Od blisko dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo kształtuje duchowość, kulturę i sposób myślenia milionów ludzi. Jego ślady odnajdujemy w sztuce, literaturze, architekturze, obyczajach oraz systemach wartości wielu społeczeństw. Dla jednych pozostaje żywą relacją z Bogiem, dla innych rodzinną tradycją, a jeszcze inni patrzą na nie przede wszystkim jako na część historii.
U podstaw tej religii znajduje się postać Jezusa Chrystusa i przesłanie, którego centrum stanowią miłość, przebaczenie, miłosierdzie oraz troska o drugiego człowieka. Ewangelie pokazują nauczyciela pochylającego się nad słabymi, rozmawiającego z odrzuconymi i przypominającego, że wartość osoby nie zależy od jej majątku ani pozycji.
Historia przyniosła jednak również wydarzenia trudne do pogodzenia z takim przesłaniem. Pod chrześcijańskimi sztandarami prowadzono wojny, prześladowano ludzi, dochodziło do przymusowych nawróceń, a religijny autorytet bywał wykorzystywany w walce o wpływy i władzę.
Właśnie ta sprzeczność jest fascynująca.
Jak religia, której jednym z najważniejszych nakazów jest miłość bliźniego, mogła w różnych okresach historii stać się również usprawiedliwieniem dla działań stojących w sprzeczności z własną nauką?
Odpowiedzi warto szukać u źródła.
Początek chrześcijaństwa
Korzenie chrześcijaństwa prowadzą do judaizmu. Jezus był Żydem, podobnie jak jego pierwsi uczniowie. Żył w świecie żydowskiej tradycji, Pisma, modlitwy i oczekiwania na Mesjasza.
Po jego śmierci uczniowie zaczęli głosić, że zmartwychwstał. Niewielka początkowo wspólnota rozwijała się stopniowo, przekraczając granice Palestyny i docierając do kolejnych części Imperium Rzymskiego.
W następnych stuleciach powstały różne tradycje chrześcijańskie. Współcześnie największe z nich tworzą katolicyzm, prawosławie oraz liczne nurty protestantyzmu. Różnią się teologią, liturgią, strukturą i sposobem interpretowania niektórych fragmentów Biblii, lecz centralną postacią pozostaje Jezus Chrystus.
Chrześcijanie uznają go za Syna Bożego i Zbawiciela. Według tej wiary poprzez Chrystusa możliwe jest pojednanie człowieka z Bogiem.
Teologia to jednak tylko jedna część opowieści.
Znacznie bardziej osobisty obraz pojawia się w Ewangeliach.
Spotykamy tam Jezusa rozmawiającego z ludźmi, których inni często omijali. Pojawiają się chorzy, biedni, grzesznicy, osoby pogardzane oraz znajdujące się poza społecznie akceptowanym kręgiem.
Takie spotkania pozwalają zobaczyć istotę jego nauczania nie w teorii, lecz w relacji z drugim człowiekiem.
Miłość jako fundament
Zapytany o najważniejsze przykazanie Jezus wskazuje miłość Boga oraz bliźniego.
Ewangelia według Mateusza zawiera słowa:
„Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.”
— Mt 22,39
Krótka myśl niesie ogromne wymaganie.
Łatwo przecież kochać osoby bliskie, życzliwe i podobne do nas. Prawdziwa trudność zaczyna się przy kimś, kto ma odmienne poglądy, popełnił błąd albo wyrządził nam krzywdę.
Jeszcze dalej idzie inne ewangeliczne wezwanie:
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół.”
— Mt 5,44
Trudno znaleźć bardziej wymagającą zasadę.
Odpowiedź przemocą na przemoc przychodzi ludziom od tysięcy lat znacznie łatwiej niż powstrzymanie odwetu. Uraza potrafi przetrwać dziesięciolecia, natomiast gniew niejednokrotnie przechodzi z jednego pokolenia na następne.
Miłość nie oznacza przy tym pozwalania na krzywdę. Osoba doświadczająca przemocy ma prawo odejść, szukać pomocy i chronić siebie. Chrześcijańskie wezwanie można rozumieć głębiej: cudze zło nie powinno przejmować kontroli nad naszym wnętrzem.
Pozostaje więc niezwykle trudne zadanie — zatrzymać krzywdę, lecz nie pozwolić, aby nienawiść stała się odpowiedzią na całe dalsze życie.
Przebaczenie, które pozwala zacząć od nowa
Drugim niezwykle ważnym elementem chrześcijaństwa jest możliwość przebaczenia.
Ludzkie życie rzadko przebiega bez błędów. Czasami ranimy innych świadomie, innym razem dopiero po latach rozumiemy konsekwencje własnych decyzji. Pojawia się żal, poczucie winy oraz pragnienie cofnięcia czasu.
Ewangeliczne przesłanie nie mówi, że popełnione zło przestaje mieć znaczenie. Pokazuje natomiast możliwość przemiany.
Pięknym przykładem pozostaje przypowieść o synu marnotrawnym. Młody człowiek opuszcza rodzinny dom, zabiera należną mu część majątku i wszystko traci. Dopiero w skrajnie trudnym położeniu decyduje się wrócić do ojca.
Mógł oczekiwać potępienia.
Tymczasem zostaje przyjęty.
Najważniejszy okazuje się powrót, a nie upokorzenie tego, który zbłądził.
Właśnie dlatego opowieść przetrwała dwa tysiące lat. Dotyka doświadczenia znanego niemal każdemu — potrzeby otrzymania jeszcze jednej szansy.
Bóg miłosierny czy surowy sędzia?
Tutaj pojawia się jedna z trudniejszych kwestii.
Chrześcijaństwo mówi o kochającym i przebaczającym Bogu, równocześnie zawierając pojęcia grzechu, sądu, potępienia oraz piekła. W różnych okresach historii akcentowano te elementy w odmiennych proporcjach.
Średniowieczne obrazy sądu ostatecznego potrafiły być przerażające. Kaznodzieje przypominali o karze, artyści przedstawiali cierpienie potępionych, natomiast świadomość grzechu mocno przenikała religijność wielu społeczeństw.
Lęk może skłonić człowieka do posłuszeństwa.
Pozostaje jednak pytanie o wartość dobra wykonywanego wyłącznie ze strachu.
Ktoś pomaga biednemu, ponieważ współczuje jego niedoli. Druga osoba robi dokładnie to samo, lecz kieruje nią jedynie obawa przed karą po śmierci.
Z zewnątrz widzimy identyczny gest.
Wewnątrz dzieje się coś zupełnie innego.
Ewangelie nie usuwają odpowiedzialności za własne czyny. Przeciwnie, wiele fragmentów bardzo mocno o niej przypomina. Jednocześnie miłosierdzie zajmuje w chrześcijańskim przesłaniu miejsce, którego nie sposób pominąć.
Może więc nie chodzi o wybór pomiędzy odpowiedzialnością a przebaczeniem, lecz o zachowanie obu.
Człowiek ma prawo upaść
Jedną z ciekawszych cech Biblii jest niedoskonałość jej bohaterów.
Nie spotykamy wyłącznie ludzi bez skazy. Biblijne postacie popełniają błędy, ulegają lękowi, bywają słabe i podejmują niewłaściwe decyzje.
Piotr stanowi szczególnie wyrazisty przykład.
Wcześniej zapewnia Jezusa o swojej wierności, lecz w chwili zagrożenia trzykrotnie zaprzecza, że go zna. Strach okazuje się silniejszy od wcześniejszych deklaracji.
Na tym jednak jego historia się nie kończy.
Dostaje kolejną szansę.
Właśnie tutaj znajduje się bardzo ludzkie przesłanie chrześcijaństwa: upadek nie musi być ostatnim rozdziałem.
Przyznanie się do winy wymaga odwagi. Naprawienie wyrządzonej szkody nie zawsze jest możliwe, jednak szczery żal może prowadzić do zmiany.
Nikt nie musi pozostać na zawsze człowiekiem, którym był w najgorszym momencie swojego życia.
Dlaczego Bóg pozwala cierpieć?
Pytanie o cierpienie towarzyszy religii od wieków.
Jeśli Bóg jest dobry, skąd bierze się niewinny ból? Jak zrozumieć śmierć dziecka, ciężką chorobę albo tragedię spadającą na rodzinę, która nikomu nie wyrządziła krzywdy?
Prosta odpowiedź nie istnieje.
Chrześcijaństwo umieszcza jednak w samym centrum symbol cierpienia — krzyż.
Chrystus doświadcza bólu, odrzucenia, upokorzenia i śmierci. Bóg w chrześcijańskim rozumieniu nie pozostaje więc wyłącznie dalekim obserwatorem ludzkiego losu.
Dla osoby wierzącej płynie stąd ważna myśl: nawet jeżeli cierpienie nie zostaje odebrane, człowiek nie przeżywa go całkowicie samotnie.
Jednych taka odpowiedź pocieszy.
Ktoś inny nadal będzie pytał: dlaczego?
Prawo do takiego pytania jest bardzo ludzkie.
Nadzieja silniejsza od śmierci
Najważniejsza chrześcijańska obietnica wiąże się ze zmartwychwstaniem.
Śmierć nie ma oznaczać ostatecznego unicestwienia. Doczesne życie jest częścią większej historii, a więź z Bogiem ma przekraczać granicę grobu.
Znaczenie tej nadziei najlepiej rozumie ktoś, kto pożegnał ukochaną osobę.
Teologiczne pojęcia przestają wtedy być abstrakcją.
Pozostaje pusty fotel, ubrania w szafie, wspomnienia, fotografie oraz cisza w miejscu, gdzie jeszcze niedawno słyszało się znajomy głos.
Właśnie w takiej chwili pytanie o życie po śmierci nabiera zupełnie innego ciężaru.
Chrześcijaństwo odpowiada nadzieją na dalsze istnienie i ponowne spotkanie.
Żałoba oczywiście nie znika. Tęsknota również pozostaje.
Zmienia się jednak perspektywa.
Dla wierzącego grób może oznaczać rozstanie, ale niekoniecznie koniec.
Jak Jezus traktował najsłabszych?
Sposób odnoszenia się do osób potrzebujących mówi o religii więcej niż najpiękniejsze deklaracje.
W Ewangeliach Jezus wielokrotnie zwraca uwagę na ludzi znajdujących się na marginesie. Dostrzega chorego, biednego, głodnego oraz odrzuconego.
Szczególnie mocno brzmi zdanie:
„Byłem głodny, a daliście Mi jeść.”
— Mt 25,35
Pomoc drugiemu człowiekowi zostaje tutaj podniesiona do rangi spotkania z samym Chrystusem.
Z takiego spojrzenia wyrasta wielowiekowa tradycja chrześcijańskiej dobroczynności. Zakładano szpitale, sierocińce, przytułki, szkoły oraz miejsca opieki nad ludźmi, których społeczeństwo pozostawiało bez wsparcia.
Oczywiście działalność instytucji tworzonych przez ludzi nigdy nie była wolna od błędów.
Sedno nauki pozostaje jednak czytelne: nie wolno przechodzić obojętnie obok cierpiącego.
Kiedy historia poszła inną drogą
W tym miejscu dochodzimy do najtrudniejszej części.
Jak pogodzić wezwanie do miłości nieprzyjaciół z wojnami prowadzonymi pod znakiem krzyża?
Trudno również zestawić ideę miłosierdzia z prześladowaniem osób uznanych za heretyków. Podobny problem pojawia się przy przymusowych nawróceniach, przemocy religijnej czy działalności inkwizycji.
Nie sposób wyjaśnić tych wydarzeń jednym zdaniem.
Średniowieczne krucjaty miały kontekst religijny, polityczny, militarny i gospodarczy. Konflikty wyznaniowe często łączyły spory dotyczące wiary z walką o władzę. Kolonializm również splatał misje religijne z interesami państw oraz imperiów.
Złożoność przyczyn nie usuwa jednak podstawowego pytania:
Jak miecz znalazł się obok słów o miłości nieprzyjaciela?
Być może odpowiedzi należy szukać nie tylko w religii, lecz również w ludzkiej naturze.
Duchowość i władza – niebezpieczne połączenie
Pierwsze wspólnoty chrześcijańskie nie posiadały politycznej potęgi. W niektórych okresach same doświadczały represji ze strony rzymskich władz.
Kilka stuleci później sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej.
Rosnące znaczenie chrześcijaństwa doprowadziło do jego ścisłego związku z państwem. Z czasem hierarchowie religijni zyskiwali nie tylko autorytet duchowy, lecz również wpływy polityczne i majątek.
Każda władza niesie pokusę nadużycia.
Problem nie dotyczy wyłącznie chrześcijaństwa. Historia różnych społeczeństw pokazuje, że człowiek mający możliwość decydowania o innych łatwo zaczyna chronić własną pozycję.
Dlatego należy odróżnić naukę Jezusa od działań podejmowanych przez konkretnych ludzi i instytucje w kolejnych epokach.
Czasami praktyka była bliska głoszonym wartościom.
Innym razem odchodziła od nich bardzo daleko.
Czy wiarę można narzucić?
Przymusowe nawrócenie samo w sobie brzmi jak sprzeczność.
Siłą można zmusić człowieka do uklęknięcia. Groźba pozwala wymusić udział w obrzędzie, a nacisk społeczny może doprowadzić do publicznego zadeklarowania określonej religii.
Żadna z tych rzeczy nie daje jednak dostępu do ludzkiego wnętrza.
Prawdziwego przekonania nie można nakazać.
Właśnie dlatego historyczne przypadki nawracania pod przymusem tak trudno pogodzić z istotą duchowej wiary.
Ciało można podporządkować.
Sumienia — nie.
Miejsce kobiety
Ewangeliczne opowieści pokazują kobiety w sposób, który w realiach starożytnego świata potrafi zwracać uwagę.
Jezus z nimi rozmawia, pozwala im przebywać w swoim otoczeniu, a niektóre spotkania przekraczają obowiązujące wówczas bariery społeczne. Według relacji ewangelicznych kobiety znajdują się również wśród pierwszych świadków pustego grobu.
Późniejszy rozwój instytucjonalnego chrześcijaństwa wyglądał inaczej.
Przez większość historii najważniejsze funkcje kościelne pozostawały w rękach mężczyzn. Także dzisiaj poszczególne wyznania chrześcijańskie różnią się w podejściu do duchowego przywództwa kobiet.
Temat prowadzi do szerszego pytania.
Ile w religijnych zasadach pochodzi bezpośrednio z duchowego przesłania, a ile ukształtowała kultura epoki, w której je interpretowano?
Odpowiedź nie zawsze jest oczywista.
Wiara może również stać się źródłem pychy
Poczucie posiadania prawdy daje bezpieczeństwo, lecz może stworzyć niebezpieczną pokusę.
„Ja wierzę właściwie, więc jestem lepszy od ciebie”.
Taka postawa stoi w szczególnym napięciu z chrześcijańską krytyką pychy.
Doskonała znajomość Biblii nie gwarantuje współczucia. Regularna obecność w kościele również nie przesądza o dobroci, a częste mówienie o Bogu traci znaczenie, jeśli za zamkniętymi drzwiami ktoś poniża własną rodzinę.
Jezus sam bardzo ostro wypowiadał się o religijnej obłudzie.
Dlatego deklaracja „jestem wierzący” mówi znacznie mniej niż codzienne postępowanie.
Prawdziwe pytanie brzmi:
Co moja wiara robi ze mną?
Jasna strona chrześcijańskiej historii
Obok trudnych kart znajdujemy niezliczone przykłady ludzi, którzy potraktowali wezwanie do miłości bliźniego bardzo poważnie.
Podczas epidemii opiekowano się chorymi, mimo ryzyka własnej śmierci. W innych epokach tworzono szpitale, szkoły i przytułki. Niektórzy poświęcali całe życie ubogim, osobom niepełnosprawnym, sierotom albo ludziom odrzuconym przez społeczeństwo.
Franciszek z Asyżu stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli takiej postawy.
Zamiast bogactwa wybrał prostotę. Zamiast pozycji — służbę. Szczególną uwagę kierował ku ludziom znajdującym się poza bezpiecznym światem osób zamożnych i zdrowych.
Jego przykład pokazuje chrześcijaństwo zupełnie inne od religii związanej z polityczną potęgą.
Ten kontrast jest niezwykle wymowny.
Po jednej stronie stoi pałac i władza.
Po drugiej człowiek pochylony nad potrzebującym.
Obaj mogą posługiwać się tym samym symbolem.
Dopiero czyny pokazują, co ten symbol naprawdę dla nich oznacza.
Co z tej nauki pozostaje dla człowieka XXI wieku?
Cywilizacja zmieniła się niewyobrażalnie.
Rozmawiamy przez internet z osobami znajdującymi się tysiące kilometrów dalej, korzystamy ze sztucznej inteligencji, latamy w kosmos, a współczesna medycyna potrafi ratować ludzi, którzy jeszcze sto lat temu nie mieliby szans na przeżycie.
Technologia poszła naprzód.
Ludzkie serce nie zmieniło się jednak aż tak bardzo.
Nadal kochamy, tęsknimy, zazdrościmy, zdradzamy, przebaczamy i cierpimy. Wciąż pragniemy być ważni dla drugiej osoby. Boimy się samotności, choroby oraz śmierci.
Z tego powodu pytanie o miłość bliźniego pozostaje aktualne.
Być może dzisiaj potrzebujemy go szczególnie mocno.
Internet pozwala błyskawicznie znaleźć osoby myślące podobnie i równie szybko zaatakować kogoś o innych poglądach. Anonimowość ułatwia wypowiadanie słów, których wiele osób nigdy nie powiedziałoby komuś prosto w oczy.
W takich warunkach dawne wezwanie do szacunku nabiera nowego znaczenia.
Łatwo być dobrym dla swoich.
Znacznie trudniej zachować człowieczeństwo wobec kogoś, z kim głęboko się nie zgadzamy.
Największa sprzeczność może mieszkać w nas
Religijne paradoksy łatwo dostrzegać w historii. Znacznie trudniej zauważyć je we własnym postępowaniu.
Człowiek potrafi mówić o miłości, a przez wiele lat pielęgnować urazę.
Prośba skierowana do Boga o przebaczenie może istnieć obok niechęci do wybaczenia komuś bliskiemu.
Modlitwa o pomoc nie zawsze prowadzi do zauważenia sąsiada, który tej pomocy właśnie potrzebuje.
Obrona moralnych zasad również może przesłonić osobę stojącą przed nami.
Na tym polega jedno z największych wyzwań chrześcijaństwa.
Symbol religijny łatwo założyć.
Znacznie trudniej żyć według jego znaczenia.
Odmówienie modlitwy trwa kilka minut, natomiast słowa „skrzywdziłem cię, przepraszam” czasami nie przechodzą przez gardło przez całe lata.
Jeszcze większej odwagi wymaga dostrzeżenie własnego błędu, zanim zaczniemy osądzać cudzy.
Między krzyżem a człowiekiem
Chrześcijaństwo niesie przesłanie, które mimo upływu dwóch tysiącleci nadal potrafi poruszać.
Człowiek nie musi być sam.
Popełniony błąd nie przekreśla całego istnienia.
Przebaczenie pozostaje możliwe, a ktoś, kto zbłądził, może rozpocząć od nowa.
Słaby zasługuje na pomoc, odrzucony zachowuje godność, natomiast cierpiący nie powinien pozostać niezauważony.
Największą nadzieję stanowi zaś przekonanie, że śmierć nie zamyka całej historii.
Równocześnie dwa tysiące lat dziejów pokazują, jak łatwo duchową ideę zmienić, gdy dołączają do niej polityka, majątek, strach albo pragnienie panowania nad innymi.
Pełny obraz wymaga zobaczenia obu stron.
Nie byłoby uczciwe ocenianie nauki Jezusa wyłącznie przez pryzmat wszystkiego, co później robili ludzie nazywający siebie chrześcijanami. Tak samo nie można mówić jedynie o pięknych ideałach, pomijając czyny dokonywane w ich imieniu.
Na końcu warto więc wrócić do słów zapisanych w Ewangelii Jana:
„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.”
— J 13,35
Być może właśnie tutaj znajduje się najprostszy sprawdzian chrześcijaństwa.
Nie decyduje o nim wielkość świątyni ani liczba religijnych deklaracji. Samo nazwanie siebie osobą wierzącą również nie wystarcza.
Ostatecznie najwięcej mówi sposób, w jaki jeden człowiek traktuje drugiego.
Przeczytaj także – Reinkarnacja – niezwykła historia wspomnień z Francji Która religia jest najbardziej przyjazna człowiekowi?
Czy bliscy mogą dawać nam znak po śmierci? Duże Ja, Średnie Ja i podświadomość – tajemnica Huny
Zapraszam do przeczytania książek Ireny Dudek biblioteka lustra losu