„Kiedyś.”
To jedno z najbardziej niewinnych słów, jakich używamy.
Kiedyś pojadę do Włoch. Nauczę się pływać. Kupię sobie tę piękną sukienkę. Zacznę więcej wychodzić, odpoczywać, czytać, spotykać się z ludźmi. Gdy dzieci podrosną, gdy spłacimy kredyt, gdy skończy się remont, gdy będzie spokojniej w pracy.
Nie rezygnujemy przecież z marzeń. My je tylko odkładamy.
I właśnie dlatego tak łatwo nie zauważyć, że niektóre z nich pozostają odłożone przez dziesięć, dwadzieścia, a czasem trzydzieści lat.
Największym złudzeniem nie jest przekonanie, że mamy dużo czasu. Jest nim wiara, że prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, kiedy wreszcie wszystko będzie poukładane.
Najpierw obowiązki, potem życie
Wielu z nas zostało wychowanych w przekonaniu, że przyjemność powinna przychodzić na końcu.
Najpierw lekcje, później zabawa. Po pracy przychodzi czas na odpoczynek. Zanim jednak pomyślimy o sobie, trzeba jeszcze zadbać o dzieci, dom, rodziców, rachunki, zakupy i całą resztę świata. Jeśli coś jeszcze zostanie — trochę czasu można przeznaczyć dla siebie.
Problem w tym, że obowiązki mają niezwykłą zdolność rozmnażania się.
Kończy się jeden, pojawia drugi. Dzieci dorastają, ale z czasem przychodzą nowe troski, a później często także wnuki. Spłacamy jedną rzecz, psuje się następna. W pracy mija trudny miesiąc, po którym przychodzi kolejny.
Czekamy więc na spokojniejszy okres.
Tylko że życie rzadko wysyła oficjalne zawiadomienie:
„Od poniedziałku wszystko będzie już załatwione. Możesz zacząć żyć.”
Szklanki na specjalną okazję
W wielu domach kiedyś stała witryna, a w niej rzeczy niemal święte.
Porcelana, której nie używano na co dzień. Kryształowe kieliszki wyjmowane dwa razy w roku. Piękny obrus przeznaczony na święta i wizyty gości.
Do dziś wiele osób ma podobne skarby.
Perfumy oszczędzane na wyjątkowe wyjście. Sukienkę czekającą na odpowiednią okazję. Świecę tak piękną, że szkoda ją zapalić. Drogą herbatę zachowaną dla gości.
Na co dzień pijemy z wyszczerbionego kubka.
Jest w tym coś bardzo symbolicznego.
Jakby zwyczajny wtorek był zbyt mało ważny, żeby dostać ładną filiżankę. Jakbyśmy sami nie byli wystarczającym powodem, żeby położyć piękny obrus, nalać sobie lepszego wina czy zapalić tę świecę.
Tymczasem większość naszego życia składa się właśnie ze zwyczajnych wtorków.
Jeżeli wszystko, co najlepsze, zachowujemy na wyjątkowe okazje, możemy pewnego dnia odkryć, że czekając na nie, przegapiliśmy tysiące całkiem dobrych dni.
„Jak schudnę, to…”
To zdanie potrafi zabrać człowiekowi kilka lat.
Jak schudnę, kupię sobie coś ładnego.
Pójdę na basen, kiedy będę lepiej wyglądać.
Na wakacjach zrobię zdjęcia, ale dopiero wtedy, gdy pozbędę się kilku kilogramów.
Ciało staje się poczekalnią. Obecna wersja nas samych ma tylko przeczekać do pojawienia się tej lepszej, szczuplejszej, bardziej zadbanej i pewnej siebie.
Oczywiście możemy chcieć zmienić wagę, poprawić kondycję czy zadbać o zdrowie. Problem zaczyna się w chwili, gdy uzależniamy od tego prawo do radości.
Co właściwie stoi na przeszkodzie, żeby kupić sobie dobrze leżącą sukienkę dzisiaj?
Dlaczego zdjęcie z wakacji miałoby powstać dopiero wtedy, gdy będziemy wyglądać inaczej?
Za kilka czy kilkanaście lat możemy patrzeć na fotografię, której wstydziłyśmy się zrobić, i pomyśleć:
„Boże, jaka ja wtedy byłam młoda. Dlaczego wydawało mi się, że nie wyglądam wystarczająco dobrze?”
Czekamy, aż będziemy mieć więcej pieniędzy
Nie wszystko można zrobić natychmiast. Są marzenia wymagające pieniędzy i byłoby absurdem namawiać kogokolwiek do zadłużania się w imię „korzystania z życia”.
Tyle że nie każde odkładane pragnienie kosztuje fortunę.
Od lat możemy chcieć zobaczyć miejsce oddalone o godzinę jazdy samochodem. Pojechać pociągiem do miasta, w którym nigdy nie byliśmy. Zjeść śniadanie poza domem. Zaprosić przyjaciółkę na spacer. Usiąść latem nad jeziorem. Kupić kwiaty bez okazji.
Przeszkodą nie zawsze są pieniądze. Niekiedy powstrzymuje nas przekonanie, że przyjemność musi mieć odpowiednio duże uzasadnienie.
Wyjazd za granicę? Oczywiście.
Spacer po lesie w środku tygodnia? A po co?
W ten sposób czekając na wielkie wydarzenia, łatwo przegapiamy drobiazgi, które mogłyby sprawić, że zwyczajny dzień stanie się trochę lepszy.
„Na emeryturze będę…”
To jedna z najbardziej ryzykownych umów, jakie zawieramy z przyszłością.
Na emeryturze będę podróżować.
Zacznę chodzić na spacery.
Przeczytam wszystkie książki.
Będę spotykać się z ludźmi.
Wreszcie odpocznę.
Przez kilkadziesiąt lat pracujemy więc z myślą o nagrodzie czekającej gdzieś na końcu.
Kiedy nadchodzi długo wyczekiwany moment, rzeczywistość nie zawsze wygląda tak, jak ją sobie wyobrażaliśmy. Zdrowie może być słabsze. Partner nie ma już ochoty podróżować. Pojawiają się inne obowiązki. Ceny wzrosły, energii jest mniej, a przyjaciółka, z którą miałyśmy kiedyś jechać nad morze, mieszka teraz na drugim końcu kraju.
Nie chodzi o to, żeby przestać planować przyszłość.
Chodzi o to, żeby nie oddawać jej wszystkiego, co mogłoby dać nam trochę radości już dzisiaj.
Czekamy również z ważnymi słowami
Nie tylko podróże i przyjemności odkładamy na później.
Odkładamy rozmowy.
„Muszę kiedyś do niej zadzwonić.”
„Powinnam odwiedzić ciocię.”
„Muszę mu powiedzieć, że jestem z niego dumna.”
„Kiedyś ją przeproszę.”
„Dawno nie rozmawiałyśmy. Odezwę się, jak będę miała więcej czasu.”
Telefon leży obok, a tygodnie mijają. Później robią się z nich miesiące.
Najczęściej nic dramatycznego się nie wydarza. Po prostu odległość pomiędzy ludźmi staje się coraz większa, aż wykonanie zwykłego telefonu zaczyna wydawać się dziwnie trudne.
Bywa jednak również tak, że któregoś dnia okazuje się, iż rozmowy, którą odkładaliśmy, już nie będzie.
Wtedy nie żałujemy wielkich przemówień.
Brakuje nam prostego:
„Co u ciebie?”
„Myślałam o tobie.”
„Dobrze, że jesteś.”
Idealny moment ma paskudny zwyczaj nie przychodzić
Wiele rzeczy odkładamy, ponieważ chcemy zrobić je idealnie.
Zaprosimy ludzi, kiedy skończymy remont.
Zaczniemy pisać książkę, gdy będzie więcej czasu.
Pójdziemy na kurs, kiedy sytuacja w pracy się uspokoi.
Zmienimy coś w swoim życiu, gdy poczujemy się pewniej.
Warunki mają być odpowiednie.
Tylko że idealny moment jest niezwykle rzadkim gościem. Zawsze czegoś brakuje — pieniędzy, czasu, odwagi, energii albo pewności, że wszystko się uda.
Ludzie, którzy realizują swoje plany, niekoniecznie zaczynają wtedy, gdy czują się całkowicie gotowi. Nierzadko ruszają w chwili, kiedy warunki są po prostu wystarczająco dobre.
To ogromna różnica.
Czasem „kiedyś” jest po prostu bezpieczniejsze
Jest jeszcze jeden powód odkładania, o którym rzadziej mówimy.
Dopóki marzenie pozostaje w przyszłości, jest doskonałe.
Wymarzona podróż nie ma opóźnionego samolotu, deszczu ani kiepskiego hotelu. Własna firma nie ma trudnych klientów. Nowy związek nie przynosi konfliktów. Dom na wsi nie wymaga naprawiania dachu.
W wyobraźni wszystko może być piękne.
Realizacja marzenia oznacza zgodę na to, że rzeczywistość okaże się mniej idealna.
Dlatego „kiedyś” bywa wygodne.
Pozwala zachować marzenie bez ryzyka.
Tyle że marzenie, którego nigdy nie próbujemy przeżyć, pozostaje jedynie piękną historią opowiadaną samemu sobie.
Ile razy mówimy sobie: „Jeszcze nie teraz”?
Czasem nawet nie używamy słowa „kiedyś”.
Mówimy:
„Jeszcze nie teraz.”
I to brzmi rozsądnie.
W tym miesiącu mamy za dużo wydatków. W pracy jest zamieszanie. Pogoda nie taka. Trzeba najpierw zrobić porządek w domu. Może za tydzień, po świętach, po wakacjach, od nowego roku.
Każdy pojedynczy powód może mieć sens.
Dopiero gdy spojrzymy na nie z perspektywy kilku lat, zauważamy, że życie można przełożyć tysiącem całkiem rozsądnych decyzji.
Żadna z nich sama w sobie nie wygląda jak rezygnacja.
A jednak razem potrafią stworzyć całe lata czekania.
Nie wszystko trzeba robić natychmiast
Łatwo byłoby teraz powiedzieć: rzuć wszystko, kup bilet i spełniaj marzenia.
Prawdziwe życie tak nie wygląda.
Mamy zobowiązania, ograniczenia finansowe, zdrowotne i rodzinne. Nie każdy może zmienić pracę, wyjechać na miesiąc czy zrealizować wielkie marzenie właśnie teraz.
Dojrzałość nie polega na ignorowaniu konsekwencji.
Można jednak zadać sobie inne pytanie:
Czy naprawdę nie mogę tego zrobić teraz, czy tylko przyzwyczaiłam się myśleć, że kiedyś będzie lepszy moment?
Odpowiedź czasami zaskakuje.
Być może nie możesz dziś polecieć do Japonii, ale możesz zacząć odkładać na tę podróż.
Nie masz możliwości przeprowadzić się nad morze, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pojechać tam na kilka dni.
Całego życia nie zmienisz w poniedziałek rano. Możesz jednak zrobić jedną rzecz, która przesunie je w stronę, w którą naprawdę chcesz iść.
Najbardziej podstępne jest odkładanie małych przyjemności
Wielkie marzenia przynajmniej pamiętamy.
Te drobne giną bezgłośnie.
Kawa wypita na balkonie bez telefonu.
Godzina z książką.
Spacer bez konkretnego celu.
Bukiet tulipanów kupiony dla siebie.
Popołudnie, podczas którego niczego nie trzeba robić „pożytecznego”.
Właśnie takie chwile najłatwiej poświęcamy, ponieważ zawsze istnieje coś ważniejszego.
Trzeba posprzątać. Odpisać. Załatwić. Przygotować.
Jeszcze tylko jedno.
Wieczorem jesteśmy zmęczeni i obiecujemy sobie, że jutro znajdziemy czas.
Jutro ma jednak własną listę spraw.
Ciągle czekamy, aż zasłużymy na odpoczynek
To szczególnie częste u ludzi, którzy przez całe życie byli odpowiedzialni za innych.
Odpoczynek trzeba sobie najpierw „wypracować”.
Nie wypada usiąść, skoro w kuchni są naczynia. Trudno spokojnie czytać książkę, kiedy można byłoby umyć okna. Wolne popołudnie wywołuje czasem nie przyjemność, lecz poczucie winy.
Jakby odpoczynek był nagrodą za perfekcyjnie wykonane życie.
Tyle że lista obowiązków nigdy nie będzie całkowicie pusta.
Zawsze znajdzie się szuflada do uporządkowania, telefon do wykonania albo coś, co można zrobić lepiej.
Jeżeli pozwalamy sobie odpocząć dopiero po zakończeniu wszystkiego, możemy czekać bardzo długo.
Odpoczynek nie jest nagrodą za to, że wszystko zrobiliśmy. Jest częścią normalnego życia.
Nie wiemy, które „zwyczajne dzisiaj” kiedyś stanie się wspomnieniem
Prawdopodobnie właśnie teraz dzieje się w naszym życiu coś, za czym kiedyś będziemy tęsknić.
Może ktoś bliski siedzi w drugim pokoju.
Pies, który dziś domaga się spaceru, za kilka lat będzie obecny tylko na zdjęciach.
Dziecko dzwoni z kolejnym pytaniem i trochę nas to irytuje.
Rodzice powtarzają tę samą historię po raz dziesiąty.
Dom jest głośny, na stole stoją nieumyte kubki, a my marzymy o chwili ciszy.
Dzisiaj trudno zobaczyć w tym coś wyjątkowego.
Pamięć ma jednak niezwykły zwyczaj wybierania właśnie takich obrazów.
Po latach nie zawsze tęsknimy za wielkimi wydarzeniami. Wracamy myślami do kuchni, głosu, zapachu kawy, czyjegoś śmiechu albo zwykłego popołudnia, podczas którego wszyscy byli jeszcze razem.
Nie wiemy, kiedy przeżywamy chwilę, która kiedyś stanie się bezcenna.
A gdyby „kiedyś” trochę przybliżyć?
Nie musimy od jutra żyć zupełnie inaczej.
Możemy zacząć od czegoś znacznie mniejszego.
Założyć sukienkę, która od dawna czeka na specjalną okazję. Zadzwonić do osoby, o której od tygodnia myślimy. Zapalić świecę, której szkoda było używać. Pojechać w miejsce odkładane od zeszłego lata.
Warto też zrobić zdjęcie, nawet jeśli nie wyglądamy dokładnie tak, jak chciałybyśmy wyglądać. Zjeść deser na ładnym talerzyku. Usiąść na pół godziny i nie usprawiedliwiać przed sobą odpoczynku.
Nie dlatego, że życie jest krótkie i trzeba gorączkowo wykorzystać każdą sekundę.
To również byłoby męczące.
Raczej dlatego, że dzisiejszy dzień nie jest poczekalnią przed prawdziwym życiem.
On już nim jest.
Być może najważniejsza okazja nazywa się „dzisiaj”
Plany są potrzebne. Marzenia o przyszłości również.
Dobrze mieć coś, na co czekamy.
Warto tylko od czasu do czasu sprawdzić, czy przypadkiem nie przenieśliśmy do przyszłości wszystkiego, co mogłoby sprawić nam radość w teraźniejszości.
Bo „kiedyś” jest niezwykle pojemne.
Można schować w nim podróż, zmianę pracy, spotkanie, telefon, sukienkę, odpoczynek, marzenie, a nawet własne szczęście.
Jest jednak coś, co odróżnia „dzisiaj” od „kiedyś”.
Dzisiaj naprawdę mamy.
Może więc nie warto czekać, aż pojawi się specjalna okazja.
Czasem wystarczy otworzyć szafkę, wyjąć najlepszą filiżankę i zrobić sobie kawę.
Bez gości, gości, świeta oraz szczególnego powodu.
.
Bo być może powód przez cały czas był jeden: to jest nasze życie.
Przeczytaj również – Dlaczego najbardziej tęsknimy za tym, czego już nie możemy odzyskać
Dlaczego tak bardzo przejmujemy się tym, co powiedzą ludzie? Droga do własnego sukcesu
Przeczytaj książki Ireny Dudek – Biblioteka lustra losu