być chroniony bardziej niż pracownik
Hierarchia ma znaczenie.
Nietrzeźwy pracownik niższego szczebla może szybko ponieść konsekwencje.
W przypadku właściciela firmy albo ważnego dyrektora sytuacja bywa bardziej skomplikowana.
Kto ma mu zwrócić uwagę?
Podwładny?
Wspólnik?
Sekretarka?
Rodzina?
Im większą ktoś ma władzę, tym łatwiej może stworzyć wokół siebie środowisko, które nie mówi mu prawdy.
Ludzie zaczynają dostosowywać grafik.
Przekładają spotkania.
Ukrywają zachowanie przed klientami.
Podejmują decyzje za szefa.
Firma stopniowo organizuje się wokół problemu jednej osoby.
Alkohol jako sposób budowania relacji zawodowych
„Napijemy się i dogadamy”.
Tak również przez lata budowano relacje.
Spotkanie biznesowe.
Kolacja.
Butelka na stole.
Po kilku kieliszkach rozmowa robi się swobodniejsza.
Padają ustalenia.
Ktoś obiecuje przysługę.
Ktoś inny otwiera drzwi, które wcześniej były zamknięte.
Nie oznacza to oczywiście, że każda biznesowa kolacja z winem jest przejawem patologii.
Problem pojawia się wtedy, gdy alkohol zaczyna być narzędziem niezbędnym do budowania relacji, zdobywania przychylności czy „załatwiania” spraw.
Wtedy człowiek może nawet nie zauważyć, jak często pije.
Każda sytuacja znajduje wtedy wygodne usprawiedliwienie: to było spotkanie służbowe, klient zaproponował, a odmówić przecież nie wypadało. W ten sposób kolejne kieliszki przestają być postrzegane jako picie, a zaczynają wyglądać jak nieodłączna część pracy.
Kolejne usprawiedliwienie jest gotowe.
„Ja nie piję w pracy. Piję z klientami”
Granice językowe potrafią być niezwykle wygodne.
Kieliszek przy obiedzie służbowym nie jest piciem.
Drink po spotkaniu również się nie liczy.
Piwo podczas integracji to przecież część wydarzenia.
Whisky z kontrahentem jest elementem biznesu.
W ten sposób tygodniowy bilans może wyglądać zupełnie inaczej niż obraz, który człowiek ma we własnej głowie.
Każde picie ma osobne uzasadnienie.
Dopiero po połączeniu wszystkich sytuacji widać wzorzec.
Kiedy żart przestaje być śmieszny
„Staszek przed dziesiątą jest nie do życia”.
„Szef po lunchu podpisze wszystko”.
„Daj mu kielicha, to się zgodzi”.
W firmach, w których problem alkoholowy trwa długo, mogą powstać całe zestawy żartów dotyczących osoby pijącej.
Humor pomaga oswoić coś, co w rzeczywistości jest trudne.
Jednocześnie może odbierać problemowi powagę.
Jeżeli wszyscy się śmieją, nikt nie musi powiedzieć:
„To nie jest już zabawne”.
Czasem właśnie to zdanie powinno paść jako pierwsze.
Nie każdy pijący pracownik jest uzależniony
Warto zachować ostrożność.
Jednorazowa sytuacja nie pozwala stwierdzić, że ktoś jest uzależniony. Diagnozy nie powinno się również stawiać koledze na podstawie plotek czy obserwacji kilku zachowań.
Nie trzeba jednak stawiać diagnozy, żeby dostrzec problem. Powtarzające się sytuacje i niepokojące zachowania mogą wyraźnie pokazywać, że dzieje się coś niebezpiecznego i nie warto dłużej tego ignorować.
Nie trzeba wiedzieć, czy ktoś spełnia kryteria uzależnienia, żeby uznać, że picie podczas wykonywania odpowiedzialnej pracy jest sytuacją wymagającą reakcji.
Kultura milczenia pomaga problemowi rosnąć
Uzależnienie bardzo dobrze czuje się tam, gdzie nikt nie zadaje pytań.
Jeszcze lepiej tam, gdzie inni pomagają ukrywać konsekwencje.
„Nie mówmy szefowi”.
„Załatwimy to między sobą”.
„Nie rób mu problemów”.
„Ma ciężki okres”.
Być może rzeczywiście ma.
Tyle że ochrona człowieka przed każdą konsekwencją nie zawsze jest pomocą.
Czasami pozwala mu jeszcze przez kilka miesięcy albo lat wierzyć, że nad wszystkim panuje.
Może warto przestać płacić alkoholem
Najprostsza zmiana może zacząć się od drobiazgu.
Ktoś Ci pomógł?
Kup dobrą kawę.
Zaproś na obiad.
Zapłać za wykonaną pracę.
Przynieś ciasto.
Podziękuj.
Nie każda przysługa musi kończyć się butelką.
Zwłaszcza że nigdy nie wiemy, jaka jest relacja drugiego człowieka z alkoholem.
Być może właśnie próbuje przestać pić.
Może od miesięcy walczy z nawykiem.
Albo wraca z terapii i nie ma ochoty tłumaczyć całemu światu, dlaczego nie chce przyjąć „niewinnego prezentu”.
Butelka nie jest uniwersalnym podziękowaniem.
Wszyscy wiedzą i nikt nie mówi
To być może najbardziej charakterystyczny element ukrytego picia w miejscu pracy.
Ludzie wiedzą więcej, niż mówią.
Wiedzą, który kierownik ma butelkę w szufladzie.
Który kolega regularnie przychodzi skacowany.
Kto znika do samochodu.
Kiedy najlepiej nie iść do szefa z dokumentami.
Kogo trzeba zastąpić po „ciężkim weekendzie”.
Firma zaczyna żyć według niepisanych zasad.
Tylko problem pozostaje bez nazwy.
Dopóki nic poważnego się nie wydarzy.
„Załatwimy to za pół litra”
Może kiedyś to zdanie brzmiało niewinnie.
Było żartem, zwyczajem, sposobem na podziękowanie.
Warto jednak czasem zatrzymać się przy tym, co właściwie oznacza.
Dlaczego tak wiele przysług wyceniamy właśnie w alkoholu?
Czemu butelka nadal bywa oczywistym prezentem?
Z jakiego powodu picie w niektórych środowiskach zawodowych wciąż traktuje się z pobłażaniem?
I dlaczego człowiek, który ewidentnie ma problem, często przez lata słyszy żarty zamiast prostego:
„Martwię się o ciebie”.
Sama obecność butelki nie oznacza jeszcze uzależnienia, podobnie jak pracownik, który okazjonalnie wypił alkohol, nie musi mieć problemu z piciem. Firmowa kolacja przy kieliszku wina również nie jest automatycznie powodem do niepokoju. Znaczenie ma przede wszystkim powtarzalność, utrata kontroli i rola, jaką alkohol zaczyna odgrywać w codziennym funkcjonowaniu.
Warto jednak zauważyć moment, w którym zwyczaj staje się przyzwoleniem, przysługa usprawiedliwieniem, a koleżeńska lojalność – pomocą w ukrywaniu picia.
Bo czasami w firmie naprawdę wszyscy wiedzą.
Szef wie o pracowniku.
Pracownik wie o szefie.
Koledzy wiedzą o sobie nawzajem.
Każdy milczy, ponieważ tak jest wygodniej.
A gdzieś między żartem, kolejną przysługą i następną butelką problem spokojnie rośnie.
Do dnia, w którym nie da się już powiedzieć:
„Przecież nic takiego się nie dzieje”.
Przeczytaj także – Pije tylko wieczorem. Czy to już alkoholizm? Dlaczego alkoholik obiecuje, że nie będzie pił, a znowu pije
Jak przestać przejmować się opinią innych i zacząć żyć po swojemu?
Zapraszam do biblioteki lustra losu