Wiele osób ma pomysły, marzenia i plany, które przez chwilę wydają się początkiem czegoś naprawdę ważnego. Ktoś chce zmienić pracę, stworzyć własną firmę, napisać książkę, nauczyć się nowego zawodu, rozwinąć pasję albo wreszcie zacząć zarabiać na czymś, co potrafi robić dobrze. Początkowo pojawia się energia, człowiek zaczyna szukać informacji, snuje plany i wyobraża sobie, jak będzie wyglądało życie, kiedy wszystko się uda.
Mijają jednak tygodnie i początkowy entuzjazm słabnie. Efekty nie przychodzą tak szybko, jak oczekiwaliśmy, codzienne obowiązki zaczynają przeszkadzać, pojawiają się pierwsze błędy, a wraz z nimi wątpliwości.
„Może się do tego nie nadaję?”
„Może wybrałam zły kierunek?”
„Skoro jeszcze nic z tego nie mam, po co dalej próbować?”
Właśnie w tym miejscu kończy się ogromna liczba planów. Nie dlatego, że były niemożliwe do zrealizowania, lecz dlatego, że człowiek nie wiedział, co powinien zrobić po pierwszym przypływie motywacji.
Sukces rzadko jest jednym wielkim wydarzeniem. Znacznie częściej powstaje z dziesiątek małych decyzji podejmowanych wtedy, gdy nikt nas nie chwali, rezultatów jeszcze nie widać, a jedynym dowodem postępu jest świadomość, że dzisiaj wykonaliśmy kolejny krok.
Zanim wybierzesz cel, poznaj siebie
Jedna z najczęstszych rad brzmi: „Wyznacz sobie cel i zacznij działać”.
Tylko jaki cel?
Właśnie tutaj wiele osób ma pierwszy problem. Wiedzą, że chcą czegoś więcej, ale nie potrafią określić, czym owo „więcej” właściwie miałoby być.
Chcą lepiej zarabiać, lecz nie wiedzą, w jakiej dziedzinie mogłyby wykorzystać swoje możliwości. Marzą o własnej działalności, ale nie mają pomysłu, co mogłyby zaoferować innym. Czują, że obecne życie ich nie satysfakcjonuje, jednak każda nowa droga wydaje się równie niepewna.
Zanim więc zaczniemy tworzyć wielki plan, warto zrobić coś znacznie spokojniejszego: przyjrzeć się sobie bez oceniania i bez porównywania z innymi.
Nie pytaj na początku, co obecnie jest modne ani na czym ktoś inny zarobił dużo pieniędzy. Zastanów się najpierw, jakie zdolności, cechy i doświadczenia rzeczywiście posiadasz.
Do czego właściwie się nadaję?
To pytanie zadaje sobie więcej ludzi, niż mogłoby się wydawać.
Często zakładamy, że talent powinien być czymś spektakularnym. Jeżeli ktoś nie śpiewa, nie maluje, nie tworzy wynalazków i nie posiada wyjątkowych zdolności matematycznych, może uznać, że nie ma żadnego szczególnego daru.
Tymczasem nasze mocne strony często są tak naturalne, że sami przestajemy je zauważać.
Jedna osoba świetnie organizuje chaos. Druga potrafi słuchać ludzi i szybko rozumie ich problemy. Ktoś ma niezwykłą cierpliwość do tłumaczenia trudnych rzeczy, a ktoś inny doskonale sprzedaje, negocjuje, pisze, naprawia, planuje albo dostrzega szczegóły pomijane przez innych.
Warto przypomnieć sobie sytuacje, w których ludzie zwracają się właśnie do nas.
O co proszą Cię najczęściej?
W czym Twoja pomoc okazuje się dla nich szczególnie wartościowa?
Co robisz szybciej albo łatwiej niż większość osób w Twoim otoczeniu?
Przy jakim zajęciu potrafisz spędzić kilka godzin i nie czujesz, że zmuszasz się do każdej kolejnej minuty?
Odpowiedzi mogą wskazać kierunek, którego wcześniej nie traktowałaś poważnie.
To, co lubisz, nie zawsze jest tym, na czym powinnaś budować sukces
Pasja jest ważna, ale sama przyjemność wykonywania jakiejś czynności nie wystarcza.
Można kochać gotowanie i wcale nie chcieć prowadzić restauracji. Ktoś uwielbia fotografować, lecz nie odpowiada mu praca z klientami. Inna osoba kocha zwierzęta, ale codzienność konkretnego zawodu z nimi związanego może zupełnie nie pasować do jej charakteru.
Dlatego warto poszukać miejsca, w którym spotykają się trzy rzeczy:
to, co lubisz, to, co potrafisz, oraz to, czego potrzebują inni ludzie.
Jeżeli dodatkowo ktoś jest gotowy zapłacić za rozwiązanie problemu, który potrafisz rozwiązać, zaczyna powstawać realna możliwość zawodowa lub biznesowa.
Nie trzeba od razu odkrywać „powołania na całe życie”. Wystarczy znaleźć kierunek wystarczająco dobry, żeby można było go sprawdzić w praktyce.
Nie czekaj, aż odkryjesz swoje idealne przeznaczenie
Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „Do czego jestem stworzona?” może stać się kolejnym sposobem na odkładanie działania.
Człowiek analizuje, wykonuje testy, czyta książki, ogląda materiały i miesiącami próbuje znaleźć idealną odpowiedź.
Tymczasem część informacji o sobie można zdobyć dopiero poprzez doświadczenie.
Nie dowiesz się, czy lubisz prowadzić szkolenia, dopóki nie spróbujesz czegoś komuś nauczyć. Trudno ocenić predyspozycje do własnego biznesu bez zetknięcia się ze sprzedażą, klientami, odpowiedzialnością i niepewnością.
Samopoznanie nie odbywa się wyłącznie poprzez myślenie.
Czasami trzeba zacząć, żeby dowiedzieć się, czy warto iść dalej.
Marzenie to jeszcze nie cel
„Chcę odnieść sukces” brzmi dobrze, ale nie mówi, co właściwie mamy zrobić.
Podobnie niewiele daje stwierdzenie: „Chcę więcej zarabiać”, „Chcę zmienić życie” albo „Chciałabym mieć własny biznes”.
Cel powinien mieć konkretną postać.
Zamiast planować „napiszę książkę”, można postanowić, że w ciągu czterech miesięcy powstanie pierwszy kompletny tekst. Zamiast ogólnego „rozwinę swoją działalność” określmy, ilu klientów chcemy zdobyć w najbliższych trzech miesiącach.
Im bardziej konkretny jest rezultat, tym łatwiej określić działania, które mogą do niego prowadzić.
Nie mamy pełnej kontroli nad wynikiami, ale możemy kontrolować znaczną część własnej pracy.
Zacznij od sukcesu, który jesteś w stanie zobaczyć
Wielkie cele działają na wyobraźnię, ale potrafią również paraliżować.
Jeżeli ktoś nigdy nie prowadził działalności, wizja stworzenia firmy zarabiającej milion złotych może być ekscytująca, lecz nie mówi nic o tym, co należy zrobić jutro rano.
Znacznie lepszym pierwszym celem może być zdobycie pierwszego płacącego klienta.
Pierwsze sto sprzedanych produktów.
Pierwszy ukończony kurs.
Pierwsze dziesięć kilometrów przebiegniętych bez zatrzymywania.
Pierwszy rozdział napisanej książki.
Małe sukcesy mają ogromną wartość psychologiczną. Pokazują człowiekowi, że potrafi przejść drogę od zamiaru do rezultatu.
Wtedy w głowie pojawia się bardzo ważna myśl:
„Skoro potrafiłam zrobić to, mogę spróbować następnego kroku”.
Jeden cel jest wart więcej niż dziesięć rozpoczętych
Entuzjazm lubi mnożyć projekty.
Człowiek postanawia zmienić pracę, nauczyć się języka, zacząć ćwiczyć, stworzyć biznes, prowadzić media społecznościowe i napisać książkę. Każda z tych rzeczy wydaje się ważna, więc zaczyna wszystkie niemal jednocześnie.
Po kilku tygodniach jest wyczerpany i ma wrażenie, że nie potrafi doprowadzić niczego do końca.
Problemem nie zawsze jest brak dyscypliny.
Czasami problemem jest nadmiar kierunków.
Każdy poważny cel potrzebuje czasu, energii i koncentracji. Jeżeli nieustannie przerzucamy uwagę pomiędzy pięcioma projektami, żaden nie otrzymuje wystarczająco dużo pracy, żeby pojawiły się zauważalne efekty.
Wybór jednego priorytetu oznacza zgodę na to, że część dobrych pomysłów będzie musiała poczekać.
To nie jest rezygnacja z marzeń.
To strategia.
Rozbij cel na drogę, którą można przejść
Kiedy wiemy już, dokąd chcemy dotrzeć, trzeba przestać patrzeć wyłącznie na metę.
Wyobraź sobie osobę, która chce napisać książkę liczącą trzysta stron. Jeśli każdego dnia myśli o wszystkich trzystu stronach, projekt może wydawać się ogromny.
Jeżeli jednak jej zadaniem na dzisiaj jest napisanie dwóch stron, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Duży cel powinien zostać podzielony na etapy, a etapy na działania możliwe do wykonania w konkretnym dniu lub tygodniu.
Pytanie „Jak osiągnę sukces?” jest zbyt szerokie.
Znacznie lepsze brzmi:
„Co mogę zrobić w tym tygodniu, żeby znaleźć się trochę bliżej celu?”
Nie buduj planu dla idealnej wersji siebie
To jeden z częstszych powodów porażki.
Planując przyszłość, zakładamy, że będziemy zawsze wypoczęci, zmotywowani, zdrowi i pełni energii. Tworzymy harmonogram, który wygląda pięknie na papierze, ale nie uwzględnia prawdziwego życia.
Potem przychodzi trudniejszy dzień, dodatkowa praca, choroba dziecka, zmęczenie albo zwyczajny brak ochoty i cały system się rozpada.
Dobry plan powinien działać nie tylko wtedy, kiedy jesteśmy w najlepszej formie.
Jeżeli możesz przeznaczyć na projekt pięć godzin tygodniowo, nie planuj dwudziestu. Lepiej wykonać mniejszą ilość pracy przez rok niż ogromną przez pierwsze dziesięć dni.
Realistyczny plan bywa mniej imponujący, ale znacznie częściej prowadzi do rezultatu.
Motywacja nie dowiezie Cię do końca
Na początku nowego projektu motywacja potrafi być ogromna.
Widzimy przyszły rezultat, wyobrażamy sobie zmianę życia i chcemy działać natychmiast. Niestety ten stan nie trwa wiecznie.
Prędzej czy później przyjdzie dzień, kiedy nie będzie się chciało.
Właśnie dlatego nie warto budować całego planu na emocji.
Jeżeli każdego ranka pytasz siebie: „Czy mam dzisiaj ochotę pracować nad swoim celem?”, oddajesz decyzję chwilowemu nastrojowi.
Znacznie skuteczniejsze jest ustalenie wcześniej, kiedy i co robisz.
Piszę przez godzinę od poniedziałku do piątku.
Trenuję trzy razy w tygodniu.
W każdy wtorek kontaktuję się z pięcioma potencjalnymi klientami.
W niedzielę analizuję wyniki poprzedniego tygodnia.
Tak powstaje system.
Nie pytaj codziennie, czy Ci się chce
To jedna z najważniejszych zmian mentalnych.
Nie musisz każdego dnia czuć inspiracji, żeby zrobić coś wartościowego.
Osoby, które kończą rozpoczęte projekty, również miewają chwile zwątpienia. Też bywają zmęczone, znudzone i rozczarowane tempem postępów.
Różnica często polega na tym, że nie traktują każdego spadku motywacji jako informacji, że należy przestać.
Zamiast zastanawiać się: „Czy nadal czuję ten sam entuzjazm?”, lepiej zapytać:
„Co dzisiaj należy zrobić?”
Czasem odpowiedzią będzie godzina pracy, innym razem jeden telefon, poprawienie strony, wysłanie wiadomości albo przeczytanie kilku stron materiału potrzebnego do następnego etapu.
Sukces nie wymaga codziennie wielkich kroków.
Wymaga jednak wystarczającej liczby kroków wykonanych we właściwym kierunku.
Najtrudniejszy moment przychodzi po pierwszym entuzjazmie
Początek daje nagrodę sam w sobie.
Nowy projekt jest ciekawy, planowanie sprawia przyjemność, a wyobrażanie sobie przyszłości dodaje energii.
Później zaczyna się etap, o którym mówi się znacznie mniej.
Praca staje się powtarzalna. Pierwsze rezultaty są niewielkie, nikt nie bije brawo, a człowiek zaczyna zastanawiać się, czy cały wysiłek ma sens.
Właśnie tutaj wiele osób odpada.
Nie dlatego, że nie miały szansy na powodzenie.
Po prostu oczekiwały nagrody wcześniej, niż mogła się pojawić.
Jeżeli rozpoczynasz coś, co ma realnie zmienić Twoje życie, musisz zaakceptować okres, w którym będziesz pracować więcej, niż otrzymujesz w zamian.
Naucz się zauważać postęp, zanim pojawi się sukces
Rezultat końcowy nie powinien być jedyną rzeczą, którą mierzymy.
Osoba rozwijająca firmę może przez pierwszy miesiąc nie osiągnąć zakładanych dochodów, ale nauczyć się rozmawiać z klientami i zwiększyć liczbę zapytań. Ktoś tworzący stronę internetową może jeszcze niewiele zarabiać, lecz obserwować rosnącą liczbę odwiedzających.
Takie sygnały mają znaczenie.
Jeżeli patrzymy wyłącznie na ostateczny wynik, możemy zrezygnować w momencie, kiedy proces właśnie zaczyna działać.
Dlatego przed rozpoczęciem projektu ustal, po czym poznasz, że zmierzasz w dobrą stronę.
Błąd nie jest wyrokiem
Nieudana próba potrafi bardzo szybko zamienić się w ocenę samego siebie.
„Nie wyszło mi, więc się nie nadaję.”
To dwa zupełnie różne zdania połączone w jedno.
Niepowodzenie może oznaczać, że wybraliśmy niewłaściwą metodę, źle oceniliśmy rynek, za mało ćwiczyliśmy, mieliśmy zbyt małą wiedzę albo rozpoczęliśmy projekt w nieodpowiednim momencie.
Żaden z tych powodów nie musi oznaczać braku możliwości.
Warto nauczyć się oddzielać wynik działania od własnej wartości.
Projekt może się nie udać.
Ty nadal możesz wyciągnąć z niego wiedzę potrzebną do następnej próby.
Nie zmieniaj kierunku po każdym gorszym dniu
Dzisiaj chcesz prowadzić sklep internetowy. Za tydzień widzisz film o inwestowaniu i dochodzisz do wniosku, że właśnie tym powinnaś się zajmować. Miesiąc później ktoś opowiada o zarabianiu na mediach społecznościowych, więc zaczynasz kolejny projekt.
Każda nowa droga wydaje się atrakcyjniejsza, ponieważ jeszcze nie zdążyła pokazać swoich trudności.
To bardzo niebezpieczna pułapka.
Jeżeli ciągle zaczynasz od początku, nigdy nie docierasz do etapu, na którym wiedza, doświadczenie i wykonana praca zaczynają się kumulować.
Nowy pomysł może być dobry, ale zanim porzucisz dotychczasowy kierunek, sprawdź, czy naprawdę przestał mieć sens, czy po prostu przestał być nowy i ekscytujący.
Skąd mam wiedzieć, czy odpuścić, czy walczyć dalej?
Wytrwałość jest cenna, ale ślepy upór może zmarnować lata.
Dlatego od czasu do czasu warto zatrzymać się i uczciwie ocenić sytuację.
Najpierw sprawdź, czy naprawdę wykonałaś plan. Nie pytaj tylko o rezultat. Sprawdź liczbę godzin, wykonanych prób, rozmów, publikacji, ofert czy treningów.
Następnie przyjrzyj się informacjom zwrotnym. Czy cokolwiek zaczyna działać i wyniki choć trochę się poprawiają? A także, czy inni ludzie wykazują zainteresowanie tym, co tworzysz?
Kolejne pytanie powinno dotyczyć metody. Być może cel jest dobry, ale sposób dojścia do niego wymaga zmiany.
Dopiero na końcu rozważ zmianę całego kierunku.
Wytrwałość nie oznacza ciągłego uderzania głową w tę samą ścianę. Polega na tym, żeby nie porzucać celu przy pierwszej trudności, a jednocześnie mieć odwagę zmieniać sposób działania, kiedy fakty pokazują, że obecny nie działa.
Ustal termin sprawdzania siebie
Ciągłe ocenianie projektu potrafi zniszczyć koncentrację.
Jeżeli każdego dnia zastanawiasz się, czy już osiągasz wystarczające rezultaty, trudno spokojnie wykonywać pracę.
Znacznie lepiej ustalić regularny moment kontroli.
Raz w tygodniu sprawdź działania. Raz w miesiącu przyjrzyj się wynikom. Po trzech miesiącach oceń kierunek szerzej.
Taki system chroni przed dwoma błędami: przed zbyt szybkim rezygnowaniem oraz przed wieloletnim kontynuowaniem czegoś, co od dawna nie daje żadnych sygnałów powodzenia.
Twoje otoczenie może pomagać albo przeszkadzać
Nie każdy człowiek, któremu opowiesz o swoim planie, będzie potrafił Cię wesprzeć.
Ktoś zacznie wyliczać wszystkie możliwe porażki. Inna osoba wyśmieje pomysł, ponieważ sama nigdy czegoś podobnego nie próbowała. Bliski człowiek może nawet z dobrych intencji namawiać Cię do rezygnacji, bo boi się, że zostaniesz rozczarowana.
Nie musisz walczyć z każdym sceptykiem.
Nie potrzebujesz również zgody całego otoczenia.
Warto natomiast świadomie decydować, z kim omawiasz swoje najważniejsze plany. Najbardziej pomocni są ludzie, którzy potrafią jednocześnie wspierać i powiedzieć prawdę.
Bezmyślne „na pewno ci się uda” ma niewielką wartość.
Konstruktywne „ten element nie działa, spróbujmy znaleźć lepsze rozwiązanie” może być bezcenne.
Nie porównuj swojego początku z czyimś dziesiątym rokiem
Internet pozwala zobaczyć efekt, ale często ukrywa drogę.
Widzimy firmę, która osiąga milionowe obroty, lecz nie obserwowaliśmy jej pierwszych miesięcy. Patrzymy na autora bestsellerów, nie wiedząc, ile tekstów wcześniej zostało odrzuconych. Podziwiamy czyjąś pozycję zawodową, pomijając lata nauki, pracy i błędów.
Porównanie własnego początku z czyimś rozwiniętym rezultatem niemal zawsze będzie niesprawiedliwe.
Zamiast pytać: „Dlaczego ona jest już tam, a ja jeszcze tutaj?”, sprawdź, czy Ty jesteś dalej niż trzy miesiące temu.
Najbardziej użytecznym punktem odniesienia jest często Twoja własna wcześniejsza wersja.
Uważaj na perfekcjonizm
Perfekcjonizm bardzo często przebiera się za wysokie standardy.
„Jeszcze nie mogę tego pokazać, bo nie jest wystarczająco dobre.”
„Najpierw muszę dowiedzieć się więcej.”
„Zacznę, kiedy będę całkowicie przygotowana.”
Problem polega na tym, że moment pełnej gotowości może nigdy nie nadejść.
Pierwsza wersja produktu nie będzie idealna. Pierwszy artykuł prawdopodobnie będzie słabszy niż setny. Pierwsza rozmowa sprzedażowa może być niezręczna, a początkowe nagranie nie będzie wyglądało jak materiał osoby mającej dziesięć lat doświadczenia.
To normalne.
Nie musisz być świetna, żeby zacząć. Musisz zacząć, żeby mieć szansę stać się świetna.
Nie pomyl przygotowania z działaniem
Czytanie kolejnej książki może być wartościowe. Oglądanie kursu również. Tworzenie planów, tabel i strategii potrafi dawać poczucie, że intensywnie pracujemy nad celem.
W pewnym momencie trzeba jednak wyjść poza przygotowania.
Jeżeli chcesz sprzedawać, musisz przedstawić komuś ofertę. Gdy planujesz pisać, potrzebujesz zacząć tworzyć tekst. Jeśli zamierzasz zmienić pracę, w końcu trzeba wysłać pierwszą aplikację.
Wiedza staje się użyteczna dopiero wtedy, gdy zaczyna wpływać na zachowanie.
Nie pytaj więc wyłącznie: „Czego jeszcze muszę się nauczyć?”.
Od czasu do czasu zadaj sobie znacznie trudniejsze pytanie:
„Czego już wiem wystarczająco dużo, ale nadal nie robię?”
Sukces wymaga również umiejętności rezygnowania
Każde „tak” dla ważnego celu oznacza jakieś „nie”.
Jeżeli chcesz po pracy rozwijać własny projekt, część wieczorów nie będzie już dostępna na przypadkowe zajęcia. Kiedy uczysz się nowego zawodu, trzeba znaleźć czas, który wcześniej przeznaczałaś na coś innego.
Nie chodzi o życie pozbawione przyjemności ani ciągłą pracę.
Chodzi o świadomy wybór priorytetów.
Nie da się jednocześnie traktować wszystkiego jako najważniejszego.
Człowiek, który wie, czego chce, łatwiej rozpoznaje rzeczy, którym może odmówić.
Odpoczynek również należy do planu
Wytrwałość nie oznacza pracy bez końca.
Przemęczony człowiek podejmuje gorsze decyzje, traci kreatywność, szybciej się zniechęca i zaczyna nienawidzić projektu, który wcześniej był dla niego ważny.
Jeżeli plan prowadzi do ciągłego wyczerpania, trzeba go poprawić.
Odpoczynek nie jest nagrodą przysługującą dopiero po osiągnięciu sukcesu. Jest jednym z warunków umożliwiających długotrwałe działanie.
Dobra strategia uwzględnia nie tylko czas pracy, lecz także regenerację, relacje, zdrowie i zwyczajne życie.
Sukces, za który płacimy całkowitym zniszczeniem pozostałych obszarów, może po osiągnięciu wyglądać znacznie mniej atrakcyjnie, niż wyobrażaliśmy go sobie na początku.
Nie czekaj na pewność, że się uda
Pewność jest luksusem, którego przy wielu ważnych decyzjach po prostu nie dostaniemy.
Nikt nie zagwarantuje, że biznes wypali, książka znajdzie czytelników, nowy zawód okaże się właściwy albo projekt przyniesie oczekiwane pieniądze.
Możemy zbierać informacje, ograniczać ryzyko, przygotowywać się i podejmować rozsądne decyzje.
W pewnym momencie pozostaje jednak niepewność.
Dojrzałe działanie nie polega na przekonaniu: „Na pewno mi się uda”.
Znacznie zdrowsze nastawienie brzmi:
„Nie wiem, jaki będzie wynik, ale wiem, że potrafię zrobić następny krok i sprawdzić, dokąd mnie zaprowadzi”.
Stwórz swój plan na 90 dni
Jeżeli po przeczytaniu tego artykułu pozostanie wyłącznie chwilowe poczucie motywacji, niewiele się zmieni.
Dlatego weź kartkę i odpowiedz sobie na kilka pytań.
Co potrafię robić dobrze?
Wypisz przynajmniej trzy rzeczy. Nie oceniaj ich od razu pod kątem pieniędzy ani prestiżu.
Jakie problemy potrafię rozwiązywać innym ludziom?
Przypomnij sobie sytuacje, w których ktoś korzystał z Twojej wiedzy, doświadczenia albo umiejętności.
Jaki jeden rezultat chcę osiągnąć w ciągu najbliższych 90 dni?
Nie wybieraj pięciu. Jeden główny cel wystarczy.
Jakie trzy działania będę wykonywać każdego tygodnia?
Muszą być konkretne i możliwe do sprawdzenia.
Kiedy będę kontrolować postęp?
Wybierz jeden dzień tygodnia i przeznacz kilkanaście minut na ocenę wykonanej pracy.
Z czego na te 90 dni świadomie rezygnuję?
To pytanie jest równie ważne jak wszystkie poprzednie.
Najpierw udowodnij coś sobie
Pierwszy sukces nie musi zachwycić świata.
Nie musi przynieść wielkich pieniędzy, popularności ani uznania.
Powinien jednak zrobić coś niezwykle ważnego: pokazać Tobie, że potrafisz doprowadzić rozpoczętą rzecz do końca.
Taka wiedza zmienia sposób myślenia o sobie.
Zamiast kolejnego: „Zawsze zaczynam i rezygnuję”, pojawia się nowe doświadczenie:
„Zaplanowałam. Pracowałam. Miałam kryzys. Nie wszystko wyszło tak, jak chciałam, ale skończyłam.”
To właśnie na takich doświadczeniach buduje się pewność siebie. Nie na powtarzaniu przed lustrem, że jesteśmy zdolni do wielkich rzeczy, lecz na coraz większej liczbie dowodów, że potrafimy dotrzymywać zobowiązań również wobec samych siebie.
Od pomysłu do sukcesu
Nie każdy pomysł okaże się dobry. żeby był wart dalszej pracy, a niektóre drogi trzeba będzie zmienić po zdobyciu nowych informacji.
Nie jest to porażka.
Prawdziwym problemem staje się życie spędzone wyłącznie na zastanawianiu się, co moglibyśmy zrobić, gdybyśmy kiedyś mieli więcej odwagi, czasu, pieniędzy albo pewności siebie.
Nie musisz dzisiaj znać całej swojej przyszłości.
Wystarczy, że poznasz siebie trochę lepiej, wybierzesz jeden sensowny kierunek i zamienisz go w konkretne działania. Później przyjdzie etap mniej ekscytujący, ale najważniejszy: wykonywanie zaplanowanej pracy także wtedy, kiedy pierwsza motywacja zniknie.
Po drodze będą błędy. Część metod nie zadziała, niektóre decyzje trzeba będzie zmienić, a rezultat prawdopodobnie pojawi się później, niż początkowo zakładałaś.
Właśnie dlatego sukces wymaga nie tylko marzenia, lecz także cierpliwości, obserwowania rzeczywistości i gotowości do poprawiania własnego planu.
Sukces najczęściej nie zaczyna się od wielkiego przełomu. Zaczyna się w chwili, kiedy człowiek przestaje jedynie zastanawiać się, czy kiedyś mu się uda, i zaczyna regularnie wykonywać rzeczy, które zwiększają prawdopodobieństwo, że naprawdę mu się uda.
Przeczytaj także – Lęk przed zmianą Porównywanie się z innymi Poczucie własnej wartości
Zapraszam do Biblioteki lustra losu