Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dałam Ci wszystko, a dziś nie masz dla mnie czasu. Dlaczego dorosłe dzieci oddalają się od rodziców?

Dałam Ci wszystko, a dziś nie masz dla mnie czasu. Dlaczego dorosłe dzieci oddalają się od rodziców?

Kiedy dzieci są małe, wydaje nam się, że tak będzie zawsze.

Potrzebują naszej obecności, pytają o zdanie, przychodzą ze swoimi problemami. Wołają, gdy coś boli, boją się albo nie wiedzą, co zrobić. Rodzic jest wtedy jednym z najważniejszych ludzi w ich świecie.

Mijają lata.

Najpierw szkoła, później studia, pierwsza praca, własne mieszkanie, partner, małżeństwo, być może wnuki.

To naturalne, że dziecko zaczyna żyć własnym życiem.

Znacznie trudniej pogodzić się z czymś innym: z chwilą, kiedy samodzielność zaczyna przypominać obojętność.

Telefon milczy przez wiele dni. Na propozycję spotkania słyszymy: „Nie mam czasu”. Odwiedziny stają się coraz rzadsze, rozmowy krótsze, a zwykła prośba o pomoc wywołuje zniecierpliwienie.

Czasem natomiast telefon pojawia się zadziwiająco szybko, gdy dorosłe dziecko czegoś potrzebuje.

Pieniędzy.

Pomocy przy wnukach.

Pożyczki.

Przepisania mieszkania.

Wsparcia w kolejnych problemach.

Wtedy w głowie rodzica rodzi się bolesne pytanie:

„Gdzie jest moje dziecko, kiedy to ja go potrzebuję?”

„Przecież oddałam Ci najlepsze lata swojego życia”

Za jednym zdaniem starszej matki czy ojca potrafi kryć się kilkadziesiąt lat.

Nieprzespane noce przy łóżeczku.

Choroby.

Wywiadówki.

Obiady przygotowywane po pracy.

Martwienie się, czy wróciło bezpiecznie do domu.

Pierwsze miłości i pierwsze rozczarowania.

Egzaminy.

Studia.

Pomoc finansowa długo po osiągnięciu pełnoletności.

Nieraz rodzice rezygnowali z własnych potrzeb, żeby dziecku niczego nie zabrakło. Odkładali swoje plany, oszczędzali, pracowali więcej, pomagali urządzić mieszkanie albo dokładali do samochodu.

Nie prowadzili rachunku.

Robili to z miłości.

Dopiero wiele lat później, kiedy sami zaczynają potrzebować zainteresowania, obecności albo zwykłej pomocy, w ich pamięci pojawia się cały ten bilans.

„Ja dla Ciebie zawsze miałam czas. Dlaczego Ty nie masz go dla mnie?”

I właśnie to boli często bardziej niż brak samej pomocy.

Rodzic nie zawsze potrzebuje wiele

Czasami wystarczyłby telefon.

„Mamo, jak się czujesz?”

„Tato, wszystko w porządku?”

Krótka wizyta.

Wspólna kawa.

Podwiezienie do lekarza.

Pomoc przy czymś, czego starszemu człowiekowi coraz trudniej zrobić samodzielnie.

Nie chodzi przecież o to, żeby dorosłe dzieci codziennie siedziały przy rodzicach.

Większość matek i ojców rozumie, że ich syn czy córka mają pracę, rodzinę, obowiązki i własne problemy.

Boli coś innego.

Poczucie, że staliśmy się nieważni.

Jeszcze bardziej rani ton, którym dziecko okazuje zniecierpliwienie.

„Mamo, już Ci mówiłam.”

„Tato, nie mam teraz czasu.”

„Znowu czegoś potrzebujesz?”

Dla młodego człowieka może to być zdanie wypowiedziane w pośpiechu.

Starszy rodzic potrafi nosić je w sobie przez kilka dni.

Kiedy prośba o pomoc kończy się awanturą

Szczególnie trudne bywają sytuacje, kiedy rodzic rzeczywiście potrzebuje pomocy.

Trzeba coś załatwić przez internet. Pojechać do lekarza. Naprawić drobną rzecz w mieszkaniu. Zrozumieć pismo z urzędu. Zrobić większe zakupy.

Dla dorosłego dziecka może to być kolejny punkt na już przepełnionej liście obowiązków.

Dla rodzica — rzecz, z którą naprawdę sobie nie radzi.

Napięcie rośnie szybko.

Syn przyjeżdża zdenerwowany, bo „znowu trzeba coś robić”. Córka tłumaczy coś po raz trzeci i zaczyna tracić cierpliwość. Rodzic czuje się upokorzony, więc odpowiada pretensją.

Pada:

„Jak czegoś potrzebujesz, to wiesz, gdzie mieszkam!”

W odpowiedzi słyszy:

„Całe życie mi wypominasz, co dla mnie zrobiłaś!”

Jedna prośba o pomoc uruchamia wtedy historię wielu lat.

Nagle nikt już nie rozmawia o zepsutym kranie czy wizycie u lekarza.

Rozmawiają ze sobą dwa nagromadzone żale.

Czy dorosłe dziecko powinno być wdzięczne?

To trudne pytanie.

Naturalnie chcielibyśmy odpowiedzieć: tak.

Jeżeli ktoś przez dwadzieścia czy trzydzieści lat był przy nas, pomagał, wspierał i kochał, wdzięczność wydaje się czymś oczywistym.

Tylko że wdzięczności nie można wyegzekwować.

Nie da się powiedzieć:

„Wychowałam Cię, więc teraz jesteś mi winna dwie wizyty tygodniowo.”

Miłość rodzicielska nie powinna być pożyczką udzieloną dziecku z terminem spłaty na starość.

Jednocześnie dorosłość nie zwalnia człowieka z elementarnej przyzwoitości.

Rodzic nie ma prawa posiadać życia swojego dorosłego dziecka.

Dorosłe dziecko również nie powinno traktować rodzica jak banku, darmowej opiekunki, źródła spadku czy człowieka, którego można ignorować do chwili, gdy znowu będzie potrzebny.

Pomiędzy tymi dwiema skrajnościami znajduje się coś bardzo prostego:

szacunek.

„Interesuje ich tylko to, co jeszcze dostaną”

To zdanie pojawia się w rozmowach starszych ludzi częściej, niż mogłoby się wydawać.

Szczególnie bolesny staje się temat pieniędzy i majątku.

Rodzice pomagają dorosłym dzieciom, bo chcą ułatwić im życie. Dokładają do mieszkania, samochodu, wakacji, wychowania wnuków. Później pojawia się temat spadku, domu czy oszczędności.

Sama pomoc nie jest niczym złym.

Problem zaczyna się wtedy, gdy pieniądze stają się głównym językiem rodzinnej relacji.

Rodzic daje, ponieważ dzięki temu czuje się potrzebny.

Dziecko bierze, ponieważ przyzwyczaiło się, że rodzic zawsze pomoże.

Po latach trudno już ustalić, gdzie kończy się miłość, a zaczyna oczekiwanie.

Jeszcze bardziej niepokojąca sytuacja powstaje wtedy, gdy zainteresowanie rodzicem rośnie wraz z możliwością otrzymania czegoś.

Warto wtedy zatrzymać się i zadać sobie pytanie:

Czy daję dlatego, że naprawdę tego chcę, czy dlatego, że boję się, że bez pieniędzy moje dziecko przestanie się mną interesować?

To bardzo bolesne pytanie.

Ale czasem potrzebne.

Nie kupuj obecności własnego dziecka

Rodzicowi niezwykle trudno zaakceptować myśl, że dziecko może się oddalić.

Dlatego nieraz zaczyna dawać jeszcze więcej.

„Pomogę wam.”

„Zapłacę.”

„Kupimy wnukowi.”

„Przepiszę mieszkanie.”

Pod tym wszystkim może kryć się niewypowiedziana nadzieja:

„Może wtedy będziemy bliżej.”

Tylko że relacja utrzymywana pieniędzmi staje się coraz bardziej krucha.

Jeśli za każdą wizytą stoi prezent, a za zainteresowaniem kolejna pomoc finansowa, trudno później odpowiedzieć sobie na pytanie, czego naprawdę dotyczy ta bliskość.

Miłości nie powinno się kupować.

Nawet — a może szczególnie — miłości własnego dziecka.

Zanim powiemy „niewdzięczne dziecko”, warto spojrzeć wstecz

Tutaj pojawia się druga, trudniejsza strona tego tematu.

Rodzic pamięta swoją historię.

Dziecko może pamiętać ją inaczej.

Matka mówi:

„Poświęciłam Ci całe życie.”

Córka pamięta:

„Nigdy nie mogłam zrobić nic po swojemu.”

Ojciec jest przekonany:

„Chciałem dla niego jak najlepiej.”

Syn wspomina:

„Cokolwiek zrobiłem, zawsze było za mało.”

Jedna osoba pamięta troskę.

Druga — kontrolę.

Rodzic nazywa coś pomocą.

Dorosłe dziecko mogło odbierać to jako ingerowanie w jego życie.

To nie oznacza automatycznie, że jedna strona ma rację, a druga kłamie.

W rodzinach bardzo często ta sama historia ma kilka wersji.

Czasami dzieci oddalają się z powodów, o których rodzice nie chcą słyszeć

Bywają rodzice, którzy rzeczywiście zrobili wszystko, co potrafili, a mimo to ich dorosłe dziecko stało się chłodne, roszczeniowe albo egoistyczne.

Istnieją jednak również rodziny, w których dystans nie pojawił się bez przyczyny.

Przez lata mogły gromadzić się krytyka, porównywanie, kontrolowanie, wtrącanie się w małżeństwo dziecka, ocenianie jego partnera, sposób wychowywania wnuków czy nieustanne przypominanie:

„Po tym wszystkim, co dla Ciebie zrobiłam…”

Jeżeli słyszymy takie zdanie przy każdej próbie postawienia własnej granicy, pomoc z przeszłości zaczyna przypominać dług, którego nigdy nie można spłacić.

Wtedy dorosłe dziecko może ograniczać kontakty nie dlatego, że niczego nie czuje.

Robi to, ponieważ kontakt stał się dla niego emocjonalnie trudny.

Dlatego zanim wydamy wyrok, warto zadać sobie pytanie:

„Czy moje dziecko ode mnie ucieka, czy może ucieka od sposobu, w jaki wyglądają nasze spotkania?”

Odpowiedź może być niewygodna.

Ale może też otworzyć drzwi do zmiany.

A co, jeśli naprawdę nie ma żadnego wielkiego powodu?

Tak również bywa.

Nie każda rodzinna historia ma ukryty dramat.

Czasem dorosłe dziecko po prostu przyzwyczaiło się, że rodzic jest.

Był przy nich, kiedy go potrzebowali.
Telefon odbierał niemal bez względu na porę.
Gdy pojawiał się problem, można było liczyć na jego pomoc.
A jeśli trzeba było poczekać — po prostu czekał.

I właśnie dlatego zaczyna być traktowany jak coś oczywistego.

Do tego dochodzą praca, własne dzieci, kredyty, codzienny pośpiech i setki spraw.

Mijają dni.

Potem tygodnie.

„Zadzwonię jutro.”

Jutro zamienia się w następny weekend.

Dla czterdziestoletniego syna minął po prostu kolejny miesiąc.

Dla siedemdziesięcioletniej matki był to miesiąc czekania na telefon.

Perspektywa czasu zmienia się wraz z wiekiem.

I o tym dorosłe dzieci czasami zapominają.

Partner dziecka też zmienia rodzinny układ

Kiedy syn lub córka tworzą własny związek, powstaje nowa rodzina.

Zmieniają się priorytety.

Święta trzeba dzielić pomiędzy dwa domy. Weekendy mają własny rytm. Dochodzą teściowie, dzieci, znajomi i zobowiązania.

Rodzic może odebrać tę zmianę jako:

„Odkąd poznał tę kobietę, już nie ma dla mnie czasu.”

Albo:

„Ona zabrała mi córkę.”

Niekiedy partner rzeczywiście utrudnia kontakty.

Znacznie częściej dorosłe dziecko po prostu buduje swoje życie i próbuje pogodzić kilka światów.

Warto uważać, aby nie zmuszać go do ciągłego wybierania:

„My albo oni.”

Bo jeśli każde spotkanie z rodzicem kończy się pretensją o zbyt rzadkie wizyty, kolejna wizyta przestaje być przyjemnością.

Zaczyna przypominać obowiązek.

Im bardziej gonimy za bliskością, tym bardziej ktoś może uciekać

To jeden z najtrudniejszych paradoksów rodzinnych.

Rodzic tęskni, więc dzwoni częściej.

Dziecko czuje presję, dlatego odbiera rzadziej.

Rodzic zaczyna mieć żal, więc przy kolejnym telefonie mówi:

„No wreszcie sobie przypomniałaś, że masz matkę.”

Dziecko natychmiast czuje napięcie.

Następnym razem jeszcze trudniej mu zadzwonić.

Matka widzi coraz większy dystans i zwiększa pretensje.

Koło się zamyka.

Tymczasem czasem większą szansę na bliskość daje zwykłe:

„Cieszę się, że dzwonisz.”

Po prostu: „Cieszę się, że dzwonisz”.
Nie trzeba wtedy liczyć, ile dni minęło od poprzedniej rozmowy ani wracać do wcześniejszej nieobecności. Zamiast pretensji można dać tej chwili szansę stać się początkiem czegoś lepszego.

Rodzic również ma prawo postawić granicę

Zrozumienie drugiej strony nie oznacza zgody na wszystko.

Jeżeli dorosłe dziecko pojawia się wyłącznie wtedy, kiedy potrzebuje pieniędzy, można powiedzieć:

„Tym razem nie pomogę finansowo.”

Gdy rozmowa staje się obraźliwa:

„Nie zgadzam się, żebyś tak do mnie mówił. Wrócimy do rozmowy, kiedy oboje będziemy spokojniejsi.”

W przypadku ciągłego oczekiwania pomocy przy jednoczesnym braku zainteresowania rodzicem warto nazwać swoje uczucia:

„Jest mi przykro, że kontaktujemy się głównie wtedy, kiedy czegoś potrzebujesz. Chciałabym, żeby nasza relacja wyglądała inaczej.”

Spokojna granica nie jest zemstą.

To informacja:

„Kocham Cię, ale ja również mam swoje potrzeby i godność.”

Uważaj z przepisywaniem wszystkiego za życia

Starszy człowiek może myśleć:

„Po co mi to wszystko? I tak kiedyś będzie dzieci.”

To prawda.

Tyle że „kiedyś” i „dzisiaj” to dwie różne rzeczy.

Własne mieszkanie, oszczędności czy inne zabezpieczenie dają starszej osobie nie tylko pieniądze. Dają również niezależność i możliwość decydowania o sobie.

Pomoc dzieciom może być pięknym gestem, jeśli jest świadoma i dobrowolna.

Nie warto natomiast podejmować poważnych decyzji majątkowych tylko po to, żeby zatrzymać czyjąś uwagę, uzyskać obietnicę opieki albo uniknąć rodzinnego konfliktu.

Miłość jest jednym tematem.

Bezpieczeństwo na starość — drugim.

Dobrze ich ze sobą nie mylić.

Najtrudniejsze pytanie: czy dzieci są nam coś winne?

Rodzice dali dziecku życie, czas, opiekę, pieniądze i ogromną część siebie.

Czy w takim razie dziecko powinno się odwdzięczyć?

Być może problem tkwi w samym słowie „odwdzięczyć”.

Dobra relacja rodzinna nie powinna przypominać spłaty zobowiązania.

Znacznie piękniej, kiedy dorosłe dziecko pomaga rodzicom nie dlatego, że „musi”, lecz dlatego, że są dla niego ważni.

Podobnie rodzic przez lata nie opiekował się dzieckiem dlatego, że spodziewał się zapłaty za każdą nieprzespaną noc.

Miłość nie prowadzi księgowości.

Ale miłość bez szacunku również zaczyna boleć.

Co zrobić, kiedy dziecko naprawdę się oddaliło?

Najpierw warto spróbować rozmowy bez oskarżeń.

Zamiast:

„Ty nigdy nie masz dla mnie czasu”

można powiedzieć:

„Brakuje mi naszych rozmów. Chciałabym częściej mieć z Tobą kontakt.”

W miejsce:

„Przychodzisz tylko po pieniądze”

lepiej spróbować:

„Mam wrażenie, że ostatnio rozmawiamy głównie wtedy, kiedy potrzebujesz pomocy. Jest mi z tym źle.”

Takie zdania nie gwarantują cudownej zmiany.

Dają jednak drugiej stronie szansę usłyszenia uczucia, a nie tylko zarzutu.

Później trzeba również słuchać.

Być może dziecko powie coś, co zaboli.

Może mieć żal, którego nigdy wcześniej nie wypowiedziało.

Nie ze wszystkim trzeba się zgodzić.

Warto jednak dowiedzieć się, jak ono widzi wspólną historię.

Nie błagaj o miłość

To jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie może usłyszeć rodzic.

Jeżeli dorosłe dziecko mimo rozmów nie chce bliskiej relacji, nie można go do niej zmusić.

Kolejne telefony, pretensje, prezenty, pieniądze i poświęcenia nie zawsze przybliżają.

Czasami jeszcze bardziej odbierają rodzicowi poczucie własnej wartości.

Można pozostawić drzwi otwarte.

Można powiedzieć:

„Kocham Cię. Chciałabym mieć z Tobą bliższą relację. Kiedy będziesz chciał, jestem.”

A potem trzeba wrócić do własnego życia.

To boli.

Ale życie rodzica nie powinno kończyć się w chwili, kiedy dziecko przestaje go potrzebować.

Twoje życie nadal należy do Ciebie

Przez wiele lat wszystko mogło kręcić się wokół dzieci.

Później pojawiły się wnuki.

Łatwo nie zauważyć, że po drodze własne życie zostało gdzieś odsunięte.

A przecież nadal można mieć przyjaciół.

Podróżować.

Uczyć się nowych rzeczy.

Pójść do kina.

Poznać nowych ludzi.

Znaleźć zajęcie, które daje radość.

Zadbać o zdrowie.

Zakochać się, jeśli życie przyniesie taką możliwość.

Śmiać się.

Planować.

Czekać na coś więcej niż kolejny telefon od syna czy córki.

Dorosłe dzieci są niezwykle ważną częścią życia rodzica.

Nie muszą jednak być całym jego życiem.

Czasami trzeba opłakać wyobrażenie o rodzinie

Być może przez lata widzieliśmy swoją przyszłość w określony sposób.

Niedzielne obiady.

Dzieci wpadające bez zapowiedzi.

Wnuki biegające po domu.

Wspólne święta.

Telefon każdego wieczoru.

Starość otoczona rodziną.

Życie nie zawsze realizuje ten obraz.

Syn mieszka daleko.

Córka ma własne problemy.

Rodzina spotyka się rzadziej, niż sobie wyobrażaliśmy.

Relacje bywają chłodniejsze.

Niektórych rzeczy być może już nie naprawimy.

Przyjęcie tego nie oznacza, że przestajemy kochać.

Oznacza jedynie, że przestajemy uzależniać całe swoje szczęście od tego, czy inni zachowają się zgodnie z naszym wyobrażeniem.

Dałam Ci wszystko…

Być może naprawdę dałaś.

Czas.

Miłość.

Wykształcenie.

Bezpieczeństwo.

Dom.

Pieniądze.

Swoją młodość i ogromną część życia.

To wszystko ma znaczenie.

Nie dlatego jednak, że daje Ci prawo do posiadania dorosłego dziecka.

Ma znaczenie, ponieważ byłaś matką i zrobiłaś to, co w tamtym czasie uważałaś za najlepsze.

Dzisiaj Twoje dziecko jest dorosłe.

Samo odpowiada za to, jakim jest człowiekiem, jak traktuje innych i czy potrafi pamiętać o tych, którzy kiedyś byli przy nim.

Ty natomiast nadal odpowiadasz za swoje życie.

Możesz kochać dziecko i jednocześnie przestać finansować każdą jego potrzebę.

Tęsknota nie zobowiązuje Cię do znoszenia braku szacunku.

Pragnienie bliskości nie oznacza, że masz o nią błagać.

Możesz zostawić otwarte drzwi, ale nie musisz całymi dniami przy nich siedzieć.

A jeśli pewnego dnia usłyszysz telefon i po drugiej stronie znajomy głos zapyta:

„Mamo, co u Ciebie?”

nie zaczynaj od:

„No, nareszcie sobie przypomniałeś”.

Może czasem warto odpowiedzieć po prostu:

„Dobrze, że dzwonisz. Opowiadaj.”

Bo choć nie da się zmusić dorosłego dziecka do miłości, czasami można stworzyć przestrzeń, w której bliskość ma szansę powoli wrócić.

A jeśli nie wróci?

Wtedy pozostaje jedna szczególnie ważna rzecz:

nie pozwolić, aby brak czyjejś obecności odebrał wartość reszcie naszego życia.

Przeczytaj także – Jak odpuścić to, na co nie mamy wpływu?

Nie bój się zaczynać od nowa. Jak odbudować życie po wielkiej zmianie

Zapraszam do Biblioteki lustra ;losu