Są ludzie, którzy patrząc na własne życie, potrafią wymienić wiele powodów, dla których powinni być szczęśliwi. Mają rodzinę, pracę, dach nad głową, kogoś bliskiego, czasem również pieniądze, podróże i rzeczy, o których kiedyś marzyli. Mimo tego gdzieś głęboko pojawia się trudne do wyjaśnienia poczucie, że czegoś brakuje.
Z zewnątrz wszystko może wyglądać dobrze. Codzienność funkcjonuje, obowiązki są wykonywane, na zdjęciach pojawiają się uśmiechy, a znajomi mogą nawet zazdrościć takiego życia. Kiedy jednak przychodzi spokojny wieczór i nie trzeba już niczego robić, zamiast zadowolenia pojawia się pustka, niepokój albo smutek.
Wtedy rodzi się pytanie: „Dlaczego nie potrafię być szczęśliwa, skoro właściwie niczego mi nie brakuje?”
Odpowiedź rzadko mieści się w jednym zdaniu. Szczęście nie jest nagrodą, którą automatycznie otrzymujemy po zdobyciu odpowiedniej liczby rzeczy, pieniędzy czy życiowych osiągnięć. Można spełnić wiele oczekiwań i dopiero po latach odkryć, że część z nich nigdy nie była naprawdę nasza.
Można mieć wiele i nadal czuć pustkę
Od dzieciństwa słyszymy różne opowieści o tym, jak powinno wyglądać udane życie. Trzeba zdobyć wykształcenie, znaleźć dobrą pracę, stworzyć związek, kupić mieszkanie, założyć rodzinę i osiągnąć finansową stabilność. Każdy kolejny etap ma przybliżać nas do miejsca, w którym wreszcie poczujemy: „Teraz jestem szczęśliwa”.
Tyle że człowiek może dojść dokładnie tam, dokąd miał dojść, i ze zdziwieniem odkryć, że upragnione uczucie nie przyszło.
Nie oznacza to niewdzięczności. Można doceniać własny dom, kochać rodzinę i wiedzieć, że w wielu obszarach życie jest dobre, a jednocześnie czuć, że gdzieś po drodze straciło się kontakt z samym sobą.
Wdzięczność za to, co mamy, nie wymaga przecież udawania, że niczego więcej nie potrzebujemy.
Być może przez lata żyłaś według cudzego planu
Niektóre decyzje podejmujemy tak wcześnie, że nawet nie zastanawiamy się, skąd właściwie wzięło się przekonanie, że właśnie tego chcemy.
Rodzina uważała, że najważniejsza jest stabilna praca, więc wybrałaś bezpieczny zawód zamiast tego, co naprawdę Cię interesowało. Otoczenie oczekiwało małżeństwa i dzieci, dlatego kolejne życiowe kroki wydawały się oczywiste. Z czasem pojawiły się obowiązki, kredyty, odpowiedzialność i coraz mniej przestrzeni na pytanie: „A czego właściwie chcę ja?”
Można bardzo dobrze odegrać rolę, którą przygotowało dla nas otoczenie, i nadal nie czuć się dobrze we własnym życiu.
Najtrudniejsze jest odkrycie tego dopiero po wielu latach. Człowiek patrzy wtedy na wszystko, co zbudował, i boi się przyznać nawet przed sobą, że niektóre elementy tej układanki przestały do niego pasować.
Takie odkrycie nie oznacza jednak, że trzeba natychmiast burzyć całe dotychczasowe życie. Czasami wystarczy zacząć odzyskiwać niewielkie fragmenty siebie, które przez lata były odsuwane na dalszy plan.
Szczęście ciągle odkładane na później
Bardzo łatwo przyzwyczaić się do myślenia, że prawdziwe życie rozpocznie się za jakiś czas. Najpierw trzeba skończyć szkołę, później znaleźć lepszą pracę, spłacić kredyt, wychować dzieci, zarobić więcej pieniędzy albo doczekać emerytury.
Każdy kolejny cel daje nadzieję, że właśnie za nim znajduje się upragniony spokój.
Po osiągnięciu jednego pojawia się jednak następny.
Człowiek, który przez wiele lat funkcjonuje w ten sposób, może nie zauważyć, że całe życie spędza w poczekalni. Teraźniejszość staje się wyłącznie etapem przejściowym prowadzącym do lepszego jutra.
Tymczasem większość naszego życia składa się właśnie ze zwyczajnych dni. Jeżeli nie potrafimy znaleźć w nich niczego wartościowego, kolejny sukces prawdopodobnie da jedynie krótkotrwałą satysfakcję.
„Będę szczęśliwa, kiedy…”
To jedno z najbardziej podstępnych zdań, jakie możemy sobie powtarzać.
Będę szczęśliwa, kiedy schudnę.
Poczuję się dobrze, gdy zarobię więcej.
Wreszcie zacznę żyć, kiedy dzieci dorosną.
Wszystko się ułoży, gdy znajdę odpowiedniego partnera.
Każde z tych pragnień może być całkowicie naturalne. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy uzależniamy od jego spełnienia prawo do zadowolenia z całej teraźniejszości.
Po osiągnięciu celu często następuje chwilowa euforia, która z czasem słabnie. Nowe mieszkanie staje się zwykłym mieszkaniem, awans zamienia się w codzienną pracę, a wymarzony samochód po kilku miesiącach przestaje wywoływać większe emocje.
Nasze oczekiwania szybko przyzwyczajają się do nowej rzeczywistości, dlatego szczęścia trudno szukać wyłącznie w kolejnych zdobyczach.
Porównywanie się odbiera radość z własnego życia
Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak łatwego dostępu do cudzej codzienności. W ciągu kilku minut można zobaczyć czyjeś wakacje, nowy dom, szczęśliwe małżeństwo, sukces zawodowy, piękną sylwetkę i uśmiechnięte dzieci.
Nie widzimy jednak całego życia tych osób.
Oglądamy fragmenty.
Ktoś pokazuje kolację w restauracji, ale nie pokazuje kłótni, która wydarzyła się godzinę wcześniej. Znajoma publikuje zdjęcie z egzotycznych wakacji, choć nie wiemy, czy wraca z nich do szczęśliwego domu. Człowiek odnoszący sukces zawodowy może jednocześnie przeżywać samotność, o której nie mówi publicznie.
Porównując własną codzienność z wybranymi momentami cudzego życia, niemal zawsze znajdziemy powód do niezadowolenia.
Własne życie oglądamy przecież od kuchni. Cudze najczęściej widzimy od strony wystawy.
Być może nie wiesz już, co sprawia Ci przyjemność
Kiedy człowiek przez lata troszczy się przede wszystkim o innych, jego własne potrzeby mogą stać się coraz mniej wyraźne.
Najpierw trzeba przygotować dzieci do szkoły, pomóc partnerowi, zadzwonić do rodziców, zrobić zakupy, wykonać obowiązki zawodowe i załatwić sprawy, które nie mogą czekać. Wieczorem pozostaje zmęczenie i kilka chwil przed snem.
Po latach takiego funkcjonowania pytanie „Co lubisz robić?” potrafi być zaskakująco trudne.
Nie chodzi o wielkie pasje ani spektakularne marzenia. Czasem człowiek nie pamięta już nawet, kiedy ostatnio zrobił coś wyłącznie dlatego, że sprawiało mu to przyjemność.
Odzyskiwanie radości może więc zaczynać się od bardzo prostego pytania: „Co kiedyś lubiłam, zanim moje życie zaczęło składać się głównie z obowiązków?”
Życie na autopilocie
Poranek wygląda podobnie jak poprzedni. Wstajemy, przygotowujemy się do pracy, wykonujemy obowiązki, wracamy do domu, zajmujemy się kolejnymi sprawami, wieczorem przeglądamy telefon i idziemy spać.
Następnego dnia wszystko zaczyna się od nowa.
Rutyna sama w sobie nie jest czymś złym. Daje poczucie bezpieczeństwa, pomaga organizować życie i pozwala odpocząć od ciągłego podejmowania decyzji. Kiedy jednak niemal każdy dzień wygląda identycznie, łatwo stracić poczucie, że naprawdę uczestniczymy we własnym życiu.
Mijają tygodnie, miesiące i lata, a człowiek coraz częściej zastanawia się, gdzie właściwie podział się ten czas.
Nie zawsze potrzebujemy rewolucji. Niekiedy wystarczy wprowadzić do codzienności coś, na co naprawdę czekamy: regularne spotkanie z kimś bliskim, spacer bez telefonu, naukę czegoś nowego, wyjazd, hobby albo zwyczajny czas przeznaczony tylko dla siebie.
Można być samotnym w dobrym związku
Obecność partnera nie zawsze chroni przed samotnością.
Dwoje ludzi może mieszkać razem, prowadzić wspólny dom, dzielić obowiązki i niemal nigdy nie rozmawiać o tym, co naprawdę czują. Związek funkcjonuje organizacyjnie, ale stopniowo traci emocjonalną bliskość.
Nie musi być w nim zdrady, przemocy ani wielkich awantur.
Czasami właśnie dlatego tak trudno zauważyć problem.
Na zewnątrz wszystko wygląda poprawnie, a wewnątrz narasta poczucie, że nikt naprawdę nas nie widzi.
Człowiek potrzebuje nie tylko obecności innych ludzi, lecz także doświadczenia bycia rozumianym, ważnym i zauważonym. Brak takiej więzi może powodować pustkę nawet wtedy, gdy formalnie nie jesteśmy sami.
Pieniądze dają bezpieczeństwo, ale mają swoje granice
Trudno być spokojnym, kiedy nie wiadomo, czy wystarczy pieniędzy na podstawowe potrzeby. Stabilność finansowa naprawdę ma znaczenie i może znacząco poprawić jakość życia.
Problem zaczyna się wtedy, gdy pieniądze przestają być środkiem, a stają się głównym miernikiem wartości całego życia.
Człowiek zaczyna pracować coraz więcej, ponieważ kolejny poziom zarobków ma przynieść poczucie sukcesu. Z czasem rosną dochody, ale razem z nimi oczekiwania, koszty życia i potrzeba osiągnięcia jeszcze więcej.
W pogoni za bezpieczeństwem można paradoksalnie stracić rzeczy, dla których początkowo chciało się je zdobyć.
Zdrowie, czas, relacje i zwykła możliwość odpoczynku mają wartość, której często zaczynamy być świadomi dopiero wtedy, gdy któregoś z tych elementów zabraknie.
Nie każda pustka oznacza, że trzeba zmienić całe życie
Kiedy pojawia się niezadowolenie, łatwo dojść do wniosku, że potrzebna jest wielka rewolucja.
Nowa praca.
Nowy związek.
Przeprowadzka.
Wyjazd na drugi koniec świata.
Czasami taka zmiana rzeczywiście jest potrzebna, ale nie zawsze problem znajduje się na zewnątrz.
Jeżeli człowiek nie potrafi odpoczywać, ciągle porównuje się z innymi, wymaga od siebie perfekcji i uzależnia własną wartość od osiągnięć, może zabrać wszystkie te schematy do nowego miasta, pracy czy relacji.
Zanim więc zburzymy wszystko, co dotychczas zbudowaliśmy, warto zrozumieć, czego naprawdę nam brakuje.
Być może próbujesz zasłużyć na szczęście
Niektórzy ludzie bardzo dobrze potrafią dawać, ale mają ogromny problem z przyjmowaniem.
Pomagają rodzinie, wspierają znajomych, biorą dodatkowe obowiązki i starają się być potrzebni. W głębi może kryć się przekonanie, że wartość człowieka zależy od tego, ile robi dla innych.
Odpoczynek wywołuje wtedy poczucie winy.
Dzień spędzony bez produktywnego celu wydaje się zmarnowany, a postawienie własnej potrzeby przed potrzebą kogoś bliskiego zaczyna wyglądać jak egoizm.
Żyjąc w taki sposób, można przez lata czekać na moment, w którym wreszcie „zasłużymy” na odpoczynek, przyjemność i spokojne życie.
Taki moment zwykle nie przychodzi sam.
Trzeba pozwolić sobie uznać, że człowiek nie musi najpierw wyczerpać wszystkich sił, żeby mieć prawo zrobić coś dla siebie.
Perfekcjonizm potrafi odebrać satysfakcję
Osoba stawiająca sobie bardzo wysokie wymagania rzadko zatrzymuje się przy tym, co już osiągnęła.
Po sukcesie natychmiast zauważa kolejny cel.
Dobrze wykonana praca mogła być jeszcze lepsza, mieszkanie wymaga kolejnego remontu, ciało nadal nie wygląda idealnie, a życie innych osób wciąż wydaje się bardziej interesujące.
Wewnętrzny krytyk nie pozwala długo cieszyć się osiągnięciem, ponieważ natychmiast przesuwa poprzeczkę.
W efekcie człowiek może osiągnąć naprawdę dużo i nadal uważać, że robi za mało.
Szczęście trudno budować w miejscu, w którym wszystko, co dobre, zostaje natychmiast pomniejszone.
Czasem nie brakuje Ci szczęścia, tylko odpoczynku
Przewlekłe zmęczenie potrafi zmienić sposób, w jaki odbieramy całe życie.
Kiedy przez wiele miesięcy funkcjonujemy pod presją, śpimy zbyt krótko i niemal bez przerwy rozwiązujemy kolejne problemy, nawet rzeczy, które wcześniej sprawiały przyjemność, zaczynają wydawać się obojętne.
W takim stanie łatwo pomyśleć: „Nic mnie już nie cieszy”.
Organizm może jednak potrzebować przede wszystkim regeneracji.
Nie każdy kryzys życiowy wymaga radykalnych decyzji. Zanim uznamy, że całe nasze życie jest niewłaściwe, warto sprawdzić, kiedy ostatnio naprawdę odpoczęliśmy bez poczucia winy i bez jednoczesnego wykonywania kilku innych rzeczy.
Szczęście nie oznacza dobrego nastroju przez cały czas
Jednym z powodów niezadowolenia może być nierealistyczne wyobrażenie o samym szczęściu.
Nikt nie czuje radości każdego dnia.
Szczęśliwy człowiek również bywa zmęczony, zły, rozczarowany, smutny i przestraszony. Może przeżywać trudności, martwić się o bliskich oraz mieć dni, podczas których najchętniej zostałby pod kołdrą.
Dobre życie nie polega na nieustannej euforii.
Znacznie bliżej mu do poczucia, że nasze życie ma sens, ważni ludzie są blisko, potrafimy doświadczać przyjemności, a trudne chwile nie odbierają nam przekonania, że istnieją również rzeczy wartościowe.
Jeżeli oczekujemy od siebie ciągłego szczęścia, każdą gorszą emocję zaczniemy traktować jak dowód, że coś jest z nami lub naszym życiem nie tak.
Pozwól sobie chcieć czegoś więcej
„Przecież inni mają gorzej” to zdanie, które potrafi skutecznie uciszyć własne potrzeby.
Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś znajdujący się w trudniejszej sytuacji. Nie oznacza to jednak, że nasze emocje przestają mieć znaczenie.
Możesz mieć dobrego partnera i potrzebować więcej bliskości. Wolno doceniać swoją pracę, a jednocześnie marzyć o czymś innym. Można kochać rodzinę i potrzebować czasu bez niej.
Dostrzeganie własnych braków nie jest niewdzięcznością.
Dopiero kiedy pozwolimy sobie uczciwie je nazwać, możemy zastanowić się, co da się zmienić.
Zastanów się, kiedy ostatnio czułaś, że naprawdę żyjesz
Nie pytaj od razu: „Co uczyni mnie szczęśliwą na zawsze?”. Tak ogromne pytanie może tylko zwiększyć zagubienie.
Znacznie więcej może powiedzieć wspomnienie konkretnych chwil.
Kiedy ostatnio straciłaś poczucie czasu, robiąc coś, co sprawiało Ci przyjemność? Przy kim mogłaś być całkowicie sobą? Po jakim dniu pomyślałaś wieczorem: „To był naprawdę dobry dzień”?
Odpowiedzi mogą wydawać się banalne.
Być może była to rozmowa z przyjaciółką, samotny spacer, praca w ogrodzie, wycieczka, taniec, czytanie książki albo wspólne gotowanie z kimś bliskim.
Właśnie takie drobne informacje pokazują, czego nasza codzienność potrzebuje więcej.
Sprawdź, co zabiera Ci najwięcej energii
Szukając szczęścia, często koncentrujemy się wyłącznie na tym, co powinniśmy do życia dodać.
Nowe hobby, więcej spotkań, podróże, ćwiczenia, kolejny cel.
Czasami większą zmianę przynosi jednak usunięcie czegoś, co od dawna nas wyczerpuje.
Może istnieć relacja, po której każdej rozmowie czujesz się gorzej. Praca zabiera Ci znacznie więcej, niż jesteś w stanie długoterminowo dawać. Codzienne przeglądanie mediów społecznościowych pozostawia poczucie, że wszyscy żyją lepiej.
Nie zawsze potrzebujemy kolejnej rzeczy do zrobienia.
Niekiedy potrzebujemy mniej tego, co odbiera nam spokój.
Nie próbuj naprawić całego życia jednego dnia
Moment uświadomienia sobie własnego niezadowolenia może uruchomić ogromną potrzebę zmian.
Łatwo wtedy stworzyć listę nowych postanowień, która sama staje się kolejnym źródłem presji.
Znacznie skuteczniejsze bywają niewielkie decyzje wykonywane regularnie.
Jedna godzina w tygodniu przeznaczona tylko dla siebie może być początkiem. Szczera rozmowa z partnerem może zmienić więcej niż miesiące milczenia, a ograniczenie kontaktu z osobą, która stale nas przytłacza, czasem daje więcej ulgi niż kolejny poradnik o pozytywnym myśleniu.
Nie trzeba od razu wiedzieć, jak ma wyglądać reszta życia.
Wystarczy zacząć zauważać, co sprawia, że obecne staje się trochę bardziej nasze.
A jeśli nic już nie cieszy?
Istnieje różnica pomiędzy życiowym niezadowoleniem a stanem, w którym przez dłuższy czas niemal nic nie daje przyjemności, brakuje energii, trudno wykonywać codzienne obowiązki albo pojawia się silne poczucie beznadziei.
Takich objawów nie warto sprowadzać wyłącznie do braku motywacji czy „niewłaściwego nastawienia”.
Jeżeli utrzymują się długo lub wyraźnie utrudniają funkcjonowanie, rozsądnie jest porozmawiać z lekarzem, psychologiem albo psychoterapeutą. Czasami potrzebujemy nie kolejnej życiowej rady, lecz profesjonalnej pomocy w zrozumieniu tego, co się z nami dzieje.
Proszenie o takie wsparcie nie odbiera człowiekowi samodzielności. Może być właśnie sposobem na odzyskanie wpływu na własne życie.
Nie szukaj życia, które dobrze wygląda. Szukaj takiego, w którym dobrze Ci się żyje
Można przez wiele lat budować życie, które z zewnątrz wygląda imponująco. Ładny dom, dobre zarobki, udane zdjęcia, wakacje i opinia innych ludzi nie powiedzą jednak, jak czujemy się po zamknięciu drzwi.
Być może największym błędem jest przekonanie, że szczęście powinno wyglądać w określony sposób.
Dla jednej osoby będzie nim duża rodzina i pełny dom, dla innej spokój oraz niezależność. Ktoś potrzebuje intensywnej pracy i ciągłych wyzwań, podczas gdy drugi człowiek najbardziej ceni wolny czas, ogród i kilka naprawdę bliskich relacji.
Nie istnieje jeden prawidłowy przepis.
Dlatego zamiast pytać wyłącznie: „Dlaczego nie potrafię być szczęśliwa?”, warto z czasem postawić sobie inne pytanie:
„Jakiego życia potrzebuję, żeby czuć, że naprawdę jest moje?”
Odpowiedź może nie pojawić się od razu. Zaczyna się jednak od uczciwości wobec siebie, zauważenia własnych potrzeb i rezygnacji z przekonania, że szczęście przyjdzie dopiero wtedy, gdy spełnimy wszystkie oczekiwania świata.
Być może nie potrzebujesz kolejnego sukcesu, większego domu ani całkowicie nowego życia. Niewykluczone, że bardziej potrzebujesz czasu, bliskości, odpoczynku, poczucia sensu albo odwagi, żeby wreszcie zacząć uwzględniać siebie w swoich własnych planach.
Szczęście nie zawsze przychodzi wtedy, gdy zdobywamy więcej. Czasami zaczyna się w chwili, gdy przestajemy żyć tak, jak według innych powinniśmy, i zaczynamy sprawdzać, co naprawdę jest dobre dla nas.
Przeczytaj także: poczucie winy lek przed odrzuceniem pogoń za pięniędzmi jak odzyskac spokój
Zapraszam do Biblioteki lustra losu