Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Na co warto liczyć w życiu, żeby się nie rozczarować? Na miłość, szacunek, przyjaźń czy własną niezależność?

Na co warto liczyć w życiu, żeby się nie rozczarować? Na miłość, szacunek, przyjaźń czy własną niezależność?

W młodości często wierzymy, że najważniejsza jest miłość. Kiedy spotkamy właściwego człowieka, wszystko inne jakoś się ułoży. Będziemy mieli z kim dzielić radość, do kogo przytulić się w trudnym dniu i przy kim spokojnie się zestarzeć.

Wyobrażamy sobie wspólne śniadania, rozmowy do późnej nocy, wakacje i rodzinne uroczystości. Wydaje nam się, że jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, poradzą sobie ze wszystkim.

A potem przychodzi życie.

Pojawiają się rachunki, zmęczenie, choroby, rozczarowania i dni, w których nawet najbliższa osoba nie ma ochoty nas słuchać. Człowiek, który kiedyś obiecywał, że nigdy nie odejdzie, nagle pakuje walizkę. Przyjaciel przestaje odbierać telefon. Dorosłe dzieci mają własne sprawy, a my zaczynamy rozumieć, że nie każda serdeczna relacja przetrwa próbę czasu.

Wtedy rodzi się pytanie, którego w młodości często nie chcemy sobie zadawać: na czym naprawdę warto oprzeć swoje życie, żeby pewnego dnia nie zostać z poczuciem, że wszystko postawiliśmy na jedną kartę?

Czy miłość wystarczy? A może większą wartość mają wzajemny szacunek, przyjaźń, tolerancja i zrozumienie? Czy w świecie pełnym niepewności nie powinniśmy przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo materialne?

Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Są jednak sprawy, które z biegiem lat zaczynamy widzieć zupełnie inaczej.

Miłość jest piękna, ale sama nie załatwi życia

Miłość potrafi odmienić codzienność. Dzięki niej zwykły spacer staje się wspomnieniem, a ciężki dzień wydaje się łatwiejszy do zniesienia. Czujemy, że jesteśmy dla kogoś ważni. Mamy z kim świętować sukces i komu powiedzieć, że coś nas boli.

Nie należy umniejszać jej znaczenia tylko dlatego, że bywa nietrwała.

Problem zaczyna się wtedy, gdy uznajemy, że miłość powinna zastąpić wszystko inne: rozsądek, własne potrzeby, przyjaźnie, samodzielność i poczucie bezpieczeństwa.

Wyobraźmy sobie kobietę, która zakochuje się w mężczyźnie zapewniającym ją, że będzie przy niej do końca życia. Wierzy mu tak mocno, że rezygnuje z pracy, przeprowadza się do jego domu i stopniowo traci kontakt z dawnymi znajomymi. Nie myśli o własnych oszczędnościach, bo przecież są razem. Po co miałaby przygotowywać się na rozstanie, skoro wyobraża sobie wspólną przyszłość?

Mijają lata. Związek zaczyna się psuć. Okazuje się, że dom należy wyłącznie do partnera, a ona nie ma ani niezależnego dochodu, ani miejsca, do którego mogłaby odejść.

Najbardziej boli ją nie tylko utrata miłości. Równie trudne jest odkrycie, że wraz z nią straciła wpływ na własne życie.

Podobna historia może spotkać mężczyznę, który podporządkował swoje plany partnerce, oddał jej zarządzanie wszystkimi pieniędzmi i przez lata nie zastanawiał się, co zrobi, jeśli zostanie sam.

Miłość jest uczuciem. Bezpieczeństwo wymaga również konkretnych decyzji.

Nie chodzi o to, żeby wchodząc w związek, od razu przygotowywać się do odejścia. Dobrze jednak pamiętać, że bliskość nie musi oznaczać całkowitej zależności od drugiej osoby.

Możemy kochać i jednocześnie zachować własne konto, znajomości, zainteresowania oraz możliwość samodzielnego podejmowania decyzji. Taka niezależność nie odbiera miłości niczego pięknego. Pozwala natomiast pozostawać w związku dlatego, że tego chcemy, a nie dlatego, że nie mamy dokąd pójść.

Szacunek zostaje tam, gdzie kończą się wielkie słowa

Na początku znajomości łatwo powiedzieć: „Kocham cię”. Trudniej przez kolejne lata pokazywać, co te słowa znaczą.

Szacunek widać w drobiazgach

W tym, czy partner słucha nas do końca, zamiast przewracać oczami.

Szacunek widać w drobiazgach: w tym, czy partner słucha nas do końca, zamiast przewracać oczami; czy nie żartuje z naszych słabości przy innych ludziach; czy pyta nas o zdanie, kiedy podejmuje decyzje dotyczące wspólnego życia; i czy potrafi się z nami nie zgadzać bez obrażania nas i poniżania.

Wyobraźmy sobie małżeństwo, które przeżyło razem trzydzieści lat. Dawna namiętność nie jest już tak gwałtowna. Mąż i żona znają swoje przyzwyczajenia, czasem drażnią ich te same rzeczy, a romantyczne wyznania pojawiają się rzadziej niż kiedyś.

On jednak pamięta, że ona nie lubi wracać sama po ciemku, więc wychodzi jej naprzeciw. Żona wie, że mąż martwi się wynikami badań, dlatego siada obok niego i pyta, czy chce porozmawiać. Gdy dochodzi do sprzeczki, żadne nie wykorzystuje przeciwko drugiemu jego największych lęków.

Być może nie zachowują się jak zakochani z filmu. Mają jednak coś, czego nie da się zastąpić samymi deklaracjami: pewność, że nawet w trudnej chwili nie staną się dla siebie wrogami.

Z drugiej strony człowiek może codziennie mówić „kocham cię”, a jednocześnie kontrolować, krytykować i lekceważyć drugą osobę. W takim związku piękne słowa nie dają spokoju, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpi kolejna awantura.

Miłość, której nie towarzyszy szacunek, może stać się źródłem cierpienia.

Dlatego z czasem warto zwracać uwagę nie tylko na to, co ktoś do nas czuje, lecz przede wszystkim na to, jak nas traktuje — również wtedy, gdy jest zmęczony, zdenerwowany albo nie zgadza się z naszym zdaniem.

Przyjaźń to bliskość bez konieczności spełniania cudzych oczekiwań

W życiu potrzebujemy nie tylko partnera, lecz także ludzi, przy których możemy być sobą.

Dobry przyjaciel nie musi znać każdej naszej tajemnicy ani dzwonić codziennie. Ważniejsze, żeby jego obecność nie zależała wyłącznie od tego, czy jesteśmy mu w danej chwili potrzebni.

Prawdziwą wartość przyjaźni często odkrywamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być uporządkowane.

Po rozstaniu nie mamy ochoty wychodzić z domu. Utrata pracy sprawia, że wstydzimy się spotkań ze znajomymi. Kiedy chorujemy, nie potrafimy już uczestniczyć we wszystkich wspólnych planach.

W takich chwilach wystarczy czasem prosta wiadomość: „Nie musisz niczego udawać. Mogę wpaść na herbatę?”.

Oczywiście nie każda znajomość wytrzyma podobną próbę. Ludzie zmieniają miejsca zamieszkania, zakładają rodziny i mają własne problemy. Nawet bliski przyjaciel może w pewnym okresie nie mieć siły ani czasu, aby nas wspierać.

Dlatego dobrze jest pielęgnować przyjaźnie, ale nie czynić z jednej osoby całego swojego świata.

Spotkania z sąsiadami, znajomymi z dawnych lat czy ludźmi o podobnych zainteresowaniach budują sieć drobnych więzi. Żadna z nich nie musi być wielką przyjaźnią na całe życie, żeby wnosiła coś dobrego do naszej codzienności.

Czasami więcej ukojenia przynosi życzliwa rozmowa z kimś, kto naprawdę nas słucha, niż obietnica wielkiej miłości wypowiedziana bez pokrycia.

Zrozumienie: czy musimy myśleć tak samo, żeby być blisko?

Wielu ludzi marzy o kimś, kto będzie ich rozumiał bez słów. Kto odgadnie nastrój po jednym spojrzeniu i zawsze powie dokładnie to, czego potrzebujemy.

To piękne wyobrażenie, lecz trudno na nim oprzeć codzienne życie.

Nawet bardzo bliskie osoby nie potrafią czytać sobie w myślach. Mąż może nie rozumieć, dlaczego żonie tak zależy na spotkaniach z koleżankami. Ona z kolei niekoniecznie pojmuje, co daje mu samotny poranek spędzony w ogrodzie. Córce trudno czasem zrozumieć lęk starszej matki przed pustym mieszkaniem, a matce — potrzebę prywatności dorosłej córki.

Nie muszą od razu myśleć tak samo.

Zrozumienie zaczyna się od gotowości, by powiedzieć: „Nie czuję tego, co ty, ale chcę wiedzieć, dlaczego to jest dla ciebie ważne”.

Właśnie tu potrzebna jest tolerancja. Nie ta, która każe znosić każde zachowanie w milczeniu, lecz taka, która pozwala drugiemu człowiekowi być innym.

Partner może mieć odmienne poglądy, zainteresowania czy sposób odpoczywania. Przyjaciel nie musi podejmować takich samych decyzji jak my. Dorosłe dziecko ma prawo urządzić życie inaczej, niż wyobrażali to sobie rodzice.

Tolerancja nie polega na rezygnacji z własnych granic. Polega na uznaniu, że czyjaś odmienność nie musi być wymierzona przeciwko nam.

Są oczywiście sprawy, których nie należy usprawiedliwiać różnicą charakterów: poniżanie, przemoc, nieustanne kłamstwa czy wykorzystywanie drugiej osoby. W takich sytuacjach potrzeba zrozumienia nie powinna zagłuszać troski o własne bezpieczeństwo.

Zabezpieczenie materialne nie zastąpi czułości, ale daje wybór

O pieniądzach w kontekście miłości rozmawia się niechętnie. Łatwo usłyszeć, że człowiek, który myśli o oszczędnościach i własnym mieszkaniu, jest wyrachowany albo nie wierzy w trwałość uczuć.

A przecież zabezpieczenie materialne nie musi oznaczać pogoni za bogactwem.

Dla jednej osoby będzie to własne mieszkanie. Dla innej stabilny wynajem, oszczędności wystarczające na kilka miesięcy życia albo dochód pozwalający samodzielnie opłacać podstawowe rachunki.

Najważniejsze nie jest to, ile posiadamy, lecz czy mamy choć pewien wpływ na swoją sytuację.

Pieniądze nie przytulą nas po trudnym dniu. Nie wysłuchają zwierzeń i nie sprawią, że przestaniemy tęsknić za bliską osobą. Mogą jednak opłacić mieszkanie, lekarstwa, transport i codzienne potrzeby. Dają możliwość odejścia z relacji, w której jesteśmy źle traktowani. Pozwalają nie prosić o każdą drobną rzecz kogoś, kto później wypomina nam otrzymaną pomoc.

W starszym wieku ta niezależność może nabrać szczególnego znaczenia.

Wyobraźmy sobie kobietę, która po śmierci męża zostaje sama. Tęskni za wspólnym życiem, ale wie, że ma gdzie mieszkać i z czego się utrzymać. Może przyjąć zaproszenie dzieci do wspólnego domu, jeśli tego pragnie. Nie musi jednak robić tego wyłącznie dlatego, że nie stać jej na samodzielność.

Inna osoba nie ma takiej możliwości. Przeprowadza się do rodziny, bo zabrakło jej pieniędzy na czynsz. Bliscy być może szczerze chcą pomóc, lecz nowe warunki mogą okazać się trudne dla wszystkich.

Zabezpieczenie materialne nie gwarantuje szczęścia. Daje natomiast prawo wyboru, którego znaczenie doceniamy szczególnie wtedy, gdy życie przestaje układać się po naszej myśli.

Warto o nie dbać na miarę swoich możliwości, nie oceniając surowo osób, którym choroba, niskie dochody czy inne okoliczności nie pozwoliły odłożyć pieniędzy.

Największe rozczarowanie przychodzi wtedy, gdy oddajemy komuś całe swoje życie

Niektóre rozczarowania bolą tak mocno nie dlatego, że straciliśmy jedną relację, ale dlatego, że nie zostawiliśmy sobie niczego poza nią.

Jedna osoba rezygnuje z przyjaciół, bo partner woli spędzać czas tylko we dwoje. Inna przestaje rozwijać zainteresowania, ponieważ całą energię poświęca dzieciom. Jeszcze ktoś odkłada własne plany na później, wierząc, że gdy rodzina już wszystko sobie poukłada, nadejdzie wreszcie jego kolej.

Aż pewnego dnia dom pustoszeje.

Dorosłe dzieci wyjeżdżają. Partner odchodzi albo umiera. Znajomości, o które od lat nie dbaliśmy, osłabły. Człowiek zostaje sam i zadaje sobie pytanie: „A gdzie w tym wszystkim byłam ja? Gdzie byłem ja?”.

Nie da się całkowicie zabezpieczyć przed stratą. Nawet najstaranniej ułożone życie może przynieść ból. Możemy jednak nieco zmniejszyć ciężar rozczarowania, jeśli nie oprzemy całej swojej tożsamości na jednej osobie.

Dobrze mieć coś własnego. Nie musi to być wielkie przedsięwzięcie: ogród, książki, spacery, praca, działalność społeczna, dawna pasja albo znajomość, którą pielęgnujemy przez lata.

Takie sprawy nie zastępują bliskich. Przypominają nam jednak, że nasze życie nadal ma treść, nawet gdy ktoś ważny przestaje być jego codzienną częścią.

Czy można kochać, nie oczekując zbyt wiele?

Czasami po bolesnym rozstaniu człowiek obiecuje sobie, że już nigdy nikomu nie zaufa.

„Od teraz będę liczyć tylko na siebie” — mówi. „Żadnej miłości, żadnych obietnic. Przynajmniej nikt mnie nie zawiedzie”.

Taka decyzja może przynieść chwilowe poczucie kontroli. Jeżeli jednak całkowicie odetniemy się od innych, ochronimy się nie tylko przed rozczarowaniem, lecz także przed bliskością, której nadal możemy potrzebować.

Nie musimy wybierać między bezgranicznym zaufaniem a całkowitą nieufnością.

Możemy otwierać się na drugą osobę stopniowo, poznawać ją i sprawdzać, czy słowa znajdują potwierdzenie w codziennym zachowaniu. Zamiast oczekiwać, że partner nigdy nas nie rozczaruje, warto przyjrzeć się temu, jak reaguje, kiedy rzeczywiście nas zrani. Czy potrafi wysłuchać? Przyznać się do błędu? Podjąć próbę naprawienia sytuacji?

W długoletniej relacji nie da się uniknąć nieporozumień. Bliskość nie polega więc na nieustannej zgodzie, lecz także na umiejętności powrotu do rozmowy po trudnym dniu.

Podobnie jest z przyjaźnią. Przyjaciel nie zawsze odbierze telefon, a ukochana osoba nie odgadnie każdej potrzeby. Nie musi to od razu oznaczać obojętności.

Realistyczne oczekiwania nie polegają na godzeniu się na byle jakie traktowanie. Pozwalają odróżnić zwykłą ludzką niedoskonałość od powtarzającego się braku szacunku.

Na co więc liczyć, kiedy przychodzi jesień życia?

Z wiekiem wiele osób coraz mniej pragnie wielkich gestów. Nie potrzebuje codziennych wyznań, kosztownych prezentów ani zapewnień, że wszystko będzie idealnie.

Ważniejsza staje się spokojna obecność.

Ktoś zapyta, jak się czujemy. Bliska osoba dotrzyma umowy. Z przyjacielem będzie można pomilczeć bez zakłopotania. Partner nie wyśmieje naszych obaw. Dorosłe dziecko nie zawsze znajdzie czas na długą wizytę, ale podczas rozmowy odniesie się do nas z serdecznością.

Cenny jest także własny kąt, możliwość samodzielnego decydowania o codzienności i świadomość, że nie musimy zasługiwać na życzliwość nieustannym spełnianiem cudzych oczekiwań.

Nie każdemu uda się zgromadzić oszczędności czy stworzyć wieloletni związek. Czasami życie układa się inaczej, niż planowaliśmy. Mimo to możemy pielęgnować relacje, w których czujemy się bezpiecznie, szukać nowych znajomości i dbać o tę część codzienności, na którą mamy wpływ.

Warto też nauczyć się odróżniać samotność od spokoju. Przebywanie samemu nie musi oznaczać, że zostaliśmy opuszczeni. Z kolei ciągła obecność innych ludzi nie daje pewności, że nasze potrzeby zostaną zauważone.

Najważniejsze, abyśmy mieli prawo decydować, kiedy chcemy towarzystwa, a kiedy potrzebujemy ciszy.

Na koniec: miłość ogrzewa serce, ale życie potrzebuje także solidnych fundamentów

Czy zatem lepiej liczyć na miłość, przyjaźń, szacunek, zrozumienie czy zabezpieczenie materialne?

Nie traktujmy tych wartości jak rywali, spośród których trzeba wybrać jednego zwycięzcę. Każda odpowiada na inną ludzką potrzebę.

Miłość daje bliskość i czułość. Szacunek chroni naszą godność, również podczas konfliktu. Przyjaźń przypomina, że nie cały ciężar życia musi spoczywać na jednym związku. Zrozumienie pozwala być sobą bez ciągłego tłumaczenia się z własnych uczuć. Materialna niezależność daje większą swobodę decydowania o przyszłości.

Żadna z tych rzeczy nie stanowi gwarancji, że nigdy nie doświadczymy rozczarowania. Człowiek może stracić pieniądze, miłość, przyjaźń, a nawet poczucie własnej siły.

Dlatego warto pielęgnować to, co mamy, lecz nie oddawać całego swojego losu w cudze ręce.

Kochajmy, ale nie rezygnujmy z siebie. Pomagajmy, lecz pamiętajmy także o własnych potrzebach. Ufajmy bliskim, a jednocześnie zachowujmy prawo do samodzielnych decyzji.

I nie wstydźmy się pragnienia bezpieczeństwa. Chęć posiadania własnego miejsca, choćby niewielkiego, nie czyni nas mniej romantycznymi. Potrzeba szacunku nie oznacza, że oczekujemy zbyt wiele. Marzenie o przyjaźni nie jest przyznaniem się do porażki w miłości.

Najpiękniejsze relacje to nie te, w których jedna osoba staje się całym światem drugiej, lecz te, w których dwoje ludzi może być blisko, nie tracąc własnego świata.

A jeśli pewnego dnia zostaniemy sami, obyśmy nadal mieli w sobie przekonanie, że nasze życie nie straciło wartości. Że możemy zatęsknić za miłością, ale nie musimy za nią płacić własną godnością. Że zasługujemy na szacunek nie dlatego, że jesteśmy komuś potrzebni, lecz dlatego, że jesteśmy ludźmi.

Bo dobrze jest mieć kogoś, na kim można polegać. Równie ważne jest jednak zbudowanie takiego życia, w którym nie przestaniemy być sobą, nawet gdy ktoś inny wybierze inną drogę.

Przeczytaj także – Szacunek do drugiej osoby – co oznacza i jak go okazywać?

Co to jest rozczarowanie?  Co to jest miłość?

Zapraszam do Biblioteki lustra losu