Kiedy byliśmy dziećmi, wakacje wydawały się niemal nieskończone. Dwa miesiące potrafiły pomieścić całe światy: wyjazdy, zabawy, nowych znajomych, nudne deszczowe popołudnia i długie wieczory, podczas których nikt nie zastanawiał się, który właściwie jest dzień.
Z biegiem lat coś się jednak zmienia.
Mamy wrażenie, że dopiero rozbieraliśmy choinkę, a już zbliża się lato. Ledwie skończyły się wakacje, sklepy zaczynają przypominać o Bożym Narodzeniu. Kolejne urodziny pojawiają się podejrzanie szybko, natomiast zdanie „Jak ten rok zleciał!” wraca coraz częściej.
Oczywiście zegary nie przyspieszają. Minuta nadal ma sześćdziesiąt sekund, doba dwadzieścia cztery godziny, a rok mniej więcej 365 dni.
Dlaczego więc wraz z wiekiem tak wielu ludzi odnosi wrażenie, że czas płynie coraz szybciej?
Odpowiedź okazuje się znacznie ciekawsza, niż mogłoby się wydawać.
Czas zegara i czas naszego umysłu to nie to samo
Fizyka może dokładnie zmierzyć upływ czasu. Nasze doświadczenie nie działa jednak jak stoper.
Pięć minut oczekiwania na spóźniający się autobus potrafi ciągnąć się nieznośnie długo. Tymczasem godzina interesującej rozmowy mija niemal niezauważona.
Podobnie dzieje się w większej skali.
Upływu czasu nie odbieramy wyłącznie poprzez minuty i godziny. Ogromne znaczenie mają emocje, uwaga, pamięć, liczba nowych doświadczeń oraz to, czym wypełniamy kolejne dni.
Dlatego dwie osoby mogą przeżyć dokładnie ten sam miesiąc, a później zupełnie inaczej ocenić jego długość.
Jednej będzie się wydawało, że wydarzyło się w nim mnóstwo rzeczy.
Druga powie:
„Nawet nie wiem, kiedy minął.”
Rok dziecka jest ogromną częścią jego życia
Istnieje bardzo intuicyjne wyjaśnienie naszego odczuwania czasu.
Dla pięcioletniego dziecka jeden rok stanowi aż jedną piątą całego dotychczasowego życia. U osoby pięćdziesięcioletniej to zaledwie jedna pięćdziesiąta.
Nie oznacza to, że mózg dosłownie oblicza takie proporcje. Pokazuje jednak, dlaczego rok może być postrzegany zupełnie inaczej na różnych etapach życia.
W dzieciństwie kilka miesięcy stanowi ogromny fragment wszystkiego, co znamy.
Z perspektywy dorosłego ten sam okres staje się jednym z wielu podobnych odcinków.
Być może dlatego dziecięce lato wydawało się całym osobnym rozdziałem życia, podczas gdy dzisiejsze potrafi przemknąć pomiędzy pracą, rachunkami, zakupami i codziennymi obowiązkami.
Sama proporcja wieku nie wyjaśnia jednak wszystkiego.
Dzieciństwo jest pełne pierwszych razy
Przypomnijmy sobie pierwsze lata życia.
Pójście do szkoły.
Samodzielna podróż autobusem.
Nocleg bez rodziców.
Nowa przyjaźń.
Pierwsze zakochanie.
Ważny egzamin.
Wakacje bez rodziny.
Rozpoczęcie pracy.
Własne zarobione pieniądze.
Młodość jest pełna wydarzeń, których wcześniej nigdy nie doświadczyliśmy.
Nowość zmusza umysł do większej uwagi. Trzeba obserwować, uczyć się, reagować i zapamiętywać.
W dorosłym życiu wiele czynności staje się znajomych.
Jedziemy tą samą drogą do pracy. Zakupy robimy w znanym sklepie. Spotykamy znajome osoby, wykonujemy podobne obowiązki, a wieczorem siadamy w ulubionym fotelu.
Taka przewidywalność jest wygodna.
Mózg ją lubi, ponieważ nie musi analizować każdej sytuacji od początku.
Za tę wygodę płacimy jednak pewną cenę.
Dni zaczynają być do siebie podobne.
Pamięć może być jednym z kluczy do zagadki
Wyobraź sobie dwa tygodnie.
Jeden spędzasz normalnie. Praca, dom, zakupy, kilka telefonów, telewizja i codzienne obowiązki.
Podczas drugiego jedziesz do miejsca, którego nigdy wcześniej nie widziałaś. Zwiedzasz nieznane miasto, próbujesz nowych potraw, poznajesz ludzi, gubisz drogę, oglądasz zachód słońca nad morzem, a któregoś dnia przypadkiem trafiasz do niezwykłej małej restauracji.
Oba tygodnie mają dokładnie tyle samo godzin.
Który z nich po kilku miesiącach będzie wydawał się bogatszy?
Najczęściej ten drugi.
Powodem nie jest jego długość, lecz większa liczba punktów zaczepienia pozostawionych w pamięci.
Patrząc wstecz na okres pełen różnych wydarzeń, odnajdujemy więcej wspomnień, dzięki którym możemy go odtworzyć.
Rutynowy miesiąc potrafi natomiast skurczyć się w pamięci do kilku obrazów.
Przez trzydzieści dni byliśmy zajęci, lecz po pewnym czasie trudno powiedzieć, czym właściwie różnił się poniedziałek od czwartku.
Stąd może brać się pewien paradoks: podczas nudnego dnia czas potrafi ciągnąć się niemiłosiernie, ale po kilku miesiącach okres wypełniony podobnymi dniami wydaje się bardzo krótki.
Rutyna jest potrzebna, ale potrafi „zjadać” lata
Nie warto uznawać rutyny za coś złego.
Bez niej życie byłoby niezwykle męczące. Gdyby każdego ranka trzeba było od początku zastanawiać się, jak zrobić kawę, którędy pojechać do pracy albo jak wykonać podstawowe obowiązki, zabrakłoby energii na ważniejsze sprawy.
Nawyki upraszczają codzienność.
Problem pojawia się dopiero w chwili, gdy niemal wszystko staje się nawykiem.
Poniedziałek przypomina wtorek. Jeden tydzień jest podobny do następnego, a kolejne miesiące różnią się głównie pogodą.
Nagle orientujemy się, że minęły trzy lata.
Co właściwie wydarzyło się pomiędzy?
Oczywiście działo się bardzo dużo. Pracowaliśmy, rozmawialiśmy, gotowaliśmy, sprzątaliśmy, martwiliśmy się i odpoczywaliśmy.
Wiele tych wydarzeń przypominało jednak wcześniejsze, dlatego pamięć nie zachowała każdego z nich jako osobnego, wyrazistego punktu.
Dlaczego urlop potrafi zachowywać się dziwnie?
Z urlopem wiąże się ciekawy paradoks.
Początek pobytu w nowym miejscu może wydawać się wyjątkowo długi.
Nieznany hotel, inne śniadanie, obce ulice, nowe widoki, zapachy i dźwięki sprawiają, że umysł otrzymuje mnóstwo informacji.
Po powrocie tydzień spędzony w podróży może wydawać się bogatszy niż kilka zwyczajnych tygodni w domu.
Nie znaczy to jednak, że podczas samego urlopu każda chwila będzie płynęła wolniej. Dobra zabawa potrafi sprawić, że godziny uciekają błyskawicznie.
Właśnie tutaj widać różnicę pomiędzy odczuwaniem czasu w danej chwili a ocenianiem go później z pamięci.
Te dwa doświadczenia nie zawsze są takie same.
Im więcej obowiązków, tym mniej zauważamy upływ dnia
Dorosłość ma jeszcze jedną cechę, której zwykle brakuje dzieciństwu: ogromną liczbę spraw do załatwienia.
Praca.
Zakupy.
Rachunki.
Lekarz.
Samochód.
Rodzina.
Telefon wymagający odpowiedzi.
Wiadomość czekająca na wysłanie.
Termin, o którym nie wolno zapomnieć.
Kiedy uwaga bezustannie przeskakuje z jednego zadania na następne, łatwo funkcjonować w trybie:
„Jeszcze tylko to.”
Najpierw e-mail.
Później zakupy.
Następnie obiad i pranie.
Przed snem zostaje ostatnia drobna sprawa.
W końcu patrzymy na zegarek i jest wieczór.
Niedługo potem przychodzi piątek, a za moment kończy się miesiąc.
Czas nie przyspieszył. To my byliśmy tak zajęci jego wypełnianiem, że rzadko go zauważaliśmy.
Technologia również zmieniła nasze doświadczenie czasu
Współczesny człowiek niemal nieustannie otrzymuje bodźce.
Telefon potrafi wypełnić każdą pustą chwilę.
Stojąc w kolejce, patrzymy na ekran.
Podczas jazdy autobusem sprawdzamy wiadomości.
Czekanie na znajomego staje się okazją do przeglądania internetu.
Wieczorne dziesięć wolnych minut łatwo zamienia się w kolejną wizytę w mediach społecznościowych.
Dawniej podobne chwile częściej oznaczały zwyczajne czekanie.
Patrzyło się przez okno. Obserwowało ludzi. Myślało. Nuda sprawiała, że mijające minuty stawały się bardziej zauważalne.
Dzisiaj niemal każdą szczelinę czasu możemy natychmiast czymś wypełnić.
To wygodne, lecz ma swoją konsekwencję: coraz rzadziej naprawdę doświadczamy bezczynności.
Właśnie wtedy upływ czasu staje się najbardziej odczuwalny.
Czy można sprawić, żeby życie znowu trochę „zwolniło”?
Długości doby nie zmienimy.
Mamy jednak wpływ na to, jak bogato zapisuje się ona w naszym doświadczeniu.
Nie wymaga to przeprowadzki na drugi koniec świata ani ciągłego poszukiwania ekstremalnych przeżyć.
Czasem wystarczy zrobić coś inaczej.
Wybrać nieznaną drogę.
Odwiedzić nowe miejsce.
Nauczyć się ciekawej umiejętności.
Porozmawiać z osobą, którą znamy słabo.
Sięgnąć po książkę z nieznanej wcześniej dziedziny.
Ugotować nową potrawę.
Pojechać na jednodniową wycieczkę.
Zacząć fotografować.
Wybrać się na koncert albo zapisać na zajęcia.
Nie chodzi o kolekcjonowanie atrakcji.
Liczy się przerywanie automatyzmu.
Nowe doświadczenie wymaga obecności. Dzięki temu dzień przestaje być jedynie kolejną kopią poprzedniego.
Uważność nie musi oznaczać medytacji
Słowo „uważność” kojarzy się dziś często z określoną praktyką. Tymczasem można rozumieć je znacznie prościej.
Zauważyć, że jest wrzesień.
Poczuć chłodniejsze powietrze rano.
Podczas rozmowy przy stole odłożyć telefon i naprawdę słuchać.
Zapamiętać smak kawy.
Przyjrzeć się ulicy, którą przechodzimy codziennie.
Posiedzieć przez dziesięć minut bez ekranu.
Takie drobiazgi nie zatrzymają czasu.
Sprawiają jednak, że przestajemy przechodzić przez własne życie całkowicie automatycznie.
Być może właśnie to jest ważniejsze niż próba jego spowalniania.
Najbardziej niepokojące nie jest to, że czas przyspiesza
W wieku dwudziestu lat rok często wydaje się czymś ogromnym.
Później zaczynamy inaczej rozumieć jego wartość.
Pięć lat przestaje brzmieć abstrakcyjnie.
Perspektywa dziesięciu również wygląda inaczej.
Przypominamy sobie wydarzenie, które wydaje się całkiem niedawne, po czym ze zdumieniem odkrywamy, że minęło od niego piętnaście lat.
Taka świadomość potrafi przestraszyć.
Może jednak zrobić również coś dobrego.
Przypomnieć, że nasze życie dzieje się teraz.
Nie dopiero po zakończeniu wszystkich obowiązków.
Ani po spłacie kredytu.
Nie trzeba czekać, aż dzieci dorosną.
Emerytura także nie musi być początkiem „prawdziwego życia”.
Odkładanie wszystkiego na moment, gdy wreszcie będziemy mieli więcej czasu, niesie pewne ryzyko.
Owo „później” również możemy wypełnić kolejnymi sprawami.
Może nie chodzi o to, żeby czas płynął wolniej
Dziecięcego sposobu przeżywania roku prawdopodobnie nie odzyskamy. Nie staniemy się ponownie pięciolatkami, dla których wakacje wydają się niemal nieskończone.
Da się jednak zrobić coś innego.
Sprawić, żeby kolejne lata bardziej się od siebie różniły.
Wcale nie potrzeba do tego wielkich rewolucji.
Wystarczy, że pojawią się wydarzenia, które za kilka lat będziemy potrafili wskazać:
Wtedy nauczyłam się pływać.
W tamtym roku po raz pierwszy pojechałem sam za granicę.
To właśnie wtedy poznałam tych ludzi.
Tamten rok był początkiem mojego pisania.
W tamtym czasie zrobiłem coś, czego wcześniej się bałem.
W taki sposób powstają punkty orientacyjne naszej pamięci.
Bez nich lata łatwo zlewają się ze sobą.
Ile pamiętasz z ostatniego roku?
Spróbuj małego eksperymentu.
Odłóż telefon i nie zaglądaj do kalendarza. Pomyśl o ostatnich dwunastu miesiącach.
Co z nich pamiętasz?
Nie szukaj wiadomości ze świata ani listy rzeczy, które trzeba było załatwić.
Przypomnij sobie, co wydarzyło się w Twoim życiu.
Czy doświadczyłaś lub doświadczyłeś czegoś po raz pierwszy?
Coś Cię zaskoczyło?
Zmieniłaś lub zmieniłeś zdanie w ważnej sprawie?
Nauczyłaś się czegoś nowego?
Poznałeś kogoś interesującego?
Zrobiłaś coś mimo strachu?
Jest dzień, który chciałabyś przeżyć jeszcze raz?
Jeżeli odpowiedzi przychodzą szybko, prawdopodobnie miniony rok zostawił po sobie wiele śladów.
Trudność z ich znalezieniem nie oznacza natomiast, że rok był zmarnowany. Być może po prostu bardzo wiele dni wyglądało podobnie.
Warto wówczas zadać sobie jeszcze jedno pytanie:
Co mogę zrobić, żeby następne dwanaście miesięcy nie zniknęło mi równie szybko?
Zegara nie zatrzymamy.
Wieku również nie cofniemy.
Roku nie rozciągniemy do pięciuset dni.
Mamy jednak możliwość być bardziej obecni w czasie, który już dostaliśmy.
Bo być może największym problemem wcale nie jest to, że wraz z wiekiem czas płynie szybciej.
Najsmutniejsze byłoby pewnego dnia odkryć, że płynął — a my byliśmy zbyt zajęci, żeby naprawdę zauważyć własne życie.
Przeczytaj także – Czym jest świadomość? Czy istnieje tylko w naszym mózgu?
Czy człowiek ma wolną wolę? A może nasze decyzje zapadają wcześniej?
Zapraszam do biblioteki lustra losu