Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dlaczego alkoholik obiecuje, że nie będzie pił, a znowu pije?

Dlaczego alkoholik obiecuje, że nie będzie pił, a znowu pije?

„Przysięgam, to był ostatni raz”.

„Od jutra nie piję”.

„Mam nad tym kontrolę”.

„Nie jestem alkoholikiem. Po prostu ostatnio miałem trudniejszy czas”.

„Gdyby nie ta sytuacja w pracy, w ogóle bym nie wypił”.

Bliscy osoby uzależnionej słyszą podobne zdania dziesiątki, czasem setki razy. Po każdym kolejnym epizodzie picia pojawiają się przeprosiny, obietnice i zapewnienia, że tym razem naprawdę wszystko się zmieni. Przez kilka dni może być spokojnie. Człowiek nie pije, jest miły, pomocny, może nawet sam mówi o tym, jak bardzo zawiódł rodzinę. W domu powoli wraca nadzieja.

A potem przychodzi piątek. Spotkanie ze znajomymi. Kłótnia. Trudny dzień. Urodziny kolegi. Mecz. Sukces, który „trzeba uczcić”. Porażka, którą „trzeba odreagować”.

I alkohol pojawia się znowu.

Dla osoby stojącej z boku jest to niezwykle trudne do zrozumienia. Skoro wczoraj mówił, że nie chce pić, dlaczego dzisiaj szuka okazji, żeby się napić? Skoro widzi, jak bardzo cierpi jego rodzina, dlaczego robi to ponownie? Czy wszystkie wcześniejsze słowa były kłamstwem?

Odpowiedź nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Czy alkoholik naprawdę wierzy w swoje obietnice?

Czasami tak.

To jedna z najtrudniejszych rzeczy do zrozumienia dla bliskich osoby uzależnionej. Człowiek może wieczorem szczerze przysięgać, że więcej nie wypije, a kilka dni później równie szczerze przekonywać siebie, że „jedno piwo przecież niczego nie zmieni”.

Nie każda obietnica trzeźwości jest więc świadomie zaplanowanym kłamstwem.

Po ciągu alkoholowym mogą pojawić się wstyd, poczucie winy, strach i świadomość konsekwencji. Ktoś widzi płaczącą żonę, rozczarowane dzieci, pustkę na koncie albo problemy w pracy. Czuje się fatalnie i naprawdę chce, żeby to się skończyło.

W tamtym momencie może być przekonany, że już nigdy nie sięgnie po alkohol.

Problem zaczyna się później.

Emocje opadają. Fizyczne skutki picia mijają. Awantura zostaje zażegnana. Rodzina trochę się uspokaja. W pracy sytuacja wraca do normy.

Wraz z oddalaniem się konsekwencji słabnie również determinacja.

Zaczyna natomiast działać mechanizm uzależnienia.

Uzależnienie nie kończy się na decyzji „nie będę pił”

Osobie, która nie jest uzależniona, łatwo pomyśleć: przecież wystarczy nie kupić alkoholu. Nie otworzyć butelki. Nie pójść do baru.

Gdyby uzależnienie sprowadzało się wyłącznie do świadomej decyzji, rzeczywiście byłoby znacznie prostsze.

Nałóg zmienia jednak sposób, w jaki człowiek reaguje na alkohol, napięcie, stres, emocje i sytuacje kojarzone z piciem. Z czasem picie przestaje być jedynie przyjemnością. Staje się sposobem regulowania samopoczucia.

Napięcie? Alkohol.

Złość? Alkohol.

Nuda? Alkohol.

Smutek? Alkohol.

Spotkanie towarzyskie? Alkohol.

Sukces? Też alkohol.

W ten sposób mózg uczy się bardzo prostego schematu: czuję coś, z czym trudno mi sobie poradzić – alkohol przynosi szybką zmianę.

Dlatego samo postanowienie „od jutra nie piję” często okazuje się niewystarczające. Człowiek próbuje usunąć alkohol, ale nie zmienia mechanizmów, które przez lata prowadziły go do picia.

Dlaczego alkoholik ciągle znajduje okazję do picia?

Z zewnątrz może wyglądać to wręcz absurdalnie.

Najpierw mówi, że wypił, ponieważ był zestresowany.

Kilka tygodni później pije, bo dostał premię i chciał uczcić sukces.

Potem pojawia się alkohol, ponieważ ktoś go zdenerwował.

Innym razem dlatego, że była piękna pogoda, spotkał dawnego znajomego albo zaczynał się weekend.

Powód może zmieniać się niemal bez końca.

Właśnie dlatego warto odwrócić sposób myślenia.

Często nie jest tak, że pojawiła się okazja, więc człowiek postanowił się napić.

Bywa odwrotnie: pojawiła się potrzeba picia, więc umysł zaczął szukać okazji, która je usprawiedliwi.

To ogromna różnica.

Jeżeli ktoś chce wierzyć, że kontroluje alkohol, potrzebuje wyjaśnienia, dlaczego znowu po niego sięga. Powiedzenie sobie: „piję, ponieważ jestem uzależniony i nie radzę sobie z przymusem” oznaczałoby konieczność zmierzenia się z problemem.

Znacznie łatwiej pomyśleć:

„Każdy wypiłby po takim dniu”.

„Przecież są urodziny”.

„Jednego mogę”.

„Nie piłem cały tydzień”.

„To wyjątkowa sytuacja”.

„Należy mi się”.

Okazja staje się usprawiedliwieniem, dzięki któremu można zrobić to, czego uzależnienie już się domaga.

„Przecież mogę przestać, kiedy chcę”

Jednym z charakterystycznych elementów uzależnienia jest zaprzeczanie problemowi.

Nie zawsze przybiera ono postać prostego: „nie mam problemu”.

Czasami jest znacznie bardziej subtelne.

„Może czasem przesadzam, ale alkoholikiem nie jestem”.

„Piję tylko w weekendy”.

„Przecież chodzę do pracy”.

„Nigdy nie piję rano”.

„Inni piją więcej”.

„Jak będę chciał, to przestanę”.

Takie porównania pozwalają utrzymać obraz siebie jako osoby, która nadal kontroluje sytuację.

Przyznanie: „jestem uzależniony” może oznaczać konieczność podjęcia leczenia, rezygnacji z alkoholu i zmiany wielu elementów życia. Dla niektórych ludzi jest to przerażająca perspektywa.

Łatwiej więc przesuwać granicę.

Kiedyś problemem było upijanie się trzy razy w tygodniu. Później problemem staje się dopiero codzienne picie. Gdy pojawia się codzienne picie, człowiek zaczyna tłumaczyć sobie, że „prawdziwy alkoholik” pije od rana.

Granica może przesuwać się razem z rozwojem uzależnienia.

Dlaczego mówi jedno, a robi drugie?

Ponieważ wewnątrz mogą działać jednocześnie dwie przeciwstawne potrzeby.

Jedna część człowieka chce zatrzymać picie.

Widziała konsekwencje. Pamięta awantury. Boi się utraty rodziny, zdrowia albo pracy. Chce odzyskać szacunek bliskich i własne poczucie wartości.

Druga część nadal chce alkoholu.

Pamięta ulgę, rozluźnienie, odcięcie od problemów czy chwilowe poczucie swobody.

Powstaje konflikt.

Dlatego słowa wypowiedziane w poniedziałek mogą być prawdziwe dla człowieka z poniedziałku. W piątek, kiedy pojawia się głód alkoholu, stres albo znajoma sytuacja związana z piciem, zaczyna dominować zupełnie inny sposób myślenia.

Nie oznacza to, że odpowiedzialność znika.

Uzależnienie pomaga wyjaśnić zachowanie, ale nie sprawia, że krzywdzenie innych przestaje mieć znaczenie.

Obietnice mogą również służyć uspokojeniu sytuacji

Nie wszystkie zapewnienia są jednakowo szczere.

Czasami „już nigdy nie wypiję” jest przede wszystkim sposobem na zakończenie awantury.

Partnerka mówi, że ma dość.

Dzieci nie chcą rozmawiać.

Rodzina grozi konsekwencjami.

Wtedy obietnica działa jak szybki środek uspokajający.

„Zmienię się”.

„Pójdę na terapię”.

„Wyrzucę cały alkohol”.

„Daj mi ostatnią szansę”.

Bliscy chcą w to wierzyć, ponieważ kochają tę osobę i tęsknią za spokojnym życiem. Kolejna szansa przynosi chwilową ulgę obu stronom.

Po pewnym czasie może jednak powstać bolesny schemat:

picie → konsekwencje → przeprosiny → obietnica → chwilowa abstynencja → napięcie → usprawiedliwienie → ponowne picie.

I wszystko zaczyna się od początku.

Dlaczego argumenty rodziny często nie działają?

„Zobacz, co robisz dzieciom”.

„Przecież prawie straciłeś pracę”.

„Lekarz powiedział ci, że niszczysz zdrowie”.

„Obiecałeś”.

Dla bliskich są to argumenty oczywiste. Skoro konsekwencje są tak poważne, człowiek powinien natychmiast przestać pić.

Uzależnienie nie działa jednak według czystej logiki.

Gdyby sama wiedza o konsekwencjach wystarczała, ludzie nie wracaliby do zachowań, które niszczą ich zdrowie, związki, finanse czy karierę.

Osoba uzależniona może doskonale wiedzieć, że alkohol jej szkodzi.

Może nawet nienawidzić siebie za to, że pije.

A mimo wszystko ponownie sięgnąć po alkohol.

Właśnie ta utrata kontroli nad zachowaniem mimo negatywnych konsekwencji jest jednym z najważniejszych sygnałów, że nie chodzi już po prostu o „brak silnej woli”.

Czy można wierzyć alkoholikowi, kiedy mówi, że przestanie pić?

Znacznie bezpieczniej jest patrzeć nie na deklaracje, lecz na działania.

Słowa są łatwe.

Zmiana wygląda inaczej.

Jeżeli ktoś rzeczywiście zaczyna mierzyć się z uzależnieniem, zwykle nie kończy na zdaniu: „od jutra nie piję”. Pojawiają się konkretne kroki: kontakt ze specjalistą, terapia uzależnień, grupa wsparcia, konsultacja lekarska, unikanie sytuacji wysokiego ryzyka oraz gotowość do przyjęcia pomocy.

Nie chodzi o to, że każda osoba musi przejść identyczną drogę.

Istotna jest różnica między obietnicą zmiany a rozpoczęciem zmiany.

„Już nie będę pił” jest deklaracją.

„Umówiłem się na konsultację i idę w środę” jest działaniem.

„Poradzę sobie sam” jest zapewnieniem.

„Potrzebuję pomocy” może być początkiem realnej zmiany.

Dlaczego bliscy wciąż wierzą w kolejne obietnice?

Bo chcą odzyskać człowieka, którego pamiętają.

Partnerka może pamiętać dobrego, czułego mężczyznę sprzed lat. Matka widzi w dorosłym synu również chłopca, którym kiedyś był. Dzieci czekają na dawnego tatę. Rodzina łapie się każdego sygnału, że może tym razem naprawdę coś się zmieni.

Po okresie picia często następują spokojniejsze dni. Osoba uzależniona staje się troskliwa, nadrabia obowiązki, przeprasza, kupuje kwiaty, spędza czas z dziećmi.

Nadzieja wraca.

Właśnie dlatego kolejny nawrót boli jeszcze bardziej.

Problem polega na tym, że z czasem bliscy mogą zacząć żyć od obietnicy do obietnicy. Zamiast oceniać rzeczywistość na podstawie zachowania, czekają na spełnienie słów.

Mijają miesiące.

Czasem lata.

Nie musisz udowadniać alkoholikowi, że jest alkoholikiem

To pułapka, w którą łatwo wpaść.

Rodzina zbiera argumenty, liczy butelki, przypomina poprzednie sytuacje i próbuje doprowadzić człowieka do momentu, w którym wreszcie przyzna:

„Tak. Mam problem”.

Rozmowy zamieniają się wtedy w niekończące się negocjacje.

„Wypiłeś pięć piw”.

„Cztery”.

„Byłeś pijany”.

„Nie byłem pijany, tylko zmęczony”.

„Obiecałeś, że nie będziesz pił”.

„Powiedziałem, że postaram się ograniczyć”.

Dyskusja zaczyna dotyczyć szczegółów, podczas gdy prawdziwy problem pozostaje nietknięty.

Bliska osoba nie musi wygrać procesu sądowego, żeby mieć prawo powiedzieć: „Nie chcę żyć w taki sposób”.

Nie trzeba również czekać, aż osoba pijąca zaakceptuje określoną diagnozę, aby postawić własne granice.

Granica nie jest próbą kontrolowania drugiego człowieka

„Masz przestać pić” brzmi jak granica, ale nią nie jest.

To żądanie dotyczące zachowania innej osoby.

Granica mówi natomiast, co ja zrobię, kiedy określona sytuacja się wydarzy.

„Nie będę z tobą rozmawiać, kiedy jesteś pod wpływem i usprawiedliwiać twojej nieobecności w pracy

„Nie pozwolę, żeby dzieci jechały z tobą samochodem, jeśli piłeś, oddaj pieniądze, które i tak przepijesz.

Granice nie gwarantują, że druga osoba przestanie pić. Pomagają jednak bliskim przestać podporządkowywać całe życie uzależnieniu.

To ogromnie ważne.

Człowiek nie ma pełnej kontroli nad tym, czy partner, rodzic, dorosłe dziecko albo rodzeństwo sięgnie po alkohol.

Ma natomiast wpływ na własne decyzje.

Nie ratuj przed każdą konsekwencją

Miłość bardzo łatwo pomylić z ratowaniem.

Ktoś zaspał do pracy po piciu? Partnerka dzwoni do szefa i mówi, że jest chory.

Wydał pieniądze przeznaczone na rachunki? Rodzice pożyczają kolejne.

Narobił bałaganu? Rodzina szybko sprząta, zanim ktokolwiek zobaczy.

Nie pojawił się na ważnym spotkaniu? Bliscy wymyślają usprawiedliwienie.

Intencją jest pomoc.

Efekt może być odwrotny.

Jeżeli inni stale amortyzują skutki picia, osoba uzależniona doświadcza mniejszej części konsekwencji własnych decyzji.

Nie oznacza to, że należy kogoś upokarzać, karać albo celowo doprowadzać do cierpienia.

Chodzi o coś innego: nie brać odpowiedzialności za skutki cudzych zachowań, których nie jesteśmy w stanie kontrolować.

Kiedy obietnica zaczyna coś znaczyć?

Nie wtedy, gdy jest najbardziej wzruszająca.

Nie wtedy, gdy ktoś płacze.

Nawet nie wtedy, gdy mówi: „tym razem naprawdę”.

Znaczenie pojawia się wtedy, kiedy za słowami zaczynają iść działania.

Trzeźwienie jest procesem. Mogą zdarzyć się nawroty, trudne momenty i kryzysy. Nie warto więc oczekiwać idealnej drogi bez żadnych potknięć.

Ogromna różnica istnieje jednak między człowiekiem, który bierze odpowiedzialność za problem i korzysta z pomocy, a kimś, kto po każdym piciu tworzy kolejne wyjaśnienie.

Pierwszy może powiedzieć:

„Napiłem się. To mój nawrót. Muszę wrócić po pomoc”.

Drugi:

„Napiłem się, ale gdybyś mnie nie zdenerwowała, nic by się nie stało”.

W obu przypadkach pojawił się alkohol.

Tylko w jednym pojawia się odpowiedzialność.

Nie słuchaj wyłącznie słów. Patrz na wzorzec

Jedna obietnica niewiele mówi.

Jedna wpadka również nie opowiada całej historii.

Warto spojrzeć szerzej.

Co wydarzyło się przez ostatnie pół roku? Warto zastanowić się, czy za kolejnymi deklaracjami rzeczywiście szły konkretne działania. Być może człowiek szuka pomocy, a może jedynie nowych powodów, dla których „tym razem musiał wypić”. Ważne jest również to, jak podchodzi do odpowiedzialności za swoje zachowanie. Bierze ją na siebie czy winni wciąż są inni: szef, partnerka, znajomi, stres, pogoda, święta albo po prostu „trudne życie”?

Wzorzec często mówi więcej niż najbardziej przekonujące słowa.

To może być bolesne, szczególnie gdy bardzo chcemy wierzyć, że tym razem będzie inaczej.

Jednocześnie spojrzenie na fakty pozwala odzyskać kontakt z rzeczywistością.

„Dlaczego znowu pije, skoro obiecał?”

Bo obietnica nie leczy uzależnienia.

Miłość rodziny również go nie leczy.

Strach przed konsekwencjami czasami uruchamia zmianę, lecz sam w sobie nie zawsze wystarcza.

Człowiek uzależniony może jednocześnie kochać rodzinę i pić. Może żałować swojego zachowania i powtarzać je. Może naprawdę chcieć przestać, a jednocześnie nie być gotowym zrobić tego, czego wymaga zdrowienie.

Właśnie dlatego uzależnienie jest tak trudne zarówno dla osoby pijącej, jak i jej bliskich.

Jeżeli żyjesz obok kogoś, kto wciąż obiecuje, że przestanie pić, być może najważniejsze pytanie nie brzmi już:

„Czy tym razem mogę mu uwierzyć?”

Być może warto zapytać:

„Co rzeczywiście się zmieniło?”

Za słowami powinny w końcu pojawić się działania, a za przeprosinami – odpowiedzialność. „Już nigdy” zaczyna mieć znaczenie dopiero wtedy, gdy towarzyszy mu gotowość do przyjęcia pomocy i podjęcia realnej zmiany.

Najważniejsze pytanie brzmi jednak:

co możesz zrobić dla siebie, jeśli kolejna obietnica również okaże się tylko obietnicą?

Nie jesteś w stanie wytrzeźwieć za drugiego człowieka ani podjąć za niego terapii. Nie masz też kontroli nad każdą okazją do picia, każdym spotkaniem czy kolejną butelką. Możesz natomiast zdecydować, gdzie przebiegają Twoje granice i jak długo chcesz żyć w rytmie wyznaczanym przez cudze picie.

Możesz natomiast przestać budować własne poczucie bezpieczeństwa na słowach osoby, której zachowaniem rządzi uzależnienie.

Patrz na działania.

Patrz na powtarzający się wzorzec.

Dbaj o własne granice i szukaj wsparcia również dla siebie.

Bo życie obok uzależnienia potrafi sprawić, że cała uwaga rodziny skupia się na jednym pytaniu: „Czy on dzisiaj wypije?”

Tymczasem istnieje jeszcze jedno, równie ważne:

„A co dzieje się ze mną, kiedy całe moje życie kręci się wokół jego picia?”

Przeczytaj także – Prokrastynacja – jak przestać odkładać na później „Lęk przed zmianą – dlaczego boimy się zrobić pierwszy krok „Jak przestać przejmować się opinią innych i zacząć żyć po swojemu

Zapraszam również do Biblioteki Lustra Losu