Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Która religia jest najbardziej przyjazna człowiekowi? Między miłością, zasadami, karą i wolnością

Która religia jest najbardziej przyjazna człowiekowi? Między miłością, zasadami, karą i wolnością

Od tysięcy lat ludzkość szuka odpowiedzi na pytania, których nie rozwiązał ani upływ czasu, ani rozwój cywilizacji. Zmienił się świat, powstały wielkie miasta, człowiek dotarł w kosmos, a jednak nadal zastanawiamy się nad sensem istnienia, przemijaniem, cierpieniem i tym, co może czekać nas po śmierci.

Jedni odnajdują odpowiedzi w Bogu. Inni zwracają się ku medytacji, duchowej pracy nad sobą albo wierze w kolejne wcielenia. Są też osoby, które nie należą do żadnej wspólnoty religijnej, lecz mimo to poszukują głębszego sensu.

Na tle tych wszystkich dróg pojawia się interesujące pytanie:

Która religia świata jest najbardziej przyjazna człowiekowi?

Nie chodzi o zorganizowanie konkursu i wskazanie zwycięzcy. Znacznie ciekawsze wydaje się przyjrzenie temu, jak największe tradycje duchowe odnoszą się do ludzkich błędów, cierpienia, przebaczenia, wolności, śmierci, nadziei oraz prawa do własnych wyborów.

Właśnie w trudnych chwilach najlepiej widać, co dana duchowa droga może zaoferować.

Gdy wszystko układa się dobrze, łatwo mówić o zaufaniu i nadziei. Prawdziwe pytania pojawiają się dopiero wtedy, kiedy tracimy ukochaną osobę, chorujemy, zostajemy sami, popełniamy poważny błąd albo nagle rozsypuje się świat, który jeszcze wczoraj wydawał się bezpieczny.

Wtedy nie wystarczają piękne słowa.

Potrzebujemy odpowiedzi, która pozwoli dalej żyć.

Czego właściwie oczekujemy od religii?

Dla osoby głęboko wierzącej samo sformułowanie „religia przyjazna człowiekowi” może zabrzmieć dziwnie. Przecież to wierny ma służyć Bogu, przestrzegać zasad i kierować się duchowymi przykazaniami.

Spójrzmy jednak na tę sprawę z innej strony.

Dobra duchowa droga powinna prowadzić ku czemuś wartościowemu. Uczyć współczucia, odpowiedzialności, uczciwości i szacunku. Pomagać podnieść się po upadku, odnaleźć sens w trudnych doświadczeniach oraz dostrzec drugą osobę nawet wtedy, gdy bardzo się od nas różni.

Ważne staje się więc nie tylko to, jakie zasady zapisano w świętych księgach. Ogromne znaczenie ma również ich wpływ na codzienność.

Poczucie bezpieczeństwa, możliwość przebaczenia, prawo do pytań, stosunek do kobiet, sposób traktowania niewierzących, spojrzenie na śmierć — właśnie w takich miejscach ujawnia się prawdziwe oblicze duchowości.

Przyjrzyjmy się zatem kilku największym tradycjom świata.

Chrześcijaństwo — wielka obietnica miłości

W samym centrum chrześcijaństwa znajduje się przesłanie, które od dwóch tysięcy lat porusza miliony ludzi: miłość.

Nauczanie Jezusa kieruje uwagę ku Bogu, ale jednocześnie niezwykle mocno zwraca ją ku drugiej osobie. Szczególne miejsce zajmują słabi, chorzy, ubodzy, odrzuceni oraz ci, których inni łatwo osądzają.

Jeszcze bardziej wymagające staje się wezwanie do miłości nieprzyjaciół.

Łatwo okazać dobro komuś, kto odwzajemnia nasze uczucia. Znacznie trudniej zachować człowieczeństwo wobec osoby, która zraniła, zdradziła albo potraktowała niesprawiedliwie.

Ogromną siłę chrześcijaństwa stanowi również przebaczenie.

Popełniony błąd nie musi oznaczać końca drogi. Upadek nie przekreśla całego istnienia, a żal może prowadzić do pojednania i rozpoczęcia od nowa.

Pięknie pokazuje to przypowieść o synu marnotrawnym. Młody mężczyzna opuszcza rodzinę, traci majątek i wraca dopiero wtedy, gdy znalazł się na dnie. Ojciec mógł go odrzucić, wypomnieć przeszłość albo zamknąć przed nim drzwi.

Zamiast tego przyjmuje syna.

Dla kogoś, kto przez lata nosi ciężar winy, płynie z tej historii niezwykle mocne przesłanie:

„Możesz wrócić. Twój błąd nie musi być ostatnim rozdziałem twojego życia.”

Trudno odmówić takiej wizji ogromnej łagodności.

Miłość z jednej strony, strach z drugiej

Historia chrześcijaństwa nie składa się jednak wyłącznie z opowieści o miłosierdziu.

Pojawiają się w niej również grzech, sąd, piekło i potępienie. Przez całe stulecia obrazy kary bardzo mocno oddziaływały na wyobraźnię wiernych.

Moralne konsekwencje czynów są potrzebne. Świadomość odpowiedzialności przypomina, że nie wolno bezkarnie krzywdzić drugiego człowieka.

Problem rodzi się w chwili, gdy główną motywacją staje się lęk.

Dobro czynione wyłącznie ze strachu przed karą ma przecież inny charakter niż pomoc wypływająca ze współczucia.

Równie ważne pozostaje ogromne zróżnicowanie samego chrześcijaństwa. Katolicyzm, prawosławie oraz liczne wspólnoty protestanckie nie są identyczne. Nawet w obrębie jednego Kościoła można spotkać bardzo odmienne sposoby przeżywania duchowości.

Jedna osoba odnajduje przede wszystkim miłosiernego Boga. Druga przez lata drży przed karą. Ktoś jeszcze widzi w swojej wspólnocie rodzinę i oparcie, podczas gdy inny doświadcza w niej oceniania.

Dlatego nie wystarczy zapytać, co głosi chrześcijaństwo.

Warto również zastanowić się, w jaki sposób jego przesłanie jest przekazywane człowiekowi.

Islam — posłuszeństwo, wspólnota i miłosierdzie

Europejskie spojrzenie na islam często kształtują wiadomości o konfliktach, fundamentalizmie czy sytuacji w najbardziej konserwatywnych krajach muzułmańskich. Tymczasem mówimy o ogromnej religii obecnej w bardzo różnych kulturach.

Samo słowo „islam” wiąże się z poddaniem woli Boga.

Osobie wychowanej w kulturze mocno podkreślającej indywidualną wolność takie podejście może wydawać się surowe. Z perspektywy wierzącego wygląda ono jednak inaczej.

Oddanie się Bogu może przynosić poczucie ładu, bezpieczeństwa oraz przekonanie, że ludzkie istnienie nie jest przypadkiem.

Bardzo ważne miejsce zajmuje także miłosierdzie Boga. W Koranie określenia odnoszące się do Jego miłosierdzia i litości pojawiają się wielokrotnie.

Istotną rolę odgrywa ponadto troska o potrzebujących. Jałmużna nie jest jedynie miłym gestem wykonywanym wtedy, gdy ktoś ma ochotę podzielić się pieniędzmi. Pomoc słabszym została wpisana w religijne obowiązki.

Takie podejście przypomina, że posiadany majątek nie powinien całkowicie zamykać nas na biedę innych.

Wspólnota również ma ogromne znaczenie. Modlitwa, post podczas ramadanu czy wspólne świętowanie tworzą poczucie przynależności, które dla wielu ludzi jest źródłem siły.

Gdzie kończy się zasada, a zaczyna wolność?

Trudniejsze pytania pojawiają się wtedy, kiedy normy religijne splatają się z prawem państwowym, tradycją oraz obyczajami konkretnej społeczności.

Sytuacja muzułmanina mieszkającego w Europie może bardzo różnić się od doświadczenia osoby żyjącej w Arabii Saudyjskiej, Turcji czy Indonezji. Podobne różnice dotyczą kobiet, mniejszości oraz ludzi odchodzących od wiary.

Nieuczciwe byłoby więc sprowadzenie islamu do jednego modelu.

Pozostaje jednak problem dotyczący nie tylko tej religii: ile wolności powinna pozostawiać człowiekowi duchowa wspólnota?

Zasady mogą porządkować życie, lecz bardzo łatwo przekroczyć granicę pomiędzy wskazywaniem drogi a kontrolowaniem drugiej osoby.

Szczególnie ważne staje się prawo do powiedzenia: „Nie zgadzam się”, „Mam wątpliwości” albo nawet „Nie wierzę”.

Religia pewna swojej wartości nie powinna chyba obawiać się ludzkich pytań.

Buddyzm — najpierw zrozumieć cierpienie

Przechodząc do buddyzmu, wkraczamy w zupełnie inny sposób patrzenia na duchowość.

W wielu jego nurtach centralnego miejsca nie zajmuje Bóg-Stwórca. Punkt wyjścia stanowi natomiast doświadczenie dobrze znane każdemu człowiekowi — cierpienie.

Chorujemy, starzejemy się, tracimy bliskich, przeżywamy rozczarowania, lękamy się przyszłości i nie zawsze otrzymujemy to, czego pragniemy.

Nawet najpiękniejsze chwile przemijają.

Buddyzm nie obiecuje życia pozbawionego bólu. Próbuje natomiast pokazać, dlaczego do nieuniknionych doświadczeń dokładamy własny lęk, przywiązanie, gniew oraz rozpamiętywanie.

Takie spojrzenie może być niezwykle uwalniające.

Zamiast zastanawiać się wyłącznie nad tym, kto jest winny naszego nieszczęścia, można przyjrzeć się własnemu umysłowi.

Co robi ze mną strach?

Dlaczego nie potrafię czegoś puścić?

Skąd bierze się mój gniew?

Jak odzyskać wewnętrzny spokój?

Tutaj duchowa droga staje się przede wszystkim pracą nad sobą.

Karma nie musi oznaczać kary

Buddyjskie rozumienie karmy bywa na Zachodzie bardzo upraszczane.

Nie chodzi jedynie o zasadę: zrobiłeś coś złego, więc spotka cię nieszczęście.

Znacznie ważniejsze są działanie, intencja i ich konsekwencje.

Gniew wpływa na umysł. Nienawiść również pozostawia ślad, podobnie jak chciwość czy zazdrość. Z kolei współczucie, życzliwość i mądrość kształtują nas w innym kierunku.

Nie ma tutaj konieczności wyobrażania sobie Boga prowadzącego księgę przewinień.

Dla osób zmęczonych religijnością opartą na poczuciu winy takie podejście może być bardzo pociągające.

Nie oznacza ono jednak pełnej dowolności.

Buddyjska praktyka potrafi być niezwykle wymagająca. Dyscyplina umysłu, medytacja, obserwowanie własnych reakcji i stopniowe uwalnianie się od przywiązania wymagają cierpliwości.

Łagodność tej tradycji nie polega więc na przekazie: „Rób wszystko, na co masz ochotę”.

Znacznie bliższe byłoby stwierdzenie:

„Spójrz uczciwie na siebie i zobacz, co prowadzi cię do cierpienia.”

Czy właśnie buddyzm jest najbardziej przyjazny?

Dla wielu osób może taki być, zwłaszcza jeśli trudno im zaakceptować wizję grzechu, sądu oraz wiecznej kary.

Medytacja, współczucie i praca z własnym umysłem dają poczucie osobistego wpływu na duchową drogę.

Trzeba jednak uważać na nadmierne uproszczenia.

Nie istnieje jeden buddyzm. Zen, therawada czy buddyzm tybetański różnią się między sobą. Poszczególne tradycje posiadają własne rytuały, hierarchie, zasady i wymagania.

Obraz spokojnego człowieka siedzącego pod drzewem jest więc tylko fragmentem znacznie większej rzeczywistości.

Hinduizm — wiele dróg prowadzących ku duchowości

Jeszcze większą różnorodność odnajdujemy w hinduizmie.

Trudno zamknąć tę tradycję w kilku prostych zdaniach. Obejmuje wiele nurtów, praktyk, filozofii i sposobów pojmowania boskości.

Jedna osoba może oddawać cześć konkretnemu bóstwu, inna poszukiwać absolutnej rzeczywistości przekraczającej wszelkie formy. Ktoś wybierze medytację, kolejny jogę, a jeszcze ktoś drogę oddania lub poznania.

Ta różnorodność może dawać poczucie duchowej przestrzeni.

Szczególne miejsce zajmują idee karmy i kolejnych wcieleń.

Perspektywa zmienia się wtedy całkowicie.

Śmierć nie musi oznaczać końca wszystkiego. Staje się kolejnym etapem znacznie dłuższej drogi, której ostatecznym celem jest wyzwolenie z cyklu narodzin i śmierci.

Dla osoby czującej głęboki lęk przed przemijaniem taka wizja może przynosić nadzieję.

Reinkarnacja — druga szansa czy kolejny ciężar?

Idea kolejnych wcieleń ma w sobie coś niezwykle pociągającego.

Jedno życie nie musi być jedyną możliwością duchowego rozwoju. Błędy niekoniecznie zamykają całą drogę, a śmierć może oznaczać przejście zamiast definitywnego końca.

Równocześnie karma niesie niebezpieczeństwo niewłaściwej interpretacji.

Próba wyjaśniania każdego nieszczęścia wydarzeniami z poprzednich wcieleń może prowadzić do okrutnego wniosku, że cierpiący „widocznie na to zasłużył”.

Takie podejście odbiera współczucie.

Osoba chora, samotna czy skrzywdzona potrzebuje pomocy. Rozważania o przyczynach jej losu nie powinny stawać się usprawiedliwieniem dla obojętności.

Właśnie tutaj widać pewną uniwersalną zasadę: nawet piękna idea może zostać użyta w sposób, który przestaje być piękny.

Judaizm — prawo, pamięć i sztuka zadawania pytań

Judaizm posiada niezwykle bogatą tradycję, z której historycznie wyrosły później chrześcijaństwo oraz islam.

Ważne miejsce zajmują przymierze z Bogiem, wspólnota, rodzina, odpowiedzialność, pamięć oraz prawo.

Szczególnie interesujący jest jednak stosunek do interpretacji.

Pytanie nie musi oznaczać braku wiary.

Dyskusja nad znaczeniem tekstu, poszukiwanie właściwego rozumienia i spieranie się o interpretację przez stulecia odgrywały ogromną rolę w żydowskim życiu religijnym.

To bardzo ciekawa perspektywa.

Duchowość nie zawsze wymaga milczącego przyjmowania gotowych odpowiedzi. Czasami właśnie pytanie prowadzi człowieka głębiej.

Być może dojrzała wiara nie mówi:

„Nie wolno ci wątpić.”

Zamiast tego odpowiada:

„Szukaj, pytaj i próbuj zrozumieć.”

A co z kobietą?

Żadnego porównania religii nie można uznać za pełne, jeśli pominiemy sytuację kobiet.

Przez większą część historii świata społeczeństwa były zdominowane przez mężczyzn. Religie rozwijały się właśnie wewnątrz tych kultur, dlatego do dziś trudno czasem rozdzielić duchową naukę od wielowiekowego obyczaju.

W świętych tekstach oraz tradycjach odnajdujemy silne i ważne kobiety. Obok nich występują jednak przepisy, interpretacje i zwyczaje ograniczające kobiecą niezależność.

Prawdziwym sprawdzianem staje się więc codzienność.

Prawo do decydowania o własnym życiu, możliwość odejścia od osoby stosującej przemoc, dostęp do edukacji, samodzielność oraz głos w społeczności mówią często więcej niż najpiękniejsze deklaracje.

Szczególnie ważne jest jedno: duchowość nie powinna usprawiedliwiać krzywdy.

Żadna święta księga nie powinna stawać się narzędziem w ręku kogoś, kto chce odebrać drugiej osobie godność.

Co dzieje się z dobrym niewierzącym?

Wyobraźmy sobie osobę, która nie wierzy w Boga.

Przez całe życie pomaga innym, opiekuje się starymi rodzicami, jest uczciwa, nie krzywdzi słabszych i potrafi podzielić się ostatnim kawałkiem chleba.

Obok mieszka ktoś niezwykle religijny. Regularnie uczestniczy w nabożeństwach, zna święte teksty i przestrzega rytuałów, lecz za zamkniętymi drzwiami poniża rodzinę.

Kto z tej dwójki znajduje się bliżej dobra?

Odpowiedź wcale nie jest oczywista.

Sama deklaracja wiary nie czyni jeszcze nikogo dobrym, podobnie jak brak przynależności religijnej nie musi oznaczać braku moralności.

Być może ważniejsze od pytania „W co wierzysz?” jest inne:

„Jak traktujesz drugiego człowieka?”

To kryterium okazuje się zadziwiająco uniwersalne.

Śmierć — pytanie, przed którym wszyscy stajemy równi

Bez względu na religię, majątek, wykształcenie czy pozycję społeczną każdy kiedyś spotka się ze śmiercią.

Świadomość przemijania od zawsze była jednym z najpotężniejszych źródeł duchowych poszukiwań.

Chrześcijaństwo oraz islam mówią o dalszym istnieniu i spotkaniu z Bogiem. Hinduizm przedstawia kolejne wcielenia, natomiast liczne nurty buddyjskie opisują cykl odradzania się w odmienny sposób. Judaizm zawiera różne poglądy dotyczące tego, co następuje później, często mocno podkreślając zarazem znaczenie obecnego życia.

Szczegóły są odmienne, ale za wieloma tymi wizjami kryje się podobna nadzieja:

śmierć nie musi oznaczać pustki.

Dla osoby stojącej przy grobie męża, żony, matki, ojca czy dziecka taka myśl może mieć ogromną wartość.

Nie usuwa tęsknoty.

Potrafi jednak nadać jej inne znaczenie.

Kiedy wiara pomaga, a kiedy zaczyna ranić?

Duchowość potrafi być wielkim oparciem podczas choroby, samotności, żałoby czy utraty poczucia bezpieczeństwa.

Nadzieja, że śmierć nie jest końcem, pozwala niektórym ludziom przetrwać doświadczenia, które wcześniej wydawały się nie do udźwignięcia.

Zupełnie inaczej dzieje się wtedy, gdy zamiast pocieszenia pojawia się straszenie.

Tłumaczenie każdego nieszczęścia karą może pogłębiać ból. Zarzucanie choremu, że za mało wierzy, dokłada cierpienie do cierpienia. Wzbudzanie lęku przed Bogiem zamiast budowania zaufania potrafi pozostawić ślad na całe życie.

Pojawia się wtedy zasadnicze pytanie:

Czy rani sama religia, czy ludzie wykorzystujący ją do kontrolowania innych?

Odpowiedź zapewne nie zawsze będzie taka sama.

Czy Bóg potrzebuje przestraszonego człowieka?

Jeśli wyobrażamy sobie Boga jako istotę doskonałą, wszechmocną i miłosierną, trudno nie zastanowić się nad sensem strachu.

Dawne określenie „bojaźń Boża” niekoniecznie musiało oznaczać paniczny lęk przed karą. Można rozumieć je również jako respekt wobec czegoś większego od nas samych.

Między tymi postawami istnieje ogromna różnica.

Pierwsza mówi:

„Muszę być posłuszny, ponieważ boję się kary.”

Druga brzmi:

„Nie jestem centrum świata i ponoszę odpowiedzialność za swoje czyny.”

Strach może paraliżować.

Respekt natomiast uczy pokory.

Która religia okazuje się więc najbardziej przyjazna?

Po przyjrzeniu się największym tradycjom odpowiedź wcale nie staje się prostsza.

Chrześcijaństwo niesie niezwykle mocne przesłanie miłości, przebaczenia i możliwości powrotu.

Islam podkreśla oddanie Bogu, wspólnotę, miłosierdzie oraz obowiązek troski o potrzebujących.

Buddyzm koncentruje uwagę na cierpieniu, współczuciu i pracy nad własnym umysłem.

Hinduizm otwiera przestrzeń wielu duchowych dróg, karmy, kolejnych wcieleń i poszukiwania wyzwolenia.

Judaizm przypomina o odpowiedzialności, pamięci, wspólnocie, prawie oraz znaczeniu interpretacji i pytań.

Każda z tych tradycji może przynieść człowiekowi pocieszenie. W każdej znajdziemy również surowe interpretacje, historyczne konflikty i kwestie budzące sprzeciw.

Być może zatem samo pytanie o najlepszą religię prowadzi nas w niewłaściwą stronę.

Znacznie ważniejsze jest:

„Jakim człowiekiem staję się pod wpływem tego, w co wierzę?”

Najważniejszy sprawdzian wiary

Dobra duchowość powinna otwierać serce, a nie je zamykać.

Przebaczenie nie oznacza zgody na krzywdę. Współczucie nie wymaga rezygnacji z własnych granic. Pokora nie jest poniżeniem, podobnie jak posiadanie zasad nie musi oznaczać potępiania wszystkich żyjących inaczej.

Najwięcej o wierze mówi czasami zachowanie wobec kogoś zupełnie obcego.

Jak traktujemy człowieka biedniejszego?

Co robimy, kiedy spotykamy chorego?

Jak odnosimy się do osoby o innych poglądach?

Potrafimy pomóc komuś, kto modli się inaczej?

Umiemy uszanować niewierzącego?

W takich chwilach duchowość opuszcza świątynię i wchodzi w prawdziwe życie.

Gdy prowadzi do miłosierdzia, odpowiedzialności i szacunku, staje się źródłem dobra.

Natomiast w chwili, kiedy rodzi pogardę, poczucie wyższości albo usprawiedliwia krzywdę, trzeba odważyć się zadać pytanie:

czy nadal prowadzi do Boga, czy zaczęła służyć władzy nad drugim człowiekiem?

Między Bogiem a człowiekiem

Od tysięcy lat nadajemy temu, co święte, różne imiona.

Budujemy kościoły, meczety, synagogi i świątynie. Jedni klękają do modlitwy, drudzy medytują, inni zapalają świecę albo pozostają w ciszy.

Formy bywają zupełnie odmienne.

Pod nimi kryją się jednak podobne pragnienia.

Szukamy sensu.

Pragniemy nadziei.

Tęsknimy za bliskimi, którzy odeszli.

Potrzebujemy przebaczenia.

Boimy się przemijania.

Chcielibyśmy wierzyć, że dobro nie ginie, a nasze istnienie jest czymś więcej niż krótką chwilą pomiędzy narodzinami a śmiercią.

Właśnie dlatego trudno wskazać jedną religię i powiedzieć: „Ta jest najbardziej przyjazna człowiekowi.”

Ostatecznie wiele zależy nie tylko od doktryny, ale również od sposobu, w jaki jest rozumiana i przeżywana.

Najbardziej przyjazna może okazać się taka droga duchowa, która nie odbiera godności osobie zadającej pytania, nie wykorzystuje strachu do wymuszania posłuszeństwa i nie pozwala krzywdzić słabszych w imię Boga.

Powinna uczyć odpowiedzialności, pozostawiając miejsce na przebaczenie. Przypominać o śmierci, lecz jednocześnie pomagać kochać życie. Stawiać wymagania bez odbierania nadziei komuś, kto upadł.

Najważniejszym owocem duchowości nie musi być więc liczba odmówionych modlitw ani znajomość wszystkich religijnych zasad.

Być może jest nim coś znacznie prostszego.

To, jakim człowiekiem jesteśmy dla drugiego człowieka.

Można znać wszystkie modlitwy i nie zauważyć cudzych łez.

Da się przestrzegać rytuałów, a jednocześnie zranić kogoś słowem.

Można też nie znać żadnej świętej księgi, lecz zatrzymać się przy osobie, której wszyscy inni przeszli obojętnie.

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, z którym warto pozostawić czytelnika.

Nie:

„Która religia ma rację?”

Lecz:

„Czy moja wiara pomaga mi być lepszym człowiekiem?”

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, być może jesteśmy bliżej tego, czego od tysięcy lat szukamy.

Niezależnie od tego, jak nazywamy swoją drogę.

Przeczytaj także – kolejne wcielenia smierc nie musi oznaczć pustki podświadomość, średnie ja, duże Ja

Zapraszam, przeczytaj ksiązki Irena Dudek – biblioteka lustra losu