Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dlaczego właśnie on? Co naprawdę decyduje o tym, kto nas pociąga?

Dlaczego właśnie on? Co naprawdę decyduje o tym, kto nas pociąga?

Czasem wystarczy kilka sekund.

Jeszcze nic o nim nie wiemy. Nie znamy jego charakteru, przeszłości ani planów na życie. Trudno powiedzieć, czy jest odpowiedzialny, wierny, dobry i czy w ogóle potrafi stworzyć trwały związek.

A jednak patrzymy na niego i czujemy, że coś się wydarzyło.

Sposób, w jaki się porusza. Spojrzenie zatrzymane odrobinę dłużej, niż wymagałaby zwykła uprzejmość. Gest dłoni, uśmiech, głos, sylwetka. Nawet to, jak leżą na nim spodnie.

Prosi do tańca.

Po chwili muzyka, jego bliskość i rytm sprawiają, że świat zaczyna wirować. Prowadzi tak naturalnie, jakby taniec był częścią jego osobowości. Czujemy ciepło jego ciała, pewność ruchów i nagle pojawia się myśl:

„Jego zapach działa na mnie jak kieliszek mocnego wina.”

Rozsądek próbuje jeszcze coś podpowiadać, lecz ciało i emocje zdają się mówić własnym językiem.

Skąd bierze się ta niezwykła reakcja?

Jeden mężczyzna może być przystojny, inteligentny i sympatyczny, a mimo to pozostajemy wobec niego obojętne. Przy innym wystarczy kilka minut, żeby pojawiło się zainteresowanie, którego nie sposób racjonalnie wyjaśnić.

Podobne doświadczenia mają mężczyźni. Spotykają kobietę, która wydaje się idealną kandydatką na partnerkę, ale nie pojawia się pragnienie. Później poznają inną i jeden sposób, w jaki odgarnia włosy, patrzy, śmieje się czy porusza, sprawia, że trudno oderwać od niej wzrok.

Wybór partnera okazuje się znacznie bardziej skomplikowany, niż chcielibyśmy przyznać.

Partnera nie wybieramy wyłącznie rozumem

Gdyby o miłości decydowała lista zalet, wszystko byłoby znacznie prostsze.

Wystarczyłoby określić kilka najważniejszych cech: odpowiedzialny, uczciwy, wierny, inteligentny, pracowity, opiekuńczy. Następnie należałoby znaleźć człowieka spełniającego warunki i rozpocząć wspólne życie.

Tyle że uczucia nie działają jak rozmowa kwalifikacyjna.

Można siedzieć naprzeciwko człowieka posiadającego niemal wszystkie cechy, których szukamy, i nie czuć najmniejszej potrzeby, żeby się do niego zbliżyć.

Nie świadczy to o naszej niedojrzałości ani o tym, że nie potrafimy docenić wartościowej osoby.

W relacji partnerskiej liczą się charakter, wartości i zgodność, ale istnieje również pociąg — reakcja, której nie da się wywołać na życzenie.

Rozum może stworzyć listę argumentów.

Zmysły mają własne zdanie.

Ciało zauważa wcześniej niż rozsądek

W pierwszych chwilach znajomości odbieramy mnóstwo drobnych sygnałów.

Znaczenie może mieć twarz, budowa ciała, sposób chodzenia, głos, mimika, kontakt wzrokowy, zapach, temperament czy odległość, jaką ktoś zachowuje podczas rozmowy.

Duża część tych informacji nie jest przez nas świadomie analizowana.

Pojawia się po prostu wrażenie:

„On ma w sobie coś.”

Albo:

„Ta kobieta niesamowicie na mnie działa.”

Co ciekawe, człowiek wywołujący taką reakcję w jednej osobie może zupełnie nie zainteresować innej.

Przyjaciółka spogląda na mężczyznę, od którego nie możemy oderwać wzroku, i pyta:

„Co ty właściwie w nim widzisz?”

Odpowiedź nie zawsze jest łatwa.

Być może właśnie dlatego, że nie chodzi o jedną cechę. Fascynuje nas całość, której nie potrafimy rozłożyć na części.

Zapach, głos i ruch — rzeczy, których nie wpisujemy na listę wymagań

Mało kto, opisując wymarzonego partnera, zapisuje:

„Musi poruszać się w taki sposób, żebym natychmiast zwróciła na niego uwagę”.

Rzadko również myślimy:

„Powinien mieć głos, którego będę chciała słuchać jeszcze przez chwilę”.

Tymczasem właśnie takie szczegóły potrafią mieć ogromne znaczenie dla atrakcyjności.

Taniec jest tutaj doskonałym przykładem.

Nie chodzi przecież wyłącznie o znajomość kroków. Pojawia się bliskość, dotyk, zapach, rytm, prowadzenie, spojrzenie i sposób, w jaki dwa ciała odpowiadają na swój ruch.

Nieraz jeden taniec potrafi powiedzieć zmysłom więcej niż długa rozmowa przy kawie.

Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy niezwykle silne wrażenie uznajemy za dowód, że spotkaliśmy właściwego partnera.

„Wiem, że nie powinnam, ale…”

Sygnały ostrzegawcze nieraz pojawiają się bardzo szybko.

Słyszymy, że mężczyzna jest kobieciarzem. Wiemy, że uwielbia nocne życie, potrzebuje ciągłych wrażeń albo często zmienia partnerki. Widzimy sposób, w jaki flirtuje i jak łatwo skupia na sobie uwagę kobiet.

Teoretycznie powinno wystarczyć, żeby powiedzieć sobie:

„Nie tego szukam.”

Tymczasem właśnie on fascynuje najbardziej.

W głowie zaczyna się spór między tym, czego pragniemy, a tym, co już wiemy.

Rozum ocenia przyszłość, natomiast pożądanie przeżywa teraźniejszość.

Jedna część nas zastanawia się:

„Czy mogę mu zaufać?”

Druga ma ochotę odpowiedzieć:

„Nie wiem. Chcę jeszcze raz z nim zatańczyć.”

Obie reakcje mogą istnieć jednocześnie.

Silne pragnienie nie jest obietnicą dobrego związku

Można bardzo kogoś pragnąć i zupełnie do niego nie pasować.

Fantastyczny kochanek nie musi być dobrym mężem. Kobieta budząca ogromne pożądanie niekoniecznie okaże się partnerką, z którą mężczyzna będzie potrafił stworzyć szczęśliwą codzienność.

Pociąg odpowiada przede wszystkim na pytanie:

„Czy chcę być blisko tej osoby?”

Dopasowanie partnerskie stawia zupełnie inne:

„Czy potrafimy razem żyć?”

Wspólne życie nie składa się przecież z samych wieczornych świateł, muzyki, kolacji i tańca.

Przychodzi poniedziałek rano. Zmęczenie, obowiązki, choroba, problemy finansowe, zakupy, rodzina, trudne rozmowy i momenty, kiedy jedno potrzebuje wsparcia, a drugie samo ledwo daje sobie radę.

Człowiek, przy którym wiruje nam świat, nie zawsze jest tym samym człowiekiem, przy którym ten świat potrafi się uspokoić.

Dlaczego wartościowy partner czasem przegrywa?

Zdarza się, że poznajemy kogoś naprawdę wartościowego.

Jest zainteresowany, nie prowadzi gier, dotrzymuje słowa. Potrafi rozmawiać, zachowuje się odpowiedzialnie i daje poczucie bezpieczeństwa.

Właściwie wszystko powinno się zgadzać.

A jednak czegoś brakuje.

„Jest naprawdę fajny, ale…”

To jedno „ale” potrafi przekreślić długą listę zalet.

Najprostsze wyjaśnienie brzmi: nie ma pociągu.

Nie trzeba mieć z tego powodu poczucia winy. Dobry charakter nie tworzy automatycznie pożądania, podobnie jak atrakcyjność fizyczna nie gwarantuje dobrego charakteru.

Nikt nie ma obowiązku zakochać się w kimś tylko dlatego, że ten człowiek byłby rozsądnym wyborem.

Istnieje jednak jeszcze druga możliwość.

Gdy niepewność zaczynamy brać za chemię

Wyobraźmy sobie dwie relacje.

W pierwszej nigdy do końca nie wiadomo, kiedy partner się odezwie. Raz jest niezwykle czuły, później znika. Jednego wieczoru czujemy się wyjątkowe, następnego zastanawiamy się, czy przypadkiem nie spotyka się z kimś innym.

Emocje osiągają ogromne natężenie.

Druga relacja wygląda inaczej. Partner dzwoni, przyjeżdża, dotrzymuje słowa. Nie trzeba zgadywać, czy nadal mu zależy.

Brakuje emocjonalnej huśtawki.

Właśnie wtedy może pojawić się myśl:

„Z tamtym była wielka miłość, a tutaj tego nie czuję.”

Tylko że część wcześniejszej intensywności mogła wynikać nie z miłości, lecz z napięcia, oczekiwania i niepewności.

Spokój nie musi oznaczać braku uczucia.

Ogromne emocje również nie zawsze świadczą o wielkiej miłości.

Może wcale nie przyciągamy ciągle niewłaściwych partnerów?

Często słyszymy:

„Ja zawsze przyciągam takich mężczyzn.”

Albo:

„Trafiają mi się wyłącznie niewłaściwe kobiety.”

Spróbujmy spojrzeć na to inaczej.

Być może spotykamy bardzo różnych potencjalnych partnerów, lecz nie wszystkich zauważamy w taki sam sposób.

Na przyjęciu może znajdować się kilku wolnych mężczyzn. Jeden jest spokojny, drugi trochę nieśmiały, kolejny rozmowny, a jeszcze inny wchodzi do pomieszczenia i natychmiast skupia na sobie uwagę.

Jeżeli właśnie ten ostatni reprezentuje typ, na który najmocniej reagujemy, pozostali mogą niemal zniknąć z naszego pola widzenia.

Później wracamy do domu z przekonaniem:

„Znowu spodobał mi się taki sam.”

Warto więc zmienić pytanie.

Zamiast zastanawiać się:

„Dlaczego ciągle przyciągam ten sam typ partnera?”

lepiej zapytać:

„Dlaczego spośród różnych partnerów właśnie ten typ tak silnie przyciąga mnie?”

Ta różnica jest ogromna.

Pierwsze pytanie sugeruje, że coś nam się przydarza.

Drugie pozwala zacząć poznawać siebie.

To, co znajome, może wydawać się pociągające

Na wybór partnera wpływają także wcześniejsze doświadczenia.

Przez lata tworzymy własne wyobrażenia o bliskości, miłości, kobiecości i męskości. Kształtuje je dom rodzinny, pierwsze zauroczenia, poprzednie związki, rozczarowania oraz ludzie, którzy kiedyś byli dla nas ważni.

Niekiedy fascynuje nas coś, co w pewnym sensie już znamy.

Dla jednej osoby będzie to łagodność. Inną porwie dominująca pewność siebie. Kogoś zachwyci tajemniczość, spontaniczność, niedostępność albo odrobina ryzyka.

Źródeł własnych preferencji nie zawsze jesteśmy świadomi.

Warto je poznawać, zamiast siebie za nie osądzać.

Kiedy pieniądze nie są już tym, czego szukamy u partnera

Jest jeszcze aspekt, o którym mówi się zdecydowanie rzadziej.

Kobieta, która sama zbudowała bezpieczeństwo finansowe, może nie potrzebować partnera po to, aby zapewnił jej określony poziom życia.

Ma własne pieniądze. Dom, pracę lub firmę. Potrafi o siebie zadbać.

W takim przypadku może pomyśleć:

„Nie szukam mężczyzny, który mnie utrzyma. Chcę mężczyzny, przy którym coś poczuję.”

Wtedy większego znaczenia nabierają temperament, atrakcyjność, seksualność, energia, spontaniczność czy wspólne przeżycia.

Podobnie bywa u mężczyzn.

Człowiek, który sam osiągnął stabilność materialną, nie musi szukać partnerki według stanu jej konta. Znacznie ważniejsze może stać się to, czy kobieta go fascynuje, czy pragnie jej bliskości, lubi z nią rozmawiać i dobrze czuje się w jej obecności.

Oczywiście zasobność portfela nie przesądza o tym, kogo wybieramy. Niezależność finansowa może jednak sprawić, że część praktycznych kryteriów schodzi na dalszy plan.

Na pierwszym pojawia się wtedy zupełnie inne pytanie:

„Co czuję przy tym człowieku?”

Rozsądek czy namiętność?

Nie chciałabym stawiać między nimi znaku „albo–albo”.

Związek z człowiekiem, którego zupełnie nie pragniemy, tylko dlatego, że jest odpowiedzialny, stabilny i „dobrze rokuje”, również nie musi przynieść szczęścia.

Z drugiej strony sama namiętność może okazać się za mało, kiedy przychodzi codzienność.

Dlatego zamiast wybierać pomiędzy sercem a rozumem, warto sprawdzić, czy oprócz fascynacji istnieje coś jeszcze.

Jak ten człowiek traktuje innych?

Potrafię mu zaufać?

Czy jego styl życia da się pogodzić z moim?

Szanuje moje granice?

Interesuje go również to, kim jestem, czy przede wszystkim emocja związana ze zdobywaniem?

Kiedy opada pierwsza ekscytacja, nadal mamy o czym rozmawiać?

Najważniejsze pytanie może jednak brzmieć:

„Czy przy nim mogę być sobą?”

Takie spojrzenie nie zabija romantyzmu. Pomaga jedynie odróżnić fascynację od tego, na czym można budować wspólne życie.

Chemia i zgodność nie muszą być wrogami

O wyborze partnera nieraz mówimy tak, jakby istniały tylko dwie możliwości.

Z jednej strony cudowny, seksowny, fascynujący człowiek, który prawdopodobnie złamie nam serce.

Z drugiej — poczciwy, przewidywalny partner, przy którym będziemy bezpieczni, ale śmiertelnie znudzeni.

Życie nie musi stawiać nas przed takim wyborem.

Dobra relacja może łączyć pociąg i szacunek, namiętność i bezpieczeństwo, fascynację i zaufanie.

Być może emocje nie będą przypominały ciągłego rollercoastera. W zamian pojawi się coś, czego wcześniej nie umieliśmy docenić.

Możliwość kochania bez nieustannego lęku.

Nie pytaj tylko: „Co do niego czuję?”

Pod wpływem silnego zauroczenia skupiamy się przede wszystkim na własnych uczuciach.

„Nie mogę przestać o nim myśleć.”

„Strasznie mnie pociąga.”

„Nigdy czegoś takiego nie czułam.”

Do tych zdań warto dodać jeszcze jedno pytanie:

„Jak czuję się przy nim?”

Spokojnie czy niepewnie?

Swobodnie czy ciągle kontroluję swoje zachowanie?

Czuję się szanowana?

Mogę powiedzieć, czego potrzebuję?

Jestem sobą czy bezustannie próbuję zrobić na nim wrażenie?

Po spotkaniu zostaje we mnie ciepło czy raczej niepokój i oczekiwanie na kolejną wiadomość?

Różnica między „co do niego czuję” a „jak czuję się przy nim” potrafi powiedzieć o przyszłej relacji znacznie więcej, niż początkowo przypuszczamy.

Pozwól chemii być chemią

Silnego pociągu nie trzeba się bać.

Udawanie, że wygląd, ciało, zapach, seksualność czy sposób poruszania się nie mają znaczenia, bo „liczy się tylko wnętrze”, również nie ma większego sensu.

Liczy się jedno i drugie.

Myślimy, czujemy, ale także reagujemy zmysłami.

Jeśli więc pewnego wieczoru spotkasz mężczyznę, który poprosi Cię do tańca, a po kilku minutach będziesz miała wrażenie, że sala przestała istnieć — tańcz.

Ciesz się tą chwilą.

Poczuj muzykę, jego dłoń, bliskość i zapach, który działa na Ciebie jak kieliszek mocnego wina.

Kiedy jednak następnego dnia muzyka ucichnie, spójrz również na człowieka, który został po tańcu.

Chemia może powiedzieć:

„Pragnę go.”

Serce może szepnąć:

„Chyba się zakochuję.”

Zanim jednak powierzysz komuś kawałek swojego życia, pozwól jeszcze rozumowi zadać jedno pytanie:

„Czy z tym człowiekiem naprawdę będzie mi dobrze?”

Najpiękniejsza miłość nie musi przecież wybierać między rozsądkiem a namiętnością.

Być może warto poczekać na taką, przy której świat czasem wiruje — ale kiedy przestaje, nadal chcemy zostać obok siebie.

Przeczytaj także – Kiedy warto ratować małżeństwo, a kiedy dać sobie spokój Jak odpuścić to, na co nie mamy wpływu?

Zapraszam do Biblioteki Lustra Losu