Przychodzi taki moment, kiedy życie przestaje stawiać przed człowiekiem oczywiste zadania. Szkoła została dawno skończona, praca stała się codziennością, mieszkanie jest urządzone, dzieci dorosły albo zaczynają żyć własnymi sprawami. Jeżeli dzieci nigdy nie było, również można dojść do punktu, w którym kolejne lata zaczynają wyglądać bardzo podobnie.
Z zewnątrz wszystko może wydawać się w porządku. Jest dach nad głową, jakieś źródło dochodu, codzienne obowiązki, czasem znajomi, rodzina, wakacje albo weekendowy wyjazd. Nie wydarzyło się nic, co można byłoby nazwać katastrofą.
A jednak czegoś zaczyna brakować.
Nie chodzi nawet o wielkie nieszczęście. Bardziej o coraz słabsze zainteresowanie własnym życiem.
Rano trzeba wstać, więc człowiek wstaje. Idzie do pracy, robi zakupy, przygotowuje obiad, ogląda wiadomości, przegląda telefon i kładzie się spać. Następnego dnia powtarza niemal ten sam zestaw czynności.
W pewnej chwili pojawia się myśl:
„Czy teraz już tak będzie?”
Za nią potrafi przyjść następna:
„Przecież mam już pięćdziesiąt lat. Co ja jeszcze mogę zaczynać?”
I właśnie wtedy można popełnić jeden z największych błędów drugiej połowy życia — uznać, że skoro pewien etap się skończył, skończyło się również prawo do posiadania następnego.
Pięćdziesiąt lat to nie koniec historii
Wiek ma znaczenie i nie ma sensu udawać, że go nie ma.
Pięćdziesięcioletni człowiek nie znajduje się w tym samym miejscu co dwudziestolatek. Ma inne ciało, doświadczenia, zobowiązania, możliwości i ograniczenia. Część decyzji rzeczywiście podejmuje się inaczej, ponieważ inaczej wygląda perspektywa czasu.
Tylko z tego nie wynika, że życie zostało zakończone.
Jeżeli ktoś ma pięćdziesiąt lat i będzie żył do osiemdziesiątki, przed nim pozostaje trzydzieści lat. To ogromny fragment życia.
W ciągu trzydziestu lat można nauczyć się języka, zmienić zawód, stworzyć firmę, napisać książkę, poznać miłość, przeprowadzić się, zwiedzić pół świata, zdobyć nowych przyjaciół, nauczyć się malować, zacząć tańczyć albo stworzyć coś, czego wcześniej nawet nie potrafiliśmy sobie wyobrazić.
Nie oznacza to, że każdy powinien teraz zakładać przedsiębiorstwo i zdobywać góry.
Chodzi o coś znacznie ważniejszego.
Dalsza część życia nadal może mieć treść.
Dlaczego kiedyś łatwiej było mieć cel?
Młodość w pewnym sensie organizuje człowiekowi przyszłość.
Najpierw trzeba skończyć szkołę. Później znaleźć pracę, zdobyć kwalifikacje, być może stworzyć związek, urządzić mieszkanie, wychować dzieci, poprawić sytuację finansową.
Nawet jeżeli droga nie przebiega zgodnie z tym schematem, zwykle istnieje jakieś „następne”.
Po pięćdziesiątce część tych zadań znika.
Dzieci przestają potrzebować codziennej opieki. Kariera może wejść w stabilny etap. Mieszkanie nie wymaga już ciągłego urządzania, a rzeczy, o które człowiek kiedyś walczył, stały się zwyczajną częścią codzienności.
Nagle okazuje się, że nikt nie wyznacza kolejnego zadania.
To może być bardzo dziwne uczucie.
Przez trzydzieści lat wiedzieliśmy, co trzeba zrobić, a teraz po raz pierwszy trzeba odpowiedzieć sobie samemu:
„Co ja chcę zrobić z resztą swojego życia?”
Kiedy dzieci odchodzą, nie powinna odchodzić razem z nimi Twoja tożsamość
Dla rodziców ten moment bywa szczególnie trudny.
Przez wiele lat rytm życia wyznaczały potrzeby dzieci. Szkoła, lekarze, obiady, zajęcia, problemy, wakacje, pieniądze, rozmowy i niezliczone drobne obowiązki zajmowały ogromną część czasu.
Później dziecko dorasta.
Ma własnych znajomych, partnera, pracę, mieszkanie i plany. Nie potrzebuje już rodzica w taki sposób jak dawniej.
Można wtedy poczuć dumę, ale obok niej również pustkę.
„Skoro dzieci mają własne życie, to po co ja jestem potrzebna?”
Tylko że bycie potrzebnym dziecku nigdy nie powinno być jedynym uzasadnieniem własnego istnienia.
Rodzicielstwo jest częścią człowieka, ale nie powinno być całą jego tożsamością.
Dorosłe dzieci mają prawo rozpocząć własne życie. Rodzice natomiast mają dokładnie takie samo prawo wrócić do swojego.
A jeśli dzieci nigdy nie było?
Tutaj pustka może wyglądać inaczej.
Czasami człowiek zaczyna obserwować znajomych, którzy mają dorosłe dzieci, później wnuki i rodzinne spotkania, a następnie zastanawia się, co pozostanie jemu.
Nie chcę mówić komuś bez dzieci: „Znajdź sobie hobby i będzie dobrze”, bo życie jest znacznie bardziej skomplikowane.
Brak dzieci może być świadomym wyborem, konsekwencją okoliczności albo doświadczeniem, które przez lata wiązało się z bólem.
Niezależnie od historii sens życia nie jest zarezerwowany dla rodziców.
Można budować bliskość, pozostawiać po sobie dobro, tworzyć, pomagać, kochać, rozwijać się i być ważnym dla innych ludzi bez posiadania potomstwa.
Życie nie musi wyglądać według jednego scenariusza, żeby było wartościowe.
„Nic mnie już nie cieszy”
To zdanie wymaga uwagi.
Czasami oznacza znudzenie i brak nowych bodźców. Innym razem za podobnymi słowami może kryć się przewlekłe przemęczenie, samotność, trudny okres emocjonalny albo problem zdrowotny. Jeżeli utrata zainteresowania dotyczy niemal wszystkiego, trwa długo i wyraźnie utrudnia codzienne funkcjonowanie, warto porozmawiać ze specjalistą zamiast tłumaczyć wszystko metryką.
Nie każdą pustkę da się rozwiązać nowym hobby.
Jeżeli jednak człowiek funkcjonuje dobrze, tylko coraz częściej ma poczucie monotonii i braku kierunku, można przyjrzeć się temu, czy w jego życiu pozostało jeszcze coś, na co naprawdę czeka.
Kiedy ostatnio obudziłaś się z myślą, że wydarzy się dzisiaj coś, czego jesteś ciekawa?
Kiedy ostatnio uczyłaś się czegoś, czego wcześniej nie umiałaś?
Czy istnieje coś, czego nie możesz się doczekać?
Odpowiedzi mogą powiedzieć więcej niż sam wiek.
Być może nie straciłaś radości. Być może przestałaś doświadczać nowości
Codzienna stabilizacja daje bezpieczeństwo, ale ma również drugą stronę.
Jeżeli przez lata poruszamy się pomiędzy tymi samymi miejscami, ludźmi i obowiązkami, mózg otrzymuje coraz mniej nowych doświadczeń. Dni zaczynają się do siebie upodabniać, dlatego miesiące potrafią mijać zaskakująco szybko.
Nowość nie musi oznaczać podróży dookoła świata.
Można pójść inną drogą na spacer, zapisać się na zajęcia, pojechać samemu do miasta, którego się nie zna, rozpocząć naukę języka, zmienić sposób spędzania weekendów albo zrobić coś, na co przez lata brakowało czasu.
Nie chodzi o bezustanne dostarczanie sobie atrakcji.
Chodzi o odzyskanie ciekawości.
Nie pytaj: „Czy nie jestem na to za stara?”
To pytanie potrafi zamknąć więcej drzwi niż rzeczywiste ograniczenia.
„Czy wypada mi teraz zacząć tańczyć?”
„Kto mnie zatrudni w nowym zawodzie?”
„Po co mam się uczyć języka, skoro mam pięćdziesiąt kilka lat?”
„Czy nie jest śmieszne zaczynać malować w tym wieku?”
Warto odwrócić sposób myślenia.
Zamiast pytać:
„Czy nie jestem za stara?”
zapytaj:
„Jeżeli tego nie zrobię, czy za pięć lat będę żałowała, że nawet nie spróbowałam?”
Za pięć lat i tak będziesz starsza o pięć lat.
Możesz mieć wtedy pięć lat doświadczenia w nowej dziedzinie albo pięć lat zastanawiania się, czy nie było za późno.
Nie musisz zaczynać drugiej wielkiej kariery
Kiedy mówimy o nowym początku, łatwo popaść w drugą skrajność.
Człowiek zaczyna myśleć, że skoro ma odzyskać cel, powinien natychmiast zmienić pracę, otworzyć biznes, przeprowadzić się do Portugalii i przebiec maraton.
Nie.
Nowy etap nie potrzebuje widowiskowej rewolucji.
Być może Twoim celem będzie stworzenie ogrodu, nauczenie się fotografii, regularne podróżowanie po Polsce, wolontariat, poznawanie historii swojej rodziny albo przeczytanie stu książek, na które wcześniej brakowało czasu.
Ktoś inny rzeczywiście będzie chciał rozpocząć biznes.
Jeszcze inna osoba zdecyduje się na studia.
Cel nie musi imponować innym.
Powinien poruszać Ciebie.
Zacznij od pytania: czego kiedyś chciałam?
W dorosłym życiu wiele pragnień odkładamy na później.
„Jak dzieci podrosną.”
„Kiedy spłacimy kredyt.”
„Gdy będę miała więcej czasu.”
„Na emeryturze.”
Niektóre z tych marzeń po latach przestają być aktualne. Inne nadal gdzieś czekają.
Warto przypomnieć sobie siebie sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat.
Co chciałaś kiedyś zrobić, ale życie potoczyło się inaczej?
Gdzie chciałaś pojechać?
Czego pragnęłaś się nauczyć?
Jaki zawód Cię interesował?
Co sprawiało Ci przyjemność, zanim zaczęłaś żyć przede wszystkim obowiązkami?
Nie chodzi o cofanie się do młodości.
Dawne marzenia mogą być wskazówkami dotyczącymi części siebie, które przez lata pozostawały niewykorzystane.
Potem zapytaj: czego chcę dzisiaj?
Nie każde młodzieńcze marzenie trzeba realizować.
Człowiek się zmienia.
Dlatego po spojrzeniu w przeszłość warto wrócić do teraźniejszości.
Gdybyś miała przed sobą jeden całkowicie wolny rok, którego nie musisz nikomu tłumaczyć, czym chciałabyś go wypełnić?
Co chciałabyś umieć za trzy lata?
Jak chciałabyś się czuć?
Z jakimi ludźmi chciałabyś spędzać więcej czasu?
Czego w obecnym życiu jest za dużo, a czego zdecydowanie za mało?
Takie pytania powoli wypełniają pustą przestrzeń.
Po pięćdziesiątce masz coś, czego nie miałaś w wieku dwudziestu lat
Łatwo patrzeć wyłącznie na to, co zabrał czas.
Rzadziej zauważamy, co przyniósł.
Pięćdziesięcioletni człowiek ma za sobą tysiące sytuacji, które czegoś go nauczyły. Lepiej rozpoznaje ludzi, zna konsekwencje własnych decyzji, przeżył rozczarowania, wie, z czym sobie radzi, a czego nie chce już tolerować.
Być może posiada także większą stabilność finansową, mieszkanie, doświadczenie zawodowe i sieć znajomości.
To są zasoby.
Nie wszystkie osoby w tym wieku mają je w takim samym stopniu, ale niemal każdy posiada doświadczenie, którego nie można kupić ani zdobyć w weekend.
Pytanie brzmi: co możesz z nim zrobić?
Zacznij się znowu czegoś uczyć
Uczenie się ma niezwykłą właściwość: kieruje uwagę w przyszłość.
Jeżeli zapisujesz się na język, chcesz wiedzieć, ile będziesz rozumiała za pół roku. Kiedy zaczynasz malować, zastanawiasz się, jak będzie wyglądał Twój setny obraz. Rozpoczynając naukę obsługi nowego programu, wyobrażasz sobie rzeczy, które kiedyś będziesz dzięki niemu potrafiła stworzyć.
Nagle pojawia się jutro, na które warto czekać.
Nie musisz być najlepsza.
W wieku pięćdziesięciu kilku lat można nauczyć się czegoś wyłącznie dlatego, że człowieka to interesuje.
To wystarczający powód.
Nowi ludzie również potrafią otworzyć nowe życie
Po latach krąg znajomych często się kurczy.
Jedni są zajęci rodziną, inni przeprowadzili się, część relacji wygasła, a niektóre znajomości trwają bardziej z przyzwyczajenia niż z prawdziwej bliskości.
Nowa aktywność może przynieść coś więcej niż samo zajęcie.
Może przynieść ludzi.
Kurs językowy, wolontariat, klub książki, zajęcia sportowe, grupa turystyczna czy lokalna inicjatywa stwarzają możliwość poznania osób, których nigdy nie spotkalibyśmy we własnym salonie.
Nie każda znajomość stanie się przyjaźnią.
Wystarczy jednak kilka wartościowych relacji, żeby codzienność zaczęła wyglądać inaczej.
Miłość również nie ma daty ważności
Niektórzy po rozwodzie, śmierci partnera albo wielu latach samotności uznają, że ten rozdział został zamknięty.
„W moim wieku?”
Tak. W Twoim wieku.
Nie ma obowiązku szukania partnera i można prowadzić satysfakcjonujące życie bez związku. Nie warto jednak rezygnować z bliskości wyłącznie dlatego, że kultura najchętniej opowiada historie miłosne ludzi młodych.
Człowiek po pięćdziesiątce nadal może się zakochać, tęsknić, flirtować, budować intymność i tworzyć nową relację.
Serce nie sprawdza daty urodzenia przed rozpoczęciem uczucia.
Praca również nie musi być ostatnim rozdziałem zawodowym
Zmiana zawodowa po pięćdziesiątce bywa trudniejsza i byłoby nieuczciwe twierdzić inaczej.
Istnieją bariery, zobowiązania finansowe i realia rynku pracy.
Trudniejsze nie oznacza jednak automatycznie niemożliwe.
Czasami nie potrzeba całkowitego przekwalifikowania. Można wykorzystać dotychczasowe doświadczenie w nowy sposób, zdobyć dodatkową kompetencję, rozpocząć niewielką działalność obok etatu albo nauczyć się narzędzi zwiększających możliwości zawodowe.
Najgorszym rozwiązaniem jest uznanie bez sprawdzania:
„Nikt już mnie nie potrzebuje”.
Najpierw warto zobaczyć, co rzeczywiście potrafisz i gdzie ta wiedza może mieć wartość.
Cel nie zawsze musi dotyczyć Ciebie
Po pewnym czasie człowiek może odkryć jeszcze jedną drogę.
Być może nie potrzebuje kolejnego osiągnięcia, tylko poczucia, że robi coś wartościowego.
Pomoc innym potrafi nadać życiu zupełnie nowy wymiar.
Można wspierać młodszych ludzi doświadczeniem zawodowym, pomagać zwierzętom, działać społecznie, uczyć, organizować zbiórki, opiekować się miejscem ważnym dla lokalnej społeczności albo po prostu regularnie poświęcać czas komuś, kto naprawdę go potrzebuje.
Nie chodzi o poświęcenie całego życia innym.
Czasami sens pojawia się właśnie wtedy, gdy przestajemy pytać wyłącznie: „Co jeszcze mogę dostać od życia?”, a zaczynamy również zastanawiać się: „Co ja mogę jeszcze do niego wnieść?”
Zrób eksperyment zamiast wielkiej rewolucji
Jeżeli dzisiaj nie wiesz, czego chcesz, nie musisz natychmiast znajdować odpowiedzi na resztę życia.
Daj sobie trzy miesiące eksperymentowania.
W każdym miesiącu spróbuj jednej nowej rzeczy.
Nie oceniaj jej po pierwszych dziesięciu minutach. Sprawdź, jak się czujesz, czego się uczysz i czy pojawia się ochota na kolejny krok.
Może nic z tego nie zostanie z Tobą na dłużej.
A może jedna rzecz sprawi, że po raz pierwszy od kilku lat pomyślisz:
„Chcę zobaczyć, co będzie dalej”.
Właśnie tego szukamy.
Nie spektakularnego sukcesu.
Najpierw szukamy ciekawości jutra.
Napisz plan następnych pięciu lat
Nie po to, żeby później sztywno się go trzymać.
Weź kartkę i wyobraź sobie siebie za pięć lat.
Masz pięć lat więcej, niezależnie od tego, co zrobisz.
Jak chciałabyś wtedy wyglądać?
Jak chciałabyś się czuć?
Z kim spędzać czas?
Czego umieć?
Gdzie pojechać?
Co stworzyć?
Jak zadbać o zdrowie?
Co zmienić w swoim otoczeniu?
Jakiego doświadczenia najbardziej żałowałabyś sobie odmówić?
Nie zapisuj wyłącznie wielkich rzeczy. Wpisz również te małe, które sprawiłyby, że zwyczajny wtorek stałby się trochę lepszy.
Później wybierz jedną rzecz.
Nie dziesięć.
Jedną.
I zastanów się, jaki najmniejszy krok możesz zrobić jeszcze w tym tygodniu.
Nie czekaj z życiem na emeryturę
„Jak przejdę na emeryturę, wtedy zacznę.”
To zdanie brzmi rozsądnie, dopóki nie uświadomimy sobie, że przyszłość nie podpisuje z nami żadnej umowy.
Nie wiemy, jakie będzie zdrowie, sytuacja finansowa ani życie za dziesięć czy piętnaście lat.
Oczywiście trzeba planować rozsądnie.
Nie chodzi o porzucenie pracy i wydanie wszystkich oszczędności na podróż dookoła świata.
Jeżeli jednak istnieją rzeczy ważne, które możesz robić już teraz w mniejszej skali, nie odkładaj całego życia na później.
Później jest potrzebne do planowania.
Dzisiaj jest potrzebne do życia.
Twoje dzieci nie potrzebują, żebyś przestała żyć
Rodzice czasem mówią:
„Teraz niech dzieci żyją. Ja już swoje przeżyłam.”
Tylko dlaczego jedno miałoby wykluczać drugie?
Dorosłe dziecko może budować własną rodzinę, rozwijać karierę i spełniać marzenia, a jego matka czy ojciec mogą jednocześnie rozpocząć nowy etap.
Co więcej, pięknym doświadczeniem może być zobaczenie rodzica, który nie próbuje żyć życiem swoich dzieci, lecz nadal posiada własne zainteresowania, plany, przyjaciół i marzenia.
Miłość do dzieci nie wymaga rezygnacji z siebie.
Nie musisz już żyć według starego scenariusza
W młodości wiele decyzji podejmujemy pod wpływem oczekiwań.
Trzeba zdobyć zawód. Wypada się ustatkować. Powinno się mieć mieszkanie, rodzinę, stabilną pracę.
Po pięćdziesiątce można odkryć coś niezwykle uwalniającego.
Nie wszystko trzeba już robić po to, żeby spełnić cudze wyobrażenia.
Możesz nauczyć się włoskiego, choć nigdy nie wykorzystasz go zawodowo.
Możesz pisać opowiadania, których nikt nie wyda.
Masz prawo tańczyć, nawet jeśli nigdy nie wystąpisz na scenie.
Wolno Ci pojechać gdzieś dlatego, że od dwudziestu lat chciałaś zobaczyć to miejsce.
Nie każda wartościowa rzecz musi przynosić pieniądze, prestiż albo konkretną korzyść.
Czasami wystarczy, że sprawia, iż znowu czujesz własne życie.
Co jeszcze przede mną?
Być może właśnie to pytanie warto zadać zamiast: „Co mi jeszcze zostało?”
Różnica jest ogromna.
Pierwsze patrzy w przyszłość jak na przestrzeń możliwości. Drugie traktuje ją jak resztkę czegoś, co najważniejsze wydarzyło się dawno temu.
Nie możemy zatrzymać czasu ani wrócić do wieku dwudziestu lat.
Możemy jednak zdecydować, czy następne lata mają być wyłącznie powtórzeniem poprzednich.
Pięćdziesiąte urodziny nie dają gwarancji nowego początku, tak samo jak żadna inna data. Nowy etap rozpoczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek sam zaczyna go tworzyć.
Nie potrzebujesz od razu wielkiej pasji, wielkiego celu ani planu na następne trzydzieści lat.
Na początek wystarczy jedna rzecz, której jesteś ciekawa.
Jedno miejsce, które chcesz zobaczyć. Jedna umiejętność, której chciałabyś się nauczyć. Jeden człowiek, którego chciałabyś poznać. Jeden pomysł, który od dawna wraca do Twojej głowy.
Najsmutniejsze nie jest to, że człowiek ma pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat. Znacznie smutniej byłoby uznać zbyt wcześnie, że nic ważnego nie może się już wydarzyć, a potem spędzić kolejne dwadzieścia lat, udowadniając sobie tę nieprawdę.
Być może nie potrzebujesz dzisiaj odpowiedzi na pytanie, co zrobić z resztą życia.
Potrzebujesz jedynie następnego pytania:
„Co chciałabym jeszcze przeżyć, zanim któregoś dnia naprawdę zabraknie na to czasu?”
A później warto zrobić coś bardzo prostego — nie pozostawić odpowiedzi wyłącznie w głowie.
Przeczytaj również – „Dlaczego nie potrafię być szczęśliwa Od pomysłu do sukcesu
Zapraszam do biblioteki lustra losu