Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dlaczego tak trudno powiedzieć: „nie”?

Dlaczego tak trudno powiedzieć: „nie”?

Jedno krótkie słowo. Dwie litery. Teoretycznie nic prostszego.

A jednak są ludzie, którzy potrafią przez godzinę zastanawiać się, jak odmówić komuś drobnej przysługi, żeby tylko go nie urazić. Zgadzają się zostać dłużej w pracy, choć mieli inne plany. Pożyczają pieniądze, mimo że sami ich potrzebują. Jadą na spotkanie, na które nie mają najmniejszej ochoty, przejmują cudze obowiązki, odbierają telefon w środku odpoczynku i kolejny raz pomagają osobie, która pojawia się wyłącznie wtedy, gdy czegoś potrzebuje.

Na zewnątrz wszystko wygląda jak zwykła uprzejmość.

W środku pojawia się natomiast złość.

„Dlaczego znowu się zgodziłam?”

„Przecież wcale nie chciałam.”

„Czemu nie potrafię po prostu odmówić?”

Najbardziej zastanawiające jest to, że często doskonale wiemy, jaka odpowiedź byłaby zgodna z naszymi potrzebami. Problem nie polega więc na braku decyzji.

Wiemy, że chcemy powiedzieć „nie”, ale boimy się tego, co wydarzy się później.

Odmowa nie jest trudna. Trudne są jej możliwe konsekwencje

Samo wypowiedzenie słowa „nie” zajmuje sekundę. Znacznie więcej emocji budzą przewidywane reakcje drugiego człowieka.

A jeśli się obrazi?

Pomyśli, że jestem egoistką?

Przestanie mnie lubić?

Będzie rozczarowany?

Zrobi mi awanturę?

Już więcej mnie o nic nie poprosi?

Właśnie dlatego czasem zgadzamy się na rzeczy, których nie chcemy robić. Nie dlatego, że nie mamy własnego zdania, lecz dlatego, że próbujemy uniknąć napięcia pojawiającego się po odmowie.

Mówimy „tak” komuś innemu, żeby samemu nie poczuć dyskomfortu.

Przez chwilę rzeczywiście jest łatwiej. Druga osoba jest zadowolona, konfliktu nie ma, a my możemy wrócić do swoich spraw.

Tylko później przychodzi rachunek.

Brak czasu.

Zmęczenie.

Złość.

Poczucie wykorzystania.

Niekiedy również pretensje do człowieka, któremu sami nie powiedzieliśmy, że przekroczył naszą granicę.

Chcemy być dobrymi ludźmi

Od dzieciństwa słyszymy, że należy pomagać, dzielić się, być uprzejmym, troszczyć się o bliskich i nie myśleć wyłącznie o sobie.

To są wartości potrzebne.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy dobroć utożsamiamy z nieustanną dostępnością.

Dobry człowiek pomaga.

Ale czy musi pomagać zawsze?

Dobra córka wspiera rodziców.

Czy oznacza to jednak, że nie wolno jej mieć własnego życia?

Przyjaciółka powinna być obecna w trudnych chwilach.

Czy musi odbierać telefon o każdej porze i rozwiązywać każdy problem?

Życzliwość nie wymaga rezygnacji z własnych granic. Możemy być troskliwi i jednocześnie odmawiać. Da się pomagać innym, nie przejmując odpowiedzialności za całe ich życie.

Dobroć, która wymaga ciągłego krzywdzenia siebie, przestaje być zdrową dobrocią.

Nie chcemy nikogo rozczarować

Dla niektórych osób cudze rozczarowanie jest niemal nie do zniesienia.

Wystarczy zmiana tonu głosu.

„No dobrze, skoro nie możesz…”

I już pojawia się poczucie winy.

Czasami druga osoba nie musi nawet naciskać. Sami dopowiadamy sobie, że jest zawiedziona, zła albo że teraz będzie myślała o nas gorzej.

W rezultacie zaczynamy zarządzać nie tylko własnymi decyzjami, lecz także cudzymi emocjami.

Chcemy sprawić, żeby wszyscy byli zadowoleni.

Tyle że jest to zadanie niemożliwe.

Każda dorosła osoba ma prawo poprosić nas o pomoc. My mamy prawo odmówić. Ona natomiast może poczuć rozczarowanie.

Cudze rozczarowanie nie jest automatycznie dowodem, że zrobiliśmy coś złego.

„A co, jeśli pomyśli, że jestem egoistką?”

Egoizm jest jednym z najczęściej używanych straszaków wobec ludzi, którzy zaczynają stawiać granice.

Szczególnie jeśli wcześniej byli zawsze dostępni.

Kiedy przez dziesięć lat zgadzasz się na każdą prośbę, a jedenastego roku zaczynasz czasami odmawiać, otoczenie może być zaskoczone.

„Co się z tobą stało?”

„Kiedyś można było na ciebie liczyć.”

„Ale się zmieniłaś.”

Być może rzeczywiście się zmieniłaś.

Tylko zmiana nie musi oznaczać, że stałaś się gorszym człowiekiem.

Może po prostu przestałaś traktować własne potrzeby jako mniej ważne od potrzeb wszystkich dookoła.

Niektórzy nauczyli się, że miłość trzeba sobie zasłużyć

Jeżeli człowiek przez lata otrzymywał akceptację głównie wtedy, gdy był grzeczny, pomocny, spokojny i spełniał oczekiwania innych, może zacząć wierzyć, że bliskość ma swoją cenę.

Muszę być potrzebna.

Muszę pomagać.

Powinnam być wygodna.

Lepiej nie sprawiać problemów.

Nie wolno zawodzić ludzi.

W dorosłym życiu taki sposób myślenia może prowadzić do budowania własnej wartości wokół użyteczności.

Dopóki ktoś nas potrzebuje, czujemy się ważni.

Odmowa staje się wtedy czymś znacznie większym niż zwykłe „dzisiaj nie mogę”. W głębi pojawia się obawa:

„Jeżeli przestanę być potrzebna, czy nadal będę komuś potrzebna jako człowiek?”

To bardzo boleska pułapka.

Zdrowa relacja nie powinna istnieć wyłącznie dlatego, że jedna osoba nieustannie coś daje.

Zgadzamy się, żeby uniknąć konfliktu

Nie każdy dobrze znosi napięcie.

Są osoby, które wolą zrobić coś wbrew sobie, niż przez pięć minut prowadzić niewygodną rozmowę.

„Dobrze, zrobię.”

„Niech już będzie.”

„Nie chcę się kłócić.”

Pozornie konflikt został zażegnany.

W rzeczywistości często został jedynie przeniesiony do środka.

Nie kłócimy się z drugą osobą, za to później jesteśmy źli na siebie. Złość może również narastać wobec człowieka, któremu ciągle ustępujemy.

Po miesiącach albo latach pada wtedy:

„Wszyscy mnie wykorzystują!”

Czasami rzeczywiście mamy wokół siebie ludzi, którzy wykorzystują naszą dobroć. W innych sytuacjach problem jest bardziej skomplikowany: otoczenie przyzwyczaiło się do zachowania, na które przez długi czas sami się zgadzaliśmy.

Jeżeli nigdy nie mówimy, gdzie znajduje się nasza granica, trudno oczekiwać, że każdy człowiek bezbłędnie ją odgadnie.

„Nie” nie potrzebuje rozprawy obronnej

Osoby mające trudność z odmawianiem często zaczynają się tłumaczyć.

„Bardzo bym chciała, ale wiesz, ostatnio mam tyle pracy, jeszcze muszę zrobić zakupy, jutro wcześnie wstaję, poza tym obiecałam…”

Im dłuższe wyjaśnienie, tym bardziej zachowujemy się tak, jakby odmowa była przewinieniem wymagającym usprawiedliwienia.

Oczywiście czasem warto podać powód. Szczególnie w bliskiej relacji zwyczajne wyjaśnienie jest naturalne i uprzejme.

Nie trzeba jednak przedstawiać aktu oskarżenia przeciwko własnemu „nie”.

W wielu sytuacjach wystarczy:

„Nie dam rady.”

„Dzisiaj nie mogę.”

„Dziękuję, ale nie skorzystam.”

„Tym razem nie będę mogła Ci pomóc.”

„Nie odpowiada mi takie rozwiązanie.”

Krótko nie znaczy niegrzecznie.

Uważaj na słowo „może”

„Może później.”

„Zobaczę.”

„Postaram się.”

„Dam znać.”

Czasami naprawdę nie znamy odpowiedzi i potrzebujemy czasu. Innym razem doskonale wiemy, że nie chcemy czegoś zrobić, ale próbujemy powiedzieć „nie” w taki sposób, żeby przypadkiem nie zabrzmiało jak odmowa.

Wtedy problem zostaje jedynie przesunięty.

Druga osoba nadal czeka.

My nadal czujemy napięcie.

Za kilka godzin albo dni trzeba będzie wrócić do tej samej rozmowy.

Jeżeli znasz swoją decyzję, jasna odpowiedź bywa bardziej uczciwa niż fałszywa nadzieja.

Dlaczego tak szybko mówimy „tak”?

Prośba często zaskakuje.

„Możesz mi jutro pomóc?”

I zanim zdążymy pomyśleć:

„Jasne.”

Dopiero później przypominamy sobie własne plany.

Dlatego jedną z najlepszych rzeczy, jakich może nauczyć się osoba mająca problem z odmawianiem, jest nieudzielanie odpowiedzi natychmiast.

„Sprawdzę i dam Ci znać.”

„Muszę się zastanowić.”

„Zobaczę, jak wygląda mój dzień.”

„Odpowiem Ci wieczorem.”

Taka pauza daje możliwość zadania sobie kilku prostych pytań.

Czy naprawdę chcę to zrobić?

Czy mam na to czas?

Jakim kosztem się zgodzę?

Czy pomagam, ponieważ chcę, czy dlatego, że boję się odmówić?

Dopiero wtedy odpowiedź staje się decyzją, a nie automatycznym odruchem.

Każde „tak” ma swoją cenę

Czas nie jest nieskończony.

Jeżeli zgadzasz się pracować dodatkowe trzy godziny, rezygnujesz z czegoś, co mogłabyś zrobić w tym czasie.

Kiedy kolejny weekend poświęcasz na rozwiązywanie cudzych problemów, być może nie odpoczywasz.

Pożyczając pieniądze, których sama potrzebujesz, płacisz nie tylko określoną kwotę, lecz również własnym poczuciem bezpieczeństwa.

Warto więc przestać patrzeć na prośby wyłącznie przez pryzmat:

„Czy mogę to zrobić?”

Znacznie lepsze pytanie brzmi:

„Z czego będę musiała zrezygnować, jeżeli się zgodzę?”

Możliwość wykonania czegoś nie oznacza jeszcze, że mamy obowiązek to zrobić.

Ludzie przyzwyczajają się do tego, na co się zgadzamy

Jeżeli zawsze odbierasz telefon, ludzie będą dzwonić.

Gdy za każdym razem bierzesz dodatkowe obowiązki, prawdopodobnie dostaniesz następne.

Osoba regularnie pożyczająca pieniądze może usłyszeć kolejną prośbę.

Ktoś, kto zawsze organizuje rodzinne spotkania, może po pewnym czasie odkryć, że wszyscy uznają to za jego naturalny obowiązek.

Nie musi za tym stać zła intencja.

Ludzie po prostu uczą się naszych granic na podstawie tego, co robimy.

Jeśli przez lata nie stawialiśmy żadnych, ich wprowadzenie może początkowo wywołać opór.

To nie znaczy, że należy z nich zrezygnować.

Najtrudniejsze „nie” wypowiadamy często wobec najbliższych

Obcej osobie czasem łatwiej odmówić niż własnej rodzinie.

Mama prosi.

Dorosłe dziecko potrzebuje pieniędzy.

Siostra chce kolejnej przysługi.

Partner oczekuje, że zmienimy plany.

Tutaj wchodzą w grę uczucia, wspólna historia i przekonanie, że „rodzinie się nie odmawia”.

Tylko czy bliskość naprawdę powinna oznaczać brak prawa do odmowy?

Zdrowa więź nie polega na tym, że nigdy nie mówimy sobie „nie”. Jej wartość widać również po tym, czy nasze „nie” może zostać przyjęte bez kary, obrażania się, szantażu emocjonalnego i podważania uczuć.

Możesz kochać człowieka i nie spełnić jego prośby.

Jedno nie wyklucza drugiego.

Pomoc nie zawsze pomaga

To szczególnie trudne w rodzinach.

Dorosły syn kolejny raz nie ma pieniędzy, więc rodzice płacą jego rachunki.

Partner nie załatwił swojej sprawy, dlatego robimy to za niego.

Ktoś z rodziny po raz kolejny wpada w problemy, a my natychmiast organizujemy ratunek.

Robimy to z miłości.

Warto jednak czasem zapytać:

Czy moja pomoc rzeczywiście pomaga tej osobie stanąć na nogi, czy tylko sprawia, że nie musi ponosić konsekwencji swoich decyzji?

Odmowa bywa czasami bardziej odpowiedzialna niż kolejny ratunek.

Nie każde „nie” jest brakiem serca.

Poczucie winy po odmowie nie oznacza, że odmowa była zła

To bardzo ważne.

Człowiek przyzwyczajony do ciągłego ustępowania może po pierwszych próbach stawiania granic czuć się fatalnie.

„Może przesadziłam?”

„Powinnam była się zgodzić.”

„Jest mi jej żal.”

„Teraz czuję się okropnie.”

Łatwo wtedy wyciągnąć wniosek:

„Skoro czuję się winna, zrobiłam coś złego.”

Niekoniecznie.

Poczucie winy może pojawić się również dlatego, że zrobiłaś coś nowego, co jest sprzeczne z dotychczasowym sposobem funkcjonowania.

Emocja jest informacją.

Nie zawsze jest wyrokiem.

Kto najbardziej protestuje przeciwko Twoim granicom?

To ciekawe pytanie.

Czasem największy problem z naszym nowym „nie” mają osoby, które najwięcej korzystały z naszego wcześniejszego „tak”.

Kiedy przestajemy być dostępni na każde wezwanie, ktoś może próbować przywrócić dawny porządek.

„Ale zawsze mi pomagałaś.”

„Co Ci szkodzi?”

„Tylko na chwilę.”

„Na Ciebie już naprawdę nie można liczyć.”

W takich sytuacjach warto obserwować nie tylko treść prośby, ale również reakcję na odmowę.

Człowiek może być rozczarowany. Ma do tego prawo.

Jeżeli jednak pojawia się obrażanie, poniżanie, wzbudzanie poczucia winy, groźby albo szantaż emocjonalny, dowiadujemy się czegoś ważnego o tej relacji.

Szacunek do naszego „tak” niewiele znaczy, jeśli ktoś nie potrafi uszanować naszego „nie”.

Granice działają w obie strony

Skoro chcemy mieć prawo do odmowy, musimy również nauczyć się przyjmować odmowę innych.

To bywa trudniejsze, niż się wydaje.

Prosisz przyjaciółkę o pomoc, a ona nie może.

Dorosłe dziecko nie przyjedzie w weekend.

Partner nie ma ochoty uczestniczyć w jakimś wydarzeniu.

Koleżanka nie chce pożyczyć pieniędzy.

Jeżeli cudze „nie” natychmiast odbieramy jako brak miłości, egoizm albo odrzucenie, sami tworzymy dokładnie taką atmosferę, w której odmawianie staje się trudne.

Zdrowa granica oznacza więc:

mam prawo powiedzieć „nie” Tobie i uznaję Twoje prawo do powiedzenia „nie” mnie.

Nie musisz od razu stać się mistrzem asertywności

Osoba, która przez trzydzieści lat niemal zawsze ustępowała, prawdopodobnie nie zmieni tego w jeden dzień.

Nie trzeba zaczynać od najtrudniejszej rozmowy życia.

Można ćwiczyć na małych sytuacjach.

Odmówić czegoś, na co naprawdę nie mamy ochoty.

Nie odbierać telefonu tylko dlatego, że dzwoni.

Nie tłumaczyć się przez pięć minut.

Dać sobie czas przed odpowiedzią.

Powiedzieć:

„Nie, dziękuję.”

I wytrzymać kilka sekund ciszy, które wcześniej wydawały się nie do zniesienia.

Z czasem człowiek odkrywa coś bardzo ważnego.

Świat się nie zawalił.

Nie wszyscy odeszli.

A ci, którzy pozostali, zaczęli poznawać nas nie jako osobę zawsze dostępną, lecz jako człowieka posiadającego własne potrzeby.

Zanim powiesz „tak”, zadaj sobie pięć pytań

Kiedy następnym razem ktoś Cię o coś poprosi, nie odpowiadaj automatycznie. Sprawdź najpierw:

Czy naprawdę chcę to zrobić?

Czy mam na to czas, energię albo pieniądze?

Co stracę, jeśli się zgodzę?

Czy powiedziałabym „tak”, gdybym wiedziała, że druga osoba nie obrazi się po odmowie?

Czy pomagam z życzliwości, czy ze strachu?

Szczególnie czwarte pytanie potrafi wiele wyjaśnić.

Jeżeli jedynym powodem zgody jest lęk przed cudzą reakcją, być może właśnie znalazłaś miejsce, w którym potrzebna jest granica.

„Nie” nie oznacza „nie kocham Cię”

Możesz odmówić partnerowi i nadal go kochać.

Nie spełnić prośby dorosłego dziecka i pozostać dobrą matką.

Nie pożyczyć pieniędzy przyjacielowi i wciąż być jego przyjaciółką.

Możesz także nie uczestniczyć w spotkaniu, nie przyjąć dodatkowego zadania, nie odebrać telefonu, nie tłumaczyć się ze swojej decyzji albo powiedzieć, że coś Ci nie odpowiada.

Twoja wartość nie zależy od liczby ludzi, którym udało Ci się dzisiaj dogodzić.

Relacja, która rozpada się wyłącznie dlatego, że raz powiedziałaś „nie”, prawdopodobnie już wcześniej miała poważny problem.

A jeśli ktoś naprawdę się obrazi?

Może się obrazić.

Tego nie da się wykluczyć.

Stawianie granic nie daje gwarancji, że wszyscy będą zadowoleni. Wręcz przeciwnie — czasem właśnie wtedy dowiadujemy się, kto szanował nas jako człowieka, a kto przede wszystkim cenił naszą dostępność.

Nie oznacza to, że każda obrażona osoba jest zła. Ludzie mają emocje, mogą poczuć rozczarowanie albo potrzebować chwili, żeby przyzwyczaić się do zmiany.

Ważniejsze jest to, co dzieje się później.

Czy potrafimy nadal ze sobą rozmawiać?

A druga osoba szanuje decyzję, nawet jeśli jej się nie podoba?

Musimy za każdym razem zapłacić za odmowę poczuciem winy?

Dobra relacja powinna pomieścić nie tylko zgodę.

Powinna pomieścić również różnicę zdań i odmowę.

Nie chodzi o to, żeby teraz wszystkim odmawiać

Stawianie granic nie oznacza budowania muru.

Nie chodzi o życie według zasady:

„Nikomu nic nie jestem winna.”

Wzajemna pomoc jest jedną z najpiękniejszych części relacji między ludźmi. Dobrze jest czasem zrobić coś, na co nie mamy szczególnej ochoty, ponieważ komuś bliskiemu bardzo na tym zależy. W rodzinie, przyjaźni czy związku naturalnie zdarzają się chwile, kiedy potrzeby drugiej osoby stawiamy przed własną wygodą.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wyjątek staje się zasadą, a jedna osoba niemal zawsze daje, ustępuje i dopasowuje się.

Zdrowe relacje nie prowadzą księgowości każdego gestu.

Powinna w nich jednak istnieć wzajemność.

Naucz się rozróżniać: „nie chcę” i „nie mogę”

Wiele osób czuje, że wolno im odmówić dopiero wtedy, kiedy naprawdę nie mają możliwości spełnienia prośby.

„Nie mogę, bo pracuję.”

jestem chora, odmawiam.

Wyjeżdżam, nie dam rady.

Takie powody wydają się wystarczająco „poważne”.

A co z:

„Nie chcę”?

Czy brak ochoty zawsze jest zbyt słabym argumentem?

Oczywiście życie wymaga obowiązków i nie możemy odmawiać wszystkiego tylko dlatego, że akurat nie mamy ochoty. Istnieją jednak sytuacje, w których naprawdę mamy wybór.

Zaproszenie nie jest wezwaniem.

Prośba nie jest rozkazem.

Oferta nie jest obowiązkiem.

Jeżeli masz prawo wybrać, masz również prawo wybrać „nie”.

Najpierw możesz poczuć dyskomfort, dopiero później wolność

Nauka odmawiania nie zawsze od razu przynosi ulgę.

Początkowo może być dokładnie odwrotnie.

Serce bije szybciej.

W głowie analizujesz rozmowę.

Zastanawiasz się, czy nie zabrzmiałaś zbyt ostro.

Masz ochotę zadzwonić i zmienić zdanie.

To naturalne, kiedy przez lata własne granice znajdowały się na końcu listy.

Z czasem pojawia się jednak coś nowego.

Spokój.

Odkrywasz, że możesz pomagać, kiedy naprawdę chcesz, zamiast robić to z obowiązku. Twoje „tak” zaczyna mieć większą wartość, ponieważ przestaje być automatyczne.

A „nie” przestaje oznaczać odrzucenie drugiego człowieka.

Staje się informacją o Tobie.

O Twoim czasie.

Możliwościach.

Potrzebach.

Granicach.

Czasem najważniejszą osobą, której trzeba przestać odmawiać, jesteś Ty sama

Za każdym razem, kiedy mówisz komuś „tak” wbrew sobie, warto sprawdzić, komu jednocześnie mówisz „nie”.

Własnemu odpoczynkowi?

Planom?

Rodzinie?

Pieniądzom?

Zdrowiu?

Spokojowi?

Czasowi, którego już nikt Ci nie odda?

Nie chodzi o to, żeby od dzisiaj wybierać siebie w każdej sytuacji.

Chodzi o to, żeby wreszcie uwzględnić siebie wśród osób, których potrzeby bierzesz pod uwagę.

Bo można całe życie być człowiekiem, na którego wszyscy mogą liczyć, a jednocześnie nie mieć nikogo, na kogo można liczyć samemu — nawet siebie.

Dlatego następnym razem, kiedy poczujesz na języku automatyczne „dobrze, zrobię”, zatrzymaj się na chwilę.

Nie odpowiadaj od razu.

Sprawdź, czego naprawdę chcesz.

A jeśli odpowiedzią będzie „nie”, spróbuj pozwolić sobie ją wypowiedzieć bez wielkiej mowy obronnej, bez dziesięciu usprawiedliwień i bez przekonania, że właśnie zrobiłaś coś złego.

„Nie” nie jest przeciwieństwem dobroci.

Czasami jest właśnie tym słowem, dzięki któremu możemy nadal być dobrzy dla innych, nie przestając być dobrzy również dla siebie.

Przeczytaj także – Jak nauczyć się być dla siebie dobrym Jak przestać żyć przeszłością

Dlaczego boimy się odejść z nieszczęśliwego związku