„Kobieta po pięćdziesiątce jest już stara. Mężczyzna w tym wieku nadal jest młody i spokojnie może znaleźć sobie kobietę dwadzieścia albo trzydzieści lat młodszą”.
Takie zdania nadal można usłyszeć. Czasami wypowiadane są półżartem przy rodzinnym stole, innym razem pojawiają się w internetowych komentarzach, a niekiedy ktoś przedstawia je z pełną powagą jako niepodważalną prawdę o kobietach, mężczyznach i biologii.
Według tej logiki kobiecie wraz z kolejnymi urodzinami stopniowo odbiera się atrakcyjność, natomiast mężczyzna ma pozostawać „młody” niemal bezterminowo. Jej siwe włosy świadczą o starzeniu, jego mają dodawać charakteru. Jej zmarszczki stają się problemem, jego mogą być oznaką doświadczenia. Ona powinna martwić się metryką, podczas gdy jemu wolno zachowywać się tak, jakby czas zawarł z nim osobną umowę.
Tylko dlaczego właściwie mielibyśmy mierzyć dwa starzejące się ciała zupełnie inną miarą?
Nie chodzi o przekonywanie, że wiek nie istnieje. Istnieje i dotyczy nas wszystkich. Problem zaczyna się wtedy, gdy starzenie jednej płci traktujemy jak utratę wartości, a starzenie drugiej próbujemy przedstawiać jako wzrost atrakcyjności niezależnie od rzeczywistości.
Pięćdziesiąt lat ma pięćdziesięcioletnia kobieta i pięćdziesięcioletni mężczyzna
Brzmi banalnie, prawda?
A jednak społecznie nie zawsze zachowujemy się tak, jakby było to oczywiste.
Czas wpływa na organizm kobiety i mężczyzny. Zmienia się wygląd skóry, włosów, sylwetka, sprawność fizyczna, metabolizm i funkcjonowanie wielu układów organizmu. Proces nie przebiega identycznie u obu płci ani jednakowo u wszystkich ludzi, lecz mężczyźni nie otrzymują biologicznego immunitetu na starzenie.
Warto powiedzieć to bez złośliwości, bo nie chodzi o wyśmiewanie kogokolwiek.
Łysina nie odbiera mężczyźnie wartości. Brzuch również jej nie odbiera. Zmarszczki, siwe włosy czy gorsza kondycja nie sprawiają, że człowiek przestaje zasługiwać na miłość, bliskość albo zainteresowanie.
Dokładnie ta sama zasada powinna jednak obowiązywać kobietę.
Jej zmarszczki także nie są moralną porażką.
Skąd wziął się podwójny standard?
Przez bardzo długi czas kobieca atrakcyjność była szczególnie mocno wiązana z młodością, wyglądem i możliwością posiadania dzieci. Wartość mężczyzny częściej oceniano natomiast poprzez pozycję, zaradność, pieniądze, władzę, doświadczenie czy status społeczny.
Ślady tego sposobu myślenia nadal są obecne.
Badacze zajmujący się późnym ojcostwem zwracają uwagę na kulturowy podwójny standard dotyczący wieku kobiet i mężczyzn. Starsze macierzyństwo bywa przedstawiane bardziej negatywnie niż starsze ojcostwo, a wpływ wieku ojca przez lata otrzymywał mniej uwagi zarówno społecznej, jak i naukowej.
Nie oznacza to, że kobiety i mężczyźni starzeją się biologicznie identycznie.
Oznacza natomiast, że biologicznych różnic nie należy zamieniać w społeczną zasadę mówiącą, że jedna płeć traci z wiekiem wartość, a druga jej nie traci.
„Ale mężczyzna może jeszcze spłodzić dziecko”
To jeden z najczęściej używanych argumentów.
Rzeczywiście, mężczyzna może zachować zdolność do biologicznego ojcostwa znacznie dłużej niż kobieta zdolność do naturalnego macierzyństwa. Nie istnieje również jeden konkretny wiek, w którym produkcja plemników u wszystkich mężczyzn nagle się kończy.
Tylko że z tego nie wynika, że męski organizm pozostaje młody.
Badania nad starzeniem męskiego układu rozrodczego pokazują, że wraz z wiekiem mogą pogarszać się niektóre parametry nasienia, między innymi jego objętość i ruchliwość plemników, a także wzrastać fragmentacja DNA plemników. Część wyników dotyczących płodności i przebiegu ciąży pozostaje niejednoznaczna, dlatego nie należy przedstawiać ich w uproszczony sposób.
Możliwość spłodzenia dziecka nie jest więc naukowym certyfikatem wiecznej młodości.
Podobnie kobieta po menopauzie nie przestaje być kobietą dlatego, że zakończył się jej okres reprodukcyjny.
Płodność i wartość człowieka to dwie zupełnie różne rzeczy.
Czy mężczyzna po pięćdziesiątce może zakochać się w trzydziestolatce?
Oczywiście, że może.
Dorosła trzydziestoletnia kobieta również może pokochać pięćdziesięcioletniego mężczyznę. Mogą stworzyć szczęśliwy związek, a sama różnica wieku nie daje osobom postronnym prawa do oceniania ich uczuć.
Problem znajduje się gdzie indziej.
Czym innym jest powiedzieć:
„Podobają mi się młodsze kobiety”.
A czym innym:
„Mężczyzna powinien mieć młodszą kobietę, ponieważ kobiety w jego wieku są już stare”.
Pierwsze zdanie opisuje osobistą preferencję. Drugie próbuje zrobić z niej uniwersalną zasadę i przy okazji zdeprecjonować całą grupę kobiet.
Każdy może mieć własne upodobania.
Nie każda preferencja musi jednak zostać ubrana w teorię o tym, że ludzie, którzy się w niej nie mieszczą, są mniej wartościowi.
A jeśli kobieta wybiera młodszego mężczyznę?
Tutaj podwójny standard robi się jeszcze bardziej widoczny.
Kiedy sześćdziesięcioletni mężczyzna pojawia się z czterdziestoletnią partnerką, część ludzi reaguje uznaniem. Jeżeli role się odwrócą i to kobieta jest starsza o dwadzieścia lat, znacznie szybciej pojawiają się komentarze dotyczące jej wieku, wyglądu albo motywów młodszego partnera.
Dlaczego?
Jeżeli uznajemy, że dwoje dorosłych ludzi może stworzyć dobrą relację mimo różnicy wieku, zasada powinna działać w obie strony.
Nie musimy sami chcieć takiego związku.
Wystarczy zaakceptować, że cudze życie uczuciowe nie musi odpowiadać naszym preferencjom.
Kobieta nie ma terminu przydatności
Być może najbardziej szkodliwym elementem tego sposobu myślenia jest przedstawianie kobiecego życia jak produktu, którego wartość z każdym rokiem spada.
Najpierw słyszy, że trzydziestka jest przełomem.
Później pojawia się czterdziestka.
Następnie pięćdziesiątka ma być jakąś symboliczną granicą, za którą kobieta powinna stać się niewidzialna, przestać interesować się własną atrakcyjnością i pogodzić się z tym, że najciekawsza część życia należy już do przeszłości.
Tylko kto właściwie ustanowił te zasady?
Pięćdziesięcioletnia kobieta może być zakochana, seksualna, ciekawa świata, ambitna, elegancka, zabawna, zmysłowa i pełna planów.
Może też nie chcieć związku, nie interesować się modą, cenić spokój i w ogóle nie potrzebować niczyjej oceny swojej atrakcyjności.
Obie mają do tego prawo.
Atrakcyjność to znacznie więcej niż młodość
Młodość może być atrakcyjna.
Nie ma potrzeby temu zaprzeczać.
Błędem jest jednak uznawanie, że atrakcyjność i młodość oznaczają dokładnie to samo.
Pomyślmy, co właściwie sprawia, że jedna osoba nas fascynuje, a druga pozostawia obojętnymi.
Wygląd ma znaczenie, ale obok niego pojawia się sposób patrzenia, głos, inteligencja, poczucie humoru, temperament, pewność siebie, sposób poruszania się, zapach, charakter, energia, życzliwość i tysiące drobiazgów trudnych do opisania.
Dlatego nie każda dwudziestopięcioletnia osoba będzie dla nas atrakcyjna i nie każda pięćdziesięciopięcioletnia przestanie nią być.
Metryka nie potrafi zmierzyć chemii między ludźmi.
Nie brońmy dojrzałych kobiet mówiąc: „Ona wygląda na trzydzieści”
To pozornie komplement, nad którym warto się zastanowić.
Widzimy pięćdziesięcioletnią piękną kobietę i mówimy:
„Ale świetnie wygląda! W życiu nie dałabym jej pięćdziesięciu lat”.
Intencja jest dobra.
Jednocześnie gdzieś pod spodem pozostaje przekonanie, że największą pochwałą dla dojrzałej kobiety jest powiedzenie jej, że nie wygląda na swój wiek.
A przecież może wyglądać właśnie na pięćdziesiąt.
I wyglądać pięknie.
Może mieć zmarszczki wokół oczu, siwe pasma, zmienioną sylwetkę i nadal być niezwykle atrakcyjną kobietą.
Jeżeli będziemy bronić kobiecego piękna wyłącznie przykładami pięćdziesięciolatek wyglądających dwadzieścia lat młodziej, nieświadomie podtrzymamy dokładnie ten sam problem.
Przekaz nadal będzie brzmiał: młodość jest właściwym standardem, tylko niektórym kobietom udaje się dłużej go spełniać.
A przecież nie o to chodzi.
Mężczyzna również nie musi udowadniać, że jest wiecznie młody
Podwójne standardy potrafią szkodzić obu stronom.
Mężczyźni również mogą odczuwać presję, żeby pozostawać silnymi, sprawnymi seksualnie, odnoszącymi sukcesy i atrakcyjnymi niezależnie od wieku. Przyznanie, że ciało się zmienia, zdrowie wymaga większej troski, a możliwości nie są identyczne jak dwadzieścia lat wcześniej, może być dla niektórych trudne.
Mit „wiecznie młodego mężczyzny” niekoniecznie jest więc komplementem.
Może stać się pułapką.
Dojrzały mężczyzna nie musi mieć trzydziestoletniej partnerki, sportowego samochodu ani sylwetki czterdziestolatka, żeby udowodnić światu swoją męskość.
Podobnie kobieta nie potrzebuje wyglądać dwadzieścia lat młodziej, żeby udowodnić swoją kobiecość.
Można się starzeć i nadal być wartościowym, atrakcyjnym człowiekiem.
Dlaczego niektórzy tak bardzo potrzebują młodszej partnerki?
Nie ma jednej odpowiedzi.
Czasami chodzi po prostu o pociąg i preferencje. Innym razem młodsza partnerka może symbolizować dla kogoś młodość, sukces, prestiż albo potwierdzenie własnej atrakcyjności.
Nie warto automatycznie przypisywać każdemu tych samych motywów.
Ważniejsze jest inne pytanie:
Dlaczego wybór młodszej osoby miałby wymagać poniżenia rówieśniczek?
Jeżeli pięćdziesięcioletniemu mężczyźnie podobają się trzydziestolatki, może tak być. Nie musi przy tym ogłaszać, że pięćdziesięcioletnie kobiety są „stare i brzydkie”.
Takie określenie nie mówi już o preferencji.
Mówi o sposobie traktowania ludzi.
„Ja tylko mówię prawdę”
Obraźliwe komentarze często są bronione właśnie tym zdaniem.
Tyle że własna ocena estetyczna nie staje się obiektywną prawdą tylko dlatego, że została wypowiedziana stanowczym tonem.
Można powiedzieć:
„Mnie bardziej podobają się młodsze kobiety”.
To jest prawda o własnych preferencjach.
Stwierdzenie:
„Kobiety po pięćdziesiątce są brzydkie”
nie opisuje faktu. Jest generalizującą oceną milionów zupełnie różnych ludzi.
Różnica jest zasadnicza.
Dojrzałość polega między innymi na tym, że potrafimy mieć własny gust bez potrzeby odbierania godności osobom, które do niego nie pasują.
Ciało nie jest jedyną rzeczą, która zmienia się z wiekiem
W rozmowie o starzeniu zbyt często patrzymy wyłącznie na straty.
Mniej jędrna skóra. Siwe włosy. Zmarszczki. Inna sylwetka.
Tymczasem człowiek przez te same lata również coś zdobywa.
Doświadczenie.
Świadomość własnych potrzeb.
Umiejętność stawiania granic.
Większą wiedzę o sobie.
Odwagę do odmawiania.
Dystans do rzeczy, które kiedyś wydawały się katastrofą.
Nie każda osoba rozwija te cechy wraz z wiekiem, ponieważ sam upływ czasu nikomu nie gwarantuje mądrości. Jednak dla wielu ludzi dojrzałość oznacza znacznie lepsze poznanie siebie.
I właśnie to także może być atrakcyjne.
Kobieta po pięćdziesiątce może nie potrzebować już niczego udowadniać
W młodości łatwo żyć pod spojrzeniem innych.
Czy jestem wystarczająco ładna i komuś sie podobam?
A moja figura?
Jak wyglądam odpowiednio?
Dojrzałość może przynieść niezwykle uwalniające odkrycie:
nie każdy musi mnie chcieć.
Kobieta nie potrzebuje być atrakcyjna dla wszystkich mężczyzn.
Mężczyzna nie musi podobać się wszystkim kobietom.
Wystarczy, że człowiek czuje się dobrze ze sobą i — jeżeli pragnie związku — spotka osobę, dla której właśnie on jest kimś wyjątkowym.
To zmienia perspektywę.
Przestajemy walczyć o ocenę całego świata.
Pięćdziesiątka nie odbiera seksualności
O seksualności dojrzałych ludzi nadal mówi się zdecydowanie mniej niż o seksualności młodych.
Jakby po przekroczeniu określonego wieku potrzeba dotyku, czułości, pożądania i intymności miała grzecznie zniknąć.
Nie znika tylko dlatego, że zmienia się ciało.
Życie seksualne może wyglądać inaczej niż dwadzieścia czy trzydzieści lat wcześniej, a kwestie zdrowotne mogą wymagać większej uwagi. Nadal jednak bliskość pozostaje ważną częścią życia wielu kobiet i mężczyzn.
Dojrzała kobieta nie staje się istotą bez potrzeb tylko dlatego, że przeszła menopauzę.
Dojrzały mężczyzna również nie musi udawać seksualnej sprawności nastolatka, żeby zachować poczucie własnej wartości.
Najbardziej przykre jest to, kiedy kobieta zaczyna wierzyć w ten stereotyp
Cudzy komentarz można zignorować.
Znacznie trudniej, kiedy po latach słuchania podobnych komunikatów kobieta sama zaczyna mówić:
„Kto mnie teraz zechce?”
„W moim wieku już nie wypada”.
„Najlepsze lata mam za sobą”.
„Nie będę się wygłupiać z randkami”.
Wtedy społeczny stereotyp przestaje być tylko czyjąś opinią i zaczyna wpływać na decyzje dotyczące prawdziwego życia.
Kobieta może zrezygnować z poznawania ludzi, ubierania się tak, jak lubi, podróżowania, tańca, miłości albo zwykłej radości z własnej kobiecości, ponieważ uwierzyła, że jej czas minął.
A przecież nie musi pytać społeczeństwa o pozwolenie na dalsze życie.
Nie walczmy z jednym poniżaniem za pomocą drugiego
Tutaj chcę postawić bardzo wyraźną granicę.
Łatwo odpowiedzieć mężczyźnie mówiącemu źle o dojrzałych kobietach:
„Najpierw popatrz na swój brzuch i łysinę”.
Taka reakcja jest zrozumiała, ale prowadzi nas dokładnie tam, gdzie nie chcemy się znaleźć.
Jeżeli twierdzimy, że kobiety nie powinny być poniżane z powodu wyglądu i wieku, ta sama zasada powinna dotyczyć mężczyzn.
Nie potrzebujemy wyśmiewać jego ciała, żeby wykazać absurd jego poglądu.
Możemy powiedzieć coś znacznie mocniejszego:
„Ty również się starzejesz. I nie ma w tym niczego poniżającego. Dlaczego więc starzenie kobiety miałoby być powodem do pogardy?”
Właśnie w tym miejscu podwójny standard traci swoją logikę.
Nie chodzi o walkę kobiet z mężczyznami
Większość mężczyzn nie musi myśleć w sposób opisany w tym artykule.
Wielu kocha swoje rówieśniczki, uważa je za atrakcyjne, wspólnie z nimi przechodzi przez kolejne etapy życia i doskonale rozumie, że czas nie zatrzymał się również dla nich.
Podobnie kobiety potrafią oceniać mężczyzn powierzchownie i okrutnie.
Dlatego nie potrzebujemy tworzyć kolejnego konfliktu płci.
Problemem nie jest mężczyzna.
Problemem jest sposób myślenia, według którego godność, atrakcyjność i prawo do miłości jednej grupy ludzi mają wygasać wcześniej niż drugiej.
Czy kobieta po pięćdziesiątce jest więc „za stara”?
Za stara na co?
Na zakochanie, randke, seks, piekna sukienkę, zmiane fryzury, podróż?
A może na nowy związek, rozpoczęcie czegoś od początku czy bycie atrakcyjną?
Jeżeli pytanie zostanie postawione właśnie w ten sposób, zaczynamy dostrzegać jego absurd.
Pięćdziesięcioletnia kobieta jest za stara jedynie na udawanie, że ma dwadzieścia lat — podobnie jak pięćdziesięcioletni mężczyzna.
Nie musi jednak tego robić.
Może mieć dokładnie tyle lat, ile ma.
Dojrzałość nie jest wadą
Być może najwyższy czas przestać bronić kobiet po pięćdziesiątce argumentem, że „wcale nie wyglądają na swój wiek”.
Nie muszą.
Mogą wyglądać na pięćdziesiąt.
Ale mężczyzna po pięćdziesiątce, niech również wygląda na pięćdziesiąt.
Oboje mają historię zapisaną na twarzy, ciało, które przeszło przez kilka dekad życia, swoje doświadczenia, niedoskonałości i rzeczy, które nadal czynią ich atrakcyjnymi dla innych.
Młodość jest pięknym etapem życia, ale nie posiada monopolu na piękno.
A możliwość biologicznego ojcostwa w późniejszym wieku nie sprawia, że mężczyzna zatrzymuje czas. Nauka pokazuje, że męski układ rozrodczy również podlega zmianom związanym z wiekiem.
Najważniejsze pytanie nie powinno więc brzmieć:
„Czy kobieta po pięćdziesiątce jest jeszcze wystarczająco młoda, żeby ktoś uznał ją za atrakcyjną?”
Znacznie lepiej zapytać:
„Dlaczego w ogóle uznaliśmy, że kobieta musi pozostać młoda, żeby nadal mieć prawo czuć się atrakcyjna?”
Pięćdziesiątka nie odbiera kobiecości. Nie odbiera prawa do miłości, seksualności, nowych relacji ani zachwytu własnym życiem.
Tak samo upływ czasu nie odbiera wartości mężczyźnie.
Starzenie się nie jest kobiecą porażką ani męskim przywilejem. Jest częścią ludzkiego życia — i być może znacznie więcej mówi o nas sposób, w jaki traktujemy starzejących się ludzi, niż liczba zmarszczek, które widzimy na ich twarzach.
Przeczytaj również – „Po pięćdziesiątce Dlaczego nie potrafie być szczęśliwa Jak odzyskać siebie w związku
Zapraszam do biblioteki lustra losu