Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dlaczego odkładamy własne życie na później? Pułapka, w której można spędzić całe lata

Dlaczego odkładamy własne życie na później? Pułapka, w której można spędzić całe lata

Wiele osób żyje z przekonaniem, że ich prawdziwe życie dopiero się zacznie. Jeszcze nie teraz. Najpierw trzeba uporządkować finanse, zakończyć trudny etap w pracy, wychować dzieci, spłacić kredyt, schudnąć, nabrać odwagi, znaleźć odpowiedniego człowieka albo doczekać chwili, gdy wszystko stanie się prostsze. Tymczasem mijają miesiące, później lata, a upragniony moment wciąż nie nadchodzi. Dlaczego odkładamy własne życie na później, skoro doskonale wiemy, że czas nie zatrzymuje się tylko dlatego, że nie jesteśmy jeszcze gotowi?

Nie zawsze chodzi o wielkie marzenia. Odkładamy podróż, na którą od dawna chcemy pojechać. Rezygnujemy z kursu, który nas interesuje. Książka od lat pozostaje jedynie pomysłem w głowie. Praca dawno przestała dawać satysfakcję, lecz ciągle powtarzamy sobie, że „teraz nie jest dobry moment na zmianę”. Na później zostają również odpoczynek, przyjemność, spotkania z bliskimi, a czasami nawet własne zdrowie.

Każda pojedyncza decyzja może wydawać się rozsądna. Problem zaczyna się wtedy, gdy „później” staje się sposobem na życie.

Czekanie potrafi wyglądać bardzo rozsądnie

Rzadko ktoś mówi sobie wprost: „Postanawiam zmarnować następne dziesięć lat”.

Znacznie częściej pojawiają się argumenty, które brzmią logicznie.

„Teraz mam za dużo obowiązków.”

„Jeszcze trochę odłożę.”

„Najpierw muszę pomóc dzieciom.”

„Jak sytuacja się uspokoi, wtedy pomyślę o sobie.”

„Na razie trzeba zacisnąć zęby.”

Każdy z tych powodów może być prawdziwy.

Życie rzeczywiście bywa trudne. Mamy obowiązki, ograniczenia, ludzi zależnych od nas oraz sytuacje, których nie da się po prostu zignorować. Wielu zmian nie można przeprowadzić z dnia na dzień.

Warto jednak od czasu do czasu sprawdzić, czy przyczyna, która kiedyś była realna, nadal istnieje.

Kobieta przez wiele lat odkłada własne potrzeby, ponieważ dzieci są małe. To zrozumiałe. Po pewnym czasie dorastają, lecz ona nadal funkcjonuje tak, jakby każda jej potrzeba musiała czekać.

Ktoś przez kilka lat bardzo intensywnie pracuje, aby wyjść z trudnej sytuacji finansowej. Później warunki się poprawiają, ale tryb ciągłego zaciskania zębów pozostaje.

Człowiek może tak długo żyć w stanie „tymczasowo”, że tymczasowość zaczyna przypominać normalność.

„Jeszcze nie teraz” daje poczucie bezpieczeństwa

Odkładanie działania nie zawsze oznacza brak motywacji.

Niekiedy daje nam bardzo konkretną korzyść: pozwala uniknąć ryzyka.

Dopóki powtarzasz:

„Kiedyś otworzę własną firmę”,

nie musisz sprawdzać, czy rzeczywiście potrafisz ją prowadzić.

Myśl:

„Pewnego dnia napiszę książkę”

pozwala zachować w wyobraźni doskonałą książkę, która nie musi jeszcze spotkać się z oceną czytelników.

Zdanie:

„Kiedyś zmienię pracę”

daje możliwość marzenia o lepszym życiu bez podejmowania decyzji niosącej ze sobą niepewność.

Marzenie znajdujące się w przyszłości jest bezpieczne.

Niepowodzenie na razie mu nie grozi.

Ocena innych również pozostaje daleko.

Rozczarowanie można odsunąć.

Cena realizacji jeszcze nie została zapłacona.

W pewnym sensie słowo „kiedyś” chroni nas przed rzeczywistością.

Idealny moment ma jedną wadę: może nigdy nie nadejść

Często czekamy, aż warunki staną się odpowiednie.

Więcej czasu.

Większy spokój.

Lepsza sytuacja finansowa.

Mocniejsza pewność siebie.

Mniej obowiązków.

Koniec trudnego okresu.

Tylko że życie rzadko układa się tak, aby wszystkie problemy zniknęły jednocześnie.

Jeden obowiązek się kończy, a w jego miejsce pojawia się następny.

Dzieci dorastają, lecz starzeją się rodzice.

Remont zostaje zakończony, za to pojawiają się inne wydatki.

Zmiana pracy rozwiązuje część problemów i przynosi nowe odpowiedzialności.

Większe zarobki niekiedy oznaczają mniej wolnego czasu.

Po latach możemy odkryć, że czekaliśmy na okres, w którym życie stanie się spokojne, przewidywalne i pozbawione komplikacji.

Taki etap wcale nie musi nadejść.

Dojrzalsze pytanie brzmi więc być może nie:

„Kiedy wszystko będzie idealnie?”

lecz:

„Co mogę zrobić w warunkach, które mam dzisiaj?”

Odkładanie siebie często zaczyna się bardzo wcześnie

Niektórzy od dzieciństwa uczą się, że najpierw należy spełniać oczekiwania innych.

Bądź grzeczna.

Pomóż.

Nie sprawiaj problemów.

Pomyśl o rodzinie.

Zrób to, co rozsądne.

Nie bądź egoistką.

Same te zasady nie muszą być złe. Umiejętność troszczenia się o drugiego człowieka jest wartością.

Kłopot pojawia się wtedy, gdy nikt nie nauczył nas, że my również możemy znajdować się na własnej liście ważnych osób.

W dorosłym życiu pytanie „Kto mnie potrzebuje?” przychodzi wtedy znacznie łatwiej niż „Czego ja potrzebuję?”.

Rodzina jest zaopiekowana.

Cudze problemy zostają rozwiązane.

Partner otrzymuje wsparcie.

Dzieci mogą liczyć na pomoc.

Starzejący się rodzice wiedzą, do kogo zadzwonić.

W pracy wszyscy są pewni, że znowu damy radę.

Po wielu latach może pojawić się jednak bardzo niewygodne pytanie:

„A kiedy właściwie miało zacząć się moje życie?”

Nie jest to bunt przeciwko rodzinie ani odpowiedzialności.

Chodzi o dostrzeżenie, że troska o innych nie musi oznaczać całkowitej rezygnacji z siebie.

Czasem boimy się, że wybierając siebie, kogoś zawiedziemy

Własna droga potrafi prowadzić do decyzji, które nie wszystkim się podobają.

Zmiana pracy może wywołać krytykę rodziny.

Wyjazd do innego miasta komuś wyda się nierozsądny.

Rozpoczęcie nauki po pięćdziesiątce może spotkać się z komentarzem:

„Po co ci to teraz?”

Ograniczenie obowiązków rodzinnych bywa natomiast odbierane jako egoizm.

Nic dziwnego, że część ludzi pozostaje tam, gdzie jest.

Akceptacja otoczenia daje poczucie bezpieczeństwa. Własny wybór może wymagać powiedzenia:

„Rozumiem, że wybralibyście inaczej. Ja jednak chcę spróbować po swojemu.”

Dla wielu osób właśnie to okazuje się najtrudniejsze.

Sam cel nie zawsze przeraża najbardziej.

Pieniądze również nie muszą być główną przeszkodą.

Nowych umiejętności można się nauczyć.

Największym wyzwaniem bywa czasem zgoda na to, że ktoś może być niezadowolony z naszej decyzji.

Łatwo pomylić cierpliwość z bezruchem

Istnieją sytuacje, w których warto poczekać.

Dobry plan potrzebuje czasu.

Firma nie rozwija się w tydzień.

Nowa umiejętność wymaga ćwiczenia.

Poprawa sytuacji finansowej może trwać latami.

Cierpliwość jest potrzebna, ale istnieje ogromna różnica między cierpliwym budowaniem czegoś a biernym czekaniem, aż rzeczywistość sama się zmieni.

Osoba ucząca się języka przed wyjazdem, odkładająca pieniądze i sprawdzająca możliwości pracy już jest w drodze, nawet jeśli przeprowadzka nastąpi dopiero za dwa lata.

Inaczej wygląda sytuacja człowieka, który od dziesięciu lat mówi:

„Kiedyś wyjadę”,

a przez cały ten czas nie robi niczego, co przybliżałoby go do wyjazdu.

Odległy termin nie jest więc największym problemem.

Ważniejsze staje się pytanie:

Czy pomiędzy dzisiaj a tym „kiedyś” cokolwiek się wydarza?

Życie nie powinno zaczynać się dopiero po spełnieniu warunku

Istnieje pułapka polegająca na stawianiu sobie warunków, które muszą zostać spełnione, zanim pozwolimy sobie żyć pełniej.

Po schudnięciu kupię sobie piękne ubrania.

Gdy będę więcej zarabiać, zacznę podróżować.

Znalezienie partnera sprawi, że życie wreszcie się zacznie.

Po przejściu na emeryturę naprawdę odpocznę.

Samodzielność dzieci da mi w końcu prawo zająć się sobą.

W ten sposób życie zostaje podzielone na dwa okresy.

Pierwszy jest przygotowaniem.

Drugi ma być nagrodą.

Problem polega na tym, że lata przygotowań są równie prawdziwe jak wszystko, co wydarzy się później.

Pięć lat oczekiwania pozostaje pięcioma latami życia.

Dekada odkładania własnych potrzeb również staje się częścią naszej historii.

Tego czasu nie można później odzyskać i przeżyć jeszcze raz.

Przyzwyczajamy się nawet do życia, którego nie lubimy

Człowiek posiada niezwykłą zdolność adaptacji.

Pomaga ona przetrwać trudne okresy, lecz ma również drugą stronę.

Po pewnym czasie oswajamy niewygodę.

Niesatysfakcjonująca praca zaczyna wydawać się normalna.

Brak czasu przestaje dziwić.

Ciągłe zmęczenie staje się codziennością.

Relacja, w której od dawna czegoś brakuje, trwa kolejny rok.

Życie prowadzone bardziej z obowiązku niż z wyboru przestaje wywoływać bunt.

To, co kiedyś wydawało się niemożliwe do zaakceptowania, po latach może zostać uznane za zwyczajność.

Dopiero spotkanie z kimś żyjącym inaczej przypomina czasami, że istnieją inne możliwości.

Znajoma zmienia pracę po pięćdziesiątce.

Ktoś rozpoczyna studia.

Dawny kolega przeprowadza się na wieś.

Inna osoba otwiera niewielką firmę.

Wtedy gdzieś w środku może pojawić się myśl:

„Skoro ona spróbowała, może ja również mogę coś zmienić?”

Nie chodzi o kopiowanie cudzego życia. Takie spotkania potrafią jednak przypomnieć, że rutyna nie jest jedyną możliwą wersją przyszłości.

Odkładamy nie tylko marzenia, ale również przyjemność

Najczęściej rozmawiamy o wielkich decyzjach, tymczasem odkładanie życia widać także w drobiazgach.

Ładna zastawa czeka „na specjalną okazję”.

Dobre perfumy są oszczędzane.

Nowe ubrania mają poczekać, aż zmieni się sylwetka.

Weekend wypełniają wyłącznie obowiązki.

Planowany wyjazd po raz kolejny przechodzi na następny rok.

Spotkanie z przyjaciółką zostaje przełożone trzeci miesiąc.

Spacer przegrywa z kolejnym zadaniem do wykonania.

Tak również może wyglądać życie spędzane w oczekiwaniu.

Nie potrzeba żadnej wielkiej tragedii.

Wystarczy, że tysiące zwyczajnych chwil uznamy za niewystarczająco ważne.

Pewnego dnia możemy wtedy odkryć, że ciągle przygotowywaliśmy życie na przyszłość, zamiast naprawdę z niego korzystać.

„Jest już za późno” może być kolejną wymówką

Na początku człowiek mówi:

„Mam jeszcze czas.”

Kilka lat później pojawia się:

„Teraz nie mogę.”

W końcu słyszymy własne:

„W moim wieku już nie ma sensu.”

To wyjątkowo przewrotna pułapka.

Niezależnie od decyzji za trzy lata i tak będziesz o trzy lata starsza.

Jeżeli dziś masz pięćdziesiąt lat i zdobycie nowej umiejętności potrwa trzy lata, możesz mieć wtedy pięćdziesiąt trzy lata i tę umiejętność.

Drugi wariant wygląda równie prosto: będziesz miała pięćdziesiąt trzy lata, ale jej nie zdobędziesz.

Czas upłynie w obu przypadkach.

Oczywiście wiek zmienia możliwości człowieka. Nie każdy cel ma sens na każdym etapie życia.

Warto jednak rozróżnić realne ograniczenie od zdania, które pozwala nam nawet nie sprawdzić, co byłoby możliwe.

Wielka rewolucja nie zawsze jest potrzebna

Hasło „zacznij żyć po swojemu” łatwo kojarzy się z radykalnymi decyzjami.

Rzuć pracę.

Wyjedź.

Rozstań się.

Załóż firmę.

Zmień wszystko.

Prawdziwa zmiana często zaczyna się jednak znacznie ciszej.

Godzina tygodniowo przeznaczona na coś własnego może być początkiem.

Podobną rolę spełni pierwsza rozmowa, zapisanie się na kurs albo sprawdzenie kosztów.

Dla kogoś ważnym ruchem stanie się wysłanie jednego CV.

Inna osoba otworzy pusty dokument i napisze pierwszą stronę.

Jeszcze ktoś zacznie odkładać niewielką kwotę na swój cel.

Duże decyzje czasami są konieczne, lecz mały krok ma ogromną zaletę: pozwala sprawdzić rzeczywistość.

Zaczynamy wtedy mniej wyobrażać sobie daną drogę, a więcej dowiadujemy się o tym, jak naprawdę się na niej czujemy.

Nie każde stare marzenie trzeba spełnić

Warto spojrzeć także na drugą stronę.

Dawne pragnienie nie zawsze zasługuje na realizację tylko dlatego, że towarzyszyło nam przez wiele lat.

Kiedyś chciałaś zamieszkać za granicą.

Czy nadal tego pragniesz?

Marzyłaś o wielkiej karierze.

Dzisiaj być może bardziej zależy Ci na spokoju.

Przez lata wyobrażałaś sobie własną firmę.

Czy interesuje Cię prawdziwa codzienność przedsiębiorcy, czy przede wszystkim wizja niezależności?

Zanim zaczniemy nadrabiać wszystko, co zostało odłożone, dobrze jest ponownie obejrzeć własne marzenia.

Zamiast pytać wyłącznie:

„Dlaczego tego jeszcze nie zrobiłam?”

warto dodać:

„Czy ja nadal tego chcę?”

Czasami największą ulgę przynosi nie spełnienie starego marzenia, lecz pozwolenie sobie na jego porzucenie.

Cena działania jest widoczna. Koszt bezczynności łatwiej przeoczyć

Myśląc o zmianie, szybko zauważamy ryzyko.

Strata pieniędzy.

Możliwa pomyłka.

Ocena innych ludzi.

Zmęczenie.

Niepewność, czy sobie poradzimy.

Znacznie rzadziej obliczamy cenę pozostawania w tym samym miejscu.

Ile kosztuje kolejny rok w pracy, której od dawna nie znosimy?

Jaką cenę płacimy za ciągłe odkładanie zdrowia?

Co tracimy, marząc przez dziesięć lat o czymś, czego nigdy nawet nie spróbowaliśmy?

Co dzieje się z człowiekiem, który każdego dnia przekonuje siebie, że jego własne potrzeby muszą jeszcze poczekać?

Brak decyzji również prowadzi do konkretnej przyszłości.

Pozostawanie w miejscu ma swoje konsekwencje.

Ponieważ jednak pojawiają się powoli, znacznie łatwiej ich nie zauważyć.

Wyobraź sobie, że przez pięć lat nic się nie zmieni

To proste ćwiczenie może być bardzo niewygodne.

Tym razem nie wyobrażaj sobie idealnej przyszłości.

Załóż coś odwrotnego.

Przez następnych pięć lat Twoje życie pozostaje mniej więcej takie jak dzisiaj.

Ta sama praca.

Podobna ilość wolnego czasu.

Te same odkładane plany.

Zbliżone relacje.

Znajome wymówki.

Podobna sytuacja finansowa.

Ten sam sposób przeżywania codzienności.

Jak czujesz się z takim obrazem?

Spokój może oznaczać, że wielka zmiana wcale nie jest Ci potrzebna.

Silny opór, smutek albo strach mówią coś zupełnie innego i warto ich nie lekceważyć.

Niekiedy lęk przed zmianą jest ogromny.

Zdarza się jednak chwila, gdy jeszcze bardziej przeraża nas możliwość, że nic się nie zmieni.

Właśnie wtedy może pojawić się gotowość do pierwszego ruchu.

Nie musisz znać odpowiedzi na całe życie

Część decyzji odkładamy dlatego, że próbujemy rozwiązać przyszłość na wiele lat naprzód.

Jeżeli zmienię pracę, co będzie za dziesięć lat?

Czy nowy kierunek okaże się właściwy?

Co zrobię, jeśli się pomylę?

Skąd mam wiedzieć, że nie będę żałować?

Takiej pewności prawdopodobnie nigdy nie otrzymamy.

Życie jest zmienne, a my zmieniamy się razem z nim.

Dzisiaj nie musisz wiedzieć, czym będziesz zajmowała się przez następne dwadzieścia lat.

Znacznie bardziej użyteczne może być mniejsze pytanie:

„Jaki następny krok przybliży mnie do życia bardziej mojego niż obecne?”

Nie potrzebujesz zobaczyć całych schodów.

Wystarczy jeden stopień.

Pierwszy ruch nie musi oznaczać deklaracji na resztę życia.

Może być próbą, doświadczeniem, sprawdzeniem kierunku.

Życie nie zaczyna się później

Bardzo łatwo potraktować obecny etap jak poczekalnię.

Prawdziwe życie zacznie się po remoncie.

Spokojniej będzie po przeprowadzce.

Wszystko zmieni się po rozwodzie albo po ślubie.

Dla siebie znajdę czas, kiedy dzieci dorosną.

Odpocznę po spłaceniu mieszkania.

Na emeryturze wreszcie będę żyć.

Tyle że zwyczajny czwartek także jest naszym życiem.

Dzisiejsze popołudnie również do niego należy.

Rok, który właśnie trwa, nie jest próbą generalną przed czymś ważniejszym.

Oczywiście warto planować przyszłość. Dobrze jest pracować na cele, które wymagają czasu. Rozsądek także ma swoją wartość.

Nie chodzi o realizowanie każdego impulsu pod hasłem „życie jest krótkie”.

Znacznie ważniejsze jest sprawdzanie od czasu do czasu, czy całego własnego życia przypadkiem nie przenieśliśmy do przyszłości.

Czy oprócz obowiązków istnieje jeszcze coś naszego?

Robimy coś, na co sami czekamy z przyjemnością?

Znajdujemy w swoim tygodniu, miesiącu albo roku przestrzeń, która naprawdę należy do nas?

Czas nie potrzebuje naszej zgody

Najbardziej niezwykłe w odkładaniu życia jest to, że czas nie zatrzymuje się razem z nami.

Przez rok możemy zastanawiać się, czy zacząć.

Rok i tak minie.

Kolejne trzy lata można spędzić na czekaniu na większą odwagę.

One także przeminą.

Wątpliwości mogą pozostać.

Kalendarz nie będzie na nie czekał.

Nie oznacza to, że trzeba podejmować pochopne decyzje. Rozwaga jest cenna, a dobre przygotowanie chroni przed wieloma błędami.

Istnieje jednak moment, w którym kolejne analizowanie nie przynosi już żadnej nowej wiedzy.

Staje się sposobem odsuwania działania.

Wtedy dobrze zadać sobie jedno bardzo proste pytanie:

„Czy naprawdę potrzebuję jeszcze czasu na przygotowanie, czy potrzebuję odwagi, żeby zrobić pierwszy krok?”

Odpowiedź może nie być wygodna.

Może jednak okazać się niezwykle cenna.

Nasze życie prawdopodobnie nigdy nie będzie całkowicie uporządkowane. Zawsze znajdzie się jakiś obowiązek, pewien lęk, człowiek mający inne zdanie albo coś, czego jeszcze nie potrafimy.

Niepewność w mniejszym lub większym stopniu będzie nam towarzyszyła niezależnie od wybranej drogi.

Dlatego najważniejsze pytanie być może wcale nie brzmi:

„Kiedy wreszcie nadejdzie właściwy moment?”

Znacznie ważniejsze może być inne:

„Na co czekam, zanim pozwolę sobie naprawdę zacząć żyć?”

Przeczytaj także – „Dlaczego tak trudno zmienić swoje życie, nawet kiedy wiemy, że nie jesteśmy szczęśliwi

Czy naprawdę znamy samych siebie? Dlaczego tak trudno odpowiedzieć na pytanie: czego chcę od życia?”

Jeśli lubisz takie tematy, poznaj również moje książki. Piszę w nich o rozwoju osobistym, pracy z własnym umysłem i odzyskiwaniu wewnętrznego spokoju.

→ Zobacz książki Ireny Dudek

Zapraszam do Biblioteki lustra losu