Telefon leży na stole. Właśnie przeczytałaś wiadomość, która Cię zabolała.
Pierwsza reakcja przychodzi natychmiast: odpisać. I to tak, żeby druga osoba dokładnie zrozumiała, co o niej myślisz.
Palce są już na klawiaturze. Zdania układają się same, każde ostrzejsze od poprzedniego.
Na szczęście coś Cię zatrzymuje.
Odkładasz telefon.
Mija godzina. Potem druga. Wieczorem czytasz jeszcze raz wiadomość, którą chciałaś wysłać, i myślisz:
„Dobrze, że tego nie zrobiłam.”
Chyba każdy zna podobną sytuację.
Pod wpływem złości, strachu, rozczarowania, zazdrości czy poczucia krzywdy potrafimy podejmować decyzje, których kilka godzin później już nie rozumiemy. W tamtej chwili wydawały się jednak całkowicie słuszne.
Dlaczego?
Ponieważ silna emocja potrafi zmienić nie tylko nasze samopoczucie. Zmienia również sposób, w jaki interpretujemy sytuację.
Emocje są potrzebne, ale nie zawsze powinny podejmować decyzje
Złość może powiedzieć:
„Ktoś przekroczył moją granicę.”
Strach ostrzega:
„Uważaj, coś może Ci zagrażać.”
Smutek pokazuje, że coś straciliśmy albo czegoś ważnego nam brakuje.
Zazdrość nieraz ujawnia lęk przed utratą człowieka, pozycji czy poczucia własnej wartości.
Każda z tych emocji niesie jakąś informację.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamiast tej informacji wysłuchać, oddajemy emocji prawo do natychmiastowego działania.
To trochę tak, jakby zapaliła się kontrolka w samochodzie, a kierowca zamiast sprawdzić, co oznacza, natychmiast wysiadł i sprzedał samochód.
Kontrolka była potrzebna.
Decyzja już niekoniecznie.
W złości wszystko wygląda inaczej
Wyobraź sobie kłótnię z partnerem.
Pada jedno zdanie za dużo. Czujesz się niedoceniona, zlekceważona albo niesprawiedliwie potraktowana.
W jednej chwili wracają również inne sytuacje.
„On zawsze taki jest.”
„Nigdy mnie nie rozumie.”
„Mam już tego dosyć.”
Nagle przestajesz reagować wyłącznie na dzisiejszą sprzeczkę. Dołączają do niej wcześniejsze żale, niewypowiedziane pretensje i wspomnienia wszystkich momentów, kiedy czułaś się podobnie.
Po kilku minutach awantura o jedną rzecz staje się rozprawą nad całym związkiem.
Padają słowa:
„To nie ma sensu.”
„Odchodzę.”
„Już nigdy więcej.”
Nazajutrz sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
Problem nadal istnieje. Być może naprawdę trzeba o nim porozmawiać. Tyle że nie wydaje się już końcem świata.
Właśnie dlatego niektórych decyzji nie warto podejmować w najgorętszym momencie konfliktu.
Zatrzymanie się nie oznacza ucieczki
Czasami ludzie obawiają się, że jeśli nie odpowiedzą natychmiast, okażą słabość.
Ktoś powiedział coś przykrego? Trzeba od razu odpowiedzieć.
Partner prowokuje? Należy natychmiast postawić go do pionu.
Szef zdenerwował? Najchętniej jeszcze tego samego dnia rzucilibyśmy wypowiedzenie na biurko.
Tymczasem odłożenie reakcji może być oznaką czegoś zupełnie przeciwnego.
Samokontroli.
Powiedzenie:
„Jestem teraz zbyt zdenerwowana. Wrócę do tej rozmowy później”
nie oznacza przegranej.
Powiem ci, co ja robię, kiedy mam trudny moment, jestem zdenerwowana. Otóż, życie nauczyło mnie, że nigdy nie pojmuję decyzji w nerwach. To najwiąksza głupota, jaka może być. Zawsze pozwalam problemowi przeczekać noc, niech to wszystko się przetrze. I co się dzieje? Na drugi dzień, odpowiedz jest całkiem inna, rozsądna.
To decyzja, że nie pozwolimy chwilowej emocji mówić za nas.
Człowiek spokojny również potrafi powiedzieć „nie”, odejść, zakończyć relację, postawić granicę albo zmienić pracę.
Różnica polega na tym, że robi to dlatego, że podjął decyzję, a nie dlatego, że wybuchł.
Strach także potrafi podejmować decyzje za nas
Nie tylko złość bywa złym doradcą.
Strach jest równie przekonujący.
Pojawia się propozycja zmiany pracy, nowa znajomość, możliwość przeprowadzki albo szansa zrobienia czegoś, o czym od dawna marzyliśmy.
Pierwsza myśl:
„A jeśli się nie uda?”
Za chwilę pojawia się następna:
„Stracę to, co mam.”
Potem wyobraźnia rozpoczyna własną produkcję.
Widzimy porażkę, problemy, rozczarowanie i wszystkie możliwe komplikacje. Co ciekawe, żadna z tych rzeczy jeszcze się nie wydarzyła.
Po godzinie jesteśmy już niemal pewni, że najlepszą decyzją jest:
„Zostaję tam, gdzie jestem.”
Czy rzeczywiście?
Być może.
Tyle że warto sprawdzić, czy decyzję podjął rozsądek, czy strach przed zmianą.
Nawet zakochanie może odebrać nam trzeźwość spojrzenia
Silne pozytywne emocje również wpływają na ocenę sytuacji.
Początek związku jest doskonałym przykładem.
Spotykamy kogoś, przy kim świat zaczyna wyglądać inaczej. Fascynacja jest ogromna, chcemy być razem jak najczęściej, a wszystko w tej osobie wydaje się wyjątkowe.
Wtedy łatwo podejmować wielkie decyzje.
Wspólne mieszkanie po kilku tygodniach.
Pożyczanie pieniędzy.
Rezygnacja z własnych planów.
Przeprowadzka.
Podporządkowanie życia nowej relacji.
Samo zakochanie nie jest oczywiście niczym złym. To jeden z najpiękniejszych stanów, jakich możemy doświadczyć.
Warto jedynie pamiętać, że zachwyt również jest emocją.
A kiedy jesteśmy zachwyceni człowiekiem, łatwiej zauważamy to, co potwierdza nasze dobre zdanie o nim, i znacznie chętniej znajdujemy usprawiedliwienia dla rzeczy, które powinny dać nam do myślenia.
Nie każda decyzja może czekać
Zasada „poczekaj, aż emocje opadną” nie działa w każdej sytuacji.
Jeżeli ktoś znajduje się w niebezpieczeństwie, trzeba reagować.
Gdy przekraczane są nasze granice, czasem należy powiedzieć stanowcze „stop” właśnie teraz.
Istnieją też sytuacje, w których zwlekanie może pogorszyć problem.
Dlatego nie chodzi o to, żeby nigdy nie działać pod wpływem emocji.
Ważniejsze jest rozróżnienie:
Czy sytuacja wymaga natychmiastowego działania, czy tylko moja emocja domaga się natychmiastowej reakcji?
To jedno pytanie może uchronić przed wieloma pochopnymi decyzjami.
Jedna noc potrafi zmienić perspektywę
„Prześpij się z tym” brzmi banalnie.
A jednak w wielu sytuacjach jest niezwykle rozsądną radą.
Zanim wyślesz wiadomość napisaną w złości, zostaw ją na chwilę i przeczytaj ponownie później.
Wypowiedzenie złożone pięć minut po awanturze może być decyzją, której następnego dnia będziesz żałować.
Jedna kłótnia również nie musi oznaczać końca wieloletniej przyjaźni.
A jeśli cały dzień był fatalny, pozwól mu po prostu minąć, zanim zdecydujesz o czymś, co może wpłynąć na kolejne lata Twojego życia.
Daj sobie kilka godzin.
Wyjdź na spacer. Zjedz coś. Odpocznij. Porozmawiaj z kimś, kto nie będzie dolewał oliwy do ognia. Zajmij umysł czymś innym.
Następnego dnia problem prawdopodobnie nadal będzie wymagał rozwiązania.
Ty jednak możesz już patrzeć na niego z innego miejsca.
Nie podejmuj trwałych decyzji pod wpływem chwilowych emocji
To zdanie warto zapamiętać.
Nie podejmuj trwałej decyzji pod wpływem emocji, której jutro możesz już nie czuć.
Dzisiejsza wściekłość może minąć.
Panika może osłabnąć.
Poczucie upokorzenia może ustąpić.
Pierwszy zachwyt również kiedyś się uspokoi.
Skutki decyzji mogą natomiast zostać na znacznie dłużej.
Oczywiście czas nie zawsze zmienia zdanie.
Bywa wręcz odwrotnie.
Mijają dwa dni, tydzień albo miesiąc, emocje opadają, a my nadal wiemy:
„Nie chcę już tak żyć.”
I właśnie wtedy decyzja nabiera innego znaczenia.
Nie jest wybuchem.
Jest świadomością.
Trzy pytania przed ważną decyzją
Kiedy emocje są bardzo silne, warto na chwilę przestać zastanawiać się, co zrobić, i najpierw odpowiedzieć sobie na trzy prostsze pytania.
Co teraz czuję?
Nazwij to możliwie dokładnie.
Nie tylko:
„Jest mi źle.”
Może czujesz złość? Strach? Zazdrość? Wstyd? Rozczarowanie? Bezradność? Poczucie odrzucenia?
Samo nazwanie emocji pomaga oddzielić ją od faktów.
Co naprawdę wiem?
Tutaj zaczyna się trudniejsza część.
Oddziel fakty od własnych interpretacji.
Faktem może być:
„Nie odpowiedział na moją wiadomość od pięciu godzin.”
Interpretacją:
„Już mu na mnie nie zależy.”
Fakt:
„Szef skrytykował mój projekt.”
Interpretacja:
„Uważa mnie za beznadziejną i zaraz mnie zwolni.”
Fakt:
„Partner chce dziś pobyć sam.”
Interpretacja:
„Na pewno ma kogoś innego.”
Nasze emocje często reagują nie na to, co się wydarzyło, lecz na historię, którą natychmiast do tego dopisaliśmy.
Co zrobiłabym, gdybym była spokojniejsza?
To pytanie nie oznacza:
„Co zrobiłabym, gdybym niczego nie czuła?”
Emocji nie trzeba usuwać.
Wyobraź sobie jedynie siebie jutro rano albo za kilka dni. Nadal pamiętasz, co się wydarzyło, ale nie jesteś już w samym środku burzy.
Co wtedy chciałabyś zrobić?
Porozmawiać?
Postawić granicę?
Poczekać?
Przeprosić?
Odejść?
A może uznać, że sprawa nie była warta wojny?
Odpowiedź często pojawia się dopiero wtedy, gdy przestajemy walczyć z własnymi emocjami.
Uważaj na ludzi, którzy podejmują decyzje za Ciebie
W trudnych chwilach naturalnie szukamy kogoś, komu możemy się wygadać.
To może bardzo pomóc.
Pod warunkiem że trafimy na człowieka, który pomoże nam zobaczyć sytuację, zamiast natychmiast mówić, co mamy zrobić.
„Ja na twoim miejscu natychmiast bym go zostawiła.”
„Rzuć tę pracę.”
„Nie odzywaj się do niej więcej.”
„Pokaż mu, że z tobą się tak nie postępuje.”
Takie rady bywają wypowiadane w dobrej wierze.
Tylko że osoba udzielająca rady nie będzie później żyła z jej konsekwencjami.
Ty będziesz.
Dobra rozmowa powinna pomóc odzyskać jasność, a nie zastąpić własną decyzję cudzą.
Spokój nie oznacza, że wszystko akceptujesz
Istnieje pewne nieporozumienie związane ze spokojem.
Czasem wyobrażamy sobie spokojnego człowieka jako kogoś, kto wszystko znosi, wszystkim ustępuje i nigdy się nie złości.
To nie jest spokój.
To może być tłumienie siebie.
Prawdziwy spokój pozwala powiedzieć:
„Nie zgadzam się.”
„Nie chcę być tak traktowana.”
„Ta sytuacja mi nie odpowiada.”
„Odchodzę.”
Można wypowiedzieć te zdania bez krzyku.
Niekiedy właśnie najważniejsze decyzje podejmujemy bardzo cicho.
Nie dlatego, że niczego już nie czujemy.
Po prostu przestaliśmy pozwalać emocjom prowadzić samochód.
Czasami emocje wiedzą coś wcześniej
Nie chciałabym jednak zostawić Cię z przekonaniem, że emocjom nie należy ufać.
Wręcz przeciwnie.
Nieraz długo próbujemy sobie coś racjonalnie tłumaczyć, podczas gdy wewnętrzny niepokój powraca.
Czujemy się źle przy określonym człowieku, choć trudno wskazać jeden konkretny powód.
Każde spotkanie z kimś pozostawia napięcie.
Praca wygląda świetnie na papierze, lecz codziennie rano coraz trudniej do niej iść.
W takich sytuacjach emocji nie należy lekceważyć.
Warto je potraktować jak wiadomość:
„Zatrzymaj się. Przyjrzyj się temu dokładniej.”
Nie musimy natychmiast wykonywać ich poleceń.
Powinniśmy jednak wysłuchać tego, co próbują nam powiedzieć.
Najlepsze decyzje powstają ze współpracy
Rozum bez emocji może prowadzić do życia poprawnego, ale pozbawionego tego, czego naprawdę pragniemy.
Emocje bez rozsądku potrafią natomiast zaprowadzić nas tam, gdzie przeżyjemy wiele — niekoniecznie tego, czego chcieliśmy.
Dlatego nie trzeba wybierać jednego przeciwko drugiemu.
Emocje mogą powiedzieć:
„To jest dla mnie ważne.”
Rozum może zapytać:
„Co z tym zrobię?”
Doświadczenie doda:
„Już kiedyś przeżyłam coś podobnego.”
A wewnętrzny spokój pozwoli zdecydować:
„Teraz wiem, czego chcę.”
Daj sobie czas, zanim powiesz „tak” albo „nie”
Nie każda odpowiedź musi pojawić się natychmiast.
Możesz powiedzieć:
„Muszę to przemyśleć.”
„Porozmawiajmy jutro.”
„Nie chcę teraz podejmować decyzji.”
„Potrzebuję chwili dla siebie.”
W świecie, który oczekuje natychmiastowych reakcji, umiejętność zatrzymania się staje się ogromną siłą.
Najważniejsze decyzje naszego życia rzadko stają się gorsze tylko dlatego, że daliśmy sobie chwilę na ich przemyślenie.
A kiedy emocje trochę opadną, warto wrócić do trzech pytań:
Co teraz czuję?
Jakie fakty naprawdę znam?
Jaką decyzję podjęłabym, gdyby emocje trochę opadły?
Nie chodzi o to, żeby przestać czuć.
Chodzi o to, żeby nie oddawać jednej chwili władzy nad tym, co może wpłynąć na kolejne lata naszego życia.
Bo emocje są ważną częścią nas.
Ale najważniejsze decyzje dobrze podejmować wtedy, kiedy serce nadal ma głos, a rozum znów potrafi go usłyszeć.
Przeczytaj także- Jak przestać się zamartwiać? Kiedy myślenie o problemie przestaje pomagać
Jak odpuścić to, na co nie mamy wpływu?
Zapraszam Biblioteki lustra losu