Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dlaczego pozwalam innym źle mnie traktować?

Dlaczego pozwalam innym źle mnie traktować?

Złe traktowanie rzadko zaczyna się od czegoś wielkiego.

Znacznie częściej pojawia się powoli. Ktoś pierwszy raz pozwala sobie na złośliwy komentarz, a my udajemy, że go nie usłyszeliśmy. Innym razem podnosi głos, lekceważy nasze zdanie albo obiecuje coś, czego kolejny raz nie dotrzymuje. Później dochodzą uszczypliwości przy innych ludziach, ignorowanie naszych potrzeb, obrażanie się za odmowę, kontrolowanie, poniżanie czy wykorzystywanie naszej gotowości do pomocy.

Granica przesuwa się niemal niezauważalnie.

To, co kiedyś wywołałoby oburzenie, po pewnym czasie zaczynamy tłumaczyć:

„On już taki jest.”

„Nie miała tego na myśli.”

„Miał ciężki dzień.”

„Może rzeczywiście przesadzam.”

„Nie będę robić awantury o drobiazg.”

„Przecież poza tym jest dobrym człowiekiem.”

Aż pewnego dnia człowiek może odkryć, że żyje w relacji, w której zachowania kiedyś nie do zaakceptowania stały się codziennością.

Wtedy pojawia się bolesne pytanie:

Dlaczego ja na to pozwalam?

Odpowiedź rzadko brzmi: ponieważ lubię być źle traktowana.

Za naszym milczeniem mogą stać lęk, przywiązanie, niskie poczucie własnej wartości, doświadczenia wyniesione z domu, zależność finansowa, strach przed samotnością, nadzieja na zmianę albo zwyczajne przyzwyczajenie do sytuacji, która pogarszała się tak powoli, że trudno było zauważyć moment przekroczenia granicy.

Człowiek może przyzwyczaić się do rzeczy, do których nigdy nie powinien się przyzwyczajać

To jeden z najbardziej podstępnych mechanizmów.

Jeżeli ktoś od pierwszego spotkania byłby wobec nas pogardliwy, agresywny, kontrolujący i lekceważący, prawdopodobnie znacznie łatwiej byłoby się wycofać. Problem polega na tym, że wiele trudnych relacji nie wygląda tak od początku.

Najpierw jest dobrze.

Pojawia się bliskość, zaufanie, wspólne doświadczenia i emocjonalne przywiązanie. Dopiero później zaczynają zdarzać się sytuacje, które niepokoją.

Pierwszą wybaczamy.

Drugą tłumaczymy.

Po trzeciej dochodzimy do wniosku, że każdy ma wady.

Przy kolejnych coraz bardziej zmieniamy własne oczekiwania.

W ten sposób człowiek nie podejmuje jednej świadomej decyzji:

„Od dzisiaj zgadzam się na złe traktowanie.”

Raczej wykonuje dziesiątki małych ustępstw, z których każde osobno wydaje się jeszcze możliwe do zaakceptowania.

Po latach może już nie pamiętać, gdzie znajdowała się jego pierwotna granica.

Lęk przed samotnością potrafi być silniejszy niż ból relacji

„Przynajmniej kogoś mam.”

To zdanie może zatrzymać człowieka w bardzo nieszczęśliwym miejscu.

Samotność bywa przedstawiana jak osobista porażka, szczególnie kiedy otoczenie nieustannie pyta o partnera, małżeństwo czy rodzinę. W rezultacie niektórzy zaczynają wierzyć, że nawet trudna relacja jest lepsza niż jej brak.

Dochodzi jeszcze strach przed przyszłością.

Czy kogoś poznam i ktoś mnie pokocha?

A może jestem za stara?

Jak będę żyła sama?

Co powiedzą inni?

Im większy lęk przed odpowiedziami, tym łatwiej zaakceptować teraźniejszość, która boli.

Warto jednak postawić sobie inne pytanie:

Czy naprawdę mniej samotna jestem przy człowieku, przy którym czuję się nieważna, niewysłuchana albo poniżana?

Można mieszkać z kimś pod jednym dachem i doświadczać ogromnej samotności.

„Może się zmieni”

Nadzieja potrafi podtrzymywać człowieka przy życiu, ale w niektórych relacjach staje się pułapką.

Po trudnej sytuacji przychodzi poprawa.

Partner przeprasza.

Obiecuje.

Przez jakiś czas jest cudownie.

Wraca czułość, zainteresowanie i poczucie, że właśnie odzyskaliśmy osobę, którą pamiętamy z początku związku.

Wtedy pojawia się myśl:

„Wiedziałam, że on taki naprawdę nie jest.”

Niestety sama obietnica zmiany nie jest jeszcze zmianą.

Znacznie więcej mówi zachowanie powtarzające się przez dłuższy czas.

Jeżeli ktoś po raz dziesiąty przeprasza za dokładnie to samo, pytanie nie powinno dotyczyć wyłącznie szczerości przeprosin. Warto sprawdzić, co wydarzyło się pomiędzy kolejnymi „przepraszam”.

Czy człowiek rzeczywiście pracuje nad swoim zachowaniem i bierze odpowiedzialność bez obwiniania innych?

Zmiana utrzymuje się również wtedy, kiedy przestaje obawiać się naszego odejścia?

Słowa mogą dawać nadzieję.

Dopiero powtarzalne zachowanie daje dowód.

Kiedy miłość zaczynamy mylić z wytrzymywaniem

Wiele osób wynosi z domu przekonanie, że prawdziwa miłość oznacza cierpliwość bez granic.

Trzeba wybaczać.

Rozumieć.

Dawać kolejną szansę.

Nie zostawiać człowieka w trudnym momencie.

Wspierać mimo wszystko.

Każda z tych wartości może być piękna. Problem pojawia się wtedy, gdy obowiązuje tylko jedną stronę.

Ty masz rozumieć jego wybuchy.

On nie musi rozumieć Twojego bólu.

Masz wybaczać.

Druga osoba nie musi zmieniać zachowania.

Powinnaś być cierpliwa.

Ktoś inny może bez końca sprawdzać, jak daleko sięga Twoja cierpliwość.

Miłość nie powinna być konkursem na to, kto dłużej wytrzyma złe traktowanie.

Być może nauczyłaś się tego znacznie wcześniej

Granice zaczynamy poznawać na długo przed pierwszym związkiem.

Jeżeli dziecko dorastało w domu, w którym krzyk był normalnym sposobem rozmowy, może później potrzebować czasu, żeby zrozumieć, że nie każda bliskość musi tak wyglądać.

Ktoś wychowywany w przekonaniu, że jego potrzeby są mniej ważne, może w dorosłości automatycznie ustępować.

Osoba, której uczucia wyśmiewano, nieraz sama zaczyna mówić:

„Pewnie przesadzam.”

Jeżeli miłość była uzależniona od posłuszeństwa, człowiek może nauczyć się, że aby zostać zaakceptowanym, trzeba dostosowywać się do innych.

Nie oznacza to, że przeszłość skazuje kogokolwiek na określone relacje.

Pomaga natomiast zrozumieć, dlaczego coś, co dla jednej osoby od razu będzie przekroczeniem granicy, innej może wydawać się znajome, a przez to paradoksalnie „normalne”.

Niska samoocena obniża wymagania wobec innych

Jeżeli głęboko w środku człowiek uważa, że niewiele jest wart, może również uwierzyć, że nie powinien oczekiwać zbyt wiele od ludzi.

„Kto inny by mnie chciał?”

„Mam swoje wady.”

„Powinnam się cieszyć, że w ogóle ze mną jest.”

„Może rzeczywiście na więcej nie zasługuję.”

Tak zaczyna działać bardzo niebezpieczny mechanizm.

Zamiast oceniać zachowanie drugiej osoby według rozsądnych standardów, zaczynamy oceniać własne prawo do posiadania tych standardów.

A przecież szacunek nie jest nagrodą dla ludzi idealnych.

Nie musisz być najpiękniejsza, najmądrzejsza, najbogatsza ani pozbawiona wad, żeby oczekiwać, że bliska osoba nie będzie Cię poniżała, ośmieszała czy celowo raniła.

Prawo do granic nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy staniesz się doskonała.

Dobroć bez granic może zostać wykorzystana

Osoby empatyczne często potrafią znaleźć wyjaśnienie niemal każdego zachowania.

„Miał trudne dzieciństwo.”

„Ona wiele przeszła.”

„Jest zestresowany.”

„Ma problemy w pracy.”

„Nikt go wcześniej nie nauczył rozmawiać o emocjach.”

Wszystko to może być prawdą.

Wyjaśnienie zachowania nie jest jednak tym samym co jego usprawiedliwienie.

Możesz rozumieć, skąd bierze się czyjaś złość, i jednocześnie nie zgadzać się, żeby była kierowana przeciwko Tobie.

Współczucie dla cudzej historii nie wymaga oddawania własnego życia w charakterze miejsca, w którym ktoś będzie rozładowywał jej konsekwencje.

Granica bez konsekwencji staje się prośbą

„Nie mów tak do mnie.”

„Nie zgadzam się na to.”

„Proszę, nie rób tego więcej.”

To ważne komunikaty, lecz sama wypowiedź nie zawsze wystarczy.

Jeżeli ktoś regularnie przekracza granicę i za każdym razem odkrywa, że nic właściwie się nie zmienia, może przestać traktować nasze słowa poważnie.

Dlatego granica nie opisuje wyłącznie tego, czego druga osoba ma nie robić.

Powinna również odpowiadać na pytanie:

„Co zrobię ja, jeżeli to wydarzy się ponownie?”

Nie kontrolujemy przecież cudzych zachowań.

Możemy natomiast decydować o własnych.

„Jeżeli zaczniesz mnie obrażać, zakończę rozmowę.”

„Nie pożyczę kolejnych pieniędzy, dopóki poprzednie nie zostaną oddane.”

„Jeśli znowu będziesz mnie poniżać przy innych, wyjdę ze spotkania.”

Konsekwencja nie musi być karą.

Ma chronić granicę.

Czasem boimy się, że stawiając granice, staniemy się egoistami

To szczególnie częste u ludzi przyzwyczajonych do zadowalania innych.

Kiedy przez lata mówisz „tak”, pierwsze „nie” może wywołać ogromne poczucie winy.

Co więcej, otoczenie przyzwyczajone do Twojej uległości nie zawsze przyjmie zmianę z zachwytem.

„Co się z tobą stało?”

„Kiedyś byłaś inna.”

„Ale się zrobiłaś egoistyczna.”

„Nie można już na ciebie liczyć.”

Takie reakcje nie muszą oznaczać, że robisz coś złego.

Czasami oznaczają jedynie, że ktoś stracił wygodę, którą dawał mu Twój brak granic.

Nie każda krytyka jest złym traktowaniem

Tutaj potrzebna jest uczciwość również wobec siebie.

Stawianie granic nie może oznaczać oczekiwania, że nikt nigdy nie powie nam czegoś nieprzyjemnego.

Partner ma prawo się z nami nie zgadzać.

Przyjaciel może zwrócić uwagę na nasze zachowanie.

Szef może skrytykować źle wykonaną pracę.

Bliska osoba może odmówić.

Ktoś może być zdenerwowany albo potrzebować dystansu.

Nie każda trudna emocja, konflikt czy krytyczna uwaga jest brakiem szacunku.

Różnicę często widać w sposobie traktowania człowieka podczas konfliktu.

Można powiedzieć:

„Jestem zła, bo nie dotrzymałaś słowa.”

To zupełnie coś innego niż:

„Jesteś beznadziejna i nigdy nie można na tobie polegać.”

Pierwsze zdanie dotyczy konkretnego zachowania.

Drugie uderza w wartość człowieka.

Zdrowe granice wymagają więc nie tylko odwagi, ale również rozsądku.

„Tyle lat już w to włożyłam”

Czas spędzony w relacji potrafi stać się argumentem za pozostaniem w niej.

Dziesięć lat.

Dwadzieścia.

Wspólny dom.

Wspomnienia.

Znajomi.

Plany.

Wysiłek.

Człowiek myśli wtedy: „Nie mogę tego wszystkiego zmarnować”.

Tylko że lata, które minęły, już się wydarzyły. Nie odzyskamy ich ani pozostając, ani odchodząc.

Pytanie powinno więc brzmieć inaczej:

Czy fakt, że poświęciłam tej relacji dziesięć lat, jest wystarczającym powodem, żeby poświęcić jej następne dziesięć?

Historia ma znaczenie.

Nie powinna jednak automatycznie decydować o całej przyszłości.

Pieniądze potrafią być bardzo realną granicą

Łatwo powiedzieć komuś:

„Po prostu odejdź.”

Znacznie trudniej zrobić to człowiekowi, który nie ma własnych dochodów, mieszkania, oszczędności albo możliwości natychmiastowego rozpoczęcia samodzielnego życia.

Dlatego nie każda osoba pozostająca w złej relacji „po prostu nie ma odwagi”.

Czasami stoi przed bardzo konkretnym problemem.

Wtedy pierwszym krokiem nie musi być natychmiastowe odejście. Może nim zostać stopniowe odzyskiwanie samodzielności: poznanie swojej sytuacji finansowej, szukanie pracy, budowanie oszczędności, zdobywanie informacji, odbudowywanie kontaktów z ludźmi czy poszukiwanie profesjonalnego wsparcia.

Brak możliwości wykonania wielkiego kroku dzisiaj nie oznacza, że nie można zacząć przygotowywać możliwości wykonania go jutro.

Najtrudniej zobaczyć prawdę, kiedy dobre chwile przeplatają się ze złymi

Gdyby relacja była zła każdego dnia, decyzje mogłyby być prostsze.

Tymczasem często obok przykrych sytuacji istnieją również chwile bliskości, śmiechu, wspólnych wyjazdów, dobrych rozmów czy czułości.

I właśnie dlatego człowiek zaczyna wątpić we własną ocenę.

„Przecież wczoraj było tak dobrze.”

„Może naprawdę przesadzam.”

Nie musisz jednak wybierać między dwiema skrajnościami:

„Ta osoba jest całkowicie zła”

albo

„Skoro bywa dobra, wszystko jest w porządku”.

Człowiek może mieć wiele dobrych cech i jednocześnie zachowywać się wobec Ciebie w sposób, którego nie powinnaś akceptować.

O jakości relacji nie świadczą wyłącznie jej najlepsze dni.

Bardzo wiele mówi to, jak jesteście dla siebie traktowani w najgorszych.

Zwróć uwagę na to, kim stajesz się przy tej osobie

To jedno z ważniejszych pytań.

Czy swobodnie wyrażasz swoje zdanie?

A może wcześniej układasz każde zdanie w głowie, żeby nie sprowokować reakcji?

Czy możesz odmówić albo boisz się powiedzieć, czego potrzebujesz?

zęsto przepraszasz, choć nie wiesz właściwie za co?

Zaczęłaś ukrywać pewne sytuacje przed bliskimi, ponieważ wstydzisz się opowiedzieć, jak jesteś traktowana?

Coraz częściej wątpisz we własną ocenę rzeczywistości?

Relacja wpływa nie tylko na to, jak czujemy się wobec drugiego człowieka.

Wpływa również na to, jak zaczynamy czuć się ze sobą.

Zrób prosty test: co powiedziałabyś komuś, kogo kochasz?

Wyobraź sobie, że Twoja córka, siostra, przyjaciółka albo ktoś bardzo Ci bliski opisuje dokładnie Twoją sytuację.

Nie zmieniaj żadnych szczegółów.

Te same słowa.

Te same zachowania.

Tyle samo przeprosin.

Identyczne obietnice.

Takie same konflikty.

Co byś powiedziała?

„Przesadzasz, wytrzymaj jeszcze trochę”?

Czy może:

„Dlaczego pozwalasz się tak traktować?”

Czasem wobec własnego życia jesteśmy znacznie bardziej pobłażliwi dla innych niż wtedy, kiedy patrzymy na identyczną sytuację z boku.

Zacznij od jednej granicy

Nie trzeba w jeden dzień zmieniać całego życia.

Wybierz jedną sytuację, która regularnie Cię rani.

Nazwij ją konkretnie.

Nie:

„Chcę, żebyś mnie bardziej szanował.”

Lepiej:

„Nie zgadzam się, żebyś mnie wyśmiewał przy innych.”

Następnie zdecyduj, co zrobisz, jeżeli sytuacja się powtórzy.

I obserwuj.

Nie tylko słowa.

Reakcję na Twoją granicę.

Człowiek, któremu zależy na dobrej relacji, może początkowo poczuć dyskomfort, ale powinien być zdolny do rozmowy i refleksji.

Ktoś przyzwyczajony do przekraczania Twoich granic może natomiast próbować wywołać poczucie winy, wyśmiać Cię albo przekonać, że problem istnieje wyłącznie w Twojej głowie.

To również jest informacja.

Szacunek do siebie zaczyna się od tego, czego przestajesz usprawiedliwiać

Nie zmienisz wszystkich ludzi i nie nauczysz każdego empatii.

Chcesz przekonasz kogoś do szacunku, jeżeli sam nie widzi problemu w swoim zachowaniu.

Masz jednak wpływ na coś bardzo ważnego: na dostęp, jaki inni otrzymują do Twojego życia.

Nie każdy zasługuje na kolejną szansę tylko dlatego, że o nią prosi.

Przeprosiny nie zobowiązują Cię do natychmiastowego zaufania.

Wspólna przeszłość nie daje nikomu prawa do poniżania Cię w teraźniejszości.

Miłość nie unieważnia granic.

Dobroć nie wymaga uległości.

A wybaczenie nie zawsze oznacza dalszą bliskość.

Nie pytaj wyłącznie: „Dlaczego on mnie tak traktuje?”

To pytanie może pochłonąć lata.

Dlaczego jest taki?

Co wydarzyło się w jego dzieciństwie?

Dlaczego ona ciągle to robi?

Czy kiedyś zrozumie?

Czy się zmieni?

Być może znajdziesz odpowiedzi. Możliwe również, że nigdy ich nie poznasz.

Dla Twojego życia ważniejsze może okazać się inne pytanie:

„Skoro już wiem, jak jestem traktowana, co zamierzam z tym zrobić?”

Właśnie tutaj odzyskujesz wpływ.

Nie przez kontrolowanie drugiego człowieka.

Przez podjęcie decyzji dotyczącej siebie.

Nie musisz czekać, aż ktoś uzna Twoją granicę za rozsądną

Osoba korzystająca na tym, że nie masz granic, może nigdy nie powiedzieć:

„Masz rację. Powinnaś bardziej siebie szanować.”

Nie potrzebujesz jednak takiej zgody.

Granica nie jest głosowaniem.

Nie oznacza również zemsty, kary ani próby podporządkowania sobie drugiego człowieka.

Jest informacją:

„Tak można być ze mną. A tak nie.”

Nauka stawiania granic bywa niewygodna, szczególnie jeśli przez wiele lat własne potrzeby znajdowały się na końcu listy. Początkowo możesz czuć winę, strach albo obawę, że ktoś odejdzie.

Czasami rzeczywiście odejdzie.

I wtedy warto zadać sobie pytanie, które może zaboleć, ale potrafi również wiele wyjaśnić:

Jeżeli ktoś chce być w moim życiu tylko pod warunkiem, że pozwolę mu źle się traktować, to co właściwie tracę, kiedy odchodzi?

Nie chodzi o to, żeby od jutra podejrzewać wszystkich ludzi, reagować na każdą uwagę jak na atak albo budować wokół siebie mur.

Chodzi o odzyskanie prawa do powiedzenia:

„Mogę kochać innych, pomagać im, rozumieć ich słabości i wybaczać błędy, ale nie muszę przy tym rezygnować z szacunku do samej siebie.”

Bo dobre serce nie wymaga życia bez granic.

A szacunek do siebie zaczyna się czasem od bardzo krótkiego zdania:

„Nie. Na takie traktowanie już się nie zgadzam.

Przeczytaj także – Jak nauczyć się być dla siebie dobrym Dlaczego wracamy do ludzi, którzy nas zranili

Jak przestać żyć przeszłością

Zapraszam również do biblioteki lustra losu