Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Urodziła się w Polsce, ale od dziecka tęskniła za Francją. Czy pamiętała poprzednie życie? Skąd trzyletnie dziecko znało miejsce, w którym nigdy nie było?

Urodziła się w Polsce, ale od dziecka tęskniła za Francją. Czy pamiętała poprzednie życie? Skąd trzyletnie dziecko znało miejsce, w którym nigdy nie było?

Miała zaledwie trzy, może cztery lata, kiedy zaczęła opowiadać swojej mamie coś, co wprawiało ją w coraz większe zdumienie.

„Moja mama jest we Francji. Bardzo za nią tęsknię.”

Nie powiedziała tego raz, przypadkiem, po przebudzeniu ze snu. Wracała do tej historii wielokrotnie. Mówiła z przejęciem i tęsknotą, której trudno było nie zauważyć.

Jej polska mama początkowo słuchała ze zdziwieniem. Z czasem te słowa zaczęły sprawiać jej przykrość. Jak ma czuć się kobieta, kiedy ukochana córeczka opowiada o innej mamie i mówi, jak bardzo za nią tęskni?

Dziewczynka nie chciała jej ranić. Była zbyt mała, żeby w ogóle rozumieć, że jej opowieści mogą wywoływać smutek.

Dla niej wszystko było proste.

Gdzieś we Francji była mama, którą pamiętała i kochała.

Skąd tak małe dziecko wiedziało, że istnieje Francja?

Właśnie ten szczegół po latach wydaje się szczególnie zastanawiający.

Dziewczynka nigdy wcześniej nie była we Francji. Jej rodzice również nie zabrali jej tam na wakacje ani nie pokazywali miejsc, które później mogłyby wracać w dziecięcej wyobraźni.

Trzeba też pamiętać, że były to zupełnie inne czasy.

Nie istniał Internet. Nie było telefonów komórkowych, wyszukiwarek, filmów oglądanych na żądanie ani tysięcy fotografii z całego świata dostępnych po wpisaniu jednego słowa.

Telewizja dopiero raczkowała i nie była nieustannie obecna w życiu małego dziecka tak, jak współczesne ekrany.

A jednak kilkuletnia dziewczynka nie mówiła po prostu:

„Moja druga mama mieszka daleko.”

Podawała konkretny kraj.

Francję.

Skąd trzylatka wiedziała, że takie miejsce w ogóle istnieje?

Dlaczego właśnie tam umieszczała swoją ukochaną mamę?

I dlaczego nie mówiła o Francji jak o obcym kraju, lecz jak o miejscu, do którego należała?

Wtedy nikt w rodzinie nie znał odpowiedzi.

„Tam było tak pięknie”

Nie kończyło się na samej nazwie kraju.

Dziewczynka opowiadała o tym, jak tam było. W jej wspomnieniach pojawiała się woda. Mówiła o chodzeniu nad nią, o zabawach w piasku, o pięknym otoczeniu i chwilach spędzanych z bliskimi.

Niektóre z opisywanych przez nią sytuacji nie miały odpowiednika w jej ówczesnym życiu w Polsce.

A mimo to mówiła o nich z naturalnością.

Jak o czymś znajomym.

Najsilniejsze emocje budziło jednak wspomnienie mamy.

Krajobraz był ważny, ale to za nią dziecko tęskniło najbardziej.

Wracało do niej myślami, opowiadało o niej i mówiło z takim uczuciem, że obecnej mamie robiło się zwyczajnie przykro.

Trudno było wytłumaczyć kilkuletniej córce:

„Przecież to ja jestem twoją mamą”.

Bo ona o tym wiedziała.

Kochała kobietę, która wychowywała ją w Polsce.

A jednocześnie zachowywała się tak, jakby w jej wnętrzu istniała jeszcze pamięć kogoś, kogo pozostawiła daleko.

Ojciec powiedział: „Może jej się przyśniło”

W końcu niezwykła historia dotarła również do ojca.

Jego pierwsze wyjaśnienie było bardzo naturalne. Może dziecku coś się przyśniło? Małe dzieci mają przecież niezwykle żywą wyobraźnię.

Ale nawet on nie postawił ostatecznej kropki.

Powiedział coś jeszcze:

„Albo… kto wie, jak to tam jest.”

I właściwie na tym temat się zakończył.

Nikt nie prowadził dochodzenia. Rodzice nie szukali miejsc we Francji i nie próbowali dopasowywać historii córki do konkretnych ludzi.

Nie podpowiadali jej również kolejnych szczegółów.

Po prostu słuchali.

A ona przez pewien czas nadal opowiadała.

Później wspomnienia zaczęły cichnąć

Dziewczynka rosła.

Pojawiły się nowe doświadczenia, codzienne obowiązki, nauka, znajomi i wszystko to, co stopniowo wypełnia świat dorastającego człowieka.

Francja wracała coraz rzadziej.

Jak gdyby teraźniejsze życie powoli zajmowało miejsce czegoś, co na samym początku znajdowało się bardzo blisko powierzchni pamięci.

W końcu opowieści prawie całkowicie ustały.

Zniknęły słowa.

Nie zniknęło jednak uczucie.

Głęboko w sobie dorastająca później kobieta nadal nosiła pewność, że to, o czym mówiła w najwcześniejszym dzieciństwie, nie było dla niej zwykłą fantazją.

Była przekonana, że kiedyś żyła we Francji.

Nie potrafiła tego wytłumaczyć.

Po prostu to wiedziała.

Dorosłe życie nie zabrało tej tęsknoty

Mijały kolejne lata.

Dziecięce obrazy stały się odległe, ale poczucie związku z tamtym miejscem pozostało.

Czas zrobił to, co robi z większością naszych najwcześniejszych wspomnień. Przykrył je tysiącami późniejszych wydarzeń.

A jednak gdzieś pod nimi wciąż znajdowała się Francja.

I mama.

Ta ukochana kobieta, za którą trzyletnie dziecko potrafiło tęsknić tak mocno, że mówiło o niej swoim obecnym rodzicom.

Kiedy dziewczynka stała się dorosłą kobietą, zainteresowała się autohipnozą.

Nauczyła się wprowadzać siebie w stan głębokiego skupienia i cofać wstecz, pozwalając, aby pojawiały się obrazy oraz wspomnienia ukryte głęboko w niej.

I pewnego dnia Francja powróciła.

Podczas autohipnozy zobaczyła ich ponownie

Pojawiły się góry.

Miejsce, które odbierała jako rodzinne.

Zobaczyła swoich rodziców.

A potem zobaczyła ją.

Mamę.

Kobietę, za którą tęskniła od najwcześniejszego dzieciństwa.

Nie była już trzyletnią dziewczynką próbującą opowiedzieć dorosłym o czymś, czego sama nie rozumiała. Teraz mogła świadomie przyjrzeć się temu, co się pojawiało.

Towarzyszyło temu ogromne wzruszenie.

Po latach zobaczyła twarz osoby, której brak odczuwała jako małe dziecko.

Jakby nagle znalazła źródło tęsknoty noszonej w sobie przez całe życie.

Ale podczas tego doświadczenia pojawiło się coś jeszcze.

Coś bardzo konkretnego.

Zobaczyła jezioro i poznała jego nazwę

Miejsce znajdowało się wysoko w górach, na południu Francji.

Było tam jezioro.

Woda od razu łączyła się z dziecięcymi obrazami, które powracały przed laty — z chodzeniem nad wodę i zabawami w piasku.

Tym razem jednak nie pojawił się wyłącznie krajobraz.

Pojawiła się nazwa jeziora.

Kobieta ją zapamiętała.

Po zakończeniu autohipnozy zaczęła się zastanawiać, czy takie miejsce rzeczywiście znajduje się we Francji.

Mogła to sprawdzić.

Zaczęła więc szukać na mapie.

I wtedy wydarzyło się coś, czego nie zapomniała.

Jezioro naprawdę istniało

Odnalazła nazwę.

Takie jezioro rzeczywiście znajdowało się na południu Francji, w górach.

Kiedy je zobaczyła, po jej ciele przeszły ciarki.

W jednej chwili wróciło wszystko.

Francja wypowiadana ustami trzyletniego dziecka.

Woda.

Piasek.

Górskie miejsce.

Rodzice.

I ukochana mama, za którą tęskniła jeszcze wtedy, gdy właściwie dopiero zaczynała poznawać swoje obecne życie.

Patrząc na odnalezione miejsce, nie czuła się jak ktoś, kto właśnie znalazł interesujący punkt na mapie.

Czuła, że je rozpoznaje.

To było właśnie tam.

Miejsce, z którym od dzieciństwa łączyło ją coś, czego nigdy nie potrafiła do końca wyrazić słowami.

Dla niej odpowiedź stała się jasna.

Tam żyła wcześniej. Zanim urodziła się w Polsce.

Najbardziej niezwykła jest kolejność

Można skupić się na autohipnozie.

Można zachwycić się odnalezieniem jeziora.

Jednak najbardziej poruszająca część tej historii wydarzyła się dużo wcześniej.

Wszystko zaczęło się od trzy-, czteroletniego dziecka.

Najbardziej niezwykła jest kolejność wydarzeń.

Wszystko zaczęło się, kiedy bohaterka miała zaledwie trzy lub cztery lata.

Już wtedy mówiła o Francji, choć nigdy tam nie była. Tęskniła za kobietą, którą nazywała swoją ukochaną mamą, wspominała wodę, zabawy w piasku i piękne miejsce zapisane gdzieś w dziecięcej pamięci.

Dopiero wiele lat później, jako dorosła kobieta, zaczęła szukać odpowiedzi na pytania, które towarzyszyły jej od najmłodszych lat.

I właśnie dlatego tak mocno powraca jedno z nich:

Skąd trzyletnia dziewczynka wiedziała o Francji i dlaczego mówiła o niej jak o miejscu, które znała i za którym tęskniła?

I właśnie dlatego pytanie o Francję powraca z taką siłą:

skąd tak mała dziewczynka znała nazwę kraju, w którym nigdy nie była?

Nie żyła w czasach, gdy kilkulatek może przypadkiem obejrzeć dziesięć filmów o Paryżu, zobaczyć francuskie Alpy w Internecie, a chwilę później oglądać fotografie jezior na ekranie telefonu.

Internetu nie było.

Telewizja dopiero zaczynała pojawiać się w codzienności.

Świat małego dziecka był znacznie mniejszy i ograniczał się przede wszystkim do domu, rodziny oraz najbliższego otoczenia.

A w jej świecie od początku istniała Francja.

Czy małe dzieci pamiętają więcej?

Może warto czasem uważniej słuchać tego, co mówią najmłodsi.

Może czasem wystarczy uważnie posłuchać dziecka, bez podsuwania mu odpowiedzi i dopowiadania własnych wersji wydarzeń. Zamiast wyśmiewać niezwykłą opowieść, warto ją zapamiętać. Po latach może się okazać, że słowa, które kiedyś wydawały się niezrozumiałe, nabiorą zupełnie innego znaczenia.

Tylko zapamiętać.

Dziecko może powiedzieć coś raz i nigdy więcej do tego nie wrócić. Innym razem ta sama historia pojawia się przez miesiące lub lata.

Szczególnie zastanawiające są opowieści wypowiadane z silnymi emocjami.

Bo można nauczyć się nazwy.

Można zobaczyć obrazek.

Znacznie trudniej wyjaśnić głęboką tęsknotę, którą małe dziecko samo łączy z osobą i miejscem nieobecnymi w jego dotychczasowym życiu.

Dziewczynka z tej historii nie tylko znała słowo „Francja”.

Ona tęskniła za tym, co — jak mówiła — tam pozostawiła.

Może nowe życie stopniowo przykrywa poprzednie

Jeżeli wracamy na świat więcej niż jeden raz, być może zapominanie ma swój sens.

Pomyślmy, jak wyglądałoby życie dziecka pamiętającego wszystko.

Dawny dom.

Rodziców.

Rodzeństwo.

Przyjaciół.

Miłość.

Własne dzieci.

A może także ostatnie chwile poprzedniego istnienia.

Jak zbudować nowe życie, jeżeli poprzednie nadal pozostaje równie wyraźne?

Jak całkowicie wejść w teraźniejszość, kiedy część serca bezustannie woła za ludźmi, których już przy nas nie ma?

Być może dlatego obrazy stopniowo cichną.

Nowa rodzina staje się centrum świata.

Pojawiają się kolejne doświadczenia.

Pamięć teraźniejszości zapisuje następne strony.

A to, co było wcześniej, schodzi coraz głębiej.

Czasami jednak coś pozostaje.

Uczucie.

Sen.

Obraz.

Nazwa.

Tęsknota.

Dlaczego niektóre miejsca wydają nam się znajome?

Zdarza się, że człowiek przyjeżdża gdzieś pierwszy raz i natychmiast pojawia się niezwykłe odczucie:

„Ja znam to miejsce.”

Nie chodzi o podobieństwo do rodzinnego miasta.

Coś wewnątrz reaguje inaczej.

Czasem wzrusza nas krajobraz, z którym pozornie nic nas nie łączy. Innym razem czujemy niewytłumaczalną tęsknotę za określonym krajem, kulturą albo zakątkiem świata.

Podobnie bywa z ludźmi.

Spotykamy kogoś po raz pierwszy, a rozmowa od początku przypomina spotkanie po długiej rozłące.

Skąd bierze się to poczucie rozpoznania?

Może nie każda znajomość zaczyna się w chwili, kiedy po raz pierwszy podajemy sobie rękę.

Może nie każda tęsknota zaczyna się wraz z obecnym życiem.

Czy spotykamy ponownie tych, których kochaliśmy?

Jeżeli istnieje reinkarnacja, pojawia się jeszcze jedno piękne pytanie.

Czy wracamy sami?

A może ponownie odnajdujemy ludzi, z którymi byliśmy kiedyś związani?

Być może zmieniają się role. Dawna matka może znaleźć się w naszym życiu w zupełnie innej relacji. Ktoś, kogo kiedyś kochaliśmy, może pojawić się ponownie jako osoba, przy której od pierwszego spotkania czujemy trudną do wyjaśnienia bliskość.

Może właśnie dlatego czasem wystarczy jedno spojrzenie i pojawia się uczucie:

„Skądś cię znam.”

Rozum szuka odpowiedzi.

Pamięć obecnego życia jej nie znajduje.

A jednak serce reaguje.

Nie wszystko jeszcze rozumiemy

Człowiek przez wieki odkrywał rzeczy, o których wcześniejsze pokolenia nie miały pojęcia.

Do dziś pozostaje wiele tajemnic dotyczących świadomości, pamięci, narodzin, śmierci oraz tego, czym właściwie jest nasze istnienie.

Nie musimy znać wszystkich odpowiedzi, żeby zadawać pytania.

Nie musimy również oceniać cudzych przeżyć tylko dlatego, że sami nie doświadczyliśmy czegoś podobnego.

Czasami wystarczy wysłuchać historii drugiego człowieka.

Bo dla osoby, która ją przeżyła, nie jest teorią.

Jest częścią jej własnego losu.

Ona od dzieciństwa wiedziała, że tam była

Dorosła kobieta wierzy w reinkarnację.

Nie dlatego, że ktoś kiedyś przekonał ją do określonego światopoglądu.

Jej historia zaczęła się wcześniej, niż mogła świadomie zastanawiać się nad życiem i śmiercią.

Miała trzy, może cztery lata.

Nie znała Internetu.

Nigdy nie była we Francji.

Żyła w czasach, kiedy telewizja dopiero raczkowała.

A mimo to mówiła swojej mamie:

„Moja mama jest we Francji. Bardzo za nią tęsknię.”

Opowiadała o pięknym miejscu, wodzie i zabawach w piasku.

Później dorosła, a obrazy stopniowo przycichły.

Nie zniknęło przekonanie.

Po wielu latach podczas autohipnozy zobaczyła Francję ponownie. Zobaczyła rodziców i ukochaną mamę. Pojawiło się górskie jezioro oraz jego nazwa.

Sprawdziła ją.

Jezioro istniało.

Było na południu Francji, wysoko w górach.

Wtedy poczuła gęsią skórkę.

Jakby coś, co przez całe życie pozostawało rozrzucone w postaci pojedynczych obrazów i uczuć, nagle połączyło się w całość.

Nie miała wrażenia, że odkryła nieznany zakątek świata.

Miała poczucie, że odnalazła swoje korzenie.

Miejsce, w którym — jak wierzy — przyszła na świat wcześniej.

Zanim rozpoczęło się jej obecne życie w Polsce.

A może właśnie takie historie są jednym z powodów, dla których pytanie o reinkarnację od tysięcy lat nie przestaje fascynować ludzi.

Bo czasami pozostaje coś, czego nie potrafimy zapomnieć, nawet jeśli nie umiemy powiedzieć, skąd to pamiętamy.

W tej historii była to Francja.

Góry.

Jezioro.

I przede wszystkim ukochana mama, za którą mała dziewczynka tęskniła na długo przed tym, zanim była wystarczająco duża, aby zrozumieć, dlaczego właściwie za nią tęskni.

Przeczytaj także – deja vu zycie po smierci

Książki Ireny Dudek – Biblioteka lustra losu