„Zacznę żyć, kiedy skończę remont”. „Będę szczęśliwa, gdy schudnę”. „Wreszcie odpocznę, gdy dzieci dorosną”. „Pojadę na wymarzone wakacje, kiedy będę mieć więcej pieniędzy”.
Brzmi znajomo? Dla wielu osób takie zdania stają się codziennym sposobem myślenia. Zamiast korzystać z tego, co przynosi obecny dzień, nieustannie czekamy na moment, w którym wszystko będzie wyglądało lepiej.
Najpierw trzeba uporać się z obowiązkami. Później wypada poprawić sytuację finansową, zadbać o zdrowie, wyremontować mieszkanie albo osiągnąć zawodowy sukces. Dopiero wtedy pojawia się zgoda na odpoczynek, podróże, spotkania z bliskimi czy realizowanie własnych marzeń.
Problem polega na tym, że „później” bardzo często się przesuwa.
Jedno zadanie zostaje wykonane, lecz na jego miejscu pojawia się następne. Osiągnięty cel szybko przestaje wystarczać, a kolejna granica zostaje ustawiona jeszcze dalej. W efekcie można przeżyć wiele lat w przekonaniu, że prawdziwe życie dopiero się zacznie.
Dlaczego odkładamy życie na później? Skąd bierze się potrzeba czekania na idealny moment? I jak nauczyć się żyć tu i teraz, zamiast bez końca przygotowywać się do życia, które ma nadejść?
Odkładanie życia na później – czym właściwie jest?
Odkładanie życia na później rzadko zaczyna się od świadomej decyzji. Nikt zazwyczaj nie postanawia, że przez najbliższe lata nie będzie odpoczywać ani spełniać swoich marzeń.
Znacznie częściej wszystko zaczyna się od drobnych przesunięć.
Spotkanie można przełożyć, bo w domu jest jeszcze dużo pracy. Wyjazd warto odłożyć, ponieważ trzeba najpierw odłożyć pieniądze. Zakup wymarzonego ubrania może poczekać, gdyż planujemy schudnąć. Hobby zostaje przesunięte na później, bo obecnie brakuje czasu.
Pojedyncza decyzja nie musi oznaczać problemu. Kłopot pojawia się wtedy, gdy podobny schemat powtarza się przez miesiące i lata.
Teraźniejszość zaczyna być traktowana jak etap przejściowy. W głowie pojawia się przekonanie, że prawdziwe życie rozpocznie się dopiero po spełnieniu określonych warunków.
Remont musi się skończyć. Wynagrodzenie powinno być wyższe. Sylwetka ma wyglądać lepiej. Dzieci powinny dorosnąć. Praca powinna wreszcie dawać satysfakcję.
Dopiero po osiągnięciu tych celów pozwalamy sobie pomyśleć o szczęściu.
„Zacznę żyć, kiedy skończę remont”
Remont mieszkania często wydaje się konkretnym końcem trudnego etapu. Wydajemy pieniądze, poświęcamy czas i energię, a na końcu oczekujemy satysfakcji.
Rzeczywistość potrafi jednak wyglądać inaczej.
Po zakończeniu prac zauważamy kolejne rzeczy, które można poprawić. Pojawia się pomysł wymiany lampy, zakupu nowej kanapy albo przemalowania ściany. Lista zadań ponownie się wydłuża, a wymarzony moment odpoczynku zostaje przesunięty.
Mieszkanie, które miało być gotowe do życia, staje się kolejnym projektem wymagającym ciągłego doskonalenia.
Nie trzeba przecież czekać na ostatni etap remontu, żeby zaprosić znajomych. Kolacja przygotowana wśród kilku kartonów również może stworzyć piękne wspomnienie. Wieczór z książką nie wymaga perfekcyjnego wnętrza.
Dom ma być miejscem do życia, a nie zadaniem, które trzeba wykonać bezbłędnie.
„Będę szczęśliwa, kiedy schudnę”
Podobny mechanizm często pojawia się w relacji z własnym ciałem.
Wiele osób odkłada zakup nowych ubrań, wyjazd na plażę, robienie zdjęć czy randkowanie do czasu osiągnięcia wymarzonej sylwetki. Obecny wygląd traktowany jest wtedy jak tymczasowa wersja siebie.
Takie myślenie może zabrać bardzo dużo czasu.
Troska o zdrowie jest oczywiście ważna. Zmiana nawyków żywieniowych, większa aktywność fizyczna czy poprawa kondycji mogą być wartościowymi celami. Nie oznacza to jednak, że do momentu ich osiągnięcia trzeba zawiesić własne życie.
Ciało może się zmieniać, a jednocześnie zasługiwać na szacunek już dzisiaj.
Praca nad sobą nie musi być karą za to, jak obecnie wyglądamy. Ruch może być formą troski, a nie próbą udowodnienia własnej wartości. Nowe ubranie również nie musi czekać w szafie na moment, w którym osiągniemy określony rozmiar.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy chcę się zmienić dlatego, że dbam o siebie, czy dlatego, że uważam, iż dopiero wtedy zasłużę na szczęście?
„Zajmę się sobą, kiedy dzieci dorosną”
Rodzicielstwo wymaga ogromnego zaangażowania. Małe dziecko rzeczywiście potrzebuje dużo uwagi, dlatego naturalne jest, że przez pewien czas jego potrzeby znajdują się bardzo wysoko na liście priorytetów.
Problem pojawia się wtedy, gdy własne potrzeby zostają przesunięte na nieokreślone „później”.
Najpierw powodem jest niemowlę. Później dochodzi przedszkole, szkoła, zajęcia dodatkowe, egzaminy i problemy okresu dorastania. Nawet dorosłe dziecko może potrzebować wsparcia.
W pewnym momencie rodzic może więc odkryć, że własne marzenia czekały przez kilkanaście lat.
Troska o rodzinę nie powinna oznaczać całkowitego rezygnowania z siebie. Dzieci mogą przecież obserwować rodzica, który ma swoje zainteresowania, spotyka się z przyjaciółmi i potrafi odpoczywać.
Dbanie o siebie nie jest egoizmem. Jest również pokazywaniem dzieciom, że własne potrzeby mają znaczenie.
„Kiedy będę mieć więcej pieniędzy, zacznę żyć”
Pieniądze bez wątpienia wpływają na poczucie bezpieczeństwa. Trudno spokojnie planować przyszłość, gdy brakuje środków na podstawowe potrzeby.
Większe zarobki nie zawsze oznaczają jednak koniec odkładania życia.
Najpierw ustalamy konkretną kwotę, która ma zapewnić nam spokój. Po jej osiągnięciu pojawia się następna granica. Wkrótce okazuje się, że potrzebujemy jeszcze większych oszczędności, lepszego mieszkania, samochodu albo wyższej pensji.
W ten sposób „właściwy moment” może odsuwać się bez końca.
Rozsądne gospodarowanie pieniędzmi jest potrzebne, ale nie musi oznaczać rezygnacji ze wszystkich przyjemności. Spacer, spotkanie z przyjacielem, domowa kolacja czy jednodniowa wycieczka nie wymagają ogromnego budżetu.
Warto więc zapytać siebie: czy oszczędzam po to, aby kiedyś żyć lepiej, czy oszczędzanie sprawiło, że przestałam żyć już teraz?
Dlaczego odkładamy życie na później?
Przyczyny mogą być bardzo różne. Czasami najważniejszą rolę odgrywa perfekcjonizm, innym razem lęk przed porażką albo oceną innych osób.
Niektórzy ludzie od dzieciństwa słyszą, że najpierw trzeba ciężko pracować, a dopiero później można odpocząć. Inni uczą się, że przyjemność należy się dopiero po wykonaniu wszystkich obowiązków.
Jeszcze inny schemat pojawia się u osób, które przez lata stawiają potrzeby innych ponad własnymi.
Takie przekonania mogą działać automatycznie. Nawet gdy jesteśmy już dorośli, nadal możemy zachowywać się zgodnie z zasadami, których nigdy świadomie nie zakwestionowaliśmy.
Zatrzymanie się i zadanie sobie pytania „Czy naprawdę muszę jeszcze czekać?” może być pierwszym krokiem do zmiany.
Perfekcjonizm – cichy przeciwnik życia tu i teraz
Idealny moment praktycznie nie istnieje.
Zawsze może pojawić się dodatkowy obowiązek, niespodziewany wydatek, gorsza pogoda albo brak czasu. Czekanie na warunki, w których wszystko będzie perfekcyjne, może więc trwać bardzo długo.
Perfekcjonizm często podpowiada: „Jeszcze nie teraz. Najpierw muszę wszystko przygotować”.
Właśnie dlatego wiele osób nie rozpoczyna rzeczy, które są dla nich ważne. Wyjazd zostaje przełożony, ponieważ nie mamy wystarczającego budżetu. Kurs nie dochodzi do skutku, bo brakuje czasu. Nowe hobby czeka, gdyż boimy się, że nie będziemy wystarczająco dobrzy.
Tymczasem początek nie musi być idealny.
Pierwszy spacer może trwać piętnaście minut. Nauka nowego języka może rozpocząć się od kilku słów. Weekendowy wyjazd nie musi oznaczać dalekiej podróży.
Niedoskonały krok wykonany dzisiaj może być więcej wart niż perfekcyjny plan odkładany przez kolejne lata.
Media społecznościowe a odkładanie szczęścia
Media społecznościowe dodatkowo wzmacniają przekonanie, że nasze życie powinno wyglądać lepiej.
Codziennie oglądamy piękne mieszkania, egzotyczne podróże, zadbane sylwetki, sukcesy zawodowe i idealnie wyglądające rodziny. Trudno przy takim obrazie nie pomyśleć, że nasza własna codzienność jest zbyt zwyczajna.
Warto jednak pamiętać, że internet pokazuje przede wszystkim wybrane fragmenty rzeczywistości.
Zdjęcie z wakacji nie pokazuje stresu przed podróżą. Piękne mieszkanie nie zdradza godzin spędzonych na sprzątaniu. Uśmiechnięta rodzina może mieć za sobą trudną rozmowę albo bardzo ciężki dzień.
Porównujemy więc swoje codzienne życie z najlepszymi momentami innych osób.
W efekcie zwykły wtorek może wydawać się niewystarczający.
Tymczasem właśnie zwyczajność stanowi większą część naszego życia. Praca, gotowanie, zakupy, rozmowy, odpoczynek i sen nie są mniej wartościowe tylko dlatego, że nie nadają się na efektowne zdjęcie.
Jak przestać odkładać życie na później?
Pierwszym krokiem jest zauważenie własnego schematu.
Zastanów się, na co obecnie czekasz. Być może masz w głowie konkretny warunek, po którego spełnieniu wszystko ma stać się lepsze.
Pomocne może być zapisanie zdań, które zaczynają się od konstrukcji „Kiedy…, wtedy…”.
„Po zakończeniu remontu zaproszę znajomych”.
„Gdy osiągnę wymarzoną wagę, kupię sobie nowe ubrania”.
„Większe zarobki pozwolą mi wreszcie zacząć podróżować”.
„Własnymi zainteresowaniami zajmę się wtedy, gdy dzieci będą już dorosłe”.
Następnie przy każdym zdaniu dopisz jedno pytanie:
„Czy naprawdę muszę czekać?”
Niektóre odpowiedzi będą twierdzące. Część planów rzeczywiście wymaga czasu, pieniędzy lub odpowiednich warunków.
W wielu przypadkach okaże się jednak, że można zrobić choćby niewielki krok już dzisiaj.
Zacznij od małych rzeczy
Nie trzeba przewracać całego życia do góry nogami, żeby zacząć żyć bardziej świadomie.
Telefon do bliskiej osoby może zająć kilka minut. Krótki spacer nie wymaga specjalnego przygotowania. Wieczór z książką nie musi czekać na urlop. Spotkanie ze znajomymi nie potrzebuje wyjątkowej okazji.
Czasami wystarczy pozwolić sobie na rzecz, którą od dawna odkładamy.
Ważne jest poczucie, że nie jesteśmy wyłącznie wykonawcami kolejnych obowiązków. Jesteśmy również uczestnikami własnego życia.
Małe przyjemności nie rozwiązują wszystkich problemów, ale przypominają, że teraźniejszość ma swoją wartość.
Odpoczynek nie jest nagrodą
Wiele osób ma trudność z odpoczywaniem, ponieważ uważa, że najpierw należy zrobić wszystko, co jest do zrobienia.
Lista obowiązków praktycznie nigdy się jednak nie kończy.
Po sprzątaniu pojawia się gotowanie. Następnego dnia trzeba zrobić zakupy. W pracy czekają kolejne zadania, a weekend również można wypełnić sprawami, które „powinny” zostać załatwione.
Jeżeli odpoczynek ma nastąpić dopiero wtedy, gdy wszystko będzie gotowe, możemy czekać bez końca.
Odpoczynek nie jest nagrodą za produktywność. Stanowi naturalną część życia.
Chwila ciszy, spacer bez telefonu czy wieczór spędzony bez żadnego konkretnego celu nie są stratą czasu.
Czasami właśnie wtedy odzyskujemy energię i kontakt ze sobą.
Teraźniejszość nie jest poczekalnią
Najważniejsza zmiana zaczyna się wtedy, gdy przestajemy traktować obecny etap życia jak wersję roboczą.
Mieszkanie może być jeszcze nieukończone, a mimo to można w nim tworzyć wspomnienia. Ciało może wyglądać inaczej, niż sobie wymarzyliśmy, jednak nadal zasługuje na troskę. Konto bankowe może być mniejsze, niż chcielibyśmy, lecz obecny dzień również ma znaczenie.
Dzieci mogą być małe, a rodzic nadal może mieć własne marzenia. Praca może nie być idealna, ale życie nie kończy się wraz z wyjściem z biura.
Nie jesteś osobą oczekującą na rozpoczęcie życia. Jesteś człowiekiem, który już je przeżywa.
Taka perspektywa pozwala spojrzeć inaczej na codzienne problemy. Remont przestaje być warunkiem szczęścia, pieniądze stają się narzędziem, a cele pozostają celami – zamiast być przepustką do życia.
Jak żyć tu i teraz bez rezygnowania z przyszłości?
Życie chwilą nie oznacza braku odpowiedzialności. Nie trzeba przestać oszczędzać, planować ani troszczyć się o przyszłość.
Najważniejsza jest równowaga.
Oszczędzanie na wymarzone wakacje może iść w parze z krótkimi wycieczkami. Praca nad zdrowiem nie musi oznaczać braku akceptacji dla obecnego ciała. Rozwój zawodowy może istnieć obok odpoczynku. Rodzicielstwo nie powinno wykluczać własnych zainteresowań.
Przyszłość jest ważna, ale nie powinna zabierać całego „dzisiaj”.
Można budować lepsze jutro bez rezygnowania z obecnego dnia.
A jeśli idealny moment nigdy nie nadejdzie?
Nikt nie wie, co wydarzy się za rok, pięć czy dziesięć lat. Możemy tworzyć plany, oszczędzać i pracować nad sobą, jednak nie mamy pełnej kontroli nad przyszłością.
Zamiast pytać wyłącznie: „Co muszę osiągnąć, żeby zacząć żyć?”, warto zadać sobie inne pytanie:
„Jak chcę przeżywać drogę do tego celu?”
Ta zmiana perspektywy może wiele zmienić.
Jeśli przez pięć lat będziemy wyłącznie czekać na lepsze warunki, pięć lat naszego życia minie niezależnie od tego, czy cel zostanie osiągnięty.
Nie odzyskamy później tych dni.
Droga do celu również jest częścią życia.
Nie odkładaj siebie na później
Najbardziej bolesną konsekwencją ciągłego czekania może być utrata kontaktu z własnymi potrzebami.
Marzenie odkładane przez kilka miesięcy łatwo przesunąć o kolejny rok. Spotkanie przekładane z powodu obowiązków może w końcu nie dojść do skutku. Hobby, na które „jeszcze będzie czas”, może zostać całkowicie zapomniane.
Warto więc czasami zatrzymać się i zapytać:
„Co zrobiłabym dzisiaj, gdybym przestała czekać?”
Odpowiedź wcale nie musi być spektakularna.
Może zadzwonisz do przyjaciółki. Innym razem wybierzesz się na spacer, kupisz książkę albo zaplanujesz krótki wyjazd. Czasami wystarczy wyłączyć telefon i przez pół godziny spokojnie pobyć ze sobą.
Takie drobne decyzje mają znaczenie.
Każda z nich może być sygnałem: „Moje życie jest ważne również dzisiaj”.
Życie dzieje się właśnie teraz
Remont kiedyś się skończy. Dzieci dorosną. Zarobki mogą wzrosnąć. Wymarzona sylwetka być może stanie się rzeczywistością. Lepsza praca również może pojawić się na naszej drodze.
Nie ma jednak gwarancji, że osiągnięcie tych celów automatycznie przyniesie szczęście.
Właśnie dlatego nie warto oddawać całej teraźniejszości przyszłości.
Możesz mieć ambitne plany i jednocześnie cieszyć się zwyczajnym dniem. Oszczędzanie może iść w parze z małymi przyjemnościami. Praca nad sobą nie musi oznaczać odrzucania siebie. Marzenia o przyszłości mogą istnieć obok wdzięczności za to, co masz dzisiaj.
Być może życie, na które tak długo czekasz, wcale nie znajduje się za kolejnym celem.
Może ono już trwa.
Jest obecne w mieszkaniu, które jeszcze nie wygląda idealnie. Towarzyszy Ci w ciele, które chciałabyś zmienić. Znajduje się w rodzinie, nawet jeśli dzieci nadal są małe. Może być również w zwyczajnym dniu, który na pierwszy rzut oka wydaje się niczym szczególnym.
Nie każda chwila musi być wyjątkowa, żeby była cenna.
Nie czekaj, aż wszystko będzie idealne. Taki moment może nigdy nie nadejść. Zacznij żyć tam, gdzie naprawdę jesteś – właśnie teraz.
Przeczytaj także – prokrastynacja lęk przed zmianą zmiana życia.
Zapraszam również do Biblioteki lustra losu