Przejdź do treści
Strona główna » Strona z wpisami » Dlaczego tak trudno zmienić swoje życie, nawet kiedy wiemy, że nie jesteśmy szczęśliwi?

Dlaczego tak trudno zmienić swoje życie, nawet kiedy wiemy, że nie jesteśmy szczęśliwi?

Czasami doskonale wiemy, że coś w naszym życiu przestało nam służyć. Praca od dawna nie daje satysfakcji, związek bardziej męczy, niż uszczęśliwia, a codzienność wygląda zupełnie inaczej, niż kiedyś sobie wyobrażaliśmy. Mimo tej świadomości mijają miesiące, a nawet lata, i niewiele się zmienia. Dlaczego tak trudno zmienić swoje życie, skoro gdzieś w głębi siebie czujemy, że nie chcemy już żyć tak jak dotychczas?

Z zewnątrz odpowiedź może wydawać się prosta.

Nie podoba ci się praca? Poszukaj innej.

Źle czujesz się w związku? Odejdź.

Marzysz o własnej działalności? Zacznij.

Chcesz mieszkać gdzie indziej? Przeprowadź się.

Tylko że życie rzadko daje się sprowadzić do kilku prostych zdań.

Za każdą większą zmianą stoją pieniądze, relacje, przyzwyczajenia, zobowiązania, lęk, odpowiedzialność, wspomnienia, opinie innych ludzi i pytanie, które potrafi zatrzymać człowieka na bardzo długo:

A co, jeśli po zmianie wcale nie będzie lepiej?

Można być nieszczęśliwym i jednocześnie bać się odejść

To jeden z największych paradoksów ludzkiego życia.

Wydawałoby się, że kiedy jakaś sytuacja powoduje cierpienie, naturalnym odruchem powinno być jej opuszczenie.

Tymczasem często zostajemy.

Kobieta od lat narzeka na pracę, ale każdego ranka do niej wraca.

Mężczyzna wie, że jego związek właściwie już nie istnieje, jednak nie potrafi podjąć decyzji o rozstaniu.

Ktoś inny od dziesięciu lat mówi o własnym biznesie, lecz wciąż pracuje na etacie, którego nie znosi.

Dlaczego?

Ponieważ człowiek nie wybiera wyłącznie pomiędzy szczęściem a nieszczęściem. Bardzo często wybiera pomiędzy znanym a nieznanym.

To, co znane, nawet jeśli nie jest dobre, daje pewien rodzaj bezpieczeństwa.

Wiemy, jak wygląda poniedziałek. Znamy ludzi i problemy, które mogą się pojawić. Nauczyliśmy się funkcjonować w określonej sytuacji.

Zmiana odbiera tę przewidywalność.

Za drzwiami znajduje się coś, czego jeszcze nie znamy.

Właśnie dlatego człowiek czasem wybiera znajomy dyskomfort zamiast nieznanej możliwości.

„Nie jest dobrze, ale przecież nie jest aż tak źle”

To zdanie potrafi zatrzymać zmianę na wiele lat.

Nie jestem szczęśliwa, ale inni mają gorzej.

Praca mnie wykańcza, jednak przynajmniej mam stałą pensję.

W związku brakuje bliskości, lecz przecież się nie kłócimy.

Miejsce, w którym mieszkam, dawno przestało mi odpowiadać, ale przeprowadzka oznaczałaby mnóstwo problemów.

Człowiek posiada niezwykłą zdolność przystosowywania się. Pomaga nam ona przetrwać trudne sytuacje, lecz ma również drugą stronę.

Potrafimy przyzwyczaić się do życia, którego wcale nie chcemy.

To, co na początku bardzo przeszkadzało, po kilku latach staje się codziennością.

Zamiast pytać: „Czy tak chcę żyć?”, zaczynamy myśleć: „No cóż, takie jest życie”.

I być może właśnie w tym momencie niezadowolenie staje się najbardziej niebezpieczne.

Nie wtedy, kiedy boli najmocniej.

Najgorzej, gdy przestajemy je zauważać.

Zmiana oznacza utratę, nawet jeśli prowadzi do czegoś lepszego

Mówimy często o zmianie jak o zdobywaniu.

Nowa praca. Nowy dom. Kolejny związek. Inne życie.

Rzadziej wspominamy, że niemal każda poważna zmiana oznacza również pożegnanie czegoś starego.

Odchodząc z pracy, tracimy nie tylko stanowisko, którego nie lubimy. Zostawiamy ludzi, znajome miejsce, rytm dnia, poczucie kompetencji i przewidywalne wynagrodzenie.

Kończąc wieloletni związek, żegnamy nie tylko partnera. Rozpada się pewien obraz przyszłości, wspólne rytuały, znajomości, plany i część własnej historii.

Przeprowadzka do innego miasta może być spełnieniem marzenia, a jednocześnie oznaczać oddalenie od rodziny, przyjaciół oraz miejsc znanych od dzieciństwa.

Dlatego można bardzo chcieć nowego życia i jednocześnie przeżywać żal z powodu tego, które trzeba zostawić.

Te dwa uczucia nie wykluczają się.

Czekamy na pewność, która może nigdy nie nadejść

„Zrobię to, kiedy będę pewna.”

Brzmi rozsądnie.

Problem pojawia się wtedy, gdy oczekujemy stuprocentowej gwarancji.

Chcielibyśmy wiedzieć, że nowa praca okaże się lepsza. Dobrze byłoby mieć pewność, że firma odniesie sukces. Przed przeprowadzką najchętniej sprawdzilibyśmy, czy rzeczywiście będziemy szczęśliwi w nowym miejscu.

Wspaniale byłoby nawet znać odpowiedź na pytanie, czy człowiek, z którym rozpoczynamy związek, pozostanie przy nas za dwadzieścia lat.

Życie nie daje takich gwarancji.

Wielkie decyzje niemal zawsze zawierają element niewiadomej.

Możemy zbierać informacje, rozmawiać z ludźmi i liczyć koszty. Warto również testować rozwiązania oraz przygotować plan awaryjny.

Całkowite usunięcie ryzyka pozostaje jednak niemożliwe.

Czekając na moment, w którym znikną wszystkie wątpliwości, można spędzić pół życia w poczekalni.

A może wcale nie boimy się porażki?

Często mówimy:

„Boję się, że mi się nie uda”.

Ale pod tym zdaniem może kryć się coś więcej.

Co pomyślą inni?

Jak zareagują, jeśli poniosę porażkę?

Czy usłyszę: „A nie mówiłam”?

Porażka boli nie tylko dlatego, że możemy stracić pieniądze, czas albo jakąś możliwość. Potrafi również uderzyć w obraz, jaki mamy sami o sobie.

Jeżeli przez lata uchodziliśmy za rozsądną osobę, nagłe rzucenie stabilnej pracy i rozpoczęcie czegoś własnego może wydawać się zagrożeniem dla całej naszej tożsamości.

Jeszcze trudniej, kiedy otoczenie nie wspiera decyzji.

„Po co ci to?”

„Masz dobrą pracę.”

„W twoim wieku?”

„A jeśli się nie uda?”

Czasami wystarczy kilka takich zdań, żeby odłożyć własne marzenie na kolejny rok.

Opinia innych ma większą siłę, niż lubimy przyznawać

Chcemy wierzyć, że podejmujemy decyzje samodzielnie.

W praktyce żyjemy wśród ludzi.

Rodzina, partner, znajomi, współpracownicy i środowisko tworzą niewidzialną sieć oczekiwań. Niekiedy nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak mocno wpływa ona na nasze wybory.

Ktoś pozostaje w prestiżowym zawodzie, którego nie lubi, ponieważ rodzice zawsze byli z niego dumni.

Inna osoba utrzymuje małżeństwo głównie dlatego, że boi się reakcji rodziny.

Człowiek marzący o artystycznym zajęciu może przez lata pracować w korporacji, ponieważ jego prawdziwe pragnienie wydaje mu się „niepoważne”.

Najtrudniejsza zmiana zaczyna się czasem od przyznania:

„To życie wygląda dobrze dla innych, ale nie jest dobre dla mnie.”

Takie odkrycie może być bolesne.

Jednocześnie potrafi być początkiem czegoś bardzo ważnego.

Im więcej mamy do stracenia, tym trudniej zaczynać od nowa

Młody człowiek często może pozwolić sobie na więcej eksperymentów.

Niekoniecznie dlatego, że jest odważniejszy. Po prostu zwykle ma mniej zobowiązań.

Z wiekiem pojawia się kredyt, mieszkanie, dzieci, określony poziom życia, odpowiedzialność za rodzinę i zawodowa pozycja budowana przez wiele lat.

Decyzja o zmianie zaczyna więc kosztować więcej.

Dwudziestolatek może powiedzieć:

„Spróbuję przez rok”.

Czterdziestolatek albo pięćdziesięciolatek częściej zaczyna liczyć konsekwencje.

Co z ratą kredytu?

Na jak długo wystarczą oszczędności?

Gdzie znajdę nową pracę?

Czy ktoś zatrudni mnie w innym zawodzie?

Ile czasu zajmie odbudowanie dochodów?

Takie pytania nie świadczą o tchórzostwie. Są częścią odpowiedzialności.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy rozsądna analiza ryzyka zamienia się w argument, żeby nigdy nie spróbować niczego nowego.

„Jest już za późno” – jedno z najbardziej kosztownych zdań

Wiek potrafi stać się niewidzialną granicą.

Po trzydziestce ktoś uważa, że za późno na zmianę zawodu.

Czterdzieste urodziny mogą przynieść przekonanie, że nie warto zaczynać od początku.

Kilkanaście lat później pojawia się myśl, że trzeba już tylko utrzymać to, co się ma.

Z czasem człowiek może nawet uznać, że marzenia należą wyłącznie do młodszych.

Tymczasem samo pytanie „czy jest za późno?” często jest źle postawione.

Warto zapytać inaczej:

Co stanie się za pięć lat, jeśli niczego nie zmienię?

Pięć lat prawdopodobnie i tak minie.

Możemy mieć wtedy dokładnie tę samą pracę, te same frustracje i to samo marzenie — tylko o pięć lat starsze.

Ta perspektywa potrafi całkowicie zmienić sposób patrzenia na decyzję.

Dlaczego kryzys często staje się początkiem nowego życia?

Wiele wielkich zmian nie zaczyna się od odwagi.

Ich początkiem bywa moment, kiedy człowiek nie jest już w stanie żyć po staremu.

Utrata pracy, rozwód, choroba, odejście dzieci z domu, śmierć bliskiej osoby, poważny konflikt czy wypalenie mogą brutalnie przerwać dotychczasowy porządek.

Nagle nie da się już udawać, że wszystko jest w porządku.

Paradoksalnie właśnie wtedy niektórzy podejmują decyzje odkładane przez dziesięć lat.

Dlaczego wcześniej tego nie zrobili?

Dopóki stary świat był wystarczająco wygodny, zmiana wydawała się bardziej przerażająca niż pozostanie.

Kryzys odwraca proporcje.

To, co dotychczas było bezpieczne, przestaje takie być.

Czasami musimy bardziej bać się pozostania niż odejścia

Wyobraź sobie wagę.

Po jednej stronie leży strach przed zmianą.

Na drugiej — koszt pozostania w obecnej sytuacji.

Dopóki pierwszy ciężar jest większy, człowiek zwykle zostaje.

„Boję się odejść.”

„Nie wiem, co będzie.”

„Jeszcze trochę wytrzymam.”

„Może coś się poprawi.”

Mijają kolejne miesiące.

W pewnym momencie druga szala zaczyna jednak przeważać.

Pojawia się myśl:

„Bardziej boję się tego, że za dziesięć lat nadal będę tutaj.”

To może być moment przełomowy.

Strach przed zmianą nie musi nagle zniknąć.

Zmienia się jedynie odpowiedź na pytanie, czego boimy się bardziej.

Wielka zmiana nie zawsze musi zaczynać się od wielkiego skoku

Kiedy myślimy o zmianie życia, wyobraźnia często podsuwa dramatyczne obrazy.

Rzucam pracę.

Wyprowadzam się.

Kończę związek.

Sprzedaję mieszkanie.

Zakładam firmę.

Zaczynam wszystko od początku.

Nic dziwnego, że człowiek się boi.

Można jednak zrobić coś innego.

Sprawdzić.

Zanim rzucisz pracę, zobacz, czy istnieje możliwość zdobycia nowych kwalifikacji.

Przed otwarciem firmy spróbuj znaleźć pierwszego klienta.

Jeżeli marzysz o przeprowadzce, spędź trochę czasu w miejscu, w którym chciałabyś mieszkać.

Przy zmianie zawodu warto porozmawiać z kimś, kto już wykonuje interesującą nas pracę.

Wielkie decyzje nie zawsze wymagają natychmiastowego postawienia wszystkiego na jedną kartę.

Czasem odwaga polega nie na skoku w przepaść, lecz na wykonaniu pierwszego małego testu.

Najtrudniej zmienić życie, kiedy nie wiemy, czego chcemy zamiast niego

Łatwo powiedzieć:

„Nie chcę już tak żyć.”

Znacznie trudniej odpowiedzieć:

„Jak chcę żyć?”

To ogromna różnica.

Ucieczka od czegoś daje energię na krótko. Kierunek pozwala iść znacznie dłużej.

Jeżeli wiem tylko, że nienawidzę swojej pracy, mogę odejść i po kilku miesiącach znaleźć się w bardzo podobnej sytuacji.

Gdy jednak rozumiem, czego potrzebuję — większej samodzielności, spokojniejszego rytmu, kontaktu z ludźmi, twórczości albo lepszych zarobków — zaczynam szukać świadomiej.

Podobnie jest w relacjach.

Samo stwierdzenie „nie chcę być samotna” niewiele mówi o związku, który naprawdę chciałabym stworzyć.

Zmiana staje się łatwiejsza, gdy zamiast jedynie odpychać stare życie, zaczynamy widzieć choćby zarys nowego.

Nie każda zmiana jest dobra

W rozwoju osobistym łatwo stworzyć wrażenie, że zmiana sama w sobie jest wartością.

Nie jest.

Można odejść z dobrej pracy pod wpływem chwilowego impulsu.

Zdarza się zakończyć wartościową relację tylko dlatego, że przeżywamy trudniejszy okres.

Pogoń za „nowym życiem” także może stać się sposobem uciekania przed problemami, które później zabieramy ze sobą wszędzie.

Dlatego warto odróżnić chwilowe zmęczenie od głębokiego poczucia, że obrany kierunek przestał być nasz.

Jedna z najważniejszych umiejętności nie polega na ciągłym zmienianiu życia.

Polega na rozpoznaniu:

co warto naprawić, co zaakceptować, a z czego rzeczywiście trzeba odejść.

Rozróżnienie tych trzech rzeczy nie zawsze przychodzi łatwo.

A jeśli podejmę złą decyzję?

Prawdopodobnie kiedyś podejmiesz.

Nie jedną.

Każdy człowiek ma w swoim życiu decyzje, które z perspektywy czasu podjąłby inaczej.

Przyszłość pozostaje dla nas niedostępna, dlatego możemy wybierać jedynie na podstawie tego, co wiemy dzisiaj.

Co więcej, nawet dobra decyzja może przynieść trudne konsekwencje.

Możesz odejść z pracy, która cię niszczyła, a później przez pół roku szukać nowej.

Po zakończeniu niewłaściwego związku nadal można bardzo tęsknić za człowiekiem, którego się zostawiło.

Własna firma może okazać się właściwą drogą, mimo że pierwszy pomysł biznesowy zakończy się porażką.

Trudność po zmianie nie jest automatycznie dowodem, że zmiana była błędem.

Tak samo wygoda nie oznacza, że obraliśmy właściwą drogę.

Możemy również żałować tego, czego nigdy nie zrobiliśmy

Kiedy analizujemy ryzyko, zwykle zastanawiamy się nad konsekwencjami działania.

Co się stanie, jeśli odejdę?

Ile mogę stracić?

Jak poradzę sobie w razie niepowodzenia?

Znacznie rzadziej liczymy koszt bezczynności.

Warto więc odwrócić pytania.

Co się stanie, jeśli zostanę?

Jak będę się czuła za pięć lat?

Czy będę żałować, że nie spróbowałam?

Ile energii kosztuje mnie obecna sytuacja?

Jakie możliwości tracę, pozostając w miejscu?

Brak decyzji również jest decyzją.

Tyle że jej konsekwencje przychodzą powoli, dlatego trudniej je zauważyć.

Być może nie potrzebujesz odwagi na całe życie

Wielkie zmiany przerażają również dlatego, że patrzymy na nie jak na ogromną drogę, którą trzeba przejść od razu.

„Jak mam zmienić zawód?”

„W jaki sposób zbuduję firmę?”

„Od czego zacząć życie w innym mieście?”

„Dam sobie radę sama?”

Umysł próbuje rozwiązać wszystkie problemy przyszłości jednocześnie.

Nic dziwnego, że pojawia się lęk.

A gdyby zamiast pytać o całe życie, zapytać:

Jaki jest następny krok?

Nie za rok.

Nie za pięć lat.

Teraz.

Może nim być jedna rozmowa, wysłanie CV albo sprawdzenie kosztów.

Dla kogoś innego pierwszym ruchem stanie się zapisanie na kurs, odłożenie pieniędzy, przygotowanie planu, postawienie granicy lub powiedzenie komuś prawdy.

Mały krok nie rozwiązuje wszystkiego.

Ma jednak jedną niezwykłą właściwość:

zmienia człowieka z osoby, która myśli o zmianie, w osobę, która zaczęła jej dokonywać.

Skąd wiadomo, że naprawdę nadszedł czas?

Nie istnieje uniwersalny sygnał.

Czasami decyzja dojrzewa długo.

Najpierw pojawia się dyskomfort.

Później przychodzą pytania.

Z czasem zaczynamy wyobrażać sobie inne życie.

Wracamy do tego samego tematu podczas spaceru, przed snem albo w rozmowach z bliskimi.

Po kilku miesiącach orientujemy się, że pytanie nie brzmi już:

„Czy powinnam coś zmienić?”

Zaczyna brzmieć:

„Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam?”

Warto wtedy zatrzymać się na chwilę.

Nie po to, żeby natychmiast przewrócić życie do góry nogami.

Chodzi raczej o to, aby potraktować własne niezadowolenie poważnie.

A jeśli problemem nie jest brak odwagi, tylko brak zgody na niepewność?

Chcielibyśmy podejmować decyzje dopiero wtedy, gdy znamy zakończenie.

Tyle że zakończenie poznajemy dopiero po przejściu drogi.

To jeden z najtrudniejszych elementów dorosłego życia.

Można przygotować plan, ale nie da się zaplanować wszystkiego.

Ryzyko da się zmniejszyć, lecz całkowicie go nie usuniemy.

Warto słuchać innych, choć ostateczna decyzja nadal pozostaje nasza.

Dojrzałość nie zawsze oznacza pewność.

Czasami oznacza umiejętność powiedzenia:

„Nie wiem, jak to się skończy. Wiem natomiast, że nie chcę już stać w tym samym miejscu.”

Co będzie, jeśli niczego nie zmienisz?

To pytanie bywa ważniejsze od wszystkich innych.

Wyobraź sobie, że mija rok.

Nic się nie zmieniło.

Potem mijają trzy lata, a ty nadal jesteś w tym samym miejscu.

Po pięciu budzisz się pewnego ranka i odkrywasz, że życie, które miało być „na razie”, stało się twoją codziennością.

Jak się z tym czujesz?

Jeżeli ta wizja przynosi spokój, być może nie potrzebujesz rewolucji.

Niekiedy warto naprawić kilka rzeczy zamiast burzyć wszystko.

Gdy jednak na samą myśl pojawia się głęboki sprzeciw, dobrze go usłyszeć.

Bo życie nie zawsze zmienia się w chwili, kiedy już się nie boimy.

Częściej ruszamy wtedy, gdy dochodzimy do wniosku, że pozostanie w miejscu kosztuje nas więcej niż próba.

Nie potrzebujemy gwarancji, że wszystko się uda.

Całej drogi również nie musimy znać.

Wielka rewolucja od pierwszego dnia wcale nie jest konieczna.

Czasem wystarczy przestać udawać przed sobą, że obecne życie nam odpowiada.

A później zrobić jeden krok.

Następny może przyjść później.

Po pewnym czasie oglądamy się za siebie i widzimy coś zaskakującego.

Zmiana, której baliśmy się przez lata, nie wydarzyła się jednego dnia.

Powstała z wielu niewielkich decyzji.

Jednej rozmowy.

Jednego „nie”.

Pierwszego „spróbuję”.

Chwili, w której przestaliśmy czekać na idealny moment.

I być może właśnie dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi:

„Czy mam odwagę zmienić całe swoje życie?”

Znacznie ważniejsze może być inne:

„Czy mam odwagę zrobić dzisiaj pierwszy krok w stronę życia, którego naprawdę chcę?”

Przeczytaj także – Czy człowiek ma wolną wolę? A może nasze decyzje zapadają wcześniej?

„Czy naprawdę znamy samych siebie?

Zaprasza również do Biblioteki lustra losu