Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Całe życie marzyli o sukcesie. Dlaczego nigdy go nie osiągnęli?

Całe życie marzyli o sukcesie. Dlaczego nigdy go nie osiągnęli?

W dolnej szufladzie biurka leży stary notes. Okładka jest wytarta, kilka kartek odkleiło się od grzbietu. Na pierwszej stronie ktoś zapisał przed laty: „Otworzę własną firmę”.

Dalej są pomysły na nazwę, szkic logo, lista potrzebnych rzeczy i kwota, którą trzeba odłożyć na początek. Między stronami tkwi wycinek z gazety o człowieku, któremu udało się rozwinąć podobny biznes.

Właściciel notesu zbliża się dziś do emerytury. Przez całe życie pracował, wychował dzieci, spłacał kredyt i robił to, co należało zrobić. Bywały lata dobre i bardzo trudne. Znalazło się w nich miejsce na wiele spraw, lecz nie na firmę, o której marzył.

Od czasu do czasu wyjmował notes. Dopisywał nowy pomysł, sprawdzał ceny lokali, opowiadał żonie, że może w przyszłym roku wreszcie spróbuje.

Teraz patrzy na pożółkłe kartki i zadaje sobie pytanie, na które trudno znaleźć odpowiedź:

„Czy naprawdę nie miałem możliwości, czy przez całe życie bałem się sprawdzić, co mogłoby się wydarzyć?”

Podobne pytania noszą w sobie ludzie, którzy chcieli napisać książkę, zmienić zawód, założyć własną pracownię, wrócić na studia albo stworzyć coś, co przetrwa dłużej niż ich codzienne obowiązki.

Nie każdemu się udało. Część z nich podejmowała wiele prób, lecz zabrakło zdrowia, pieniędzy, wsparcia lub zwyczajnego szczęścia. Inni latami przygotowywali się do pierwszego kroku, którego ostatecznie nigdy nie wykonali.

Warto przyjrzeć się tym historiom bez osądzania. Nie po to, żeby wyliczać ludziom życiowe błędy, lecz żeby rozpoznać pułapki, w które sami możemy wpaść, zanim miną kolejne lata.

Nie każdy niespełniony cel jest skutkiem błędu

Łatwo powiedzieć komuś: „Gdybyś naprawdę chciał, znalazłbyś sposób”.

Takie zdanie brzmi przekonująco, dopóki nie przyjrzymy się prawdziwemu życiu.

Kobieta, która samotnie wychowuje troje dzieci, może nie mieć pieniędzy na rozpoczęcie działalności. Człowiek opiekujący się ciężko chorym rodzicem nie zawsze jest w stanie poświęcić wieczory na naukę nowego zawodu. Ktoś inny przez lata zmaga się z problemami zdrowotnymi albo traci oszczędności w okolicznościach, na które nie miał wpływu.

Zdarza się również, że przedsięwzięcie nie przynosi oczekiwanego rezultatu mimo rozsądnych decyzji i ogromnego wysiłku. Dobry pomysł nie gwarantuje klientów. Talent nie zapewnia uznania, a pracowitość nie chroni przed zmianami na rynku.

Dlatego nie warto mierzyć wartości człowieka wysokością jego dochodów, liczbą sprzedanych książek czy wielkością firmy.

Sukces może oznaczać spokojny dom, wychowanie dzieci, wyjście z trudnej sytuacji albo odzyskanie zdrowia. Każdy ma prawo sam określić, co jest dla niego ważne.

Ten artykuł dotyczy jednak szczególnego rodzaju żalu: sytuacji, w której przez wiele lat nosimy w sobie własne, naprawdę ważne pragnienie, a mimo to nie znajdujemy sposobu, by zacząć je realizować.

Nie zawsze możemy osiągnąć wymarzony rezultat. Warto natomiast przyjrzeć się temu, czy dajemy sobie szansę, żeby w ogóle do niego dążyć.

Pierwsza pułapka: czekanie, aż nadejdzie idealny moment

„Zacznę, kiedy dzieci podrosną”.

„Najpierw muszę spłacić kredyt”.

„Jeszcze tylko zmienię pracę i będę mieć więcej czasu”.

„Teraz jest za dużo niepewności. Poczekam do przyszłego roku”.

Każde z tych zdań może mieć rozsądne uzasadnienie. Problem pojawia się wtedy, gdy kolejne warunki zastępują poprzednie, a rozpoczęcie działania nieustannie przesuwa się w przyszłość.

Dzieci dorastają, lecz rodzice zaczynają potrzebować pomocy. Kredyt zostaje spłacony, ale pojawiają się inne wydatki. Zmiana pracy przynosi nowe obowiązki, a upragniony spokój wciąż nie nadchodzi.

W ten sposób można spędzić wiele lat na przygotowywaniu życia, w którym dopiero kiedyś znajdzie się miejsce na to, na czym naprawdę nam zależy.

Nie chodzi o rzucanie pracy bez oszczędności czy podejmowanie ryzyka kosztem bezpieczeństwa rodziny. Czasami odłożenie dużego przedsięwzięcia jest konieczne.

Zastanów się jednak, czy cały cel musi czekać, czy może już teraz da się wykonać jego niewielką, bezpieczną część.

Osoba marząca o własnej pracowni może zacząć od wykonania kilku produktów i pokazania ich potencjalnym klientom. Przyszły autor nie potrzebuje wolnego roku, żeby napisać pierwsze trzy strony książki. Ktoś planujący zmianę zawodu może poświęcić dwie godziny tygodniowo na sprawdzenie, jakie umiejętności będą mu potrzebne.

Idealny moment nie zawsze przychodzi. Niekiedy trzeba stworzyć sobie małe miejsce na działanie pośród zwyczajnego, niedoskonałego życia.

Druga pułapka: marzenie, które nigdy nie zamienia się w plan

Pewien mężczyzna od lat opowiada znajomym, że napisze powieść.

Ma w głowie bohaterów, zna zakończenie i potrafi godzinami mówić o wydarzeniach, które chciałby opisać. Kupuje poradniki dla pisarzy, ogląda rozmowy z autorami, przegląda oferty wydawnictw.

Gdy ktoś pyta, ile stron już napisał, odpowiada, że jeszcze zbiera materiały.

Mijają kolejne lata.

Wyobrażanie sobie przyszłego sukcesu bywa przyjemne. W myślach widzimy gotową książkę, otwarcie firmy, wystawę własnych obrazów albo dzień, w którym wreszcie wykonujemy wymarzoną pracę. Takie obrazy mogą dodawać odwagi i pomagać określić kierunek.

Nie zastąpią jednak czynności, od których zależy realizacja celu.

Pisanie książki wymaga pisania również wtedy, gdy pierwsze strony wydają się nieudane. Rozpoczęcie działalności oznacza sprawdzanie kosztów, rozmawianie z klientami i mierzenie się z rzeczami znacznie mniej ekscytującymi niż wybór nazwy.

Zamiast ogólnego „Kiedyś to zrobię” warto zadać sobie pytanie:

„Co konkretnie wykonam w ciągu najbliższych siedmiu dni?”

Odpowiedź powinna być na tyle jasna, żeby po tygodniu można było sprawdzić, czy zadanie zostało zrobione.

Nie „zajmę się książką”, lecz „napiszę tysiąc słów”. Zamiast „przygotuję się do założenia firmy” — „porozmawiam z trzema osobami, które mogłyby kupić mój produkt”.

Marzenie wskazuje kierunek. Dopiero działanie pozwala przekonać się, czy wybrana droga rzeczywiście dokądś prowadzi.

Trzecia pułapka: przygotowywanie się bez końca

Niektórzy robią pierwszy krok, ale przez długi czas nie pozwalają sobie przejść do następnego.

Kobieta, która chce prowadzić warsztaty, kończy jeden kurs, później drugi i trzeci. Z każdym kolejnym certyfikatem czuje się lepiej przygotowana, lecz nadal nie proponuje nikomu udziału w zajęciach.

Zawsze znajduje coś, czego jeszcze nie wie.

Mężczyzna planujący sklep internetowy miesiącami poprawia wygląd strony. Zmienia kolory, porównuje zdjęcia i dopracowuje opisy. Nie pokazuje jednak oferty klientom, ponieważ uważa, że sklep wciąż nie wygląda wystarczająco profesjonalnie.

Nauka i przygotowanie są potrzebne. W wielu zawodach niezbędne są również konkretne kwalifikacje, których nie można pominąć.

Trzeba jednak rozpoznać moment, w którym zdobywanie kolejnych informacji przestaje służyć działaniu, a zaczyna chronić przed możliwością popełnienia błędu.

Dopóki przygotowujemy się w samotności, nikt nie oceni naszej pracy. Nie usłyszymy odmowy, nie zobaczymy obojętności klientów ani nie przekonamy się, że niektóre pomysły wymagają zmian.

Pierwsza próba odbiera nam wygodną pewność, że wszystko udałoby się doskonale, gdybyśmy tylko zdecydowali się zacząć.

Jednocześnie daje coś znacznie cenniejszego: prawdziwą informację o tym, co działa, a co trzeba poprawić.

Nie musisz wiedzieć wszystkiego, żeby sprawdzić pierwszy, rozsądnie przygotowany pomysł.

Czwarta pułapka: życie według cudzego wyobrażenia o sukcesie

Czasami przez wiele lat dążymy do celu, którego w głębi serca wcale nie wybraliśmy.

Ojciec powtarzał, że najważniejsza jest stabilna praca. Matka marzyła, żeby córka została lekarzem. Znajomi podziwiali ludzi z wysokimi stanowiskami i drogimi samochodami.

Wśród tych oczekiwań łatwo zgubić własny głos.

Ktoś zdobywa kolejne awanse, choć od dawna nie lubi swojej pracy. Inna osoba rozwija firmę, której prowadzenie odbiera jej czas na wszystko, co wcześniej sprawiało radość. Jeszcze ktoś rezygnuje z wymarzonego zajęcia, ponieważ obawia się, że rodzina uzna je za niepoważne.

Po latach może pojawić się trudne pytanie: „Czy ja naprawdę tego chciałem?”.

Nie ma nic złego w korzystaniu z rad bliskich. Ich doświadczenie potrafi uchronić nas przed kosztownymi błędami. Warto jednak odróżnić troskę od sytuacji, w której cudze oczekiwania całkowicie zastępują nasze decyzje.

Pomocne bywa wyobrażenie sobie własnego celu bez publiczności.

Gdyby nikt nie mógł zobaczyć Twojego sukcesu, pochwalić Cię ani porównać z innymi, czy nadal chciałabyś poświęcić mu czas?

Czy interesuje Cię codzienna praca potrzebna do osiągnięcia tego rezultatu, czy przede wszystkim podoba Ci się obraz siebie jako osoby, której się udało?

Odpowiedzi nie zawsze są wygodne. Mogą jednak oszczędzić wielu lat poświęconych na zdobywanie czegoś, co wcale nie daje nam satysfakcji.

Piąta pułapka: strach przed opinią ludzi, którzy nie poniosą konsekwencji Twojej decyzji

„Po co Ci to na stare lata?”

„Tyle osób już próbowało i nic z tego nie wyszło”.

„Masz dobrą pracę, a wymyślasz sobie jakieś interesy”.

Podobne słowa potrafią zatrzymać człowieka na długo, zwłaszcza gdy słyszy je od osób, na których opinii mu zależy.

Nie każda krytyka jest bezwartościowa. Bliscy mogą dostrzegać ryzyko, którego nie zauważamy, i warto uczciwie rozważyć ich argumenty.

Czym innym jest jednak konkretna uwaga dotycząca kosztów przedsięwzięcia, a czym innym wyśmiewanie samego pragnienia, żeby spróbować czegoś nowego.

Wyobraź sobie kobietę, która od dawna chce sprzedawać własne wyroby. Pokazuje rodzinie pierwsze prace, a ktoś odpowiada: „Myślisz, że ludzie będą za to płacić?”.

Odkłada wszystko do szafy. Po kilku miesiącach wraca do pomysłu, lecz nadal słyszy w głowie tamto zdanie.

Mogłaby sprawdzić zainteresowanie niewielką ofertą, policzyć koszty i zebrać opinie potencjalnych klientów. Zamiast tego uznaje, że przewidywana reakcja bliskich jest już odpowiedzią całego rynku.

W ten sposób cudza opinia staje się rozstrzygnięciem, choć nie została poparta żadnym rzeczywistym sprawdzianem.

Nie musisz udowadniać wszystkim, że odniesiesz sukces. Warto natomiast dać swojemu pomysłowi szansę na uczciwą próbę.

Szósta pułapka: porównywanie własnego początku z czyimś wieloletnim dorobkiem

Oglądasz wywiad z człowiekiem, który zbudował dużą firmę. Opowiada o tysiącach klientów, kolejnych projektach i planach na przyszłość.

Potem patrzysz na swój pomysł, nad którym pracujesz od kilku tygodni.

Nie masz jeszcze rozpoznawalnej marki. Pierwsze próby przynoszą niewielkie rezultaty, a lista rzeczy do zrobienia wydaje się nie mieć końca.

Pojawia się myśl: „Nigdy nie dojdę tak daleko”.

W takich porównaniach łatwo przeoczyć czas. Widzimy czyjś obecny rezultat, lecz nie wszystkie lata, decyzje, nieudane próby i okoliczności, które go poprzedziły.

Nie znamy też pełnego obrazu. Ktoś mógł zaczynać z większym kapitałem, pomocą rodziny albo dostępem do kontaktów, których my nie mamy. Inny człowiek przez długi czas pracował bez widocznych efektów, zanim jego przedsięwzięcie zaczęło się rozwijać.

Porównanie może być przydatne, jeśli pomaga nam czegoś się nauczyć. Staje się przeszkodą, gdy odbiera sens każdemu małemu postępowi.

Zamiast pytać, dlaczego nie jesteś jeszcze tam, gdzie ktoś po kilkunastu latach pracy, sprawdź, co zmieniło się w Twoim własnym działaniu od poprzedniego miesiąca.

Czy nauczyłaś się czegoś potrzebnego? Ukończyłaś pierwszy projekt? Pokazałaś ofertę odbiorcom? Dowiedziałaś się, dlaczego wcześniejsza próba nie przyniosła rezultatu?

To nie są gwarancje przyszłego sukcesu. Są jednak konkretnymi informacjami o drodze, którą rzeczywiście pokonujesz.

Siódma pułapka: rezygnowanie po pierwszej porażce

Pierwszy produkt nie znajduje nabywców. Wysłany tekst zostaje odrzucony przez wydawnictwo. Na warsztaty zapisują się dwie osoby, choć organizator liczył na pełną salę.

Rozczarowanie jest naturalne.

Włożyliśmy w przedsięwzięcie czas, pieniądze i nadzieję. Być może opowiedzieliśmy bliskim o planach, a teraz obawiamy się pytań o wynik.

Łatwo uznać, że nieudana próba mówi coś o nas samych.

„Nie nadaję się do tego”.

„Widocznie inni mieli rację”.

„Niepotrzebnie w ogóle zaczynałam”.

Tymczasem pojedynczy rezultat rzadko pozwala ocenić cały pomysł. Produkt mógł trafić do niewłaściwych odbiorców. Oferta była niejasna, termin nieodpowiedni albo cena niedopasowana do tego, co klienci uznali za wartościowe.

Nie zawsze da się ustalić przyczynę od razu. Można jednak spróbować zebrać informacje, zanim wyciągniemy ostateczny wniosek.

Co dokładnie nie zadziałało? Na jakiej podstawie to oceniam? Czy mogę zmienić jeden element i sprawdzić rezultat ponownie, nie narażając się na straty, których nie udźwignę?

Niepowodzenie może być powodem do zmiany planu. Nie musi od razu oznaczać, że należy porzucić całe marzenie.

Ósma pułapka: trwanie przy tym, co nie działa, tylko dlatego, że poświęciliśmy temu wiele lat

Istnieje również druga strona tej historii.

Człowiek od dawna prowadzi przedsięwzięcie, które przynosi coraz większe straty. Klienci nie są zainteresowani ofertą, oszczędności topnieją, a każda kolejna próba wymaga nowych pożyczek.

Mimo to powtarza: „Nie mogę teraz zrezygnować. Tyle już w to włożyłem”.

Poświęcony czas i wydane pieniądze są ważne, ale nie odzyskamy ich przez samo dalsze inwestowanie.

Niektóre cele wymagają cierpliwości. Inne potrzebują zmiany sposobu działania, mniejszej skali albo całkowitego zakończenia projektu.

Rozróżnienie tych sytuacji bywa trudne, szczególnie gdy przedsięwzięcie stało się częścią naszej tożsamości. Zamknięcie firmy może wydawać się przyznaniem do życiowej porażki. Odłożenie książki, nad którą pracowaliśmy przez lata, przypomina czasem pożegnanie z dawnym wyobrażeniem o sobie.

Warto wtedy oddzielić cel od metody.

Może nadal chcesz pracować na własny rachunek, lecz obecny model działalności nie pozwala Ci się utrzymać. Być może pragniesz pisać, ale tekst, nad którym utknęłaś, nie musi być jedyną książką, jaką kiedykolwiek stworzysz.

Zakończenie nieudanego projektu nie przekreśla wszystkiego, czego się przy nim nauczyliśmy.

Wytrwałość polega również na odwadze, by sprawdzić, czy nadal idziemy w stronę celu, na którym nam zależy.

Dziewiąta pułapka: cel tak wielki, że nie wiadomo, od czego zacząć

„Chcę odnieść sukces”.

To zdanie może znaczyć niemal wszystko.

Dla jednej osoby będzie oznaczało niezależność finansową, dla innej możliwość utrzymywania się z własnej twórczości. Ktoś marzy o rozpoznawalności, a ktoś inny chciałby po prostu zarabiać wystarczająco dużo, żeby przestać martwić się o każdy rachunek.

Dopóki nie określimy, czego właściwie pragniemy, trudno wybrać odpowiednie działania.

Osoba, która chce „zostać znaną pisarką”, może przez lata wyobrażać sobie spotkania autorskie, nie zastanawiając się, jaką książkę chce napisać i dla kogo.

Przyszły przedsiębiorca marzy o dużej firmie, ale nie potrafi powiedzieć, jaki problem klientów zamierza rozwiązać.

Wielki cel warto więc rozłożyć na pytania dotyczące najbliższego etapu.

Co chcę stworzyć? Komu ma to służyć? Jak sprawdzę, czy ktoś rzeczywiście tego potrzebuje? Ile czasu i pieniędzy mogę przeznaczyć na pierwszą próbę?

Nie musisz znać całej drogi. Potrzebujesz jednak wiedzieć, jaki krok wykonasz teraz i po czym poznasz, że przyniósł jakąś informację.

Czasami dopiero podczas działania odkrywamy, że nasze pierwotne wyobrażenie sukcesu nie odpowiada temu, czego naprawdę chcemy.

To również cenna wiedza.

Dziesiąta pułapka: odkładanie życia na dzień, w którym wreszcie się uda

„Będę z siebie zadowolona, kiedy moja firma zacznie dobrze zarabiać”.

„Odpocznę, gdy skończę książkę”.

„Wtedy wreszcie poczuję, że coś osiągnąłem”.

Takie myśli mogą motywować do wysiłku, ale niosą ze sobą pewne ryzyko. Jeśli całą satysfakcję odkładamy na przyszłość, kolejne lata mogą zamienić się w nieustanne oczekiwanie.

Po osiągnięciu jednego celu pojawia się następny. Firma zaczyna zarabiać, lecz chcielibyśmy, żeby przynosiła dwa razy większy dochód. Książka zostaje wydana, ale nie trafia do tylu czytelników, ilu sobie wyobrażaliśmy.

Wciąż brakuje czegoś, co pozwoliłoby powiedzieć: „Teraz mogę być z siebie zadowolony”.

Ambicja nie musi oznaczać życia w ciągłym niedosycie.

Można pracować nad dużym przedsięwzięciem i jednocześnie cieszyć się spokojnym wieczorem, rozmową z bliską osobą czy pierwszym niewielkim rezultatem.

Warto również pamiętać, że sukces zawodowy nie zastąpi każdej innej potrzeby. Rozpoznawalność nie gwarantuje bliskości, a pieniądze nie rozwiązują automatycznie wszystkich trudności.

Dążenie do lepszej przyszłości nie powinno wymagać uznania całej teraźniejszości za niewystarczającą.

Jak nie obudzić się po latach z notesem pełnym niezrealizowanych planów?

Być może czytasz ten artykuł i myślisz o własnym marzeniu.

Od dawna chcesz coś stworzyć, zmienić lub rozpocząć. Masz już nawet przygotowane materiały, zapisane pomysły i kilka osób, którym opowiedziałaś o swoich zamiarach.

Spróbuj dzisiaj spojrzeć na ten cel bez wielkich deklaracji.

Zapisz, czego konkretnie pragniesz i dlaczego jest to dla Ciebie ważne. Następnie wybierz jedną czynność, którą możesz wykonać w ciągu najbliższego tygodnia, uwzględniając swoje obowiązki, zdrowie i możliwości finansowe.

Niech będzie niewielka, ale rzeczywista.

Jeżeli chcesz napisać książkę, ustal porę na pierwszą godzinę pisania. Gdy myślisz o własnym biznesie, sprawdź koszty i porozmawiaj z potencjalnymi klientami. Jeśli planujesz zmianę zawodu, dowiedz się, jakie kwalifikacje są wymagane i jak mogłaby wyglądać droga do ich zdobycia.

Po wykonaniu zadania nie pytaj wyłącznie: „Czy jestem już bliżej wielkiego sukcesu?”.

Zastanów się również, czego się dowiedziałaś. Co okazało się łatwiejsze, niż przypuszczałaś? Które trudności są rzeczywiste, a które istniały głównie w Twoich wyobrażeniach? Czy nadal chcesz podążać w tym kierunku?

Potem zaplanuj następny krok.

Nie musisz od razu opowiadać wszystkim o swoich zamiarach. Nie potrzebujesz też codziennie czuć ogromnej motywacji. Ważniejsze, by Twoje marzenie stopniowo zaczęło zajmować miejsce nie tylko w myślach, lecz także w kalendarzu.

A jeśli minęło już wiele lat?

Wróćmy do człowieka, który znalazł w szufladzie stary notes.

Siedzi przy biurku i przegląda zapisane przed laty pomysły. Niektóre są już nieaktualne. Inne wydają mu się naiwne. Przy jednym zatrzymuje się dłużej, bo przypomina sobie, jak bardzo kiedyś chciał go zrealizować.

Nie otworzy dziś firmy dokładnie takiej, jaką wyobrażał sobie w młodości. Zmienił się rynek, jego sytuacja finansowa i możliwości. Być może nie ma już siły ani ochoty na prowadzenie dużego przedsięwzięcia.

Nie warto udawać, że czas nie ma znaczenia. Pewne szanse rzeczywiście przemijają, a niektórych decyzji nie da się cofnąć.

Pozostaje jednak pytanie, czy w dawnym marzeniu jest coś, co nadal go porusza.

Może zawsze lubił pracować z drewnem i mógłby urządzić niewielki warsztat. Niewykluczone, że chciał przede wszystkim tworzyć coś własnego, a dziś znalazłby na to sposób inny niż prowadzenie firmy.

Może również uznać, że tamto pragnienie należało do człowieka, którym był trzydzieści lat temu. Nie musi realizować go wyłącznie po to, by udowodnić sobie, że dawne plany nie poszły na marne.

Nie każde marzenie trzeba spełnić. Warto jednak wiedzieć, czy rezygnujemy z niego świadomie, czy tylko od lat odkładamy decyzję.

Najbardziej boli czasem nie porażka, lecz życie, którego nigdy nie spróbowaliśmy

Człowiek, który podjął próbę i nie osiągnął zamierzonego rezultatu, może czuć żal. Stracił czas, pieniądze albo nadzieję. Niekiedy poniósł konsekwencje, z którymi musi mierzyć się jeszcze długo.

Nie ma powodu umniejszać takiego doświadczenia.

Istnieje jednak inny rodzaj rozczarowania: świadomość, że przez całe lata nie pozwoliliśmy sobie nawet sprawdzić własnych możliwości.

Odkładaliśmy pierwszy krok, bo ktoś mógłby się roześmiać. Czekaliśmy, aż poczujemy się wystarczająco przygotowani. Patrzyliśmy na ludzi, którzy zaczęli wcześniej, i uznawaliśmy, że dla nas nie ma już miejsca.

Po latach trudno odpowiedzieć na pytanie, co wydarzyłoby się, gdybyśmy spróbowali. Być może ponieślibyśmy porażkę. Możliwe, że odkrylibyśmy zupełnie inną drogę. Tego nie dowiemy się z samego rozmyślania.

Jeżeli masz dziś przed sobą marzenie, które od dawna wraca do Ciebie mimo upływu czasu, nie musisz składać sobie obietnicy wielkiego sukcesu.

Wybierz jedną rzecz, którą możesz zrobić bez narażania siebie i bliskich na niepotrzebne ryzyko. Sprawdź pomysł w rzeczywistości. Pozwól, by zdobyte doświadczenie pomogło Ci zdecydować, co dalej.

Nie wszystko zależy od Ciebie. Nie masz władzy nad rynkiem, cudzymi decyzjami ani wszystkimi okolicznościami własnego życia.

Masz jednak wpływ na to, czy Twoje marzenie pozostanie wyłącznie opowieścią o tym, co kiedyś chciałaś zrobić.

A jeśli pewnego dnia, po wielu latach, otworzysz stary notes, niech obok dawnych planów znajdzie się choć kilka stron zapisanych tym, czego naprawdę spróbowałaś.

Przeczytaj także – Dlaczego tak bardzo przejmujemy się tym, co powiedzą ludzie?

Kiedy przeszłość nie pozwala żyć. Dlaczego jedni zaczynają od nowa, a inni nie potrafią ruszyć dalej?”

Dlaczego cudze szczęście czasem nas boli?

Zapraszam do Biblioteki lustra losu Droga do własnego sukcesu