Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Pije tylko wieczorem. Czy to już alkoholizm?

Pije tylko wieczorem. Czy to już alkoholizm?

Rano budzik dzwoni o szóstej trzydzieści. Prysznic, kawa, schludne ubranie i wyjście do pracy. Spotkania, telefony, obowiązki, zakupy po drodze do domu. Wszystko wygląda zwyczajnie.

Wieczorem pojawia się alkohol.

Najpierw kieliszek wina do kolacji. Piwo przed telewizorem. Drink, żeby odpocząć po ciężkim dniu. Z czasem jeden kieliszek zamienia się w dwa, dwa w trzy, a butelka coraz częściej okazuje się najlepszym sposobem na zakończenie dnia.

Nikt w pracy niczego nie podejrzewa.

Rodzina może długo nie widzieć problemu. Znajomi powiedzieliby nawet: „Alkoholik? Przecież on normalnie pracuje”.

Sama osoba pijąca również może być przekonana, że wszystko jest w porządku.

Przecież nie pije rano.

Alkohol pojawia się „tylko wieczorem”.

Do pracy przychodzi trzeźwa, prowadzi normalne życie i nadal ma rodzinę oraz swoje stanowisko. Nie pasuje więc do stereotypowego obrazu osoby uzależnionej.

Czy to wystarczy, żeby uznać, że problemu nie ma?

Niekoniecznie.

Alkoholizm nie zawsze wygląda tak, jak go sobie wyobrażamy

Wiele osób ma w głowie bardzo konkretny obraz człowieka uzależnionego od alkoholu.

Zaniedbany. Bez pracy. Pijący od rana. Mający problemy finansowe. Często nietrzeźwy. Z widocznymi konsekwencjami wieloletniego picia.

Taki obraz istnieje, ale pokazuje tylko część rzeczywistości.

Problem alkoholowy może przez długi czas rozwijać się za drzwiami mieszkania, podczas gdy na zewnątrz człowiek funkcjonuje bez większych zastrzeżeń. Ma wykształcenie, dobrą pracę, rodzinę, samochód, mieszkanie. Płaci rachunki, odbiera dzieci ze szkoły, robi zakupy i pojawia się na spotkaniach.

Wieczorem otwiera butelkę.

Regularnie.

Właśnie dlatego problem może pozostawać niezauważony przez lata.

Nie pasuje do stereotypu.

„Przecież normalnie chodzę do pracy”

To jeden z najmocniejszych argumentów, jakich używają osoby próbujące przekonać siebie, że kontrolują picie.

Skoro pracuję, nie mogę być uzależniony.

Tyle że zdolność do wykonywania obowiązków nie jest testem wykluczającym problem z alkoholem.

Człowiek może długo utrzymywać wysoki poziom funkcjonowania mimo coraz bardziej niezdrowej relacji z alkoholem. Szczególnie jeśli ma uporządkowane życie, silne poczucie obowiązku i dużo do stracenia.

Praca bywa wręcz jednym z ostatnich miejsc, w których problem staje się widoczny.

Cała energia może iść w zachowanie pozorów.

Każdego ranka trzeba wstać, przygotować się i wyglądać tak, jakby wszystko było w porządku. W pracy czekają zadania, obowiązki i ludzie, przed którymi należy zachować pozory normalności. Najważniejsze staje się jedno – dotrwać do końca dnia.

A później można wrócić do domu i wreszcie się napić.

Z czasem właśnie myśl o tym wieczornym alkoholu może stawać się coraz ważniejsza.

Kieliszek jako nagroda za przetrwanie dnia

„Należy mi się”.

To niewinne zdanie potrafi wiele powiedzieć.

Trudny dzień w pracy? Kieliszek wina.

Konflikt z szefem? Drink.

Zmęczenie? Piwo.

Dzieci wreszcie zasnęły? Można otworzyć butelkę.

Udało się zakończyć ważny projekt? Trzeba to uczcić.

Pojawia się schemat, w którym alkohol staje się nagrodą, ulgą i sposobem przechodzenia z trybu obowiązków do odpoczynku.

Początkowo nie musi wyglądać niepokojąco.

Problem zaczyna się wtedy, gdy bez alkoholu coraz trudniej osiągnąć ten sam stan odprężenia.

Wieczór bez kieliszka wydaje się pusty.

Ciało jest zmęczone, ale głowa nie potrafi się wyłączyć.

Pojawia się rozdrażnienie.

„Czegoś brakuje”.

Wtedy warto zadać sobie pytanie nie tylko o ilość wypijanego alkoholu, lecz również o rolę, jaką zaczął pełnić.

Picie alkoholu wieczorem może stać się rytuałem

Rytuały dają poczucie bezpieczeństwa.

Kawa rano.

Spacer po obiedzie.

Książka przed snem.

Nie każdy rytuał jest oczywiście problemem. W przypadku alkoholu ważne jest jednak to, co dzieje się wtedy, gdy człowiek próbuje z niego zrezygnować.

Wyobraź sobie osobę, która każdego wieczoru wypija dwa lub trzy kieliszki wina.

Pytasz:

„Może dzisiaj bez wina?”

Odpowiedź brzmi:

„Dlaczego? Przecież nic mi nie jest”.

Następnego dnia temat wraca.

„Nie przesadzaj. Mogę nie pić, tylko nie widzę powodu”.

To charakterystyczny paradoks.

Człowiek twierdzi, że bez problemu może zrezygnować z alkoholu, ale jednocześnie bardzo nie chce sprawdzić, czy rzeczywiście potrafi.

„Mogę przestać, kiedy chcę”

Samo wypowiedzenie tych słów nie świadczy o kontroli.

Kontrolę pokazuje zachowanie.

Jeżeli ktoś rzeczywiście może nie pić, dłuższa przerwa nie powinna być źródłem ciągłych negocjacji z samym sobą.

Tymczasem czasami już po kilku dniach pojawiają się argumenty.

„Przecież weekend się nie liczy”.

„Jedno piwo to nie picie”.

„Wino jest zdrowe”.

„Nie mam problemu, więc dlaczego mam sobie odmawiać?”

„Cały tydzień nie piłem”.

Umysł zaczyna szukać powodów, żeby wrócić do wieczornego rytuału.

Nie musi to automatycznie oznaczać uzależnienia. Jest jednak sygnałem, którego nie warto ignorować.

Czy picie codziennie wieczorem oznacza alkoholizm?

Nie da się rozpoznać uzależnienia wyłącznie na podstawie informacji, że ktoś pije wieczorem.

Znaczenie mają między innymi częstotliwość, ilość alkoholu, utrata kontroli, głód alkoholu, rosnąca tolerancja, konsekwencje picia oraz to, czy człowiek potrafi ograniczyć lub przerwać picie mimo wcześniejszych planów.

Godzina również nie rozstrzyga sprawy.

Picie o dwudziestej pierwszej nie jest z definicji bezpieczniejsze tylko dlatego, że ktoś nigdy nie pije o dziewiątej rano.

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi:

co się dzieje, kiedy alkoholu wieczorem zabraknie?

Jeżeli odpowiedzią jest obojętność, sytuacja wygląda inaczej niż wtedy, gdy pojawiają się napięcie, złość, niepokój albo natychmiastowa potrzeba pójścia do sklepu.

Samotne picie łatwo ukryć

W towarzystwie istnieją pewne naturalne ograniczenia.

Ktoś widzi, ile wypiliśmy. Spotkanie kiedyś się kończy. Trzeba wrócić do domu. Inni przestają pić.

W samotności takich granic może nie być.

Nikt nie liczy kieliszków.

Nikt nie pyta: „Nie za dużo?”

Można dolać jeszcze trochę.

Potem jeszcze jeden.

Butelkę wyrzucić rano.

Nową kupić po pracy.

Z czasem samotne picie może stać się czymś bardzo prywatnym. Człowiek nie chce już nawet pić w towarzystwie, ponieważ wtedy musiałby kontrolować ilość.

W domu nie musi.

Kiedy zaczyna się ukrywanie?

Nie zawsze od chowania butelki w szafie.

Czasami pierwszym etapem jest pomniejszanie ilości.

„Wypiłem dwa”.

W rzeczywistości były cztery.

Innym razem człowiek kupuje alkohol w różnych sklepach, żeby kasjer nie widział go codziennie.

Butelki trafiają głębiej do kosza. Kieliszek jest szybko myty. Alkohol przelewany jest do kubka, żeby dzieci nie widziały.

Pojawia się picie przed powrotem partnera albo czekanie, aż wszyscy pójdą spać.

Wtedy problem przestaje dotyczyć jedynie samego alkoholu.

Dołącza tajemnica.

Jeżeli człowiek zaczyna organizować rzeczywistość tak, żeby inni nie wiedzieli, ile naprawdę pije, warto potraktować to bardzo poważnie.

Wykształcenie nie chroni przed uzależnieniem

Lekarz może mieć problem z alkoholem.

Nauczyciel również.

Prawnik, przedsiębiorca, księgowa, informatyk, pielęgniarka, menedżer czy profesor nie dostają immunitetu tylko dlatego, że są wykształceni i odnoszą sukcesy.

Inteligencja może nawet pomagać w tworzeniu bardzo przekonujących usprawiedliwień.

Człowiek zna argumenty.

Potrafi logicznie tłumaczyć swoje zachowanie.

Umie porównywać się z ludźmi pijącymi więcej.

„Nie jestem uzależniony, bo nie mam objawów odstawienia”.

„Nie piję wysokoprocentowego alkoholu”.

„To tylko dobre wino”.

„Nigdy nie zaniedbałem pracy”.

Brzmi racjonalnie.

Tyle że uzależnienie nie pyta o dyplom.

Kobieta, która wieczorem otwiera wino

Ukryty problem alkoholowy może być szczególnie trudny do zauważenia u kobiet.

Wieczorne wino bywa przedstawiane jako element odpoczynku i nagroda po intensywnym dniu.

Dzieci śpią.

Dom ogarnięty.

Laptop zamknięty.

Wreszcie chwila dla siebie.

Kieliszek zaczyna kojarzyć się z ulgą.

Po pewnym czasie jeden przestaje wystarczać. Nalewany jest drugi, potem trzeci. Butelka, która kiedyś wystarczała na kilka dni, coraz częściej znika w jeden wieczór.

Rano kobieta wstaje.

Robi makijaż.

Prowadzi dzieci do szkoły.

Jedzie do pracy.

Nikt nie widzi tego, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru.

Ona sama może myśleć:

„Gdybym naprawdę miała problem, nie dawałabym rady tego wszystkiego robić”.

Właśnie to przekonanie może przez długi czas opóźniać szukanie pomocy.

Mężczyzna, który „tylko odreagowuje”

Schemat może wyglądać inaczej, ale mechanizm pozostaje podobny.

Po pracy piwo.

Potem drugie.

Wieczorem whisky.

„Muszę się jakoś zresetować”.

Rodzina przyzwyczaja się, że po określonej godzinie lepiej nie poruszać ważnych tematów. Partnerka widzi zmianę tonu głosu. Dzieci wiedzą, kiedy tata staje się bardziej drażliwy albo przesadnie wesoły.

Następnego ranka wszystko wraca do normy.

Właśnie ta powtarzalność jest szczególnie myląca.

Skoro rano jest normalnie, łatwo uznać, że wieczorem również nie wydarzyło się nic poważnego.

Tolerancja rośnie po cichu

Kiedyś wystarczał jeden kieliszek.

Później potrzebne są dwa.

Z czasem trzy nie robią większego wrażenia.

Człowiek może nawet traktować „mocną głowę” jak zaletę.

W rzeczywistości rosnąca tolerancja oznacza, że organizm przystosowuje się do alkoholu i do uzyskania podobnego efektu potrzeba większej ilości.

To może rozwijać się stopniowo.

Właśnie dlatego trudno zauważyć moment, w którym granica została przekroczona.

Nie ma jednego poranka, kiedy człowiek budzi się i nagle staje się osobą uzależnioną.

Częściej jest to proces.

Alkohol „na sen” nie daje tego, czego się po nim spodziewamy

Wiele osób pije wieczorem właśnie dlatego, że po alkoholu szybciej zasypia.

„Bez kieliszka przewracam się z boku na bok”.

To zdanie powinno zwrócić uwagę.

Alkohol może ułatwiać zaśnięcie, ale nie oznacza to, że zapewnia zdrowy, regenerujący sen. Może zaburzać jego jakość i powodować wybudzenia w drugiej części nocy.

Rano człowiek wstaje zmęczony.

Pije więcej kawy.

Funkcjonuje przez cały dzień na napięciu.

Wieczorem znów potrzebuje czegoś, żeby się wyłączyć.

Powstaje błędne koło.

Alkohol ma pomagać odpocząć, ale z czasem może dokładać kolejny powód, dla którego odpoczynku potrzebujemy jeszcze bardziej.

Kiedy „lubię wypić” zmienia się w „potrzebuję wypić”?

Granica nie zawsze jest wyraźna.

Dlatego zamiast zastanawiać się wyłącznie nad nazwą problemu, warto obserwować zachowanie.

Czy myślisz o alkoholu jeszcze przed powrotem do domu?

Denerwujesz się, gdy okazuje się, że nie ma go w lodówce?

Planujesz zakupy tak, żeby na wieczór zawsze była butelka?

Nalewasz więcej, niż wcześniej zamierzałeś?

Ukrywasz rzeczywistą ilość przed partnerem?

Zdarza Ci się obiecywać sobie, że dzisiaj nie wypijesz, a wieczorem zmieniać zdanie?

Potrzebujesz coraz większej ilości, żeby poczuć ten sam efekt?

Wieczór bez alkoholu zaczyna wydawać się trudny?

Pojedyncza odpowiedź nie jest diagnozą. Im więcej jednak pojawia się takich sygnałów, tym mniej sensowne staje się uspokajanie siebie wyłącznie zdaniem: „Przecież normalnie pracuję”.

Najbardziej niebezpieczne może być to, że długo nic się nie wali

Przez długi czas nie wydarza się żadna spektakularna katastrofa. Człowiek nadal ma pracę, w domu pozornie wszystko funkcjonuje, nie dochodzi do interwencji policji ani rozpadu małżeństwa. Z zewnątrz życie wciąż wygląda zupełnie normalnie.

Jeszcze.

Właśnie brak dramatycznych konsekwencji pozwala przez długi czas wierzyć, że sytuacja jest pod kontrolą.

Człowiek patrzy na swoje życie i widzi dowody normalności.

Pensja wpływa.

Rachunki zapłacone.

Samochód stoi pod domem.

Dzieci mają wszystko, czego potrzebują.

Problem polega na tym, że uzależnienie nie musi od razu zabierać wszystkiego.

Może odbierać życie po kawałku.

Najpierw swobodę wyboru.

Później spokojny sen.

Następnie wieczory bez alkoholu.

Z czasem relacje, zdrowie, energię i poczucie własnej wartości.

Zrób prosty eksperyment

Jeżeli zastanawiasz się nad własnym piciem, zamiast przez kolejne miesiące przekonywać siebie, że wszystko jest pod kontrolą, warto porozmawiać ze specjalistą i przyjrzeć się wzorcowi picia.

Możesz też zwrócić uwagę na własną reakcję na samą myśl o dłuższym okresie bez alkoholu.

Co czujesz, gdy wyobrażasz sobie kilka tygodni bez wieczornego wina, piwa czy drinka?

Spokój?

Obojętność?

A może natychmiast pojawia się bunt:

„Po co?”

„Bez przesady”.

„Przecież nie jestem alkoholikiem”.

„Nie zamierzam sobie wszystkiego odmawiać”.

Sama siła tej reakcji może być informacją wartą zauważenia.

Jeśli pijesz regularnie lub w większych ilościach, nie podejmuj gwałtownego odstawienia bez konsultacji medycznej. U osób z fizyczną zależnością nagłe przerwanie picia może wywołać niebezpieczne objawy odstawienne.

Nie trzeba czekać, aż wszystko się rozpadnie

To chyba najważniejsza rzecz.

Pomocy nie trzeba szukać dopiero wtedy, kiedy człowiek straci pracę, rodzinę albo zdrowie.

Nie trzeba również najpierw udowodnić sobie, że jest się „prawdziwym alkoholikiem”.

Można zgłosić się do specjalisty dlatego, że niepokoi Cię własna relacja z alkoholem.

To wystarczający powód.

Rozmowa z terapeutą uzależnień czy lekarzem nie odbiera nikomu godności. Nie oznacza również automatycznie otrzymania konkretnej diagnozy.

Pozwala natomiast spojrzeć na sytuację bez codziennych usprawiedliwień.

Pije tylko wieczorem. Czy to już alkoholizm?

Być może tak, a być może nie.

Samo picie wieczorem nie wystarcza do postawienia diagnozy uzależnienia od alkoholu. Również fakt, że ktoś rano wstaje, pracuje, prowadzi firmę, wychowuje dzieci i wygląda na człowieka, który świetnie radzi sobie z życiem, nie jest dowodem, że problemu nie ma.

Warto patrzeć głębiej.

Nie tylko na to, kiedy pijesz.

Zobacz również, dlaczego pijesz, ile pijesz, jak często to robisz i co dzieje się, kiedy próbujesz nie pić.

Zastanów się, czy alkohol nadal jest jedną z wielu możliwości, czy powoli staje się obowiązkowym punktem każdego wieczoru.

Najważniejsze pytanie może wcale nie brzmieć:

„Czy jestem alkoholikiem?”

Czasem lepiej zacząć od prostszego:

„Dlaczego tak trudno mi wyobrazić sobie wieczór bez alkoholu?”

Jeżeli odpowiedź budzi niepokój, nie warto czekać na moment, kiedy problem stanie się widoczny również dla innych.

Bo uzależnienie nie zawsze zaczyna się od utraty pracy, rozpadu rodziny czy picia od rana.

Czasami przez bardzo długi czas wygląda zupełnie zwyczajnie.

Eleganckie ubranie. Dobry zawód. Odpowiedzialne stanowisko. Uśmiech w pracy.

A wieczorem, za zamkniętymi drzwiami, kolejny kieliszek.

I myśl:

„Przecież piję tylko wieczorem”.

Przeczytaj także – „Dlaczego alkoholik obiecuje, że nie będzie pił, a znowu pije „Lęk przed zmianą – dlaczego boimy się zrobić pierwszy krok? Jak przestać przejmować się opinią innych i zacząć żyć po swojemu

Zapraszam również do Biblioteki lustra losu