Kiedy pomaganie innym zaczyna niszczyć nasze życie?
Pomaganie innym jest jedną z tych cech, które zwykle uznajemy za bezwarunkowo dobre. Cenimy ludzi troskliwych, gotowych wesprzeć bliską osobę, poświęcić jej czas, wysłuchać w trudnej chwili albo zrezygnować z własnej wygody, kiedy ktoś naprawdę potrzebuje pomocy. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy dobroć przestaje być świadomym wyborem, a staje się obowiązkiem, z którego nie potrafimy się wycofać bez poczucia winy. I wtedy możemy powiedzieć, że należy wiedzieć, kiedy pomaganie innym, zaczyna niszczyć nasze życie.
Można przez wiele lat uważać siebie za osobę, która „po prostu taka jest” — zawsze pomoże, zawsze odbierze telefon, zawsze coś załatwi, pożyczy pieniądze, przejmie cudzy problem i znajdzie rozwiązanie. Z zewnątrz wygląda to pięknie, jednak wewnątrz coraz częściej pojawiają się zmęczenie, żal, rozdrażnienie, a czasami nawet poczucie, że inni przyzwyczaili się do naszej dyspozycyjności tak bardzo, iż przestali zauważać, ile nas ona kosztuje.
Warto wtedy zadać sobie niewygodne, ale bardzo potrzebne pytanie: czy nadal pomagam, ponieważ chcę, czy dlatego, że nie potrafię już odmówić?
Dobroć nie wymaga rezygnacji z siebie
Zdrowe pomaganie pozostawia miejsce dla dwóch osób — tej, która otrzymuje wsparcie, oraz tej, która je daje. Potrzeby jednej strony nie powinny automatycznie unieważniać potrzeb drugiej, nawet jeśli sytuacja jest trudna, a emocje silne.
Możesz być dobrym człowiekiem i jednocześnie powiedzieć, że dzisiaj nie masz siły. Masz prawo odmówić kolejnej przysługi, jeśli jej wykonanie oznacza zaniedbanie własnych obowiązków, odpoczynku albo rodziny. Wolno Ci również uznać, że czyjś problem przekracza Twoje możliwości i nie jesteś osobą, która powinna go rozwiązywać.
Wiele osób ma jednak zupełnie inne przekonanie. Uważają, że skoro mogą komuś pomóc, to powinny to zrobić, a odmowa byłaby dowodem egoizmu. Właśnie w tym miejscu dobroć bardzo łatwo zamienia się w poświęcanie siebie.
Dlaczego tak trudno przestać ratować innych?
Nie zawsze chodzi wyłącznie o empatię. Za nadmiernym pomaganiem mogą kryć się potrzeby, których przez długi czas nawet nie zauważamy.
Czasami chcemy być potrzebni, ponieważ poczucie własnej wartości zbudowaliśmy na przekonaniu, że zasługujemy na miłość i akceptację wtedy, gdy jesteśmy użyteczni. Innym razem boimy się konfliktu, odrzucenia albo opinii, że staliśmy się egoistyczni. Zdarza się również, że przez lata pełniliśmy w rodzinie rolę osoby odpowiedzialnej za wszystkich i dorosłe życie jedynie kontynuuje schemat poznany znacznie wcześniej.
Szczególnie trudne bywają sytuacje, w których pomaganie daje poczucie znaczenia. Kiedy ktoś nieustannie nas potrzebuje, możemy czuć się ważni, niezastąpieni i potrzebni, dlatego wycofanie się z roli ratownika staje się zaskakująco trudne.
Nie oznacza to, że pomoc była nieszczera. Pokazuje jedynie, że nawet za dobrymi zachowaniami mogą stać bardzo różne emocje i potrzeby, którym warto przyjrzeć się bez osądzania siebie.
Pomoc czy przejmowanie odpowiedzialności?
Istnieje ogromna różnica między wspieraniem człowieka a przejmowaniem jego życia.
Jeżeli bliska osoba straciła pracę, możemy jej pomóc przygotować CV, podsunąć ofertę albo wesprzeć ją finansowo przez określony czas, jeśli mamy taką możliwość. Nie jesteśmy jednak zobowiązani przez kolejne lata utrzymywać kogoś, kto konsekwentnie odrzuca każdą możliwość zmiany swojej sytuacji.
Podobnie wygląda to w relacjach. Możemy wysłuchać przyjaciółki przechodzącej przez kolejny kryzys, lecz nie jesteśmy odpowiedzialni za podejmowanie za nią decyzji ani za usuwanie konsekwencji wyborów, których dokonuje wbrew wszystkim wcześniejszym doświadczeniom.
Pomoc daje człowiekowi wsparcie w rozwiązaniu jego problemu. Ratowanie sprawia, że zaczynamy rozwiązywać ten problem za niego.
Ta granica jest niezwykle ważna, ponieważ ciągłe usuwanie cudzych konsekwencji może paradoksalnie utrudniać drugiej osobie nauczenie się odpowiedzialności za własne życie.
„Ale jeśli ja tego nie zrobię, kto zrobi?”
To zdanie bardzo często pojawia się w głowie ludzi, którzy przez lata dźwigają zbyt wiele.
Być może rzeczywiście jesteś osobą najbardziej odpowiedzialną w rodzinie. Możliwe, że potrafisz szybciej załatwić pewne sprawy, lepiej zarządzasz pieniędzmi albo zachowujesz spokój w sytuacjach kryzysowych. Zdolność do poradzenia sobie z czymś nie oznacza jednak automatycznie obowiązku robienia tego za wszystkich.
Jeżeli zawsze przejmujesz zadanie, zanim ktoś inny zdąży spróbować, otoczenie bardzo szybko uczy się, że nie musi podejmować wysiłku. Po pewnym czasie powstaje układ, w którym jedna osoba jest przeciążona, a pozostali zaczynają traktować jej pomoc jak coś oczywistego.
Wtedy pojawia się bolesne pytanie: czy naprawdę jestem niezastąpiona, czy przez lata przyzwyczaiłam innych, że zawsze ich zastąpię?
Kiedy pomoc zaczyna mieć zbyt wysoką cenę?
Nie istnieje jedna granica odpowiednia dla wszystkich, jednak własny organizm i emocje często wysyłają sygnały znacznie wcześniej, niż jesteśmy gotowi ich posłuchać.
Jeżeli po kolejnej prośbie czujesz przede wszystkim napięcie zamiast naturalnej chęci pomocy, zaczynasz ukrywać własne potrzeby, stale brakuje Ci czasu na swoje życie albo coraz częściej masz żal do ludzi, którym pomagasz, warto potraktować te reakcje poważnie. Nie świadczą one o tym, że stałaś się złym człowiekiem. Mogą oznaczać, że Twoje granice od dawna są przekraczane.
Szczególnie niepokojąca jest sytuacja, w której cudze problemy regularnie kosztują Cię pieniądze, sen, zdrowie, bezpieczeństwo albo możliwość realizowania własnych planów. Pomoc udzielona raz w wyjątkowych okolicznościach jest czymś zupełnie innym niż życie podporządkowane permanentnemu ratowaniu tej samej osoby.
Poczucie winy nie zawsze oznacza, że robisz coś złego
Pierwsza odmowa może boleć bardziej osobę odmawiającą niż tę, która ją słyszy.
Jeśli przez lata zgadzałaś się niemal na wszystko, powiedzenie „nie” prawdopodobnie uruchomi poczucie winy. Możesz zastanawiać się, czy nie przesadzasz, czy nie jesteś niewdzięczna albo czy prawdziwie dobra osoba nie powinna jednak pomóc.
Warto pamiętać, że poczucie winy jest emocją, a nie nieomylnym sędzią moralnym. Możesz je odczuwać również wtedy, gdy po raz pierwszy robisz coś zdrowego, ale niezgodnego ze swoim dotychczasowym schematem.
Z czasem odmowa staje się łatwiejsza, szczególnie kiedy odkrywamy, że świat nie rozpada się dlatego, że nie rozwiązaliśmy jednego cudzego problemu.
Co się dzieje, kiedy zaczynamy stawiać granice?
Nie wszyscy będą zachwyceni.
Osoby przyzwyczajone do naszej stałej dostępności mogą uznać zmianę za egoizm, obojętność albo brak serca. Ktoś może powiedzieć: „Kiedyś byłaś inna”, chociaż w rzeczywistości oznacza to czasem jedynie: „Kiedyś łatwiej było mi uzyskać od Ciebie to, czego chciałem”.
Nie każda negatywna reakcja świadczy więc o tym, że granica jest niewłaściwa. Niekiedy pokazuje przede wszystkim, jak bardzo komuś odpowiadał jej wcześniejszy brak.
Zdrowa relacja powinna przetrwać słowo „nie”. Człowiek może być rozczarowany naszą odmową, ale nadal szanować prawo do jej wypowiedzenia. Jeśli natomiast bliskość istnieje wyłącznie pod warunkiem nieustannego spełniania cudzych oczekiwań, warto zastanowić się, na czym właściwie została zbudowana.
Nie musisz wybierać między dobrocią a sobą
Stawianie granic nie oznacza, że od tej chwili mamy przestać pomagać komukolwiek. Chodzi raczej o odzyskanie możliwości wyboru.
Zanim zgodzisz się na kolejną prośbę, daj sobie chwilę i zastanów się: Czy naprawdę chcę to zrobić? Czy mam na to zasoby? Jaki będzie koszt tej pomocy dla mnie? Czy wspieram tę osobę, czy kolejny raz zdejmuję z niej odpowiedzialność? Co wydarzyłoby się, gdybym tym razem odmówiła?
Takie pytania nie czynią człowieka mniej wrażliwym. Przeciwnie — pozwalają pomagać w sposób, który nie prowadzi do narastającego żalu i wyczerpania.
Możesz powiedzieć: „Pomogę Ci przez najbliższy tydzień, ale później musisz znaleźć inne rozwiązanie”. Możesz zaoferować rozmowę zamiast pieniędzy, wskazać możliwość uzyskania pomocy zamiast brać cały problem na siebie albo powiedzieć po prostu: „Tym razem nie mogę”.
Granica nie musi być karą. Może być informacją o tym, gdzie kończą się Twoje możliwości.
Najtrudniejsza osoba do uratowania
Bywa, że przez lata tak bardzo koncentrujemy się na potrzebach innych, iż przestajemy zauważać człowieka, którego zostawiliśmy na samym końcu kolejki — siebie.
Odkładamy własne plany, ponieważ ktoś potrzebuje pomocy. Rezygnujemy z odpoczynku, bo trzeba załatwić kolejną sprawę. Wydajemy pieniądze przeznaczone na własne potrzeby, rozwiązujemy cudze kryzysy, usprawiedliwiamy kolejne zachowania i powtarzamy sobie, że jeszcze tylko tym razem.
Tyle że „ten jeden raz” potrafi trwać latami.
Dobroć, która wymaga ciągłego krzywdzenia siebie, przestaje być zdrową dobrocią. Pomaganie nie powinno oznaczać, że jedna osoba może żyć swoim życiem tylko dlatego, że druga stopniowo rezygnuje z własnego.
Być może więc nie musisz przestać być człowiekiem, który pomaga. Wystarczy nauczyć się czegoś znacznie trudniejszego: pomagać innym, nie opuszczając przy tym samej siebie.
Bo Twoje potrzeby nie stają się mniej ważne tylko dlatego, że ktoś obok potrzebuje Cię bardzo mocno.
Przeczytaj także – Dlaczego tak trudno powiedzieć: nie Dlaczego pozwalam innym źle mnie traktować